niedziela, 4 grudnia 2016

skarpetkomania!

Wczorajszego popołudnia, wyginając śmiało ciało przed lustrem w moim nowym, jeszcze wcale nie do końca wyschniętym, Riptidzie, usłyszałam z rejonów naszych kuchennych rewolucji, tonem lekko prześmiewczym wypowiedziane, Połówkowe:

P: Taaak... Ty to naprawdę masz coś z WESTA* 
A: Taaak?  Styl? Szyk? Gust?
P: Nie... <parsknął śmiechem> WARIACTWO! Popatrz na swoje stópki! 

* Stephen West, znany w dziewiarskim światku jako West knits, mój idol, zdecydowanie!


Pogadanka, jaka się wczoraj wokół powyższego zdjęcia na fejsie rozpoczęła, dowodzi, że całkiem sporo pośród Was dzierga dwie skarpetki jednocześnie! Szok i niedowierzanie.. czy to oznacza, że tylko ja jedna jeszcze dziergam jedną na raz? i to nie koniecznie jedną po drugiej? i czy tylko ja w związku z tym, noszę skarpetki wysoce niepasujące do siebie? chociaż jak się człowiek wysili to zauważy, że jedno je łączy - żółty odcień! nie szkodzi, że powstały z dwóch różnych grubości włóczek, nie szkodzi, że wzory są zgoła odmienne, piętę wyrabiałam w każdej tak samo! :) 

To jak jest z Wami? dziergacie sumiennie dwie skarpetki jednocześnie lub jedną po drugiej? czy podobnie do mnie wyznajecie zasadę, że stópek ciepło jest ważniejsze niż ogólnie przyjęte konwenanse dotyczące mody skarpetkowej? :D

Ostatecznie, czy wszystko naprawdę musi być symetrycznie? a gdzie w tym szaleństwo i kreatywność rękodzielnika? ;) 

Pozdrawiam Was ciepło, wciąż szukając pomysłu na nowe cukierasy!
Jeśli macie dla mnie jakieś źródło inspiracji, marzenia, pomysły, chętnie przygarnę! 

Miłej i szalonej niedzieli! 


sobota, 3 grudnia 2016

przegląd prac dziewiarskich..

Listopad to taki miesiąc, że najchętniej nie wstawałabym z łózka. Właściwie to sama się sobie dziwię, że jednak jakimś cudem go przetrwałam. Przede wszystkim szaroburość rzeczywistości była zwyczajnie niezachęcająca, jak dołożyć do tego wszystkiego odseparowanie od mojego Połówka trwające wieczność, to już w ogóle źle. Zazwyczaj w takich momentach jedno mnie nigdy nie zawodzi, wena, wtedy z największą siłą uderza, ale tym razem i ona poszła do jakiejś innej dziewiarki. 

Nie było na co czekać. Trzeba było się z paskudną rzeczywistością za bary wziąć, w ciężkie narzędzia przysposobić (druty 6,5 mm miały swój pierwszy raz w tych łapkach!) i jak  nie na przeczekanie, to działaniem zbrojnym w zalążku ubić. 

Z pomocą zawsze przyjdzie Dziewiarko - Przyjaciel, który też się przysposobić do okoliczności zechce i w mini KAL-u udział wziąć zapragnie - i tak grudzień przywitałam w zespół z Dorotą (klik), Riptide (klik) i cudowną pięknością od De Rerum Natura, czyli Cyrano (klik). 


O samym projekcie i włóczce słów jeszcze kilka napiszę, jak projekt doczeka się sensownej sesji zdjęciowej. To ujęcie zrobiłam 5 minut po tym jak zamknęłam ostatnie oczko. Jak zresztą widzicie nitki jeszcze luźno zwisają, oczka jakieś takie nierówne. Aktualnie sweter schnie, ale jestem przerażona, ponieważ wydaje mi się, że znacząco się wydłużył i poszerzył po praniu i trzeba będzie się z nim ciut namęczyć, żeby pasował jak ulał.. no chyba, że założę, że taki miał właśnie być - jak ze starszej siostry ;) zobaczymy.. ale kciuków trzymanie będzie mile widziane :)


Z weną moją dziewiarską bywa zazwyczaj różnie, raz jest, raz jej nie ma. Nie ma jej jakoś już od dłuższego czasu. Czy to coś złego? Właściwie to nie do końca wiem. Nie lubię jak jej nie ma, bo smutki rozsiewam dookoła i po ludzku tęsknię, za przekonaniem, że wiem co robię i za pewnością, że sznur mi pomoże. Niezależnie od wszystkiego nauczyłam się nie szukać jej aktywnie. Przeczekuję, dziergając piękności, które czekały na mnie już od dłuższego czasu, albo szukam sobie innego zajęcia. Riptide czekał prawie rok, kolejny w produkcji będzie projekt testowy, coś, czego już dawno nie robiłam, bo jednak bardzo rzadko decyduję się na udział w teście, ale tym razem urzekła mnie i włóczka, i dzianina, i autorka projektu - potrójny zachwyt jest mam nadzieję gwarancją na cudownie spędzony czas.. 

Ale ponieważ test zacznie się za dni kilka, a jak się okazuje nie wszystkie kurierskie firmy rozumieją potrzeby dziewiarki i w sobotę mają dni wolne (jak mogli, prawda?!), to od rana z nosem na kwintę chodzę i zawodzę.. przynajmniej bym popróbkowała, przynajmniej pomacała.. no chociaż bym coś przewinęła, albo zblokowała.. a  tu nie ma zmiłuj, cierpliwość ćwiczyć trzeba.. 

Uciekłam więc na chwilę z mojej kochanej kanapy by ręce czymś zająć, czymkolwiek, co nie ma nic z dzierganiem wspólnego, i gdy na chwileńkę wróciłam oczy moje ujrzały... 


Nie, to nie testowe włókno.. To prezent.. z głębi serca, wyczekany, wychuchany, niespodziewany.. wymarzony, wytęskniony, taki prezent, o którym nawet się nie odważyłam mówić na głos, wierząc w to, że na tę włóczkę to ja jeszcze nie zasługuję..

Ale Połówek miał swoje zdanie, lepsiejsze, jak widać.. i teraz siedzę, zapatrzona w to pudełko, oniemiała, no bo co tu powiedzieć? co tu z tego wydziergać? jak to tknąć? jak moje łapki niegodne.. posiedzę i popatrzę..

A Tobie życzę by do Ciebie Mikołaj też takie skarby przyniósł.. 

Miłego weekendu - ja lecę szukać tej weny, bo ona ma natychmiast wrócić!

Buziaki!

środa, 9 listopada 2016

Batwing Pullover

Dopadło mnie, niczym strzała Kupidyna, dopadło mnie mocno i całkowicie w momencie w którym moje oczka ujrzały ten projekt. Batwing Pullover według projektu Norah Gaughan to sweter kompletnie odjechany.. Ni to ponczo, ni to sweterek.. właściwie powiedzmy sobie szczerze, że raczej zdobi niż ogrzeje.. ale nie mogłam koło niego przejść obojętnie. Musiałam mieć. Natychmiast. 

Jeszcze zanim dotarła do mnie książka z tym wzorem wpadłam, dosłownie po drodze, do lokalnego sklepiku z włóczkami w poszukiwaniu.. no właśnie, sama nie wiedziałam czego. Ale gdy stópki moje dotarły do tej półeczki, tej jedynej, z tym puszkiem pudrowym, któremu znów nie mogłam się oprzeć, wiedziałam, że będzie to połączenie idealne! 

No i jest.. blado różowy, lekusieńki, miękuchny, delikatny, jak chmurka, jak cukrowa wata, słodziuteńki - i odjechany dokładnie tak jak lubię, Batwing, najdelikatniejszy nietoperz występujący wśród dzianin! 









Włóczka, bo o niej słów kilka więcej zamierzam napisać, to Concept Silky Lace firmy Katia. To włóczka niezwykle mięciutka, ale też, nie oszukujmy się, delikatna bardzo. Skład ma faktycznie bardzo interesujący (80 % wełna, 20 % jedwab), występuje w raczej pastelowych odcieniach, cena też chyba jeszcze  na kolana nie rzuca, chociaż jak na produkty tej marki, znacząco się od nich różni.. Przyznaję się szczerze, trochę się jej bałam, chociażby dlatego, że opinii o niej nie mogłam nigdzie znaleźć. Strach miał jednak wielkie oczy. Dziergało mi się z niej bardzo przyjemnie, po wypraniu pięknie się zblokowała, nie wiem jakim cudem, ale nad dzianiną unosi się jakby mgiełka, taki efekt "halo", jakby miała w sobie ciut moheru lub angory, a przecież nie ma.....  

Ale, żeby nie było, że tak to wszystko pięknie i różowo jest tylko, trafiło mi się też kilka momentów pełnych rozczarowania. Po pierwsze, włóczka ta bywa jakby niedokręcona, co ostatecznie w dzianinie jest prawie niewidoczne, ale jednak może Wam ciśnienie podnieść.. Dodatkowo mogą się zdarzyć w motku supełki, a nawet supełki oraz inne łączenia nitki (jakby włóczka była przez dziewiarki, albo skrzaty, wcześniej łączona ;)), które w dzianinie są dość widoczne. Ja natrafiłam na przynajmniej kilka takich niespodzianek, korona mi z głowy nie spadła, podprułam co musiałam, obcięłam, i zaczęłam dziergać raz jeszcze, eliminując te niespodzianki z dzianiny dzierganej ściegiem gładkim, ale wiem, że niektóre z Was może to drażnić bardziej, więc uczulam. 

Mimo wszystko chętnie jeszcze do niej wrócę. Wydaje się być idealna dla wrażliwców (mówiłam już jaka jest mięciutka???), i z pewnością będzie się pięknie prezentować w szalach i delikatnych akcesoriach, chociażby po to, żeby się upewnić czy mam rację, jakiegoś omotańca zamierzam z  niej  wkrótce popełnić. Ale przez te supełki nie mogę jej wystawić lepszej notki jak czwórka - no dobra, z małym plusikiem. ;) 

Poza tym to należą się Wam przeprosiny. Dopadła mnie kompletna szaruga, praca nie idzie, pisanie nie idzie, projektowanie nie idzie.. Schowałam się pod bezpieczny kocyk, który dziergam w międzyczasie, i spod niego wyleźć nie potrafię.. dobrze, że chociaż dzierganie jakoś idzie..

Tchnijcie we mnie jakiegoś dobrego ducha.... mam tyleeeeeeee do zrobienia, a niemoc mnie ogarnęła z tych nie-do-pokonania... kopniak by się przydał.. lub coś.. 

Do następnego razu..

piątek, 28 października 2016

Case Study i bieżące sprawy..

W mojej dziewiarskiej przygodzie najbardziej fascynuje mnie to jakie fantastyczne persony na mojej ścieżce spotykam. O dziewiarstwie wiele można powiedzieć, bo to wspaniałe hobby, genialne zajęcie, praktyczne, chociaż czasami z torbami puszcza, dosłownie i w przenośni, rozwija i uspokaja skołatane nerwy, chociaż nierzadko emocje doprowadza do krawędzi, na przykład wtedy, gdy trzeba pruć. Otula wełną, luksusową czy barwną, ogrzewa, przytuli, pocieszy, wesprze... Zaskoczy, nauczy, pokory na przykład nic mnie tak w życiu nie nauczyło jak właśnie dzierganie, na moment życiem potrząśnie, gdy sobie weźmie i pójdzie wraz z weną do koleżanki z drutami w ręku.. ale potem wróci i wynagrodzi swoją nieobecność chwilową sobą i swoim kojącym działaniem. 

Ale to nie wszystko co dziewiarstwo dać może.. Odkąd zaczęłam pisać do Was odkryłam nie tylko siebie przed Wami, ale przede wszystkim Was, piękną społeczność, niezastąpione wsparcie, Przyjaciół prawdziwych, którzy jak ta włóczka, wesprą, pocieszą, uspokoją, otulą ciepłym słowem i postawią na nogi. Niezwykłe jest to, że pomimo ogromnego dystansu, jaki nas dzieli, czuję się na tej kanapie pod tą moją lampką, jak na bezustannym spotkaniu dziewiarskim, gdzie brzęczy od nowinek, stuka miarowo drucik o drucik, a wełny niczym puch śmigają jedna za drugą niczym na taśmowej produkcji, a każda piękna jak ze snu.. 

Tak, to że Was mam to ogromnie dużo! Ale mam też jeszcze więcej. Cierpliwe do granic możliwości, wyrozumiałe, wspierające, pomocne, twórcze i niezwykle serdeczne testerki! 

Kolejny test upłynął nawet nie wiem kiedy i w tak przemiłej atmosferze, że aż chce się takiego wspólnego dziergania więcej.. 



Dlaczego tak dziewczyny chwalę? Bo spisały się świetnie, dzięki czemu wzór został wzbogacony o kilka szczegółów, i tak, masz wybór pomiędzy dwoma długościami swetra (wszystkie testowe sweterki wydziergane zostały według opisu na dłuższą wersję) oraz dwiema głębokościami dekoltu. Ostateczna i opublikowana wersja wzoru gwarantuje przejście ażurowego splotu na lewe ramie we wszystkich dostępnych rozmiarach! 

Tego wszystkiego nie zrobiłabym nigdy bez pomocy tych fantastycznych Dziewczyn - zobaczcie jakie piękne projekty powstały podczas tego testu! KLIK

Bardzo WAM Kochane Dziękuję!!!!!

Wzór jest dostępny tylko w języku angielskim i nie planuję jego tłumaczenia na obecną chwilę. 


Pomimo straszliwie czarnej, nad głową wiszącej, jesiennej szarugi wrzuciłam na drut coś lekkiego! 
O czym mam nadzieję coś więcej już niebawem napisać.. 

Póki co zostawię Was z tą pudrową chmurką i marzeniem o zbliżającej się (kiedyś na pewno!) wiośnie...... ;) 

W ten zbliżający się weekend życzę Wam wielu wspólnie spędzonych z bliskimi chwil... 
nawet wełna nie ogrzeje Cię tak, jak ten, Kto Cię kocha! 

Do następnego razu!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Napisz do mnie / Send me a message:

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *