piątek, 20 października 2017

Pinpoint

Pinpoint..  z dokładnością wielkości główki od szpilki dopracowany.. 

Mogłabym dużo i długo o tym swetrze opowiadać, bo jest to jeden z tych moich projektów, który zwyczajnie wad nie posiada, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Kluczem do tego by leżał dobrze jest dopasowanie w ramionach, ten projekt wiele za nas załatwia, ze swoim luzem w pasie i w biodrach, ale ramiona wymagają szczególnej uwagi, zwłaszcza podczas zszywania! Tak, ten projekt wymaga użycia igły - ale jest to zaledwie kilka centymetrów dzianiny, którą przy użyciu igły należy połączyć. Jako całkowity przeciwnik zszywania, potwierdzam, że jest to wykonalne! ;)

Dziergany jest od dołu, z uroczym ażurem na froncie, idealnej głębokości dekoltem, i pięknie uformowaną główką rękawa. Dodatkowe dekoracje w postaci wykończeń, to taka kropeczka nad "i", chociaż równie pięknie, jak testowe projekty pokazują, prezentuje się w klasycznym ściągaczowym wykończeniu. 

Nie wiem czy jest to typowy dla mnie projekt, bo mało w nim szaleństwa, w ogóle nawet go nie ma :) Ale przyznaję, że ostatnimi czasy takie właśnie pozornie proste, ale przemyślane projekty nawiedzają mnie we śnie.. więcej takich projektów będzie w mojej szafie i mam nadzieję, w waszych bibliotekach z wzorami mojego pomysłu również :) 

Ten projekt właśnie został opublikowany i jest dostępny również dla Was - tu: klik
Tutaj z kolei możecie podglądnąć cudowne wersje testowe: klik

Wzór jest opublikowany w języku angielskim i na chwilę obecną, pochłonięta nowymi projektami,  nie zakładam jego tłumaczenia na język polski. Jeśli się to zmieni z pewnością Was o tym poinformuję. 

I już bez zbędnych słów komentarza - zobaczcie jak razem wyglądamy - 

Oto Pinpoint:






 

   

Pyszny smaczek w postaci nieskoordynowanych ruchów twarzy i nie tylko, pozostawiam Wam na koniec ;) bo żeby sesja wyszła dobrze, muszę to i owo rozluźnić.. nie ma nic lepszego od dobrego wygłupu w postaci tanga w pojedynkę :) 


Pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłego i słonecznego weekendu :)

Dziergajcie.. bo idzie zima.. :)

środa, 4 października 2017

Maxinel

162 i pół centymetra.. tyle dzieli czubek mojej głowy od twardej ziemi. Nigdy to jednak nie przeszkadzało mi w tym, by tę moją szanowną głowę nosić wysoko w chmurach.. ;) Zadzieram nosa do góry jak mi potrzeba się deczko wydłużyć tu i tam ;) obcasami gardzę na co dzień.. I chociaż wiem, że dobry obcas potrafi o ładnych parę centymetrów całe ciało wydłużyć optycznie, od zawsze preferuję od estetyki wygodę i swobodę.. Prawda jest jednak taka, że i z tą sylwetką, jaką mam, choć proporcjonalna, jak często słyszę, to jednak niezbyt podobno współgrająca z szerokimi i długimi dzianinami, dobrze się czuję w pledo - swetrach. Lubię się takim omotać, w niego wtulić, zawinąć wokół siebie niczym chmurkę lub pierzynkę by tak uzbrojona z chłodem i porywistym wiatrem październikowej aury się zmierzyć. 

Czasem rodzi się w mojej głowie przekonanie, że było mi pisane żyć w fartuchu, uniformie, kitlu, którego długie połacie swobodnie majtałyby mi się o moje nogi. Płaszcze, moje czy cudze, kocham od zawsze, jeden taki wełniany czarny płaszcz na zawsze już w moim sercu pozostanie, bo dzięki niemu spojrzałam na Połówka bardziej przychylnym wzrokiem ;) Długie dzianiny od zawsze kojarzą mi się z dostojnością, siłą, pewnością siebie, ale i też ciepłem i przytulnością. Jeśli jeszcze jest dodatkowo atrakcyjnie skonstruowana - jestem ugotowana! 

Ten kardigan, który dzisiaj chcę Wam pokazać, jest kwintesencją tego, co w długiej dzianinie uwielbiam. Jest przede wszystkim lekki jak piórko! No, może trochę przesadzam, bo to jednak pół kilograma wełny w najczystszej postaci, jednakże w noszeniu ta waga jest kompletnie nieodczuwalna. Niewątpliwie jest to zasługa wykorzystanego włókna, które samo w sobie ma dość dużo powietrza, pozostając przy tym niezwykle zwartym i chroniącym od zimna włóknem. Lubię się z tą włóczką i naprawdę bardzo gorąco Wam ją polecam. To Gilliatt od De Rerum Natura (klik). To już mój 4 projekt powstały z tej włóczki (jak do tej pory powstały dwa męskie swetry oraz mój Monochrome pullover), piąty i szósty są w drodze. Podkreślam, nie jest to post - reklama, nikt mi za tę dzisiaj prezentowaną opinię nie zapłacił, a ja dzielę się z Wami tym, co mnie samą w przypadku tej włóczki zaskoczyło, abstrahując od tego co gołym okiem widoczne, czyli że jest po prostu efektowna  - jest jeszcze niezwykle wydajna i trwała. 

Wiedząc o tym, zdecydowałam się więc na projekt szaleństwo, poszerzany do dołu długaśny kardigan, który - to chyba najciekawsze - dziergany jest w całości od dołu do góry! Nie mam pojęcia jak ja to zrobiłam, ale powstał w ekspresowym, nawet jak dla mnie, tempie, bo w zaledwie tydzień! Na dokładkę wkomponowałam w jego i tak dość oryginalny kształt, ukochane warkocze, bardzo podobne do tych wykorzystanych w Satinel (klik). Stąd dość oczywista w tym przypadku nazwa.. 

Dość gadania.. zapraszam Was na prezentację!

Oto Maxinel na granicy dnia i nocy!




 


 


I podobnie jak jego starsza siostra, czyli Satinel, jest jak najbardziej dwustronny!


Plan na prezentację tego swetra był zupełnie inny. Pod wpływem chwili zdecydowaliśmy się na zdjęcia dość późną porą dnia.. Właściwie złapaliśmy ten ulotny moment, kiedy to dzień na tych zaledwie kilka chwil przenika się z nocą, tuż przed tym momentem, gdy po raz kolejny, nie wiem już który, znów się rozstaną.. Piękny to był moment.. i chociaż zdjęcia te nie są idealnie ostre jak brzytwa, a kolor szary nie zawsze oddaje prawdziwą szarość tej włóczki, bardzo chciałam i Wam te zdjęcia pokazać.. 

Sesja niewątpliwie zostanie powtórzona.. Chociażby dla celów związanych z edycją wzoru (tak, zamierzam go spisać!), ale dzisiaj jeszcze na chwilę dam się porwać tej chwili, która nas wczoraj, niczym ciepły pled, otuliła.. 

Dużo Słońca dla Ciebie w dniu dzisiejszym! :*

niedziela, 24 września 2017

Wild Grass i Azula

Okrągły karczek marzył mi się już od jakiegoś czasu. Ten konkretny projekt, który chcę Wam dzisiaj zaprezentować, powstał w głowie i poniekąd na papierze już przynajmniej 2 lata temu, kiedy to podczas jednej z kreatywnych sesji z programem, na którym szkicuję te wszystkie schematy dla Was, ćwiczyłam swoje umiejętności ;) Prawda jest taka, że zmalowałam wtedy schemat w oparciu o bajecznie piękną ażurową serwetę, która do złudzenia przypominała mi wycinankę :) 

Jakżeż było miło wyciągnąć ją z czeluści programowych zakamarków, kiedy to w ręce wpadły mi dwa kontrastujące ze sobą motki! Wyobraźnia zagrała idealnie i tylko próbka dzieliła mnie od zrealizowania planu - i stało się niemożliwe! Próbka idealnie się zgodziła! 

Zabrałam się zatem za to, co pozornie, w projektowaniu jest pewne, czyli za dzierganie. 

Konsekwentnie, to co jednego dnia wydziergałam, drugiego dnia sprułam.. i tak przez kilka dni z rzędu.. 

Ostatecznie, w tym samym czasie wydziergałabym nie z głowy, a korzystając z gotowego i opracowanego wzoru, pewnie dwa takie swetry. Ale taka jest cena pomysłu własnego. Tylko ja wiem ile łez poleciało, ile kosmatych i niecenzuralnych epitetów pod adresem własnym przez zęby wycedziłam, ile razy chciałam pociąć włóczkę na ścinki lub przerobić na pompony! Oczywiście, w takich chwilach nie odpuszczałam dziadowi.. odchodziłam na te "5 minut", przegryzłam się z tematem, poprawiłam w głowie co sama wcześniej skopałam i zabierałam się za niego po raz kolejny. 

I chociażby właśnie ze względu na to ile pracy kosztowało mnie opracowanie tego okrągłego karczku, i za to, jak pięknie leży, uwielbiam go absolutnie! 

Włóczka, którą tu widzicie, to dwa kompletnie różne od siebie włókna, chociaż właściwie parametry mają wspólne. Róż to Merino SW 300 (300m / 100g) od Q-Lana, kontrastujący prawie czarny to Malabrigo Arroyo (też 300m / 100g). Niestety, na tym podobieństwa się kończą. Jedna włóczka jest mięsista i znacząco grubsza od drugiej, druga z kolei przelewa się przez ręce niczym włókno z domieszką jedwabiu.. Nie powiem Wam które jest które, ale jedno Wam zdradzę, kiedy Malabrigowe włókno po każdym kolejnym pruciu traciło w oczach siły witalne, tak włóczka od Q-Lany ani drgnęła, nie tracąc nic a nic ze swojego skrętu i kondycji ogólnej.. 

Taka to historia.. 

Miały nam dziś towarzyszyć trawy, nie wyszło nam to jednak.. całe nadrzeczne bulwary skąpane dzisiaj były przepięknym i bardzo mocnym słońcem! (odczuwalne 25 na plusie!) i gdyby mi przyszło w tym swetrze na tej lampie paradować, nie byłoby kompletnie z tych naszych zdjęć pożytku. Skryliśmy się zatem w leśnych zakamarkach, w poszukiwaniu cienia i pierwszych oznak jesieni.. Ta już zaiste jest u nas.. Jak nie szyszką lecącą prosto w łeb strzela, to kasztanem, albo orzechem, chociaż o te na ścieżkach w naszej okolicy najtrudniej (wszystkie zebrane!). Ale liściaste dywany już pod naszymi stopami rozłożyła.. Ot proszę, jak to z jej strony miło.. 

Dodam jeszcze, że na sesję zdjęciową zabrałam świeżuteńką czapeńkę - nie miałam nawet czasu jej prać i blokować! To Azula (klik) według projektu Woolly Wormhead, bajecznie ciekawa w dzierganiu garterowa perełka! Nie jest to co prawda projekt telewizyjny, nawet nie wiem czy jest to projekt dla początkujących, ale warta jest tego by się z nią zmierzyć. Konstrukcyjna perełka po prostu! Są takie projekty, koło których ja nie potrafię przejść obojętnie, i to jest właśnie jeden z nich! 

Dobrze, tyle słowem zmalowałam, teraz zapraszam Was serdecznie na prezentację! 

Oto Sweter Wild Grass w towarzystwie Azuli. 















Zgrany to duet, prawda?

Kto zgadnie w którą stronę dziergałam żakard??? :)

Połówek jak zwykle focił, dziergałam ja.. ten duet też niemożliwie doskonale nam wciąż wychodzi ;)

T. - KCB :* 

Miłego dnia Kochani!
Niech jesień Was rozgrzeje!


piątek, 15 września 2017

Wild Grass w Escorias i Alte Rosa


Dni pełne letniego słońca przeminęły, niestety. Chociaż lato tego roku było niezwykle udane, może nawet aż za bardzo, bo upały nam doskwierały okropnie.. to jednak niechętnie się z nim rozstaję. Tylu miejsc jeszcze nie odwiedziliśmy w tym naszym nowym zakątku, tyle spraw jeszcze do poznania i odkrycia, a tu już trzeba sandały na skarpety i nieprzemakalne obuwie wymienić, koniec z brodzeniem po rosą zroszonej trawie, koniec z kamykami w klapkach, koniec z piegami na nosie.. 

Kraina w której od wiosny pomieszkujemy to właściwie dolina rzeki. Zaledwie 15 minutowy spacer dzieli mnie od nadrzecznej fauny i flory. Szczęśliwie przyszło nam mieszkać nareszcie na terenie nizinnym i tą otwartą przestrzenią nie mogę się nacieszyć. Chociaż wzrok już nie taki jastrzębi, sięganie wzrokiem po linię horyzontu nabrało w tym nowym miejscu innego znaczenia - bo on, ten horyzont, prędzej się  mi rozmywa niż kończy! Oprócz masy plusów zdarzają się też i maleńkie minusy - ogromne przeciągi.. Nie wiem jak to moja głowa zniesie, ale nie zamierzam się poddawać ;) Cóż, szybciej zacznę nosić czapki.. Czy wrzesień to jeszcze za wcześnie? 

Inną sprawą jest to, że oprócz naturalnych zalet, jakie to nowe miejsce do mojego życia przyniosło, jak chociażby spokój ducha.. to mnóstwo dziewiarskich atrakcji, które bezustannie zaprzątają moją głowę. Jak już wiecie, jedna wyprawa do pewnego cudownego lokalnie położonego sklepu zakończyła się, lub raczej powinnam powiedzieć, rozpoczęła okres dziewiarskiej weny i współpracy. Pierwszy projekt już się testuje, drugi wskoczył na druty i rośnie  sobie spokojnie.. 

Tym nowym projektem chcę Was porwać na mały spacer do mojego nowego zakątka. Te czarne dzikie trawy z lekką różową poświatą, to roślinność typowa dla mojej okolicy. Żywe, tańczą na wietrze radośnie, ususzone zamieniają się w pomnik przyrody, który nie tracąc nic ze swojego głębokiego smolisto-różanego odcienia, zdobi moje wnętrza.. Pod warunkiem, że Odisiu ich nie wypatrzy, bo on raczej ich fanem nie jest ;) 

Powstaje zatem niespiesznie projekt wyzwanie, polską ręką mutikulturowo przeplatam włóczkę od Malabrigo w kolorze Escorias z niemiecką Alte Rosa od Q-Lany. I dobrze mi z tym przeplataniem, bo chociaż napotykam masę trudności po drodze, nijak nie spada mi zapał w kontynuowaniu tej różanej przygody.. 

Co prawda muszę sobie raz na jakiś czas powtarzać, że ja to lubię okrągłe karczki, bo to wyzwanie jest, a wiadomo, że jak wyzwanie to i pruć czasem trzeba, czasem trzykrotnie (mam nadzieję, bo nie wiem czy 4 podejście do prucia mojego zapału jednak nie nadwyręży!) - no ale bez prucia nie ma lepszego rezultatu, bez błędów nie ma nauczki, a bez przygód to nawet dzianina mniejsze ma dla mnie znaczenie. Stąd nie poddaję się i działam, pomimo wiatru wiejącego w twarz, pomimo zakrętów ciężkich i cofania się do początku.. Progres to nie zawsze szybki sukces - to przede wszystkim droga do niego.. Więc kroczę.. powoli ale czasami nawet do przodu. 



Chciałabym jednak pewien etap w dzianinie osiągnąć, żeby w najbliższy weekend zabrać go ze sobą na spotkanie dziewiarskie. Ostatnio popełniłam dwukrotnie ten błąd i zabrałam ze sobą skomplikowany wzór warkoczowy na lokalne spotkanie dziewiarek. Chociaż mieszkam w Niemczech już od jakiegoś czasu, wciąż język ten sprawia mi trudność. Dzierganie i słuchanie ze zrozumieniem tegoż malowniczego języka, w oczekiwaniu na to serce i rdzeń zdania, czyli czasownik, który w języku niemieckim lubi na końcu zdania wystąpić, graniczy z cudem. A dzierganie warkoczy to już w ogóle porażka.. Na jednym spotkaniu przerobiłam 4 oczka, na drugim 24 - i w obu przypadkach musiałam pruć po powrocie.. ;)  Mam jednak nadzieję, że za chwilę przekroczę granicę skupienia, zakończę co najtrudniejsze i zostanie mi już jedyne słuszne prawe, idealne na pogaduchy :) 

W tym projekcie przynajmniej 2 nowe metody dla mnie odkryłam. Bajecznie usprawniają pracę.. ale o tym może już w kolejnych częściach o tym projekcie! 

Na koniec już zupełnie, Ślicznie Wam dziękuję za cudowne komentarze pod adresem Basic Cardi, zaprezentowanego w poprzednim poście! Przepraszam, że nie odpowiedziałam na Wasze komentarze od razu, każdy jeden czytałam jednak z uśmiechem od ucha do ucha! I bardzo za nie dziękuję :) Przemyślałam sprawę i... będzie wzór! Najtrudniejsza część za mną, po weekendzie zamierzam kontynuować prace nad nim i niebawem mam nadzieję rozpocznę test (może w przyszłym tygodniu.. zobaczymy). 

A tutaj (po naciśnięciu na grafikę w cudowny sposób przetransportujesz się do mojego nowego miejsca w sieci, czyli do mojej grupy na ravelry!)



.. tutaj przyszłe testy, publikacje, współprace i rozmowy na temat dziergania według moich projektów odbywać się będą.. :) Grupa jest młodziutka i dopiero się rozwija, i ja też, bo jako moderator występuję po raz pierwszy i wciąż napotykam w związku z tym na trudności, ale cieszy mnie niezmiennie to, że to miejsce powstało, bo przynosi ze sobą masę dobrej energii! 

Zapraszam zatem tam i Ciebie! 

I raz jeszcze dziękuję ukrytemu Bohaterowi tego posta, bo to dzięki Niej powstała ta wyżej  przedstawiona grafika, którą z dumą nazywam moim logo - To Małgosia, Gosikiem znana (klik), zapewne znana i Tobie ze względu chociażby na niezwykłe wyczucie kolorystyczne w dobieraniu kolorów, czy bajeczną dbałość o detale i szczegóły w tworzeniu dzianin, czy chociażby ze względu na fantastyczne fotografie, zarówno dokumentujące proces dziergania jak i te prezentujące Gosię w jej gotowych dzianinach! Gosia jest mistrzem wielu sfer... i ma talentów masę... 

..i bezustannie mnie inspiruje! a jej zdjęcia to takie moje okno do lepszego świata, druga strona lustra.. Tam jest magia tworzenia i oplatania się sznurem zaklęta.. i tam jest po prostu spokój.. jak mi jest źle wpadam sobie na jej instagramowe konto i od razu świat mi się lepszym jawi.. 

Dziękuję Gosiu za wsparcie i pomocną dłoń w każdym momencie naszej już paroletniej przygody :* :* :* 

A Tobie, Drogi Czytelniku, życzę miłego zbliżającego się już weekendu! 

Wyjdź na spacer poszukać kasztanów, może już są?! 

Buziaki! i do następnego razu!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...