piątek, 20 marca 2015

Jestem grzeszna... czyli wyznania drutoholiczki na głodzie.


Czerwień działa na zmysły chyba każdego śmiertelnika, no, może poza tymi, którzy widzą świat pozbawiony kolorów lub nie widzą różnicy między zielonym, a czerwonym (Daltonizm). Jakie smutne musi być postrzeganie świata bez jego najsilniejszego atutu, jakim jest kolor! Kolor tak żywy, zmysłowy, radosny.. Kolorem jestem urzeczona! a w przypadku tej soczystości czerwieni niezwykłej to już padłam na kolana. 

Ale co to za czerwień? i skąd się u mnie wzięła? Otóż wełna ta, to Dia Shawl od Colour Adventures, którą całkiem niedawno nabyłam w jednym z moich ulubionych sklepików. Sklepik ten ma cuda nie z tej ziemi i jak wyczytałam ostatnio, śle też poza granice Niemiec, trzeba się tylko skontaktować wcześniej z szefową i dopytać, strona jest bardzo czytelna, a zdjęcia genialnie oddają wszelkie kolorystyczne niuanse każdej wełny, zamawiałam już nie raz i za każdym razem jestem oczarowana i nigdy rozczarowana. Sklep nazywa się Jules Wollshop (klik) i choć językiem podstawowym strony tego sklepu jest język niemiecki, szybko można znaleźć wszystkie informacje. 
Ale wracając do grzeszków i do czerwieni.. Jakiś czas temu MariaG, autorka bloga degustibus, pokazała walentynkowe cudo, czyli stalowobłękitne motki cudnej urody, które od razu skradły moje serce. Szybko się wywiedziałam co to i jakie to, by potem jeszcze szybciej sprawdzić czy i gdzie ja to dostanę, i się udało! Niewiele myśląc nabyłam, czerwoniuśkie, ociekające soczystością precelki tej samej wełny, na co? nie wiedziałam wtedy jeszcze, ale miałam pewność, że na coś szczególnego. 

I tu się zazębia nam motywacja zakupowa z tematem przewodnim postu, jaką w moim przypadku była zazdrość.. Pozazdrościłam koleżance dziewiarce jej zdobycznych precelków i ruszyłam do boju w poszukiwaniu tegoż samego dobra. Szczęśliwie z pozytywnym rezultatem. Dało mi to do myślenia, jak wiele moich działań z dziewiarstwem w tle stymulowanych jest grzeszkami... 
pycha...
Jestem pyszna straszliwie, i nie mam tu na myśli własnego smaku, a pychy, próżności i uznania, przyjmującego formę serduszków, za którymi tak gonię! Ten blog jest tego idealnym przykładem.. Mogłabym wrzucić wszystkie moje dobra do szafy i tylko swoje oko cieszyć, ale tego nie robię, bo kocham zbierać komplementy, uwielbiam jak mnie dobrym słowem oblewacie, dzięki czemu głowę jeszcze wyżej trzymam, a nosa zadzieram do  niebiosów! i uwielbiam ten moment jak mi sodówka do głowy uderza i nosem przez sekund kilka wyłazi! ;)
chciwość... 
Chciwość to jest to, co moje zakupowe szaleństwo napędza, chcę więcej motków i więcej, nieskończoną ilość, pokładać się na takich obłoczkach we wszystkich kolorach tęczy, to dopiero marzenie do spełnienia, chcę więcej i często chcę tego, co mają inni.. znów grzeszę, ale za to jak przyjemnie :D
zazdrość..,
Bez zazdrości życie nie ma smaku, dziewiarskie życie nie istnieje, podpatrując co dziergają inni, jakie mają cudne włóczki, jakie kolory, jakie kształty, jakie fasony, ciągle czuję jak mnie żółć zazdrośnicza zalewa i napędza....
nieumiarkowanie..
chcecie zaglądnąć do mojego pudła dobroci? Przepastne jest, choć wiem, że nie tak, jak powinno, tyle jeszcze nie mam, tyle włóczek jeszcze nie wpadło do niego. Z pełną świadomością to powiem, że choćbym tam w tym pudle miała tony włóczek, choćby całe moje mieszkanie było włóczkami upchane, siadałoby się na motkach jak na pufach, wieczorną porą na preclach bajecznie wybarwionych układałabym głowę do snu, by śnić o... no wiadomo, że o nowych motkach! tych, co to ich jeszcze nie miałam, tych, co to mnie nęcą i kręcą.. tych wyśnionych! choćby to wszystko się stało, ciągle mi będzie ich mało! ;)
gniew...
Ostatnio wpadłam na pomysł dziergnięcia Ludka do wyładowania frustracji, jak mnie gniew na druty bierze, fruwałby sobie w przestworzach, odbijał od ścian, upadając lekko na podłogi, chroniąc serwisy drogocenne czy akcesoria dziewiarskie przed frustracją napędzonym unicestwieniem, a jakby wpadł sobie Ludek w Połówka czy Odiśka przy okazji nieplanowanego, podyktowanego emocją i agresją lotu, przynajmniej by ich  nie poobijał. Złość i gniew w tych momentach jak nie wychodzi towarzyszy mi ciągle. Jak trzeba pruć.. - fruuuu, jak leci oczko... - fruuu, jak mi włóczki braknie..- fruuu i fruuu! Terapeutek (takie sobie imię wymyśliłam) miałby latanie darmowe w domowych przestworzach.. a ja ciut mniej gniewu w sobie ;)
lenistwo..
nie.. z tym akurat nie mam problemów ;) chociaż może i jednak? "niechcemisizm" czasem i mnie dopada, zwłaszcza jak mi się "musizm" włącza i do roboty zagonić próbuje, wtedy, moja wrodzona tendencja do buntu, tak typowego dla znanego "na złość mamie odmrożę sobie uszy" niczym mechanizm obronny, przed nadmiarem pracy mnie chroni ;) Ale przecież tak miło jest się polenić, poleżeć na łące okwieconej, zalanej majowym słońcem, i nic nie robić.. 

Grzeszna jestem.. i wiecie co, wcale się tego nie wstydzę! Ba! nawet jestem wdzięczna, bo dzięki swoim grzeszkom wzbogacam swoje życie kolorami i włóknami o boskich i leczniczych właściwościach.. bo przecież dobrym dotykiem można duszę zoraną zaleczyć, pogłaskać, podnieś na duchu, a cóż pieści lepiej, jak nie merinos z jedwabnym połyskiem, albo kaszmirowa chmurka? A kolory? Tyle dobrego mówi się o wpływie barw na nasze samopoczucie, niektórzy nawet kolorami leczą (chromoterapia)! jak zatem nie być grzesznikiem i się z tego cieszyć? :D 

A ty jakie masz grzeszki z dziewiarstwem w tle na swoim sumieniu? co Tobą targa? jakie emocje napędzają? 

Już całkiem na koniec, ślicznie Wam dziękuję za tak piękne przyjęcie mojego nowego projektu! pysznie było i pyszniejsza dzięki tym komplementom jestem! 

Smakowitego dnia pełnego grzeszków!


sobota, 14 marca 2015

New Way

Opędzanie się od uroków trzynastego w piątek czerwieniami nie poskutkowało.. zaliczyłam ogromniastą wpadkę pralniczą, którą to potwór opierający nasze rodzinne brudy, zwany pralcią, zasygnalizował pełnym jazgotu i paniki w głosie piskaniem i błyskiem czerwonych światełek.. Nawet pralka się w 13 zbuntowała.. jak się okazuje, z mojej własnej winy.. bo jak się ma bęben, który trzeba zamknąć zanim się włączy guziczek "start" i się go nie zamyka, nie powstrzyma to naszej pralki przed rozpoczęciem programu. Pralka pakowana od góry, na szczęście nie zalała włości, ale czuję się niemożebnie rozczarowana podejściem inżynierów do tego urządzenia. Jak można zapomnieć o tym, że pakujący może zapomnieć zamknąć bęben??? kompletne niedopatrzenie ze strony producenta.. jak mógł nie pomyśleć o tym, że ja nie pomyślę ;) 

Czerwienią zaleczam swoje smutki i rozterki już od dawna. Teraz na drutkach czerwień niemożliwie piękna.. ale o tym kiedy indziej, dziś chcę przedstawić Wam czerwień, która kompletnie skradła moje serce. Czerwień wiśniowa, surowa, którą zdecydowałam się wtopić w cudownie luksusowe srebro... 
Ale zanim pokaże Wam zdjęcia, słów kilka o samym projekcie. 

Podczas prac nad Cocachin (klik i klik) poczułam nagle głębokie przekonanie, że podobną konstrukcją mogę zadziałać czary, i tak powstał sweter NEW WAY. Ponownie wykorzystałam zmodyfikowanego raglana, połączyłam ze ściegiem gładkim, przepletłam kolorami, dopieściłam krawędzie, dołożyłam lekko rozkloszowany golf i powstał sweter niezwykły. Sweter kameleon. Sweter, który zmienia swoje oblicze w zależności od Twojej wyobraźni.. Chcesz klasyka? weź dwa kolory w kontrastujących ze sobą odcieniach, chcesz zaszaleć? weź więcej niż jeden kolor dodatkowy! nie lubisz ograniczeń? zmień układ pasków w swetrze! Nie jesteś fanką klasycznych pasiaków i nie lubisz chować nitek? weź włóczkę w melanżowych kolorach i daj się ponieść i zaskoczyć! Kształty, linie, kąty, rysowane w tym swetrze, powstały w bardzo prosty sposób. Konstrukcja tego swetra, mimo jednostajnego prawego, gwarantuje przyjemne dzierganie z atrakcjami. Przekonałam Cię? nie? to zapraszam do obejrzenia mojego pasiaka z kątami

Dość gadania! 
Oto moje New Way












Wzór na ten sweter (dostępny jest na ten moment tylko w języku angielskim) do 17 marca w specjalnej, promocyjnej cenie (- 15%)



I co myślicie? 
Pozdrawiam ciepło i życzę miłego weekendu


niedziela, 8 marca 2015

Endearment Hani Maciejewskiej

Hania lubi  budować napięcie zdjęciami pełnymi niedopowiedzeń. Tak też było w tym przypadku.. jak tylko zobaczyłam zalotny tył, tak charakterystyczny dla tego projektu, padłam.. już wiedziałam, że kiedyś zrobię, kiedyś będę mieć, taki sam, seksi rozpierdaczek nad pupą! I czekałam na publikację wzoru niecierpliwie.. aż w końcu się doczekałam, razem ze specjalną, w makowej czerwieni wełną upolowaną przez Drogiego Połówka podczas jednej z jego podróży. Sweterek powstał w oka mgnieniu, jeszcze jesienią, ale ponieważ rozpoczęłam dzierganie kiedy jeszcze było mnie więcej, rzuciłam w kąt jak się okazało, że zmalałam do niego i nie leży jak powinien.. Po raz pierwszy cieszę się, że nabrałam ciała ;) Naprawdę! dzięki temu sweter dostał drugie życie, bo wiem, że nie starczyłoby mi samozaparcia, żeby zrobić drugi tylko w mniejszym rozmiarze. Na szczęście do niego dorosłam i z dumą prezentuję:




Ile radochy może dostarczyć zapinanie guzików! ;)




Wydziergany w całości zgodnie z opisem (genialnym wręcz!). Przyznaję, jestem z siebie dumna, bo zawsze w trakcie dziergania według opisów dopadają mnie chęci, żeby coś, gdzieś, jakoś zmienić... Ale znając Hani dbałość o szczegóły i detale, wiedziałam, że mogę jej zaufać. I jak podejrzewałam, leży jak marzenie.. :) 
Jedyna zmiana, którą wprowadziłam, było wydłużenie rękawów.. przypominam, sweter dziergałam na przełomie września i października, rękawy chyba w listopadzie, i kompletnie w tym czasie nie pasowała mi wizja króciutkich rękawków. Ale teraz, jak wyszło słońce to się zastanawiam, czy jednak ich nie skrócić..? 
I jak tu wymagać zrozumienia ze strony naszych mężczyzn, jak ja sama siebie zrozumieć nie potrafię ;) 

Hania, dziękuję za ten cudownie elegancki kawałek dzianiny! Będę nosić :) 

Pozdrawiam Was ciepło i serdecznie!
U nas dziś prawdziwa wiosna.. :) 


piątek, 6 marca 2015

At Dawn

Mało jest takich projektów, które potrafią, mimo jednostajnego prawego, mnie oczarować.. Mało, ale ten projekt to była miłość od pierwszego wejrzenia. Mowa tu o At Dawn, którego zaprojektowała Joji Locatelli.
Garter + rzędy skrócone + niebanalna konstrukcja = MIŁOŚĆ OGROMNA!

Uwaga!!! silnie uzależnia! ;)









Nie zmieniłam nic a nic.. po co poprawiać doskonałość?
Mógłby być ciut  większy.. ale taki jaki wyszedł podoba mi się niemożliwie..
frędzelki, to taki mój wkład własny ;)

A u Was co ciekawego na drucikach?
Pozdrawiam ciepło i wiosennie! :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Napisz do mnie / Send me a message:

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *