środa, 23 kwietnia 2014

Ścigam się z czasem...

Jestem kobietą... lubię sznury, ale to przecież żadna tajemnica... nie przejdę obojętnie koło błyskającej urodą i blaskiem wełny, nawet jeśli jej krew z tych błękitnych jest i ostatecznie swoimi chimerami moją krew napsuje... Lubię blask, uwielbiam zielenie wszelkie (no, może poza neonową limonką...), a już te zmieszane z fioletami to w szczególności, no ale jak Ktoś mi to wszystko zmiesza, przeplecie i zepnie w przecudnej urody sznur... och! marzenie!
No to się ścigam z czasem, a że czas ostatnio mi się w rękach kurczy, bo zobowiązania i obietnice mi nad głową wiszą i wrzeszczą bezustannie: "do roboty!", no ale ja nie mogę... no nie przejdę obojętnie, nie odwrócę głowy i nie powiem: "nie chcę!" skoro właśnie muszę mieć...
Wszystkiemu winna jest Kasia i jej sznur... Od samego początku obserwuję z zapałem i zazdrością akcję wspólnego dziergania Ogoniastego, której to akcji pomysłodawczynią jest właśnie Kasia. Uwielbiam proste formy takie jak ogoniasty i nawet wełnę w domu mam idealną... ale nie było czasu. No ale jak Kasia taką MARCHEWKĘ, a właściwie piękny ważkowy sznur wyciągnęła i nęci, no to się wzięłam za siebie i dobę próbuję rozciągnąć...czy się uda? nie wiem... walczę. Dziś do południa (miałam jeden motek przewinięty) w ciągu kwadransa machnęłam, a dokładniej maszyna machnęła, przodzik, sztuk jeden. Po powrocie Połówka do domu zaprzęgłam go do roboty, niech kręci... przewinęliśmy wspólnie jeszcze 3 motki. I tak oto prezentuje się maszynowa, rozczłonkowana poczwarka, która miejmy nadzieję już jutro doczeka się rękawków. Może się wyrobię do niedzieli... zresztą co ja Wam będę, zaglądnijcie na Kasi bloga: fiubzdziuu.blogspot.com, warto walczyć o takie cacko, prawda?


Walczę z czasem i znużeniem oraz moją własną ignorancją. Tyle lat żyję i nie musiałam, więc nie czułam się w żaden sposób gorsza, a teraz, kiedy potrzebuję dwie lewe rączki i koślawe oczka niespecjalnie mi sprzyjają... Walczę ze schematami do dwóch wzorów, na sweterek Nelumbo oraz szal Dance. I choć strasznie bym chciała wszystko już mieć i najlepiej na wczoraj idzie mi to po monitorze rysowanie jak po grudzie... Ale się nie poddaję. Zresztą, jak się ma takiego pomocnika, to kto by się poddawał? :D


I na koniec, macie czasem ten stan, który włącza się sam z siebie bez wcześniejszej sygnalizacji, gdy potok bzdur z Waszych ust się wylewa i nie pozostaje nic innego jak tylko się śmiać? Głupawka to chyba jest :) Nas dopadła wczoraj, a jak się połączy nastrój głupawkowy wraz ze zmęczeniem materiału, bolącymi oczkami i słowotwórstwem to wychodzą takie o to "wzorowe" kwiatki:

"Gdzie wzorów sześć, tam nie ma co jeść..."

"Nie wywołuj wzoru z lasu..."

"Wzór wzorowi nierówny.."



Spokojnej nocy życzę, bo jak na załączonym obrazku przedstawiono, my już padamy :)


piątek, 18 kwietnia 2014

Dance...

Księżniczka niejedno ma imię.. Księżniczka wybredna jest...
...ale ostatecznie nie taki diabeł straszny jak go wymalowałam...
...udało nam się choć na chwilkę zakopać topór i chyba nawet odnaleźć atrakcyjną dla niej formę...
Oto Ona, Madelinetosh, Tosh Merino Light, kolor - Flashdance, w zwiewnej i lekkiej formie z pazurem:

Dance..








czwartek, 17 kwietnia 2014

III Sympozjum AW: Dziewiarka potrafi...

... bo to kobieta zdolna, kreatywna, przedsiębiorcza i na dodatek wyjątkowo pomysłowa. W słowniku takiej nie istnieją słowa: "niemożliwe", "nie da się", "nie dam rady", ponieważ już dawno kreatywność popchnęła ją w kierunku najzwyklejszych: "a co się ma nie dać?", "muszę tylko pomyśleć", oraz "jak by to zrobić, żeby to się tak dało". A co najciekawsze, wszystkie genialne wręcz pomysły Dziewiarki biorą się z potrzeby tworzenia i bardzo często wykraczają poza ramy kunsztu dziewiarskiego. 

Ostatnio natrafiłam na wspaniały post, w którym genialne pomysły Dziewiarek zostały zebrane w jednym miejscu i gorąco Wam go polecam. Mowa tu o blogu: z drutami i szydełkiem przez świat... a dokładniej o tym poście: klik

Skoro z miednicy, a właściwie z dwóch, albo przy użyciu jednej puszki i paru klamerek, bądź wykorzystując drewniane elementy starego fotela można skonstruować motowidło, myślę, że spokojnie mogę pozwolić sobie na wyrażenie poglądu, że w świecie Dziewiarek nie ma rzeczy niemożliwych! Skacząc po różnych blogach dziewiarskich dowiecie się przecież, że za motowidło już od dawna służą nam oparcia krzeseł, nogi kawowego stołu czy krzesła, czy ręce Towarzysza Życia (zwanego potocznie TeŻetem) czy pociechy, do blokowania służyć mogą zwyczajne szpilki (nie miałam styczności z tymi do blokowania, ktoś z Was używa? co o nich myślicie?), w roli maty blokującej elegancko sprawdzi się ręcznik i dywan, itp., itd. Oczywiście są i takie gadżety, których w żaden sposób nie da się zastąpić, bo na przykład drucików nigdy przenigdy nie zastąpią nam szaszłykowe wykałaczki.... a może ktoś z Was już próbował??
Suma sumarum, godne podkreślenia jest to, jak umysł człowieka (w tym przypadku Dziewiarki lub jej męża, nierzadko będącego głównym pomysłodawcą i konstruktorem tych magicznych urządzeń :) ) potrafi dostosować obroty do potrzeb zaistniałej chwili! 

A co Wam się udało odnaleźć w blogosferze lub wynaleźć na własną rękę? Pochwalcie się! :)

Waga kuchenna to urządzenie niezbędne, jak się kocha piec i kucharzyć... Ja do tej pory radziłam sobie wybornie bez takowej. Ale niedawno stałam się posiadaczką wagi...hmmm... dziewiarskiej :) To zwyczajna waga kuchenna, która właściwie służy mi tylko do pomiaru zużycia wełny :) I jakżeż się zdziwiłam...


Księżniczka z poprzedniego postu, wyjątkowo zacnej urody, pełna wdzięku i blasku wysokiego stanu dama, okazała się być wybredną i kłopotliwą dyskutantką w kwestii doboru wzoru i struktury zaplanowanego dla niej projektu. Negocjacje były burzliwe, o czym doskonale wiecie, ale na szczęście obeszło się tym razem bez drastycznych metod perswazji (mam na myśli wszystkie te, które miały prowadzić do rozczłonkowywania damy z użyciem ostrza). Koniec końców, doczekała się całkiem, mam nadzieję, przyjemnej dla oka formy, którą niebawem Wam w całości pokażę. 
Jak powszechnie wiadomo, wszystkie księżniczki cieszą się smukłą kibicią (a niech ich szlag..!) i wyjątkowo wątłym ciałkiem. Jakież było moje zdziwienie, gdy podczas pomiarów ilości włóczki (tutaj wkroczyła waga kuchenna) okazało się, że Księżniczka moja ma wagę słonia! Zapłaciłam przecież za całe 100g wełny w motku, a tu waga krzyczy 114g! "Promocja jakaś" pomyślałam i z niedowierzaniem dzierżąc elektroniczne liczydło w rękach, zaczęłam przeliczać te dodatkowe gramy na metry. Prosta kalkulacja doprowadziła do wielkiego zadziwienia... zamiast spodziewanych 384m wraz z motkiem otrzymałam ponad 437m czyli jakieś 53 metry więcej! Niedowierzając w to co widzę pobiegłam w te pędy do bosko wyposażonej w same Księżniczki szafy (Kochany Połówku... dno tam widzę pomału! zapasy trzeba zrobić! :)) i posprawdzałam wszystkie (jeszcze mam kilka) księżniczki z tego samego rodu arystokratycznego, i oniemiałam. Wszystkie ważą jak słoń! Każdy jeden motek waży od 114g do 116g! :) w ten oto sposób, szybką kalkulacją policzyłam, że przy zakupie 6 Księżniczek właściwie dostajemy jedną taką Damę w prezencie...

Teraz tylko kombinuję jakby tu przemycić wagę kuchenną do sklepu z arystokracją by z wieszaków zdejmować tylko te naprawdę rozpasłe i utuczone Damy... myślicie, że to będzie nietypowe zachowanie? 


Księżniczka, jak na prawdziwą damę przystało została przyszpilona i niemalże jak w gorsecie uformowana. Ponieważ zależało mi na uzyskaniu jak najbardziej prostej krawędzi przez wszystkie pętelki przełożyłam nitkę nylonową, potem szpilkami tą nić rozciągnęłam do oczekiwanej przeze mnie formy. Naciągnięcie nici nylonowej (nić nylonowa dlatego, że nie da się jej w żaden sposób zerwać) spowodowało, że zamiast typowego dla szpilek kanciastego blokowania uzyskałam prawie idealną prostą linię. Zobaczymy jak to będzie ostatecznie wyglądać po odpięciu szpilek.


I na koniec, Atelier, którego wykończenie zajęło mi wczoraj całe 5 minut, dołączył do leżakowania blokującego i się suszy. A dokładniej - opala :)

Ściskam Was w tym przedświątecznym okresie i gorąco zachęcam do ważenia Waszych nowych Księżniczek i Dam, bo może i Was czeka miła niespodzianka... :) A skoro i tak wagi kuchenne pójdą w ruch przy okazji szykowania się do świątecznego łasuchowania, toż to idealna okazja by je wszystkie pomierzyć i posprawdzać :)





niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozkapryszona księżniczka...

Drogie Wy Moje (jeśli mogę tak o Was napisać)... ilość niezwykle ciepłych i budujących wpisów/komentarzy spod poprzedniego postu, w którym Nelumbo miał swoją oficjalną premierę powaliła mnie na kolana i serdecznie Wam za każde jedno życzliwe słowo dziękuję! Miejmy nadzieję, że sweterek mi się od tych zachwytów nie zmechaci za prędko, bo że się zmechaci, to już przesądzone... 

Ja od komplementów niczym roślinka kwietniową mżawką zroszona urosłam, Połówek też urósł, choć to akurat niezbyt wskazane jest, bo już i tak ledwo się w futrynach  mieści, i wygląda nawet na to, że jako nadworny i całkiem prywatny fotograf poczuł się nie tylko doceniony, ale i wyjątkowo zmotywowany by focić nas, mnie i moje udziergowe pociechy w przyszłości!

Jak to w życiu zazwyczaj bywa, po grubych latach przychodzą te chude, po sytych - głodowe, a po nadzwyczajnie dziergowych - kompletnie porażką zarastające... I taki obecnie mam status drutowy. Kompletna porażka to idealne określenie na ten stan.

A to wszystko z winy jednej małej kuleczki, która przywieziona została do naszego domku z podróży do Holandii (klik), kiedy to miałam przyjemność poznać osobiście genialną projektantkę Joji, oraz kompletnie zatracić się w poszukiwaniu jednego (nie, to niemożliwe jest!) idealnego moteczka innej firmy z "Emem" na przedzie, do której wzdychałam już od lat paru. Obłowiona łupami przywiozłam ze sobą przecudnej urody i klasy kolorowe precelki, które natychmiast pochowałam do pudełeczka i zamknęłam na 4 spusty. Nie żebym się bała, że mi je ktoś zabierze, ale samo patrzenie na nie jest tak zajęciem hipnotyzującym, że z obawy o kolorów płowienie wolałam ich na wzrok własny, przeszywający niczym wybielacz, nie narażać. Nadszedł ten dzień, w którym postanowiłam zmienić ich luźną nadaną przez producenta formę w bardziej  moim gustom odpowiadającą. W tym celu zebraliśmy dwuosobowy zespół obsługi nawijarki, ja wcieliłam się w rolę motowidła, Połówek kręcił, i z przyjemnością oddaliśmy się przepuszczaniu przez palce (uwielbiam ten moment!!!) najbardziej zadziwiającej wełny, jaką do tej pory nabyłam. Nawijanie we dwójkę, choć przyjemne, bardzo szybko  postępuje... za szybko. W trakcie nawijania Połówek urzeczony (jemu też się czasem zdarza zadziwić i refleksyjnie zadumać nad sznurem) zapytał:

P: A to co za piękność...???
Ja: no jak to, ta z Holandii...
P: aaaaaa... Prawdziwa Księżniczka wśród wełenek :)))

I wszystko by było fajnie, gdyby nie fakt, że poza urodą, klasą i wysokim stanem Księżniczka ta, jak na prawdziwie wysoko urodzoną damę przystało, podczas robótki zaczęła kaprysić....
W ściegach wybrzydza i grymasi, ten nie dobry, bo jej nie pasuje... Tamten za ażurowy, ten za ścisły, drutki też nie takie jak trzeba (a co ja jej na to poradzę, że nie zrobili jeszcze diamentowych?!), a paluszki mnie swędzą, bo widzę ją już, tę damę upadłą, w pięknej wersji szalootulacza... i ona nic sobie z tego nie robi, a ja kompletnie już sił do niej nie mam.... 
Nie dość, że matrona wybrzydza dziewiarsko, to jeszcze do zdjęć pozuje jako tako. Tło za jasne, to się robi ciemna jak smoła ze złości, a jak ciemne, to w ogóle idzie sobie i znika... Na szczęście Rudego towarzystwo wyjątkowo wprowadziło Księżniczkę w dobry nastrój i coś tam udało się złapać... niby Księżniczka z rodowodem, ale łasa na zaczepki motłochu i kocią łapą trącanie ;) Kto przewidzi gust prawdziwej arystokratki.. eh... kapryśna i nieobliczalna bestia..





Ród arystokratyczny: MADELINETOSH
Tytuł szlachecki: TOSH MERINO LIGHT
Nazwisko rodowe: FLASHDANCE

Tchnijcie, proszę, w moje ręce odrobinę cierpliwości, bo jak tak dalej pójdzie to tę pożal się bosze damulkę rozczłonkuję i... pomponik sobie z niej zrobię! dużo pomponików! 

Pozdrawiam z nerwowo rozstrojonego arystokratycznymi zachciankami pewnej Damy zakątka...
Asja




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Napisz do mnie / Send me a message:

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *