czwartek, 31 lipca 2014

Reverse engineering.


Taki fajny związek frazeologiczny w języku angielskim mi się dzisiaj przyplątał, który oznacza nic innego jak inżynierię odwrotną, a cytując za wikipedią oznacza: "proces badania produktu (..) w celu ustalenia, jak on dokładnie działa, a także w jaki sposób i jakim kosztem został wykonany. "

Ale skąd właściwie przyplątało mi się dzisiaj to określenie? 
W rozerwaniu będąc pomiędzy "chcieć" a "móc", a również: dziergać, pisać, projektować czy myśleć o przyszłości (mam na myśli tę całkiem nieodległą i dotyczącą wypoczywania wakacyjnego) zarzuciłam wszystkie zaplanowane na dzisiaj czynności i dałam się porwać lekturze interesujących mnie tematów z punktu widzenia przyszłych projektów projektanta.. haha, ja projektant.. jakkolwiek by to nie zabrzmiało wciąż nie potrafię się do tego określenia przyzwyczaić, bo ja jestem "dziergacz" pełnym drutem ;) albo nawet dwoma, fascynat i miłośnik dzianiny, który od czasu do czasu próbuje się swoimi pomysłami na dzianinę z Wami podzielić.  Ale projektant? nieeee... jak się dorobię kilkunastu gotowych wzorów to się może spróbuję przestawić :D

Wracając jednak do sedna sprawy, szukając odpowiedzi na przeróżne, dręczące mnie z punktu widzenia moich ostatnich zainteresowań pytania, dotyczące w głównej mierze tego, w jaki sposób spisywanie wzorów rozwinąć i usprawnić natknęłam się na kilka bardzo ciekawych ravelrowych dyskusji projektantów dzianiny właśnie. 

Przed kilkoma miesiącami, podczas spotkania z Joji w Amsterdamie, nieświadoma tego, że w ogóle można inaczej, niż w znany mi sposób, projektować dzianinę, czyli najpierw wykon dziewiarski, potem wzór, zapytałam w jaki sposób ona swoje piękne projekty projektuje. Dowiedziałam się wtedy, że jej praca projektanta jest dokładnie tym, co sobie wyobrażałam. Przede wszystkim praca ta zaczyna się od tworzenia dzianiny, podczas dziergania której powstają przeróżne notatki na poszczególnych etapach, które następnie po zakończeniu dziergania zostają przekalkulowane na różne rozmiary i przelane na papier. 
Joji jest zatem inżynierem odwrotnym. Najpierw tworzy, potem tę rzecz powstałą przelewa na papier.
Fajnie. Ja też tak robię. Najpierw bawię się sznurem, daję mu się porwać, oczarować, czasem się z nim po drodze potłukę i pospieram, bo nie zawsze gadamy w tym samym języku, a i oczekiwania dotyczące tego, kim on będzie, gdy dorośnie, czyli jak go w palcach obracać przestanę, mamy czasem zgoła odmienne. To jest zdecydowanie najprzyjemniejsza część procesu tworzenia. Przypomina burzliwą miłość. Kochamy się ze sznurem, czasem się nie lubimy, jedne dają się pięknie kształtować bez oporu, inne bezustannie próbują swoją niezależność demonstrować, czasem mam ochotę rzucić go w diabły, a i pewnie on też nie raz tak sobie o mnie myśli, ale nie ma wyboru, bo ja tu rządzę, ja karty rozdaję, i ja decyduję o tym czy sznur może odejść.

A propos dyskusji ze sznurem, męski przekroczył pachy i pięknie przybywa, Cinnia od Filcolany wspaniale się przerabia zarówno ściegiem gładkim jak i w warkoczach.. o rany! jaka jest mięciutka..
Wczoraj podczas pierwszych sensownych przymiarek zapytałam (guuupia ja!!!) się jegomościa czy na pewno aby wzór przezeń wybrany jest akceptowalny, a ten mi na to odpowiedział:
"taaaa... zresztą i tak jest tylko na plecach, więc i tak go nie będę widział...".
koniec cytatu.. włosów z głowy rwanie i warg przygryzanie rozpoczęte.. nie wiem czy dotrwam! ukatrupię prędzej! wczoraj miałam ponad 500 oczek na drutach a ten mi tu z takimi tekstami wyskakuje..grrrr... to chyba pierwszy i ostatni męski sweter (słyszałeś?!) jaki popełnię z myślą o Połówku!
no chyba, że mnie jakimś prezentem urobi (słyszałeś?  :D)...


wracając jednak do głównego tematu.. po wydzierganiu projektu zaczyna się właściwa  ... praca (?), czyli liczenie, kombinowanie, rysowanie, spisywanie, tabelek tworzenie, czyli to wszystko, dzięki czemu Ty możesz mieć taki sam sweter jak ja :D. 
I ten związek bywa burzliwy, choć akurat z komputerami, to ja się nie komunikuję, gadają do mnie czasem, oczywiście, proponują mi buty/torebki/wakacje/ dlaczego nie wełny??? i inne gadżety, atakują mnie jakimiś słodkościami (co chwila i rusz jakieś cookies mi wyskakuje) kompletnie nie pamiętając o tym, że ja od wieków na diecie jestem.. Ale ja milczę jak głaz. Udaję, że mnie nie ma i klikam tylko tyle, ile muszę i ani razu więcej! Komputery mnie przerażają.. ale dobre z nimi porozumienie jest warunkiem koniecznym do tego, żeby wzór powstał. Więc po cichu sobie z nimi, w jako takiej symbiozie współżyję. 

Jakimż jednak ogromnym dla mnie zaskoczeniem była wiadomość, że gro projektantów dziewiarskich najpierw ma pomysł (to ta część, która się odbywa całkiem pozawymiarowo i w umyśle), potem powstaje szkic, potem powstaje (uwaga!!!) wzór/przepis jak wykonać całą dzianinę ze wszelkimi przeliczeniami, kompozycjami, schematami, tabelkami, no wsjo!, a potem dopiero następuje najprzyjemniejsza część tworzenia, czyli dzierganie, choć nie jest to dzierganie wolne i artystyczne, a odtwórcze, bo przecież jest konsekwentnym postępowaniem według instrukcji.
Plusy tej sytuacji: 
  • sami sobie jesteśmy projektantem i testerem.
  • Jeśli napotkamy na trudność podczas dziergania możemy łatwiej zapanować nad modyfikacją wzoru.
  • Wychwytujemy na  bieżąco błędy i niejasności w instrukcjach.
No ale gdzie tu jakiś artystyczny wyraz? gdzie ryzyko? gdzie zabawa? 
Z drugiej zaś strony ile trzeba mieć wiedzy i wyobraźni, żeby temu podołać?

Czysto teoretycznie, jeśli tworzysz coś z głowy, to co robisz? idziesz na żywioł, słuchasz się wełny, dajesz się ponieść, czy może planujesz swoje kroki zawczasu i zaczynasz od spisanego szkicu/ wzoru/ instrukcji według której/ którego postępujesz? Jesteś inżynierem odwrotnym czy projektantem? jak to z Tobą jest? 


Na koniec.. Lukrecja doczekała się wersji spisanej i szuka chętnych do jej przetestowania, wolne są jeszcze rozmiary: 32", 42", 44", i 46". Osoby zainteresowane zapraszam serdecznie na wątek testowy na Ravelry: klik

Miłego Dnia!
(do weekendu ledwie dzień i pół zostały.. :D )


19 komentarzy:

  1. Asiu, dla mnie inżynieria na odwyrtkę byłaby wariantem trudniejszym. Jestem na to za leniwa ;) Owszem, mogę rozpracować konstrukcję gotowego warkocza, rozpisać widzianą na swetrze kombinację oczek prawych i lewych, ale spisać z natury cały sweter - nigdy! Jak mam coś dużego czyjegoś odtwarzać, potrzebuję przepisu :) Za to wyobrażam sobie pracę w drugą stronę i mam plan wcześniej czy później popełnić sweter własnego pomysłu, wcześniej starannie rozrysowany. Adrenalinki i tak by nie zabrakło ;) Przy okazji, "Krój i modelowanie w dziewiarstwie ręcznym" Koteckiej znasz? Popularne to i groszowe, jakby co, a bardzo pomocne w drodze od projektu do swetra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki Pani Koteckiej nie znam, ale się rozglądnę :D
      Wbrew pozorom, projektowanie na sucho, bez rozpracowania wcześniejszego jest, przynajmniej w moim przekonaniu, znacznie, znacznie trudniejsze. Mnie również byłoby trudno projekt wykonany przez kogoś innego rozpracować. ale własny, jeszcze taki, którego wciąż mam głowie i wszystkie niemalże czynności wyświetlają się niczym neon na dzianinie - banał, ale widzieć coś, mieć zamysł, konstrukcyjny też, geometrię poszczególnych fragmentów dzianiny, umieć przeliczyć, zaplanować na sucho, żeby później naprawdę pasowało - to wyzwanie dla mnie ogromne :D
      Popełniaj ten sweter zatem, bo ciekawa jestem przeogromnie co wymyśliłaś! trzymam kciuki za jego realizację :D

      Usuń
  2. Strasznie skomplikowane to projektowanie, dzianie, rozliczanie i spisywanie... Chyba nie dałabym rady dlatego wielki szacun w Twoja stronę!!! ale chyba jakbym już miała pisać to z uwagi na mój umysł ścisły i zamiłownaie do liczenia, proporcji i tym podobnych chyba najpierw dokłądnie rozpisałabym wszystko a potem próbowała dziergać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest dość skomplikowane, ale w gruncie rzeczy każda z nas to potrafi i robi, czasem intuicyjnie i bez przeliczeń :D
      Ściskam mocniutko!

      Usuń
  3. To od tyłu to się tak da? o.o ja jestem w szoku.
    Co prawda dopiero 1 wzór za mną, reszta w głowie, ale nie wyobrażam sobie robienia tego odwrotnie.

    Faceci są śmieszni czasem, ale to dobrze ;) ja dla swojego będę coś może robiła, ale raczej ze wzoru, bo w 1 się zauroczyłam, kolore jedynie zmienię, bo mój nie da się ubrać w czarwony. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są śmieszni, to fakt, ale życie bez mojego byłoby nudne, więc niech sobie marudzi i mi nowych tematów na posty dostarcza :D
      Ściskam!

      Usuń
  4. Bardzo chętnie podjęłabym się testowania Lukrecji w rozmiarze 42 lub 44.Może mam jakieś szanse?

    OdpowiedzUsuń
  5. Hym... Ja najpierw wymyślam, szkicuję, mniej więcej rozrysuję co gdzie jak, a potem dziergam. W trakcie robiąc notatki. Każdy moment zapisuję, bo później ciężko mi dojść do tego "co autor tych oczek miał na myśli". Dopiero jak wyrób jest gotowy, przeliczam za pomocą Magicznego Arkusza Marzeny (który to sprytnie wymyślił Najmojszy) wszystkie rozmiary. Nie wiem jak Ty przeliczasz, ale u mnie to wygląda tak, że wpisuję w odpowiednie rubryki (a mam ich mnóstwo na każdą okazję) moje wymiary w kluczowych miejscach i odpowiadającą im liczbę oczek. Potem zostaje mi przeanalizować te obliczenia, oczka nieparzyste na parzyste zamieniam, jeśli trzeba to na odwrót. I już. Piszę wzór. Chociaż to nie takie zaraz już... Pracy nad tym jest...
    Pozdrawiam jeszcze z Ustki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na okoliczność rozliczenia Lukrecji karteczek i tabelek powstało tyyyyle, że aż mnie głowa boli, jak sobie pomyślę, że ja to tak wszystko sama policzyłam :D
      Ściskam!

      Usuń
  6. Witaj Asju. A ja korzystam raczej ze wzorów gotowych . Wymyślanie projektów zostawiam Wam kreatywnym projektantkom. Oczywiście czasem tworzę jakiś sweterek na swoje potrzeby ze znanych mi oczek i splotów ogólnie dostepnych ale nie jest to nic szczególnego . A przy takiej pogodzie to zupełnie nic drutowego mi nie idzie nawet bawełna .Pozdrawiam z dusznego ,gorącego i parnego Podkarpacia . Ewa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoda u nas też mało zachęcająca jest do dziergania z wełen, ale pocieszające jest to, że już niebawem upały zamienimy na przyjemny chłód, wraz z którym przyjdzie potrzeba posiadania czapek/rękawiczek/kominów i swetrów.. czyli szał dzierganiowy powróci! :D
      Pozdrawiam cieplutko :D

      Usuń
  7. Ja wyłącznie wymyślam w trakcie roboty. Chyba jestem zbyt leniwa by wpierw rozrysować i rozpisać... Natomiast próbowałam spisać po fakcie swetra popełnienia cały wzór i doszłam do 13 okrążenia i odpadłam... Stwierdzając, że wolałabym zrobić ten sweter na nowo, niż go rozpiswać. Dlatego tak was podziwiam za cierpliwość i drobiazgowość!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takoż i ja robię, dziergam, testuję techniki, ściegi, kształty, a potem, jak już wiem, że sweter z moimi pomysłami będzie leżał jak marzenie to wszystko przeliczam i rozpisuję. To zdecydowanie najmniej atrakcyjny moment, przynajmniej dla mnie, całego procesu tworzenia, ale z drugiej strony dzięki swoim doświadczeniom nauczyłam się doceniać pracę autorów projektów.
      Warto przynajmniej raz zmierzyć się z tym tematem :D
      Ściskam serdecznie!

      Usuń
  8. Ja póki co jestem tylko odtwórcą. Jedyna rzecz robiona z głowy to rękawiczki. Ale kto wie, kto wie. Gdyby przyszło mi coś robić od zera to na pewno z robionymi na bieżąco notatkami. Fakt - część ściegów umiem rozszyfrować tylko pamięć u mnie dobra ale wybiórcza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie, dlatego też prace nad Streetem trwały ładnych parę tygodni, nie dlatego, że wzór jest skomplikowany, ale właśnie dlatego, że spisywanie wzoru odbyło się ładnych parę miesięcy po zakończeniu prac nad sweterkiem. Ja też najwidoczniej mam problem z pamięcią.. z drugiej zaś strony, nie lubię przerywać sobie przyjemności dziergania bezustannym zapisywaniem i notowaniem całych linijek, robię notatki, ale bardzo skąpe :D
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
    2. Jak rozliczacie wzór na inne rozmiary, niż robicie dla siebie? Na "oko", według jakichś tabelek? Dużo robię z głowy, bez wzoru i parę razy myślałam o podzieleniu się wzorem, bo coś tam pospisywałam w trakcie dziergania. Wzór robiony "pode mnie" niewielu osobom będzie pasował. A jak robię np dopasowany sweterek dla kogoś - jest kilka przymiarek.
      Można się jeszcze załapać na testowanie Lukrecji w rozmiarze 42 albo 44?

      Pozdrawiam
      Beata

      Usuń
    3. Nie będę się wypowiadać za wszystkie dziewczyny, ale za siebie mogę :D tabelki z wymiarami poszczególnych rozmiarów są zbawienne a potem pozostaje zachowanie proporcji i liczenie.
      Nie odważyłabym się dziergać dla kogoś innego, bo zawsze towarzyszy mi strach, że nie będzie do jej sylwetki pasował, stąd mój ogromny podziw dla tych, którzy tak potrafią :D
      pozdrawiam!

      Usuń
  9. A ja robię jednocześnie tzn. dzianinę i spisuję każdy ruch. Co prawda nie są to takie prace skomplikowane i przemyślane jak twoje, więc tym większy mam podziw dla twoich umiejętności. Kartki są tylko na mój użytek i jest ich cała masa, czasem się w nich gubię i wychodzi wtedy dzianinowy dziwoląg, tfu ;) chciałam napisać dzianina awangarda. Pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzianinowa awangarda (świetna nazwa! :D) to teraz jest w modzie bardzo, więc się nie przejmuj! Mój największy koszmar, to wyrośnięty w miejscu głowy rękaw, tego się zawsze najbardziej obawiam podczas spisywania wzoru :D ale jeszcze mi się to nie udało, poza tym wszelkie dziwactwa są dopuszczone, a przynajmniej tak mi się wydaje.. :D
      W swoich notatkach też się czasem gubię, bo skróty myślowe spisane na kolanku nie zawsze doprowadzają mnie do tych czynności co powinny :D Stąd cieszy mnie ogromnie, że patrząc na zrobiony przez siebie sweter mogę rozpoznać co i w jaki sposób na poszczególnych etapach zrobiłam, to umiejętność, którą w sobie uwielbiam! :D
      Ściskam serdecznie!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Napisz do mnie / Send me a message:

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *