piątek, 11 lipca 2014

O tym jak przeszłam na alpakową stronę mocy...

 "Nie jestem fanką alpaki". Te słowa padały z moich ust podczas czerwcowego spotkania w magic loopie  wielokrotnie, mam nawet na to świadków ;) Ale ponieważ kobiecość moja uszami mi czasem wychodzi, i tym razem, zmienność mojej niewieściej kibici mnie zaskoczyła. Powtarzałam te słowa z przekonaniem ogromnym, żywo i gorąco przy tym gestykulując. Nie będę Was jednak oszukiwać, nie jestem znawcą wełny, oj nie! tak mało ich przeszło przez moje ręce, że z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie liznęłam nawet jednego bochenka z jednej piekarni, więc jakim to ja mogę być autorytetem w tej dziedzinie? Przyznaję się bez bicia, jestem rozmiłowanym w sznurze konsumentem, nie producentem, i nie potrzebuję znać wszelkich danych technicznych istotnych z perspektywy producenta dzianiny, ja po prostu muszę dać się wełnie oczarować. Wiadomo, jak to baba każda pewnie ma, mam i ja pewne słabe punkty, tzw. pięty Achillesowe, które jeśli zostaną choć częściowo spełnione daję się wełnie, mimo swej merytorycznej ignorancji, oczarować. 

Kolor... ło matko, jak wełna jest w TYM kolorze, w TYM melanżu, czy z TYM odcieniem, mieszkającym w moim Pełnym Skarbów i Arystokracji Pudle idealnie zagra, to przepadłam jak śliwka w kompot. I może mnie to podgryzać, szarpać, drapać, może mnie nawet uczulać, żadne pełne zdrowego rozsądku argumenty z tych "logicznych" do mnie nie trafią. Ma być TA wełna i basta... 
Skład.. Z racji tegoż, że jako dzieciątko i panienka słyszałam jedynie i oglądałam czasem w telewizji, co znaczą takie magii i luksusu pełne słowa, jak jedwab czy kaszmir, wzdychając przy tym w niebiosa i marząc o tym, by kiedyś takie toto mieć, teraz, kiedy mogę je w końcu mieć, chcę i przy każdej możliwej okazji dążę do tego! Wełna wzbogacona choć domieszką luksusu w postaci mięciuśkiego, jak obłoczek, kaszmiru, czy chłodnego i lejącego jedwabiu, to jest pokusa, z którą mi ciężko walczyć. 

Toteż jak w końcu wyrwałam się podczas spotkania na łowy włóczkowe, to przepadłam. Połówek, na jego szczęście, nie był mi tym razem, podczas poszukiwań idealnych motków, potrzebny. Choć przyznaję, dobra o cudownych składach i kolorach w "magicznym zakątku" u Agnieszki jest tyle, że porada wydaje się być jak najbardziej wskazana. Szczęśliwie Nanna poświęciła mi chwil kilka i pokazała parę rzeczy na wieszaku, dodatkowo opowiadając o technicznych aspektach produkcji poszczególnych dzianin. A wiecie, jednym jest oglądnąć wełnę w motku i się zakochać (zdarza mi się..), drugie, to zobaczyć ją w gotowym projekcie i dopiero wtedy zapałać miłością (też mi się zdarza), ale już całkiem co innego jest zobaczyć motek, obejrzeć dzianinę i jeszcze o niej posłuchać od prawdziwego znawcy. 

Nie potrzebowałam nic więcej.. przepadłam na rzecz alpaki właśnie, choć moja psyche podpowiadała mi, że to jest raczej sprzeczne z moimi przekonaniami, bo ja przecież fanką alpaki nie jestem. I choć Indiecita nie posiada kaszmirów czy jedwabiów w składzie, kompletnie dałam się jej wielobarwnym obliczom oczarować. Oto co ze mną przyjechało:


I po kilku dniach intensywnego z tą wełną obcowania, mogę stwierdzić, że nie jest to wełna idealna na lato. Motek, choć mięciuśki i dla skóry twarzy przyjazny, letnią porą będzie podgryzał. I nawet wiem dlaczego!
Wczoraj, po upalnym dniu zasiadłam na kanapie, by nacieszyć się nową wełenką. Każdy nowy rządek napawa mnie radością, bo dzierga się z niej fantastycznie, blokuje się wyśmienicie (sprawdzone na próbce) idealnie wygląda robiona na drutkach 4mm, dzięki czemu dzianina staje się lekka i lejąca, i niebywale szybko przybywa w robocie. Ale, siedząc na tej kanapie w parnocie aktualnie rozszalałej burzy, wyrozbierana do podkoszulka na ramiączkach, zaczęłam się z pasją w zgięciu łokcia drapać i drapać. "Coś mnie użarło" oznajmiłam w oczy patrząc zaniepokojonemu moim ciągłym wierzganiem Połówkowi. "Komar pewnie" usłyszałam.. badam tę swoją ranę odrapaną, a tam nic. Śladu nie ma a swędzi.. "Co jest grane?" pomyślałam, drugie oczy założyłam (wyjazd do PL wzbogacił mnie o nowy gadżet, patrzałki do czytania... za dużo dziergania czy jak?) i odnalazłam przyczynę! nie, to nie komar, nie pchła, nie mrówka, to właśnie alpaka! a dokładnie jej mikro włoseczek, który się z moteczka wysupłał i na zgięciu łokciowym usadowił i mnie podżerał. 
Trudno, będę ubierać podkoszulek, bo wełna jest tego podgryzania warta. A jak trzeba będzie, to się w folię spożywczą otulę i też założę! :D

Jeszcze dwa dni temu wiedziałam doskonale, co z tej wełny powstanie. Ale wczoraj zmieniła mi się ciut koncepcja, i choć będzie fajnie, to na rezultat musicie jeszcze poczekać. Na tę chwilę mogę Wam zademonstrować tylko kolorystyczny miks, na który się zdecydowałam. I jeszcze zdradzić, że będzie "pozytywny luz" ;D, choć jak siebie znam, to mi to z pewnością nie wyjdzie, bo coś się z luzem nie lubimy ;D


Ach, i na sam koniec, informuję wszem i wobec, że moje nudzenie się, przez niektórych odczytywane jako "lenienie się" (bardzo dziękuję za te miłe komentarze, zachęcające mnie do pisania  :DDD, które to zaprzęgły mnie do napisania dzisiejszego posta) zaowocowało rozpisanym wzorem na sweterek, który pokazywałam Wam fragmentarycznie przed kilkoma dniami (klik). Jak tylko pogoda i dobry nastrój nas w weekend nie rozczarują pokaże go Wam już wkrótce w całości. Póki co na komputerowe kartki wjechała Lukrecja (klik), która się będzie rozpisywać na dniach.
A tak wygląda wspólne z Odiśkiem wzoru pisanie, czyli On się leni i miźgać chce właśnie wtedy, jak ja mam w dućkę i trochę roboty ;D czyli kocia norma! 


Żegnam się zatem chwilowo, bo za dni kilka mam nadzieję wrócę z konkretnymi zdjęciami konkretnych robótek, życząc Wam miłego weekendu!

25 komentarzy:

  1. Asiu, ja fachowcem od włókiem nie jestem, ale włóczki i ich rodzaje w miarę znam. Czasami przychodzą do sklepu osoby i chcą kupić alpakę, bo nie gryzie. Cóż, alpaka zwierzę śliczne i łagodne, więc może faktycznie nie gryzie, ale włóczka zeń zrobiona ma charakterystyczny włosek, który to, jak się sama przekonałaś, może podgryzać. Nie jest to oczywiście regułą, a w tym upale to wszystko mnie żre, ale z pewnością nie jest to włoczka chociażby dla wrażliwszych osób. Ale wrażliwość jest sprawą naprawdę baaaardzo indywidualną i ja się staram na pytanie "czy gryzie?" nie dawać odpowiedzi jednoznacznych. No chyba że dotyczy to estonki - żre i zjada, ale taka jej uroda lub jedwabiu - no bez przesady...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hihihi:D i dobrą odpowiedź dajesz :D bo alpaka może gryźć, a może nie, choć zwierzątko cudne ;D
      Ja się absolutnie nie czepiam gryzienia, jeśli jest cudne, a to włókno, które aktualnie przerabiam ma mnóstwo plusów, więc to podgryzanie indiecicie wybaczam, i tak jak mówisz, w lecie mnie również wszystko gryzie, więc to kiepski czas na rzeczywiste pomiary podgryzania :D
      No jak Ty nie jesteś specjalistką w dziedzinie, to ja już nie wiem... jesteś przecież! :D

      Usuń
    2. Mi się wydaje, że wrażliwa jestem okropnie, ale mam 3 swetry z alpaki, dwa nie gryzą mnie w ogóle, jeden lekko wnerwia:D
      Wszystko też pewnie zależy jaka alpaka... ale ja też się nie znam:)

      Usuń
    3. Dokładnie tak- na etapie przędzenia mozna wybrać, czy runo pochodzi od Suri czy od Huacaya, różnią się od siebie w dotyku i wyglądem. Tyle że nie mamy na to wpływu przy włóczce przemysłowej. Jestem z tych szczęśliwców, którego nawet włóczki z ras prymitywnych owiec nie gryzą (mojego ex przyprawiały o rumień na szyi- a owinięty był preclem 15 sekund, serio), a alpaki kocham miłością dziką i szaleńczą- uważam, że nie ma nic piękniejszego. Ok jest- alpaka z jedwabiem i jestem w mojej osobistej nirvanie :D Nie wiem, czy wiecie, ale włóczka z alpaki Nie Uczula- jest włóknem hypoalergicznym, idealna np. jako pościel dla większości alergików. Jeśli mi się uda znaleźć zdjęcia mikroskopowe włókna, to podrzucę- ma wewnątrz poduszki powietrzne, dzięki czemu lepiej "oddycha", chłonie wilgoć, separuje od kurzu itp.
      Dodam jeszcze, że mam kilka rzeczy z alpaki-swetry, chusty, kominy- wszystko trzyma formę, choć niektóre musiały się "wykłaczyć " ;) Wracam do chusty- z alpaki z jedwabiem. Tak, to jest uzależnienie.

      Usuń
  2. Mnie tam może podgryzać ile chce to mi nie przeszkadza, bardziej derwuje się jak wszystko obłazi włoskami. Największy problem mam z czarnym sweterkiem z Dropsowej Baby Alpaka Silk który miał być pracową odmianą żakietu natomiast każda biała bluzka wkładana pod niego ulega niemal zniszczniu oblepiona na gęsto czarnym włosem... Ale i tak go nosze, co począć...

    Kolorki zapowiadają sie cudnie! takie miętowo turkusowe...
    Ciekawe co tam znów wymyślisz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, wyłażących włosków też nie lubie, mam taką piękną moherowo jedwabną chustę turkusową, którą uwielbiam, po 3 latach użytkowania wygląda ciągle świetnie, ale te włoski jak gubiła, tak gubi dalej..
      a myślę sobie, że Ci się spodoba, mam nadzieję uzyskać taki fikuśny i kobiecy oversize :D

      Usuń
  3. hi hi hi :) mam takie same kolory :) a wybrała je Renatka :)
    Tylko mój będzie prosty i luzacki :D
    nie mogę się doczekać Twojego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem! i czekam z niecierpliwością na Twojego luzaka :D
      swoją drogą wykupiłyśmy chyba najfajniejsze kolory z tej indiecity ;D

      Usuń
  4. Masz dobre, pozytywne podejście do alpaki :) Zima pokaże, czy folia spożywcza jest naprawdę konieczna ;) Osobiście bardzo lubię ten alpaczy włosek, choć przy przędzeniu obłazi człowieka nieprzeciętnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marysiu, bo ja dla sznura serce na ramieniu noszę, a jak się uprę, to żadne mnie podgryzania nie zatrzymają w noszeniu cudnych dzianin i już ;D folia to już ekstremalne rozwiązanie, ale jak to KAsia na dole zauważyła, może noszona razem z alpakowym swetrem da mi tę wymarzoną smukła talię ;D czyli dwie pieczenie na jednym ogniu! :D

      Usuń
  5. o nieeee to Ty żeś mi wykupiła :p już ze 2 tygodnie temu poszłam z zamiarem zabrania motków 808, a słyszałam, że ktoś wziął... ten sam kolor, z połączeniem tego jasnego, którego już 1 motek w domu czeka. Kurczaki, chyba telepatia jakaś!
    Ja póki co czekam na motki, bo pomysł od dawna mam i to też luzacki... To chyba przez ten sweter od Nanny. :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam! ;D ale masz absolutną rację, sweter Nanny zrobił na mnie piorunujące wrażenie, no i ten melanżowy, jasny turkusik mnie oczarował, ale były tylko ostatnie 3 moteczki ;D
      Wróciła wena do Ciebie??? fantastycznie! kiedy wzór wyleci z gniazdka? kończysz już?
      Ściskam :D

      Usuń
    2. Ja po tym swetrze nabrałam odwagi na testowanie alpaki :) A kolor jeden z moich ulubionych, więc musiałam.
      Póki co czasu mniej, bo zaczęłam pracę, ale jako, że weekend nastał to postaram się wykończyć wzór i leeeć hen daleko w podróż po świecie moje 'dziecko'. ^^

      Usuń
  6. Śliczne kolory :) Trzymam kciuki, żeby nie gryzło! Folia spożywcza to bardzo ekstremalny ratunek... ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby być piękną trzeba pocierpieć ;D
      Mam nadzieję, że jesienią mnie nic a nic gryźć nie będzie, ale wciąż badam tę włóczkę pod tym względem, mam jednak nieodparte wrażenie, że poziom gryzienia niestety może zależeć od koloru, inne farbowanie to inna obróbka włókna, i tak jasne kolory są bardzo miłe w dotyku, ciemniejsze już takie nie są, a melanż jest najmniej przyjemnym włóknem, ale to mierzone miźgołkami po twarzy, ostatecznie się wypowiem jak już coś skończę i założę na siebie :D

      Usuń
  7. oj gryzie mnie juz od samego patrzenia ;) jakos nawet patrzec na te wloski nie moge ;) Jak wykorzystasz pomysl z folia to koniecznie zrob relacje zdjeciowa ;) pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie będę musiała tej folii jednak wkładać ;D
      Włoski bywają irytujące, ale w tym włóknie ładnie się go trzymają, nawet prucie nie specjalnie je luzuje, więc straszne nie są, ale rozumiem Twój opór, sama do niedawna z tych samych powodów stroniłam od alpaki... ale te kolory mnie "nawróciły" :D

      Usuń
  8. Cóż Ty znowu, dziewczę drogie, za cudeńko wymyśliłaś? Jakie kolory! Ciągle mnie mile zadziwiasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ażurek skromny.. :D w połączeniu z ciemniejszym tłem, ładnie będzie, mam nadzieję, że uda mi się nie przeładować sweterka, bo świetnie się bawię tą wełną i pomysłów mam sporo, oby nie wszystkie zechciały wylądować w sweterku, bo mi choinka wyjdzie ;D
      buziaki!

      Usuń
  9. Cóż za odważne kolory Słońce! Ale ta żółć - przyznaj się - to chyba specjalnie dla mnie? :))))
    Martwi mnie tylko konieczność zakładania pod spód mundurka z folii spożywczej. Ups. Chyba że to wiesz - dwa w jednym - sweterek mocno grzeje, pod folią człowiek poci się jak w saunie i efekt odchudzający murowany! Jesteś GENIUSZEM!!! Powinnaś to opatentować :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D hahaha ... Ty to zawsze znajdziesz pozytyw! :D o to to! o szczuplejszą talię chodziło ;D
      Kolory cudne, i owszem, przeszłaś mi przez myśl jak je wybierałam... ;D a skąd wiesz?

      Usuń
  10. Hi, I love your craft, is beauty, I love a colors, I follow your blog, hugs from Brazil.
    Visit my blog - Tita Carré - free patterns crochet

    OdpowiedzUsuń
  11. Kolory genialne! Najbardziej intryguje mnie ten żółty ;)
    Podziwiam za samozaparcie. Spośród kilku zrobionych swetrów, mam na razie tylko jeden (!!!) noszalny i dziad jest właśnie z takiej zaczepnej wełny :( W zimie podkoszulki pomagały owszem, na przód i tył jedynie a ręce i tak musiałam w szale drapać jak jakaś zapchlona...
    A z tą folią fajna sprawa. Poza odchudzaniem izolacja ludzkiej woni mogłaby pozwolić na rzadsze ładowanie do pralki :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudne niteczki :) Niestety nie miałam jeszcze przyjemności z nimi dłużej obcowac, jedynie obwąchałam dokładnie i wymacałam gruntownie ;) Teraz mam szlaban, albowiem ostatnio rozszalałam się włóczkowo - zakupowo, więc muszę nieco zapasów uszczuplic zanim cokolwiek nowego przybędzie. Poza tym wakacje za pasem więc ograniczenia w zakupach wskazane :D
    A tą lukrecją nie torturuj tak długo !!! Czekam na nią, bo już od początku ogromnie mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Folia hehehe.... ale dla takich bajecznych kolorów to małe poświęcenie. Jak każde hobby drutowanie także jest drogie, więc ja się kieruję najpierw ceną a potem zakochaniem w nitce (najpierw rozum, potem serce, pewnie dlatego tak dużo mam najzwyklejszych akryli he;) ) a Odisia głaskam wirtualnie, niestety mam reakcje na kocie futerko tak jak Ty na alpakę. Pzdr

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Napisz do mnie / Send me a message:

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *