środa, 2 lipca 2014

Jak się nudzić i nie zwariować?

Całkiem niedawno wyczytałam, że wena i natchnienie żywią się nudą.. no to się nudzę!

Co miałam udziergać w trybie ne-ten-tych-miast zakończyłam i po ludzku nie mam co dziergać. To znaczy mam, a jakże, od pomysłów nadmiaru huczy mi w głowie i migrena codziennie zuśmiechana (ja jej dam! niech już sobie idzie, niewdzięczna zmora!) mówi mi rano: "dzień dobry, choć nie taki dobry do końca będzie, bo masz mnie za towarzysza! hahaha". Więc ją odgonić próbuję, chwytając się tego, co mi w ręce wpadnie, no ale ile można białych tabletek z "A" czy "I" na przedzie dziennie przyjmować? Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze studentem byłam i w głowie miałam pstro, ale i tak ciut więcej niż moi drodzy koledzy studenci, gdzieś przy trunkach lekko wyskokowych, niewykluczone, że w akompaniamencie głośnych basów i we mgle niezbyt naturalnej, usłyszałam taką oto historię:
"Jak byłem dzieckiem (opowiadał mój kolega) często miewałem migreny. Mama nie chcąc faszerować mnie od małego lekami, szukała pomocy u różnych specjalistów, zazwyczaj nieskutecznie, postanowiła samodzielnie z moim bólem się rozprawić. Za każdym razem, gdy tylko czułem zbliżające się mroczki przed oczami, które bezsprzecznie zapowiadały znienawidzony ból głowy, mama kazała mi stanąć na (uwaga!) piętach. Nie na palcach, a właśnie na piętach. I stałem sobie na tych piętach dotąd, aż migrena odchodziła.."

Oczywiście po usłyszeniu tejże historii żartów było co niemiara, i chyba nikt ze słuchaczy nie potraktował tej opowiastki poważnie.. pewnie niewielu z nas ją zapamiętało.. Ale akurat wczoraj poczułam chęć wypróbowania jej empirycznie i na sobie, nie będę się przecież nad Połówkiem znęcać... a Odiś to chyba nie bardzo ma pięty, żeby na nich stawać... 

Suma summarum, przejęty i zdesperowany niedowiarek wypróbował.. i chyba wiem już czemu ta metoda zadziałała.. chcesz się dowiedzieć? spróbuj postać na piętach przez kilkanaście minut, albo i dłużej, to zrozumiesz ;D

Aaaa... o czym to ja? Acha! Wena. Próbując zatem sprawdzić kolejną, niewykluczone, że domorosłą teorię na temat dokarmiania weny, postanowiłam się nudzić. Ponoć mózg mój (jeśli go jeszcze mam i ta cała nuda go całkiem nie wykończyła) ma przejść podczas nudzenia się na taki poziom zapotrzebowania na bodźce, że sam zacznie mi ich dostarczać. Innymi słowy próbuję swoje zwoje wprowadzić w stan głodu. Dzięki czemu zacznę być bardziej kreatywna... a przynajmniej na to liczę.

Ale ponieważ nudzić to ja się nie do końca potrafię, bo trochę jakby nerwowa się staję i zamiast kreatywnie myśleć co tu wydziergać, myślę: co by tu w domu posprzątać/ogarnąć/przeglądnąć. No bo ileż można garów myć, zresztą nie chciałabym, żeby nasza Boschenka poczuła się niedoceniona lub, co gorsza, posądzona o niedokładność, bo jeszcze się obrazi i mi z jakąś awarią wyskoczy!.. więc gary odpadają. No to może łazienkę umyć, to robota przecież na kilkadziesiąt minut co najmniej! Ale chwila! pracować będę.. to się raczej nudzić nie dam rady...
I nagle dotarło do mnie! dwa dni bez usprawiedliwiającego wszystkie mieszkalno-życiowe niedoróbki dziergania i zaczynam kreatywnie myśleć :D czyli działa! szkoda, że ta kreatywność koncentruje się na niedoróbkach właśnie, zamiast nowego tworu dziewiarskiego.. ale nie ważne, wezmę i to!

I ganiam dzisiaj jak z piórem, oczywiście w ramach eksperymentalnego "nudzenia się", od komputera do maszyny, od maszyny do szafy (tam, gdzie ostatnio zamieszkały maszynowe włóczki), od szafy znów do komputera, od czasu do czasu zahaczając o motowidło i nawijarkę. I nie mam czym się specjalnie pochwalić, bo wciąż szum w moich uszach słyszę, zamiast głosu jednego i konkretnego, który mi o nowym projekcie coś opowie.. Ale przynajmniej dogrzebałam się do pewnego moteczka, który mocy przerobowej nabierał... jakieś dwa lata. 

oto ono:



Czekało sobie toto, na, powiedzmy sobie szczerze, maszynę, moją nudę i przede wszystkim motowidło, które się z tym, plączącym się od samego patrzenia, jedwabiem (!!!) zmierzyło z sukcesem. Plan jakiś się rodzi w bólach ciężkich (za mało się dzisiaj, jak widać, znudziłam), ale jednak. Potrzebuję jedynie zapewnienia, że będę miała gdzie w tym blasku wystąpić, niech będzie wakacyjnie. Nie mam tego sznureczka za dużo. Ot, jeden moteczek, chyba z 1000 m ma albo i więcej, i bardzo mi się podoba, że taki jest po zmoczeniu lejący..:D

I teraz moje drogie, pytanie do Was. Co zrobić, żeby zacząć tworzyć? sprzątać/nie sprzątać? nudzić się/nie nudzić? Jakie są Wasze sposoby na zwalczenie lenia i blokady artystycznej i sprowadzenie natchnienia? 

Serdecznie pozdrawiam! 



26 komentarzy:

  1. Jak najbardziej ponudzić się. Wymyśleć jakieś usprawnienie w domu, żeby było lepiej. A po tym usprawnieniu - chwycić za druty (albo za maszynę - jak Ty)

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby to było takie proste.. ;D w tym oczekiwaniu na nadejście weny najbardziej brak mi cierpliwości ;D
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Cześć!
    Ja polecam program do rysowania "dziewiarskich szlaczków" i stos otwartych książek ze wzorami.
    A swoją drogą, fantastyczna nitka - wygląda nieziemsko! Czy to wiskoza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gapa ze mnie, nie doczytałam, że to jedwab... :)

      Usuń
    2. To też i moja zazwyczaj droga, otwarte książki, strony ze wzorami i ślęczenie nad nimi do oporu :D
      Właściwie to nie jestem pewna czy to czasem aby nie jest sztuczny jedwab, motek ten nabyłam już dawno temu i jeśli dobrze pamiętam, przyleciał do mnie z Indii, więc trochę się obawiam czy jest to naturalne włókno, ale z pewnością jest efektowne, i choć za to je uwielbiam! a skoro maszyna sobie z nim radzi (ja poległam onegdaj) to nic tylko się cieszyć! :D

      Usuń
  3. Z brakiem weny borykam się od kilkunastu lat kiedy to pierwszy raz o sztukę się otarłam. Początkowo nie brakowało mi jej w ogóle, bowiem emocjonalność nastolatki na to nie pozwalała. Będąc studentem popijałam czerwone wino w samotności i zależnie od potrzeby (napisanie piosenki wesołej czy smutnej) zastanawiałam się nas sensem świata, głodem w Afryce czy miłością do ukochanego bądź mamy. W pewnym momencie odłożyłam na bok alkohol i zaczęłam samotnie podróżować, bowiem najlepiej mi się myśli w samotności i po dziś dzień, w chwilach braku lub nadmiaru emocji i wrażeń, pakuje plecak bądź plecaczek w zależności od posiadanego wolnego czasu i wyruszam w nieznane miejsca. W każdym samotnie po raz pie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele mamy Ewuniu wspólnego ze sobą, choć ja nigdy nie odważyłam się wykonać tego ostatniego kroku i wyjechać.. Ale ciekawość moją rozbudziłaś.. co się działo po raz pierwszy???
      Ściskam! i mam nadzieję, że Ciebie od nadmiaru wrażeń na wyspie głowa nie boli :D

      Usuń
    2. Zapomniałam napisać o jeszcze jednym sposobie, który wykorzystywałam w wieku nastu lat: czytałam poezję Rafała Wojaczka, jejku jak to na mnie działało! Z miejsca 1468 wierszy smutnych pisałam, o nieszczęściu jakim jest życie :D
      A wrażeń to ja mam tu bardzo miło, od czasu do czasu tylko gdzieś jedziemy, tak to wiedziemy nudne życie na farmie... :)

      Usuń
  4. Brak weny to najgorsze co może człowieka spotkać.Tak miałam w czerwcu.Wiesz co robiłam siedziałam na RAVelry i oglądałm godzinami wzory a nawet kupowałam.Już mi przeszło i zaczęłam dziergać.wzory nadal kupuję dla poprawienia nastroju.Jeszcze kupowałam wełenki.Twoja włoczka cudna i kolorek też śliczny.Zrób taką lekką bluzeczkę.... Pozdrawiam twórczo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie o tym myślę, lekka i zwiewna, a właściwie lekko przezroczysta, letnia bluzeczka..
      Oj tak! ravelry to kopalnia inspiracji, choć przyznam się szczerze, mnie ostatnio łatwiej doszukać się inspiracji na przykład korzystając z pinteresta, niż z R.
      Ciepło odpozdrawiam

      Usuń
  5. Miziałabym... <3

    Co do braku weny... ja nawet się nie wypowiadam bo ostatnio to brak chroniczny u mnie. Idę kończyć 20 rządków rękawa... Leży od tygodnia i dojrzewa :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, ale ona jest kompletnie nie do miziania, ale za to wyjątkowo miło się ją tarmosi, tak się zlewa i okrywa przyjemnym chłodem dłoń (próbka oczywiście, nie chcę nawet myśleć o doznaniach, jakich może dostarczyć ta nić w gotowej dzianinie!)
      Nabierze mocy przerobowej! a poza tym rękawek to już właściwie koniec robótki! więc zbierz się w sobie i pokazuj co udziałaś :D

      Usuń
  6. Coś mi się wydaje,że brak weny to Ciebie nie dotyczy! Ale jak masz chwilowy przestój to chyba nic strasznego bo myślę ,że jak potem wystrzelisz z jakimś projektem to na pewno będzie boski! Pozdrawiam gorąco z zimnego Podkarpacia Ewa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo, ależ dotyczy, niestety.. ale rzadko się do tego przyznaję publicznie :D
      Odpozdrawiam z najbardziej deszczowego, aktualnie słońcem skąpanego zakątka Europy :D

      Usuń
  7. Wchodząc zastanawiałam się czy dobrze trafiłam? Brak weny? Nuda? ????? Asiu to chyba w Twoim przypadku się wyklucza:)) U Ciebie tyle się dzieje , że spokojnie mogłabyś obdarować wrażeniami i pomysłami kilka osób, na pocieszenie powiem, że w naturze równowaga musi być, więc raz na górze raz na dole:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety dopadło i mnie, choć nuda, którą sobie od tygodnia funduję zaczyna dobrze rokować, coś się ruszyło w temacie dziergania :D więc może jeszcze coś ciekawego wydziergam :D
      Ściskam :D

      Usuń
  8. O rety i u Ciebie zastój? Ja nie wiem skąd się to bierze, znowu ostatnio. I to mocniej, ah... :/
    no sama nie wiem co poradzić, bo ja już nic nie stworzyłam od ponad tygodnia, pewnie blisko dwóch, a jak siąde i zacznę [łapki na przywołanie weny] to pruję do zera po góra 3 cm. Także w zasadzie pozostaje mi jedynie złączyć się mentalnie z Tobą i może jakoś razem odgonimy nudę/brak weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem co to, i już Ci pisałam, daję Ci tydzień od dnia zero i wystartujesz z nowymi, świeżymi pomysłami! zobaczysz :D
      Trzymam kciuki!

      Usuń
  9. Nudzić się też trzeba umieć... Tobie, Asiu, to bardzo pięknie wychodzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło to słyszeć, choć przyznaję, że wolę jednak się nie nudzić.. :D

      Usuń
  10. ...a ja cierpliwie czekam na jagodowe cudo :p :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tinkusiu, jagodzianka też czeka, na wenę moją i fotografa, a ponieważ u nas parno i gorąco, to nikt mnie nie zmusi do wkładania wełnianego sweterka, nawet z kaszmirem :D ale ochłodzenie idzie do nas wielkimi krokami, to i pewnie sesję jakąś w końcu zrobimy :D

      Usuń
  11. Co zrobić żeby zacząć tworzyć?

    jesli o mnie chodzi to nie zaglądałam do blogosfery przez dwa tygodnie I dziś od rana przglądając co w tym czasie się wydarzyło już nie mogę wytrzymać kiedy nastąpi ten monet w którym opusze biure I pobiegne do domu!! wyposzczona po wakacjach mam tysiace pomysłów, planów i zamiarów więc może żeby tworzyć należy zrobić sobie krótką przerwę!!!

    Podczytuje bloga zamiast nadrabiać pracowe zaległoście. Masz na mnie zły wpływ:)
    ale tyle się sie tu pięknych rzeczy wydarzyło ze nie mogę siepowstrzymać....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu... ja? zły wpływ? nie możliwe... ;D poczytaj sobie jeszcze, praca nie zając, nie ucieknie :D
      ciesze się, że wróciłaś już do blogowego życia! bardzo się cieszę :D

      Usuń
  12. Witam
    hmmmmmmmmmmmm, codziennie zaglądam z nadzieją na nowy post a tu bedka buuuuuu. Bardzo proszę już dłużej się nie nudzić bo mnie nudy zeżrą :) może chociaż jakiś post z przygodami czworonoga (także czytam z ogromną ciekawością) :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam i ja :D
      ale mi się miło zrobiło... :D dziękuję!
      postaram się od najbliższego tygodnia być bardziej blogowo płodną :D rude ostatnio wrażeń nie dostarcza, bo go upał wykańcza... ale coś na pewno wymyślę :D
      buziaki!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Napisz do mnie / Send me a message:

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *