poniedziałek, 4 maja 2015

Viva la Vivacity! :D

Nie wiem jak to się stało, że mam tak ogromne szczęście kochać to co robię i robić to co kocham jednocześnie! Mimo niezwykle trudnych momentów, w czasie których przyszło mi nad tym projektem pracować, znów opatrzność nade mną czuwała, zsyłając na moją drogę prawdziwe anioły, Testerki najwyższych lotów, prawdziwych przyjaciół w doli i niedoli dziergowej. Dziewczyny spisały się na medal, nie tylko dziergając w terminie, wyłapując błędy wszelakie, ale też ciesząc się każdym poszczególnym etapem dziergania. To niesamowite ile dobrego się zadziało podczas tego testu i chcę wierzyć w to, że ten sweter będzie tę energię dalej rozsyłał! :D 

English: I have no idea how I became so lucky to be blessed with loving my work and doing what I love at the same time. Despite the rough time I had, when working on this project, I 've been once again blessed with angels! Here they are, amazing knitting Buddies, wonderful and thorough Testers, Friends, who not only worked to create a perfect written pattern, but also enjoyed every single step of the way with wonderful humor, and positive energy. I don't know if it's because of the spring or perhaps the sunny longer days, but I like to think that this energy comes along with this project and will infect you too! :D

Popatrzcie na te cudne Vivacitki: 
E: Just look at those Vivacities:
























Z więcej niż przyjemnością, bo z dumą, cudnie rozpieszczona słońcem i wigorem sweterkowym, ogłaszam, że wzór na ten sweterek jest od dziś dostępny, w dwóch (angielskiej i polskiej) wersjach językowych! :) z 15% zniżką (do 10 maja 2015)

E: With more than just pleasure I want to announce that pattern for this design is already live and ready to download with 15% off until 15th of May 2015, 
of course - with attached pure energy :) 


Przyjemnego dziergania kochani! 
E: Happy knitting everyone! 

czwartek, 30 kwietnia 2015

dziergać czy blogować?

Wybaczcie, że ostatnio tak mnie tu mało. Staram się jak mogę odwiedzać Wasze zakątki, ale stojąc przed wyborem spędzenia nawet kilku godzin z drutkiem w rękach, albo przed komputerem, wybieram z czystym sumieniem to pierwsze. A ponieważ wena mnie ostatnio rozpieszcza, próbuję wycisnąć z niej jak najwięcej, jak tylko jest to możliwe, zanim znów przepadnie na miesięcy kilka. 

Jak ostatnio pisałam na fotografowanie czekały 3 projekty! Trzy! a tu już czwarty zeskoczył mi z drutków! Oto mały podgląd na to jak sobie wyglądamy: 


Milis ze swoją delikatnością urzekł mnie w bardzo atrakcyjnej formie morza oczek przekręconych :) nie wiem, czy to przekręcanie pozwoli zachować urodę tej włóczki na dłużej, bo jest to raczej delikatne włókno, ale bardzo smakowicie się przekręca :) Konstrukcja, już dla mnie typowa (chyba!), ponieważ po raz kolejny sięgnęłam po Contiguousa, ale trochę w innej niż tak Wam znana formie, łatwiejszej do przełknięcia, mam wrażenie i ciekawej, ale nie męczącej. Nudy w tym projekcie raczej nie ma. Są małe detale, i te całkiem duże, które ogólnie wynagradzają przekręcanie oczek, a przynajmniej taką mam nadzieję :)

Czwarty projekt zszedł z drutów, a wjechał bezceremonialnie piąty, mówiłam już, że wena się mnie trzyma? :) zapowiada się bardzo pracowity czas, bo zamierzam przynajmniej 3 spośród wydzierganych ostatnio sweterków rozpisać i udostępnić w postaci opisów. Oby i w tej materii wena się mnie trzymała :D 

Weekend majowy zapowiada się nam zatem pracowicie, aura mam nadzieję nas nie rozczaruje i zapewni odrobinę chociaż słońca i ciepła, z tym drugim zwłaszcza u nas niestety jest gorzej, niby maj już prawie, a ja ciągle noszę wełniany szal wokół szyi. Trzymajcie zatem kciuki, żeby wszystko się udało :) 

Ściskam Was bardzo serdecznie i życzę Wam słonecznego, pełnego leniwych i przyjemnych chwil podczas tego, zbliżającego się wielkimi krokami, wydłużonego  majowania! :)


poniedziałek, 20 kwietnia 2015

po-weekendowo...

Miniony weekend upłynął nam na samych właściwie przyjemnościach. Lubimy bardzo takie weekendy, kiedy wskazówki zegarka niespiesznie przesuwają się na zegarowej tarczy, a rzeczy przyjemne, tak nam do szczęścia i życia potrzebne, po prostu się dzieją. Połówek zamknął się w swojej jaskini, z której wychodził tylko za potrzebą ;) kiciuś się zamelinował w jakiejś szufladzie, z której też za potrzebą tylko wyłaził, a ja mogłam sobie dziergać... dziergać i dziergać. Jak nam się już przyjemności domowe przejadły wybraliśmy się na spacer po okolicznych lasach, w poszukiwaniu wiosny :) Roślinki radośnie wyrastają, rozkwitają, zielenią się, niemalże na oczach, ale wiatr i chłód wciąż nam buźki smagał, stąd nie mam się czym pochwalić zdjęciowo, bo choć dzianinki leżą i czekają na obfocenie, żadna nie nadaje się na noszenie bez kurtki w takich okolicznościach pzyrody. Nie dałam się zatem do zdjęć przekonać, ale wyglądam z nadzieją w przyszłość w oczekiwaniu na cieplejsze dni i sesje, które na nas czekają. :) 

A mam co pokazać... W ostatnim czasie na brak weny narzekać nie mogę (coś  mi się odmieniło, ale co, nie potrafię powiedzieć.. :) ), dziergam zatem jak szalona i tym sposobem mam skończonych 3 projekty, czwarty w drodze, piąty w głowie... szósty już na zakręcie, a i jeszcze siódmy mi się marzy... tylko kiedy to wszystko Wam pokażę? nie wiem!

Do jednego z zakończonych projektów potrzebowałam nabyć guziki. Guziki już do mnie lecą, trwało to prawie wieczność zanim się zdecydowałam, choć nie powiem, nie była to łatwa decyzja, i - uwaga! - zamiast kupić jeden, góra dwa komplety guzików, nabyłam wszystkie, które mi się podobały (dziewięć!!!!!),  a które mogą pasować... do tego jednego projektu! :) jestem wymarzoną klientką, z pewnością, każdy sprzedawca doceni moje niezdecydowanie, ale jako chomik pospolity z tendencją do przechowywania wszystkiego na potem, bo z pewnością jeszcze się kiedyś przyda, nie stanowię zbyt miłego współlokatora. Dobrze, że miłość wszystko wybaczy... ;) (Połówku, bo wybaczysz? ;) )

Ale ja nie o tym chciałam... Słuchajcie, decyzja zapadła! z dniem wczorajszym zabookowaliśmy nocleg w Berlinie w maju i ku mojej radości ogromnej zjawię się na festiwalu tam organizowanym (BerlinKnits), będę sobie buszować po stoiskach z włóczkami i cieszyć oczy tymi cudami na pólkach i regałach, tymi wspaniałymi gośćmi (będzie mnóstwo znanych Wam z blogów i Ravelry osobistości z całego świata) nie mówiąc już o udziergach! Planujemy tam wpaść na chwileńkę, w sobotę 16 maja, a potem śmigamy wycieczkować się dalej! Plany nam w głowach rosną, bo zapowiada się kompletnie odjechany i długi urlop z kilkoma niezwykłymi przystankami! Na razie konkretów nie podaję, bo plany dopiero się krystalizują, ale druga połowa maja zapowiada się pysznie! 

Ale żeby nie było tak bez fotografii.. mam dla Was kilka ujęć tego, co u nas... :) 


Na pierwszy strzał mil(uśki)isowy Maelstrom zgarnięty u Chmurki , dzierga się znakomicie, ale dość leniwie.. monotematyczna jestem, wiem, ale jeszcze Was tą włóczką "pomęczę", bo bardzo, bardzo fajnie mi się z nią pracuje!!! 


O! tak mi się doskonale z nią pracuje, że już drugi projekt popełniam, a tak się na leżakowaniu prezentował pierwszy (Odiśkowy włos na pierwszym planie ;) )! 


Tak się ukochałam z paskami ostatnio, że właściwie wszystko co zapaskowane napotkam, muszę mieć (guziki zakupione też są w paski!)! w ten oto sposób staliśmy się posiadaczami kubeczków rozmiaru klasycznego nocnika (500 ml herbaty wlewam w taki kubusiek!). Co mnie jednak zastanawia to historia tego "ręcznie malowanego kubeczka", mianowicie powstał on, zgodnie z wytłoczonym na jego dnie emblematem, w hamburskiej pracowni artystycznej (ach! jak to brzmi!), a tuż pod tym nadrukiem małą czcionką informacja "made in Thailand".. człowiek się uczy całe życie, naprawdę, nieświadoma byłam, że w Tajlandii leży Hamburg ;) hm.... 

Tym jakże sympatycznym akcentem z kartografii, żegnam się z Wami, wracam pasiakować, 
a Wam życzę słońca i uśmiechu w tym świeżo rozpoczętym tygodniu!


poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Czarina

Długo się zbierałam, żeby Wam ten sweterek pokazać.. za długo. Ostygły mi już emocje z nim związane, chęci i zapał do rozpisania, i choć noszę notorycznie, właściwie z niego nie wychodząc, to nareszcie nadszedł czas na jego prezentację. 

Sweterek powstał z cudnego Zagrodowego Merino Ulubionego, w kolorach antracytowo wrzosowych. Bardzo spodobała mi się ta mieszanka kolorystyczna, która posiada wystarczająco chłodu szarości i tego różanego, osmolonego dymkiem, ciepła wrzosu. Miał to być projekt wygodny, niezobowiązująco luźny, uniwersalny, i codzienny. Kobiecości w nim za wiele nie ma, choć jest dzianiną o bardzo okrągłych kształtach. 

Przyznaję, że podczas prac nad tym sweterkiem przepadłam na rzecz kilku technik, jest zatem nietypowe kształtowanie raglanu, które posłużyło mi potem do zbudowania całej dzianiny, jest prosty ścieg ściągaczowy i genialnie szeroki kołnierz. Nie ma za to guzików, choć może jeden dałby jeszcze jeden sposób noszenia i mniej byłoby w tym sweterku rozchełstu, a więcej klasy. Ale ostatecznie lubię się z nim bardzo i doceniam jego niebywałą wygodę. Sweter na co dzień, na spacer, na chłodniejsze wieczory na kanapie, w sam raz by się w niego wtulić i ogrzać, lub na szybko narzucić na ramiona tuż przed wyjściem. 

Sweter ten ma zasadniczo jeszcze jeden wielki plus. Noszalny jest zarówno na prawej stronie, jak i na lewej, dzięki luźno fruwającym kieszonkom, które w kilka sekund można przerzucić na drugą stronę. 

Same plusy, prawda? 

No to czas na prezentację Czariny: 







..żeby nie być gołosłownym, przerzucamy "na lewo"...


też nieźle, prawda?





A to kilka wcześniej zrobionych zdjęć, niemalże tuż po zejściu z drutków, jeszcze sfalowany na krawędziach i niezblokowany, ale pokazuję, bo ja jakaś taka bardziej ułożona ;) 




Tak sobie wyglądamy... i tylko sama nie wiem.. rozpisać wzór?

w głowie mam ostatnio formę lżejszą, bardziej odjechaną, choć zmiksowaną z klasykiem.. kolorem malowaną.. a tak to na ten moment wygląda: 


I bardzo szczerze mówiąc, lubię się bawić kolorami!!!!

Pozdrawiam ciepło życząc słonecznego, barwionego wiosną tygodnia!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Napisz do mnie / Send me a message:

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *