niedziela, 3 kwietnia 2016

Tripple C

Zamilkłam ostatnio.. blog zarasta zakurzeniem, które, chociaż w dzianinach uwielbiam, niekoniecznie lubię wokół siebie gromadzić. Ale czasem dzieje się życie, zdrowie podupada, bolączki dopadają, a wiadomo że, jak coś boli i doskwiera to ciężko jest wykrzesać w sobie i z siebie chociaż odrobinę dobrej energii. Zapału starczało na dzielenie się nią z Połówkiem, i na codzienność, która czasem wcale nie układa się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli.. na Przyjaciół, którzy też czasem potrzebują mnie na wyłączność.. na Odisia, który się dzielić mną kompletnie nie chce, i na walkę o własne zdrowie. Długa droga przede mną i chociaż zdarzało mi się ostatnio nie raz upaść, podnoszę się, stopniowo, mocniejsza z każdym przysiadem, i mam nadzieję, jak Feniks z popiołów, niebawem pofrunę.. niech tylko przestanie boleć to, co powinno działać bez zarzutu.. 

Ponieważ strasznie długo Was przetrzymałam w publikacjach zdjęć swoich dzianin, dziś mam dla Was chyba niemożliwie ogromną liczbę zdjęć. Sweter, który chcę Wam pokazać powstał z włóczki, która przeleżała w pudle luksusowych sznurków, czekając na swoją chwilę, chyba ponad pół roku. To włóczka od Julie Asselin, Leizu Worsted w kolorze Arlequin (dostępna tu: klik). Niemożliwie mroczna, a przy tym słodka.. całkiem jak lukrecja.. patrząc na nią czuję jej słodycz przemieszaną ze szczyptą anyżu.. Kurzu w niej, mojego ulubionego, nie znajdziecie, ale mnóstwo w niej smolistej czerni, nietypowej, bo wrzosofioletami muśniętej.. 

Założenie na ten projekt było proste, gigantyczne warkocze (ponoć niezbyt korzystne dla sylwetki.. same oceńcie!), tych warkoczy ma być pełno, zwłaszcza z przodu sweterka, gdzie ich nadmiar chcę oglądać (od tyłu to się jednak rzadko oglądam ;) ), ale tył ma być przede wszystkim wygodny. Nie ma w nim żadnego taliowania (warkocze wystarczają!), jest luz, po bokach rozpierdaczkami dodatkowo wspomagany. Luz należy do tych mniejszych, wygodny, ale nieprzesadny, No i oczywiście golf, w nietypowej, zakładkami wspieranej formie. Oczywiście są też i inne detale.. ale może dość gadania - przejdźmy do prezentacji! 

Oto Tripple C



warkoczyk.. nie tylko na głowie ale tez i w miejscu łączenia przodu sweterka z tyłem..


golf samozwijający się..


morze warkoczowe..


dekoracyjny element (warkoczyk) w mankietach..


Oczywiście, drzewa nie mogło w lesie zabraknąć.. zawsze można chcieć go przesunąć.. ;)


nie da się dwoma rączkami? to może jedną? ;)


od biedy można lajtowe pompki porobić ;)






Po wysiłku fizycznym i drzew przenoszeniu.. no dobra, po opieraniu się na drzewie.. czas na orzeźwiającą taplaninę w strumyczku!



Połówek do tej pory nie wie, co ja tu sobie myślałam, ale podobno miałam raczej myśli nieanielskie.. ;)


Po gimnastyce plecy trzeba rozciągnąć.. a co! Plecy najważniejsze!


I nareszcie zasłużony odpoczynek.. ;)



kręgów prostowanie... ;)


a tego poniżej nie będę komentować.. nie lubię jak ktoś mi mówi, że "nie wleziesz".. co? ja nie wlezę? a właśnie, że wlezę.. i się pobujam.. jak na trzepaku onegdaj!




bo ja nie potrafię być poważna za długo.. ;)



dochodzę czasem do wniosku, że dobrze, że mnie paparazzi nie ścigają.. mieliby używanie ;)




spokój.. perfekcyjna równowaga pomiędzy słońcem i wiatrem.. wrócimy tam z pewnością!


Muszę Wam powiedzieć, że dziergało mi się ten sweter bardzo przyjemnie. Nie pamiętam żadnego prucia, żadnych pomyłek, wątpliwości, lubię takie projekty, które po prostu niemalże przypadkiem, powstają. Włóczka farbowana jest genialnie, ale niech Was równe farbowanie, widoczne jeszcze w precelkach, nie zwiodzie! Drobne, prawie niedostrzegalne gołym okiem, różnice mogą w dzianinie zakwitnąć nieoczekiwanie - dla Waszego świętego spokoju zalecam motków mieszanie, nawet jeśli wydaje Ci się że nie trzeba.. lepiej mieszaj!

Mam przynajmniej jeszcze kilka projektów zakończonych, które chciałabym Wam pokazać. Przyznaję, że nie potrafię powiedzieć kiedy następna sesja się odbędzie.. no i w jakich warunkach :) Robię wszystko, żeby mój kręgosłup był w stanie utrzymać mnie w pionie i bez bólu przez najbliższe lata.. Ponieważ progres robię, ale stopniowo i pomalutku, nie potrafię powiedzieć kiedy następnym razem uda mi się znów dziergadełka Wam zaprezentować.. mam nadzieję, że wkrótce! 

Cieplutko Cię pozdrawiam i mam nadzieję, że dziś dałaś się słońcu po twarzy musnąć.. :) ja już zaczęłam sezon piegowy! :) 

piątek, 11 marca 2016

wiosenne ożywienie..

Jeszcze nie tak dawno w naszym sąsiedztwie biel to był kolor dominujący! Tak, właśnie, w ubiegły weekend po przebudzeniu naszym oczom ukazały się bielusieńkie zaspy śnieżne.. Nic tylko bałwana stawiać, choinkę ubierać i pierogi lepić. Ale kalendarz mówi, że właściwie to powinnam już jajca malować, zające dziergać, i serwetki krochmalić... 

Pod koniec lutego, po tym w nieskończoność przedłużającym się koloru niedosycie, rzuciłam się, niczym heroinista na głodzie, na włóczkową owocowość szlachetną.. Patrząc na kolor tej włóczki, o której dzisiaj chcę Wam opowiedzieć, czuję, jak mi sok tej dojrzałej czereśni, w którą właśnie zęby wbijam, po brodzie cieknie.. nie wiem czy zostanie choć jedna sztuka na dżem, który planowałam przecież w słoikach ukręcić i na zimę schować.. czuję jeszcze zieloność trawy, nosem wciąganą i stopami mierzwioną. Wiatr we włosach czuję, robale brzęczące nad moją głową, i słońca, impresjonistyczne i piegowe na polikach działania, tak miłe, tak ciepłe i tak potrzebne. Tak, czuję, że mam niedobory witamin wszelakich, od słonecznej, przez owocowe.. Dobrze, że są takie sznurki, które mają w sobie wiosnę czy lato zaklęte! 

Pamiętacie, jak jeszcze w lutym pokazywałam Wam pewną osmoloną czerwień? (KLIK) Sweterek z tej piękności powstał ekspresowo, czeka na przychylną, słoneczną pogodę, by i Wam się pokazać :) Do tego projektu wrócę zatem, kiedy okoliczności będą bardziej sprzyjające, ale dziś chciałam Waszą uwagę na to cudo w motku skierować!

Oto włóczka, która przed paroma godzinami miała swoją premierę. To kolorLOVE.
Dostępna jest tu (KLIK), a wyczarowana została przez niezwykle zdolne rączki Tuptupa, dzięki którym świat naprawdę nabrał kolorów!
Paleta włóczki kolorLOVE tworzy cudowną i radosną tęczę, w której pełno jest kolorów wysyconych, żywych, promienistych, ale też i zgaszonych, dojrzałych i subtelnych odcieni. Na niektórych jest mój ukochany przykurz i osmolenie! Oto one!

kolorLOVE


Przedstawiam Wam zatem kolor, który kompletnie mnie uwiódł swym, niemalże namacalnym, szlachetnym smakiem!

Oto Czereśniowy Sad:
czereśniowy sad, kolorLOVE
czereśniowy sad, kolorLOVE

Włóczka ta ma świetny skład (wszystkie informacje dostępne są na stronie w magicloop), świetne, wysycone barwy oraz mnogość zastosowań. Ja ze swojej wykonałam sweterek, ale moim zdaniem doskonale sprawdzi się również w małych i cieńszych (rękawiczki, czapka) akcesoriach, lub ozdobnych chustach czy szalach.

Nie pozostaje mi nic innego, jak cierpliwie poczekać na przyjście wiosny i wtedy mam w planach zarzucić Was fotografiami! Póki co, życzę wiosennego i tęczowo kolorowego weekendu! :)

Miłego dziergania Kochani!



wtorek, 8 marca 2016

Rheinlust według projektu Melanie Berg

Rheinlust jest projektem niezwykle przyjemnym w dzierganiu.. wciąga, szybko wzrasta, jeszcze piękniej w pamięci zapada. Pozostaje tylko dziergać i się nim cieszyć. 
Jest to chusta w kształcie kopniętego trójkąta, dziergana w poprzek, z bardzo urokliwym wzorem oczek przekręconych. Świetnie się sprawdzi w każdej tweedowej włóczce, ale też w melanżu czy jednolitym kolorze. Mój powstał z włóczki Geilsk o właśnie takim lekko tweedowym charakterze. Niezwykle przyjemna włóczka do dziergania, jest mieszanką wełny (55%) oraz bawełny (45%), bardzo delikatna, niegryząca, ale niestety nie wszystkie kolory w dostępnej kolorówce posiadają podobny tweedowy wygląd. Zaledwie niektóre.. Ja podczas zakupu trafiłam na takie 4 kolory, ale to w tym odcieniu najbardziej ten "tweedowy look" się wybija. 

Dziergało mi się ten szal ekspresowo, właściwie bezboleśnie, czysta przyjemność dziergania bezmyślnego to jest to, czego w chwilach braku weny potrzebuję najbardziej. Ten szal dostarczył mi właśnie tego, ogromu przyjemności, relaksu i dziewiarskiej radochy.

Mam nadzieję, że to mój pierwszy, ale nie ostatni szal według pomysłu Melanie Berg, w swoim dziewiarskim dorobku posiada ona niezwykłą kolekcję szali i chust, które przyciągają nie tylko uwagę, ale też i świetnie nadają się do kolorystycznych eksperymentów! Przynajmniej jeden spędza mi sen z powiek jeszcze.. może kiedyś.. może nawet już wkrótce :) 

Póki co zapraszam Was na zdjęcia.. UWAGA! samorobione! :) 







W temacie szali pozostając - Intensywnie Kreatywna przed tygodniem opublikowała pierwszy odcinek Razemrobienia szala Mil Pasos, a dziś pojawiła się już kolejna część... - Kto z Was dzierga razem z nami???

Serdecznie Cię pozdrawiam, ściskam i przytulam, i, zwłaszcza dzisiaj, zachęcam Cię do dziergania egoistycznego, tylko dla siebie :) za Dniem Kobiet powoli wkroczy wiosna.. cóż lepiej podkreśli Twoje wdzięki, jak nie piękna chusta czy szal otulające skąpo odziane ramiona.....?

Do następnego razu!
Miłego dziergania! 



piątek, 26 lutego 2016

okoliczności niczym warkocz uplecione..

Nie dalej jak rok temu i ciut, a dokładnie podczas zeszłorocznego święta zakochańców, w ramach pełnej serca walentynki skierowanej do Was, wypuściłam na świat ten szal. Mil Pasos (klik i klik) to szal od Przyjaciela dla Przyjaciela. Prosty, klasyczny, z zaklętą w sobie magią powrotów. Dziś znów ta dzianina wraca do mnie, jak onegdaj puszczony latawiec, z ogromnym pozytywnym przesłaniem, pełnym dobroci, wdzięczności, woli wspólnego działania, tak pięknej i typowej dla nas wszystkich, Zakochanych w sznurze. Mam wrażenie, że sporo już wiem, sporo przeszłam, i kilka chlebków już skosztowałam z przeróżnych piekarni, ale jednemu nie potrafię się nadziwić, ile w dziewiarstwie, wspólnocie, którą my wszystkie drutami władające tworzymy, jest pięknej, niezniszczalnej, silnej, mądrej i inspirującej energii. Ona jest jak wirus zaraźliwa, rozprzestrzenia się drogą kropelkową, włazi prosto w serce i w pamięci zostaje na lata..

Kreatywność w sobie pielęgnuję, podlewam, dogadzam jej, czasem dając odpocząć, innym razem wykorzystując do wykończenia, jej lub mnie samej, ale do pięt nigdy nie dorosnę tej Kreatywnej Duszyktórą na swojej drodze w ostatnich dniach los przede mną wirtualnie postawił. I chociaż dzieli nas prawie tysiąc kilometrów, bliska jest mi niesłychanie, mój Idol, wzór do naśladowania, Dziewiarka przez duże "D", mecenas tego wszystkiego, co w tym hobby, w tej sztuce władania drutem i zaklinania sznurów jest najpiękniejsze! 

I to do Niej Was dzisiaj serdecznie zapraszam! 

Jeśli masz ochotę wykonać swój Mil Pasos z Nami, dołącz do Razemrobienia u Intensywnie Kreatywnej! Dziś pojawił się prolog tego wydarzenia (klik), a wkrótce rozpocznie się wspólne i masowe tego szala dzierganie! 

Jeśli jednak to nie jest szal, o którym marzysz, odwiedź IK i poszukaj innego projektu, na sam tylko marzec Intensywnie Kreatywna przygotowała dla Was mnóstwo projektów do wspólnego dziergania - zaglądnij do Niej (klik), gwarantuję, że coś dla siebie znajdziesz! 

Szczęście to zdecydowanie stan ulotny, ale jakże piękny, gdy można go razem z drugim człowiekiem, równie mocno uzależnionym, współdzielić... Dołącz do nas, jeśli masz ochotę doświadczyć magii wspólnego dziergania!

Po kilku tygodniach niepisania melduję, że jak na grzeczną dziewiareczkę przystało, dziergam nieprzerwanie.. ciągle coś dłubię, zaczynam, tworzę, wenę ścigam i za ogon złapać próbuję.. wygląda na to, że chwila ta, choć nietrwała i złudna często, trwa ostatnio w nieskończoność, bo dziergam, jak oszalała.. :) i niech mnie ktoś tylko zatrzymać spróbuje, drutami dziabnąć mogę! ;)

Oto dowód - 4 dniowy postęp, od kłębuszka do swetruszka.. no prawie ;) 
Niestety, musiałam robótkę wyprać i odłożyć do wysuszenia.. czeka na swoją kolej i ciąg dalszy. Ja i moje druty próżni nie znosimy, długo więc nie zwlekałam i dałam się porwać chwili, gdy w moje ręce wpadła najbardziej osmolona czerwień, jaką widziałam.. 
Działam zatem bez opamiętania i nieprzerwanie, dopóki motki mnie, lub ja motków nie wykończę. :)

Przy okazji, na dniach powinny się pojawić tłumaczenia dwóch ostatnio opublikowanych wzorów, które, przy pomocy niezwykle POMOCNYCH, SERDECZNYCH, WSPIERAJĄCYCH i NIEZASTĄPIONYCH DUSZ (dziękuję WAM Kochane M. i M.) udało mi się przygotować. 

Przychodzi do mnie czasem tyle szczęścia, że nie wiem czy się światu zdążę zrewanżować... 
Ale jeśli mogę, to jednego sobie i Tobie życzę najbardziej na świecie..
Weno dobra i łaskawa, trwaj nieskończenie! 

Miłego weekendu Kochani, koniecznie z drutami w łapkach!
One smuteczki przegonią, drogę wskażą, i rany uleczą.. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Napisz do mnie / Send me a message:

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *