czwartek, 6 grudnia 2018

Shanel

Grudniową porą najmilej jest się otulić w coś niezwykłego. I chociaż szalik, który chcę Wam dzisiaj zaprezentować z pewnością nie będzie pasował św Mikołajowi, to bez najmniejszego trudu potrafię sobie wyobrazić Mikołajową, jego żonę, otuloną w taki właśnie szal.

Shanel łączy w sobie to wszystko co w wełnianym otuleniu lubię najbardziej, mięsistość grubaśnej wełnianej włóczki, klasyczny kształt i piękną, symetryczną strukturę wykorzystanego wzoru. Lubię eksperymentować ze splotami i lubię, gdy, niemalże bezwiednie, rodzi się w mojej głowie pomysł na dzianinę, której nie sposób odmówić. Z drugiej zaś strony, to przecież tylko prawie zwyczajny sześciokąt. Tak, to prawda. Ten szal nie ma w sobie zbyt wiele z konstrukcyjnych triczków, ale wydaje mi się, że udało mi się w nim połączyć wszystkie moje największe dzianinowe miłości, takie jak jego dwustronność oraz stosunkowo prosty wzór, dzięki któremu dzierganie tego szala jest równie przyjemne, jak efektowne. Wisieńką na torcie są wykorzystane w jego dolnych krawędziach frędzle. 

Szal zaprojektowany został z myślą o włóczce typu aran, wydziergany został na drutach w rozmiarze 5.5 mm, zakończony frędzlami z cieńszej włóczki w tym samym odcieniu. Mój projekt powstał z włóczki od De Rerum Natura, Cyrano i Ulysse w kolorze poivre blanc. 

I chociaż zdjęcia wykonaliśmy już chwilę temu, mam nadzieję, że dzięki nim poczujecie jego ciepło i miękkość! 

Oto Shanel: 
















Wzór na ten projekt jest od dziś dostępny w moim sklepie na ravelry (w języku angielskim tylko!) klik.

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę Wam miłego dziergania! :) :*


czwartek, 29 listopada 2018

Porto

Kiedy większość z Was planowała, była w trakcie lub właśnie kończyła swoje wakacyjne urlopy, my zasadniczo nie mieliśmy na wyjazdy kompletnie ochoty. Pod koniec wakacji codzienność nam się jakoś tak nawarstwiła, że trzeba było nam natychmiast odskoczni i wypoczynku. Planowanie wakacji to dla mnie i Połówka zazwyczaj udręka. Tak właśnie.. udręka.. ścieramy się i spieramy na ten temat tygodniami zanim tak naprawdę coś postanowimy. Nie mieliśmy do tej pory wspólnych marzeń podróżniczych, chociażby z tego powodu, że gdy ja, a tak mi sie przynajmniej wydawało, wolałam biernie wypoczywać i do tego w słońcu, tak Połówek preferował od zawsze raczej cień i nieco więcej aktywności. O dziwo, tegoroczne planowanie wypoczynku odbyło się i bez większych spięć i jakiegoś cierpienia, samo się jakby wydarzając. Sierpniowy Londyn wydarzył się niemalże przez przypadek.. a listopadowa podróż sama się nam niejako zaplanowała, gdy w ręce wpadła mi informacja o targach dziewiarskich organizowanych w Barcelonie.

Już od jakiegoś czasu mieliśmy ogromną chęć odwiedzić Portugalię, ale zawsze coś nam stawało na przeszkodzie. Kiedy planowaliśmy wyjazd do Barcelony, mając kilka dni więcej ulopu do dyspozycji, wiedzieliśmy, że fragment tego wypoczynku chcemy spędzić tam, całkiem spontanicznie wybraliśmy Porto.. 

Jadąc po raz pierwszy w dane, nowe dla nas miejsce, rzadko kiedy zwiedzamy je z listą punktów do zobaczenia, nie robię "zadań domowych", nie szukam "atrakcji", które koniecznie muszę zobaczyć, nawet jeśli ryzykuję, że czegoś wyjątkowego nie zobaczę, pozwalam sobie na szwędanie się w danym miejscu bez planu. Tak zwiedzać uwielbiam. Często w ten sposób odkrywamy i miejsca i zakamarki, o których w przewodnikach czy na blogach podróżniczych nie ma słowa. 

Jedyna lista, która powstaje albo tuż przed wyjazdem, albo już w trakcie podróży, to mapa dziewiarskich sklepów lokalnych dla celu naszej podróży. 

W Porto jest przynajmniej 5 takich, które widziałam, do 3 weszłam, dwa z nich uwieczniłam na zdjęciach i gorąco Wam je polecam jeśli zabłądzicie w tę stronę świata. W obu miejscach bez najmniejszego problemu możecie się porozumieć w języku angielskim, w obu zadrży Wam mocniej serce.. bo oba przede wszystkim zmalowane sa kolorami dostępnych tam, portugalskich włóczek! 

Pierwszy, o którym chcę dziś krótko wspomnieć, to Ovelha Negra, położony w centrum Porto, wypełniony kolorowymi włóczkami. W tym miejscu możesz liczyć na świetną pomoc w doborze kolorów czy włóczek, możesz na chwilkę przycupnąć i podumać nad kolorami, albo zwyczajnie chłonąć dobrą energię tego miejsca. Warto tu wpaść chociażby na moment, ale ostrzegam, możesz się nawet nie zorientować, gdy moment przerodzi się w godzinkę lub więcej. Nie udało mi się podczas tej wizyty spotkać z właścicielką tego miejsca, ale nadrobiłyśmy to z nawiazką kiedy nasze drogi skrzyżowały się przypadkiem w Barcelonie kilka dni później. Dziewiarki, jeśli mają się spotkać, nawet jeśli tego nie planowały, znajdą na to sposób. ;)




Drugi sklep, do którego weszłam z rozdziawionymi ustami, to Lopo Xavier & Cia, przed którym siedziałam prawie godzinę zanim go odkryłam. Podzielony na dwie części, z jednej strony oferuje dość obszerny wybór tkanin (tych na wszelki wypadek nie eksplorowałam), z drugiej zaś strony czekają Ciebie takie doznania: 


Niestety, dostęp do włóczek w tym sklepie jest nieco ograniczony przez umowną ladę oddzielającą klienta od towaru, ale.. w na moje szczęście, albo tak mi dobrze z oczu patrzy, albo tęczą mi się źrenice rozświetliły, albo obłęd jakiś mnie zdradził, nie wiem co właściwie zadziałało, ale w kilka minut po rozpoczęciu rozmowy zaproszona zostałam na drugą stronę lady, gdzie już naocznie i namacalnie mogłam w kolorach przebierać. A wiecie dobrze, że kolory najlepiej z BLISKA oceniać.. i namacalnie :) 


W samym Porto jeszcze wypatrzyłam przynajmniej 3 sklepy dziewiarskie, jeden kompletnie mnie zaskoczył, ponieważ włóczka w nim znajdująca się, sprzedawana była na kilogramy lub na wagę z czym przyznaję, dawno się nie spotkałam. Ale kolory i ceny niezwykle kuszące, jedynie ograniczenia bagażem zdeterminowane pozwoliły mi się opanować przed następnym szaleństwem.. to i ogólne zmęczenie.. 

Zmęczenie podyktowane atrakcjami.. bo chociaż planów nie było, ani specjalnego harmonogramu, dziennie przemierzaliśmy od 15 - 20 km co najmniej na piechotę zwiedzając, oglądając i napawając się widokami. Oczywiście, można inaczej, komunikacją, metrem, tramwajem, autobusami, łódką.. czy kolejką linową, ale po co, skoro można o własnych siłach? ;)

Zdjęcia wszystkie wykonał Połówek, telefonem, jakość średnia, wybaczcie. Ja wolałam się napawać widokami kiedy on pstrykał..!

A co w Porto między innymi dane nam było zobaczyć / zasmakować / przeżyć? 

Zapraszam Was do obejrzenia Porto w zdjęciowej pigułce:)




Porto to obowiązkowe wina testowanie, słodkiego i aromatycznego.. w bardzo przyjemnej atmosferze i z pietyzmem rozlewanego.. 



Murale i ścienne malowidła.. Połówek nie odpuścił żadnemu!







Ciastki.. są wszędzie, żadne tam lukrowane, ale posypane szczodrze cukrem pudrem i wypełnione wszystkim co popadnie, a najczęściej smakowitym kremówkowym kremem! obowiązkowo z małą czarną, ale jeśli preferujesz czarną zabieloną, to i na taką możesz liczyć. zapomnij o latte macchiato, albo o pół litrowych kubasach.. nie znajdziesz.. ale takich tyci filiżanek wypełnionych pysznym, boskim płynem możesz wciągnąć i kilka.. my sobie nie odmawialismy.. ;) najbardziej smakowała nam bez pośpiechu i w ciastkowym akompaniamencie.. ;)



Porto jest miastem położonym w dolinie rzeki Duero (port. Douro), niezwykle położenie tego miasta gwarantuje Wam widoki zapierające dech w piersiach właściwie z każdego miejsca w obrębie tego miasta. Nie ma znaczenia czy obejrzysz je z wieży kościelnej Igreja e Torre dos Clerigos (jedynie 225 stopni do pokonania, ale widok ze szczytu przykościelnej wieży wart jest tego wysiłku), czy z mostu Ponte Dom Luis I, który powala swoją urodą i oferuje Wam fantastyczną panoramę na obie cześci miasta, oddzielone rzeką, czy z dołu z dzielnicy Ribeira, nasjstarszej części tego pięknego miasta, czy z Vila Nova de Gaia, wszędzie roztaczać się będzie przed Tobą widok, który zostanie w Twoich wspomnieniach na lata. 

Ale Porto to nie tylko miasto położone w dolinie rzeki, to też miasto położone nad Oceanem Atlantyckim, do którego rzeka Duero spokojnie wpływa..  Warto jest i tę jego stronę poznać i zobaczyć, bo chociaż zupełnie jest inna, bywa równie porywająca.












Mogłabym jeszcze długo o tym co można i co warto w Porto przeżyć i zobaczyć, ale najchętniej wróciłabym tam dziś i choćby zaraz. Głównie ze względu na te wspaniałe widoki, ale również ze względu na przyjazne twarze napotkanych ludzi, pełne uśmiechu i sympatii, za ich życzliwą i bezinteresowną pomoc i konwersacje wykraczające poza językowe ograniczenia.

Ja jeszcze dodatkowo jestem ogromnie wdzięczna za kolejną lekcję pokory, której doświadczyłam, gdy dane było mi obserwować pewną przepiękną, dojrzałą kobietę o kulach, wolno przemierzającą wspomniany wcześniej most, w pokłonie zwróconą w stronę zachodzącego słońca, pochyloną, oddającą cześć i podziękowanie lub wyrazy miłości.. za co? mogę się tylko domyślać.. Ale tego, co wtedy poczułam obserwując ją w tym pięknym i bardzo intymnym momencie, nie zapomnę. 

Dziękuję Wam, za to, że wytrwaliście czytając, za to że tu wpadacie, i za to, że mam komu o tych pięknych chwilach opowiedzieć. I za to, że sznurek pozwala mi do takich zakątków świata zawędrować. 

Serdecznie Was pozdrawiam! 

A. 
    

sobota, 24 listopada 2018

GAL 2018


Z chusteczkami na podorędziu, ponieważ oprócz wspaniałych wspomnień jakie przywiozłam z naszego krótkiego urlopu z dziewiarskim tłem, o którym opowiem Wam mam nadzieję już niebawem, przywlokłam ze sobą wirusa bombę... Stąd lekkie moje opóźnienie, które mam nadzieję zostanie mi wybaczone, w dzieleniu się z Wami tą wspaniałą informacją. ;)

Już od kilku godzin można nabyć wybrane przez ponad 300 projektantów z całego świata wzory w bardzo atrakcyjnej cenie (-25%). 

Polecam Wam serdecznie listę projektantów, którzy biorą udział w tegorocznym Gift-a-long która dostępna jest tutaj: klik

Wzory, które ja dla Was wybrałam na tę okazję, wśród których znajdziesz również te najbardziej przez Was ulubione, zebrane zostały w jednej grupie na stronie moich projektów tutaj: Gift-A-Long 2018

Aby skorzystać z tej wspaniałej okazji wystarczy wykorzystać kod: giftalong2018 podczas zakupu wzorów wybranych przez projektantów na tę okazję.

Ale to nie wszystko co tegoroczny GAL dla Was oferuje! Oprócz okazji w postaci wzorów w atrakcyjnej cenie, możesz również wziąć udział w licznych KALach i konkursach, o których więcej możesz przeczytać w grupie Indie design git-a-long tutaj 

I życzliwie ostrzegam.. zarezerwuj sobie kilka dłuższych chwil aby w spokoju przeglądnąć wszystkich uczestników tegorocznego GALu, mnie się to jeszcze nie udało, chociaż usilnie próbuję.. tak wielu z nas, projektantów i tak wiele wspaniałych wzorów jest dostępnych w tej niezwykłej ofercie! 

Ale nic się nie przejmuj, zostało Ci jeszcze przynajmniej kilka dni zanim okres promocyjny się zakończy - masz czas do północy w czwartek, 29 listopada 2018 (czas US-EST) 

Życzę Wam cudownego weekendu, rozwagi i umiaru podczas dokonywania zakupów w tym szalonym promocyjnym okresie!

I dużo dużo zdrowia! 

Pozdrawiam Was serdecznie!

A. 


piątek, 9 listopada 2018

dziękuję!


Kiedy zaczynałam pisać ten blog nigdy do głowy mi nie przyszło, że tak cudowne istoty, jakimi Wy, moi drodzy Czytelnicy i Czytelniczki, jesteście, obdarzycie mnie tak ogromną falą sympatii! To jest niesamowite, co Wy, którzy zabraliście głos pod moim ostatnim postem, zrobiliście dla mnie każdym jednym słowem wsparcia i uznania. Bardzo Wam za każde jedno serdecznie dziękuję! Nie powiem, że się nagle uniosłam kilka centymetrów wyżej nad ziemią, ale zdecydowanie głowę podniosłam! Nie spodziewałam się kompletnie, że właśnie tak moją pracę i twórczość, ten blog, nasze wspólnie z Połówkiem wykonane zdjęcia, te skradzione momenty z naszego wełną omotanego bycia razem, moje pomysły na dzianiny, mniej lub bardziej udane, że to wszystko ma dla Was takie znaczenie, a ja ze swoim wełnianym dorobkiem, mam w Was tyle wsparcia....

Bardzo, ale to bardzo Wam serdecznie dziękuję! :) :* 

 i wybaczcie.. ale czytając Wasze, kolejno pojawiające się, słowa, zamarłam, poryczałam się, ale tak ze wzruszenia, nie raz, nie dwa..  ciąglę... wciąż chyba jeszcze popłakuję, nie dowierzajac do końca w to ile szczęścia mnie tak naprawdę na co dzień spotyka, a którego czasem po prostu nie dostrzegam.. Bardzo Wam za to dziękuję! 

Niektóre z komentarzy, o których Wam wspomniałam, pojawiły się nie tyle wśród czytelników tego bloga, lecz na szerszym, międzynarodowym forum. Prawda jest taka, że zalani fotografiami reklamowanych nam produktów, również tych w świecie dzianiny, zapominamy o tym, że po drugiej stronie ekranu lub szkła aparatu fotograficznego, znajduje się człowiek, z sercem, uczuciami, którego można bardzo łatwo słowem zranić. Nie do końca rozumiem dlaczego komentowanie urody modelki ma się różnić od komentowania znanej nam, chociażby powierzchownie, koleżanki czy projektantki. Sama jako kobieta, potrafię krytycznym okiem spojrzeć na pracę innych, ale do głowy nigdy by mi nie przyszło komentować obszernie, urodę lub jej brak, prezentowanej na łamach magazynu czy bloga modelki. Jakie to ma znaczenie, tak naprawdę? Gusta są różne. To, co mnie się podoba nie musi się podobać innym, i na odwrót. Mamy do tego prawo, żeby miec różne opinie, i na szczęście, bo dzięki tym różnicom w naszych upodobaniach mamy szansę się rozwijać i stać się lepsi. Ale zawsze staram się pamiętać, że osoba prezentująca dany wyrób to też człowiek, taki sam jak ja, i chociaż może z racji zawodu bardziej lub mniej odporna jest na krytyczne uwagi, dotyczące jej wyglądu, to wciąż człowiek. Piękny i odważny, bo wystawia swoje ciało, siebie samą, na ogrommne ryzyko obszernej krytyki. 

I powiem Wam, że jestem strasznie dumna, że jest w Was tyle samo wrażliwości i zrozumienia dla tego tematu, co jest we mnie. Naprawdę z dumy pękam!


Bardzo Bardzo Wam serdecznie dziękuję! :)


Ściskam każdą z Was.

Jesteście absolutnie przepiękne zarówno od środka jak i na zewnątrz! :*

Wszystkie Wasze rady biorę sobię głęboko do serca i spróbuję z całych sił wyhodować jeszcze większą szczecinę ochronną, chociaż, znając siebie, przupuszczam, że prędzej pewnie obdziergam się w grubaśne wełniane swetry i omotańce niż mi skóra zgrubnie :) ) ale obiecuję niczego nikomu (sobie też nie!) w przyszłości nie obcinać :D

Uściski serdeczne!:*

środa, 7 listopada 2018

rwąc włosy z głowy chrupiąc czekoladę..

Jakiś czas temu zaproszona zostałam do wywiadu, który miał się ukazać na łamach jednego z amerykańskich blogów. To musiało być jakoś tuż po publikacji wzoru na Pinpoint, kiedy wciąż byłam kompletnie niepewna, co ja mam z tym moim dziewiarstwem dalej zrobić, i nie czułam się na siłach, by z pozycji "projektanta" na jakiekolwiek pytania odpowiadać, bo niby jak po prawie rocznej przerwie w publikowaniu wzorów można się za takiego uważać ;) Pełna niepewności, wątpliwości i strachu, odmówiłam. 

Wciąż jednak kołaczą mi się po głowie pytania, jakie przy tej okazji zostały mi "zadane". Oczywiście, między innymi, pojawiły się pytania o początek mojej drogi dziewiarskiej i źródła inspiracji. Nie te pytania jednak zatrzęsły moim światem. 

Kiedy wśród kilkunasty pytań dostrzegłam, że prawie 1/3 dotyczy frustracji związanej z projektowaniem i publikowaniem wzorów na dzianiny, kompletnie mnie zatkało. Jaką strategię mam na radzenie sobie z krytyczną opinią? Co mogę poradzić aspirującym projektantom, aby ich wesprzeć w radzeniu sobie z ich porażkami? Jak radzę sobie sama ze swoimi porażkami? 

Biznes to biznes.. Surowy, kanciasty i okrutny.. Tu nie ma miejsca na falbanki i różowe okulary. Nie ma miejsca na plusz.. ani nawet na puch. I ja to rozumiem. Praca, praca i tylko ciężka praca. I wieczna sinusoida.. raz na górze, raz na dole. I nie ma to znaczenia, że projektant dzianiny otulony jest miękuchną wełną, nie ma znaczenia, że ma wokół siebie wszystkie kolory tęczy. To jest zwyczajnie tak samo ciężka praca, jak każda inna. 

Ale tak naprawdę dopiero od niedawna myślę o sobie samej, że ja "pracuję", bo ja przecież robię to, co kocham, a trudno jest mi jakoś w słowniku pogodzić ze sobą "pracę" i "kochanie". Mam jednak to ogromne szczęście, że tak się moja droga potoczyła i codziennie mogę się plątać w sznurze. 

Czy to jest jednak bańka szczęśliwości pełna? 

Zazwyczaj tak.. ale.... 

Krytyka dotycząca moich projektów to jedno. To rozumiem. zepsułam, pokićkałam, skopałam.. nie podoba się. Przyjmuję takie opinie na klatę i wyciągam wnioski na przyszłe projekty, ucząc się na własnych błędach.

Czymś innym jednak jest obgadywanie póz jakie przybieram podczas sesji fotograficznych (bo rączki śmiesznie trzymam, bo żaden normalny człowiek nie nosi chusty czy swetra rozkładajac go na boki), czy komentowanie moich niedoskonałości lub wad ogólnych (a bo mi jakieś fałdy na brzuchu na zdjęciach wyłażą, włosy nieuczesane, make up nie zrobiony, albo co gorsza, wyglądam jakbym się naćpała). W sumie to się cieszę, że jeszcze nikt mi w plomby nie zagląda i ich nie komentuje. ;) A może? macie dla mnie jakieś linki? gdzieś? coś?

Czymś kompletnie innym jest słuchanie, że się wyzyskuje ludzi, że się folwark zwierzęcy uprawia, czy, że liczy się tylko na pochlebne opinie od kółeczka wzajemnej adoracji. No przecież jako twórca powinnam się liczyć tylko z krytyką, bo po co mi "ach" i "och" ;)

Głupieję, gdy słyszę lub czytam, że u mnie jest "za kolorowo".. a jak zrobię neutralnie - to jest "buro" lub "mdło".. Kołnierz dodam - nie pasuje, golf - za ciasno przy szyi, dekolt za głeboki/za płytki.. Nie dogodzę wszystkim, no nie da rady..! Chociaż próbować pewnie dalej będę.. ;) 

A to wszystko w ramach mojej pracy i prowadzenia biznesu online. Pięknego zresztą - bo z dziewiarstwem w tle, do którego żywię najprawdziwsze i najgłębsze uczucia. 

Jest jeszcze masa innych komentarzy, które gdzieś we mnie zostaną na zawsze, a które niestety miałam okazję o sobie usłyszeć lub przeczytać. I ja rozumiem, że wchodząc w świat online musimy się pogodzić z tym, że pokazując kawałek swojej twórczości, wejdą z nami w interakcje ludzie i wyrwą, nie palec, ale całe ręce z barkami włącznie i podeptają, pod przykrywką "życzliwej opinii".  Tylko po co? 

Jak sobie z tym radzę? Popłaczę sobie po kątach, podczas następnej sesji będę wciągać brzuch, aż mi oczy z orbit wylezą, głowę konsekwentnie zacznę sobie obcinać, bo po co mi ona.. uwagę tylko odwraca.. albo przesiądę się na manekina, niech kukła zbiera "komplementy". Oddam kilka wzorów w prezencie nie usłyszawszy nawet "dziękuję" w odpowiedzi. Rozdam włóczki zarabiając ledwie na swoje własne sznurki. A tak naprawdę to siądę, będę włosy z głowy rwać i żreć tę czekoladę, aż mi brzuch pęknie i świat się znów pokoloruje.. 

E nie.. szkoda czasu, wolę podziergać ;) 

Jak sobie radzę? nie radzę sobie. Nawet nie chce mi się o tym myśleć. Wolę pracować.. ;) 

A już niebawem podzielę się z Wami rezultatami tejże pracy :* 




Wełna Cię otuli, ochroni i skrzywdzić nie pozwoli! 

Spokojnego dnia pełnego dobrego i życzliwego słowa, Kochani! 

I do następnego razu! :*


niedziela, 4 listopada 2018

Rift by Jared Flood

Można by rzec, że ja nic tylko dla siebie dziergam! Ależ to jest nieprawda! 

Jak już wiecie, moja miłość do włóczek od De Rerum Natura rośnie w siłę z każdym kolejnym projektem.. Prawda jest też taka, że wraz z tym swetrem zaraziłam sympatią do tej włóczki i Połówka. 

I teraz najlepsze, ten sweter powstał prawie 2 lata temu.. noszony notorycznie przez dwa zimowe sezony, teraz właśnie inauguruje trzeci.. Raz był golony, sweter, nie Połówek ;) wielokrotnie prany w pralce na programie wełna i wirowany! Tutaj też mowa o swetrze ;))
Tak właśnie.. nie cackamy się z tą wełną.. i co Wy na to? widać? no widać? chyba nie.. 

Zresztą sami oceńcie. 

Oto Połówek i jego Rift według projektu Jareda Flood, mocno zmodyfikowany i wzbogacony o przednie rozcięcie z guzikami - guziorami na miarę prawdziwego inżyniera! (sam wybierał!)



Czapka również wykonana została z tej samej włóczki, Gilliatt, tylko w granatowym odcieniu. Projekt własny. Splot ulubiony... :D






Czas najwyższy nabrać oczka na kolejny męski sweter... 

A Ty ile masz męskich dzianin już za sobą? 

Pozdrawiamy z Połówkiem bardzo serdecznie i życzymy Wam pięknego początku tygodnia! 

PS. Wkrótce Was zasypię zdjęciami nowych dzianin.. :D a dziś Was już zostawię z takim tyci przedsmaczkiem... :) 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...