piątek, 25 lipca 2014

Jak oswoić najbardziej niewełnianego Połówka? część 1.

Dzisiejszym postem chciałabym rozpocząć króciutki cykl zafisiowanej sznuroholiczki o tym, jak to swojego Połówka przemieniła w miłośnika hobby swojego. Mnie się udało, więc i dla Ciebie jest nadzieja :)

Nie oznacza to, że Połówek mój własny zaczął, Moje Drogie, kanapowe ze mną dzierganie, o nie. W myśl zasady, że chłop tylko jedną rzecz na raz wykonywać potrafi, jak drut dzierży w dłoni, to bez sznura, a jak sznur, to na druty w paluchach miejsca brak. Zasadniczo, co chwilę leżące tu i ówdzie sznurkowe resztki, motki, druty czy akcesoria mi podkrada i w rękach przekłada, ale to chyba taki atawizm jest, że jak tak siedzi i siedzi, to coś w rękach przekładać musi, bo inaczej czuje się chory i zniewolony. Zalewa mnie czasem, jak kątem oka dostrzegam, że mi ze sznurków, które luzem sobie leżeć mają, kuleczki zwija, albo jak drucikiem pończoszniczym piruety w rękach robi. Ale toleruję to, choć trudno mi to czasem przychodzi, bo niczym kot, jak tylko ruch kątem oka dostrzegam, to się od razu rzucić chcę, do gardła najlepiej..

Do rzeczy jednak przechodząc, Połówek mój wyjątkowy jest. Wiem. Sznury kupuje i przywozi, o dziwo takie, że sama sobie zazdroszczę (klik klik)! Motowidło nawet mi sprawił (klik) wymarzone i wyczekane. Zdjęcia robi piękne, chwali, głaszcze i wspiera, czasem nawet pomysły podsuwa, wspaniałe zazwyczaj. Stopuje, jak się rozpędzę dezajnersko, zachęca, jak z projektu nudą wieje, anioł nie człowiek. 


Ale czy zawsze taki był? 

I tu prawda na światło dzienne wypłynie, bo nie był taki. 
Bywało, że go sznurki leżące wokół wkurzały, bywało, że mi limity zakupowe urządzał, bywało że mi sznurki w pudłach zalegające wypominał i namawiał do umiaru podczas kolejnej internetowej za sznurem pogoni, bywało, że mi się odgrażał, że "wyrzuci wszystko w diabły, jak nie posprzątam", że mi "drutki połamie" albo "wodą zaleje i zardzewieją". Szatan nie człowiek.. 



Ale jak to się stało, że taką metamorfozę przeszedł, właściwie (on tak ciągle myśli) bezwiednie? 
Samo się stało, czy jak?

Nie, Kochane, nie stało się samo.. to było wszystko zaplanowane i wypracowane przez lata babską manipulacją ;)

Płaczem i zgryzotą, czy uśmiechem i zadowoleniem, czyli co lepsze, kij czy marchewka?

Wyobraźmy sobie taką oto sytuację, stoi przed nami nasz Połówek, który z założenia, jak sobie nas wziął, to pewnie oczekiwał wiecznego uśmiechu i radości. Ja nie wiem dlaczego, ale większość Panów liczy na to naiwnie, że skoro ( ustalmy na potrzeby chwili, że ślub jest taką wyimaginowaną granicą, po przekroczeniu której wszystko się zmienia) przed ślubem nasza buźka ciągle była zuśmiechana to i po ślubie taka być powinna. Ale życie się toczy, dzieją się różne rzeczy, czasem niekoniecznie miłe i przyjemne, i łza, smutek i zgryzota, bo to wredne babsko w robocie nam dało do wiwatu, się pojawi. I wtedy mamy klasyczny grymas na twarz przyklejony zamiast oczekiwanego przez Naszego Pana uśmiechu. I co wtedy? Zazwyczaj chłop głupieje, bo nie tego się spodziewał.. co robi? różni są Panowie, to i różne techniki radzenia sobie z sytuacją stosują. Mojego ogłupienie ogłupia dokumentnie i kreatywność w nim zabija. 
Ale jak w końcu zobaczy uśmiech oczekiwany, albo stoi przed nim wizja, że ten uśmiech zobaczyć będzie mógł, to nagle na wszystko się zgadza, sznurki kupi, limity zwiększa... i z nieokrzesanego szatana mamy zalążek anioła. 

Oczywiście, jak w każdej sytuacji, tak i w tej należy zachować umiar i nie nadwyrężać dostępnych środków na koncie i cierpliwości Połówka Naszego. Stopniowo się granica przesuwać będzie, a zdrowy rozsądek, na rzecz zwiększającej się tolerancji, z każdym kolejnym razem ustępować będzie.

Summa sumarum, jeśli chcesz Połówka swojego złamać i nauczyć go większej tolerancji dla hobby Twojego, daj mu to, czego oczekuje i uśmiechaj się doń słonecznie. Nawet jak sznur będzie nie taki do końca jak zdjęcia go w internecie pokazywały, nie pokazuj mu tego, uśmiechem go czaruj, wdzięczna bądź, kanapki mu zrób ulubione, zanim poprosi, albo niedzielnego schabowego we środę, po plecach podrap, koszule wyprasuj, nagradzaj go, bo tylko marchewką zdziałać coś możesz. 
Zresztą, ja z  natury przeciwnikiem kar jestem, po co to komu? sama sobie kar oszczędzam, to czemu na innych mam stosować?!

Zresztą, Drogie Panie, taka lekka manipulacja zwana emocjonalnym szantażem, to coś o czym my wszystkie wiemy i od lat stosujemy, i pewnie nasze prapraprababki stosować potrafiły, to po co szukać innych rozwiązań, skoro one już są i co najlepsze, są skuteczne?

Oczywiście, można spróbować argumentów racjonalnych i dyskusji, ale czy jest jakiś sensowny powód, dla którego kupiłaś kolejną włóczkę, choć w szafie kilka wypchanych pudeł zalega? "Muszę" i "chcę" to kiepski argument w negocjacjach, a przynajmniej nie pasuje do kobiety dorosłej, a do przedszkolaka. A przecież nie chcemy, by nasz Połówek myślał sobie o nas "dzieciuch"? nie.. chcemy by nas szanował, by nas wielbił, by chciał zrobić dla nas wszystko. 
No to się doń uśmiechajmy. Ciepło i serdecznie. To naprawdę działa! Spróbuj.. :)

Zasadniczo, uśmiechem możemy zdziałać wiele, ale nawet najbardziej urocze zębów suszenie nie pomoże , jak mocno przekroczymy nasz limit gotówkowy na miesięczne/ustalone z nim zakupy sznura, tu już potrzebne będzie działanie wyjątkowe. Lepsze efekty daje zapobiegawczo niż po fakcie, ale i w takiej awaryjnej sytuacji może pomóc, ale.. o tym już innym razem :)

Ściskam Was serdecznie i życzę powodzenia w oswajaniu Waszych  Połówków..
 I pamiętajcie: 
Uśmiechem GO! :)



19 komentarzy:

  1. Witaj Asju muszę przyznać ,że troszkę Ci zazdroszczę tak wyrozumiałego męża pod względem włóczkowym. Mój powiedziałabym ,że ma stosunek obojętny do mojej pasji dziwi go trochę jak można tak machać drutami cały wieczór . A najbardziej nie może zrozumieć jak coś mozna zrobić i potem to spruć i robić znowu. Kupowania włóczki mu nie powierzę bo to dla niego czarna magia. A,że znamy się 20 lat to wiem ,że się pod tym względem się nie zmieni. Kocham go bardzo takim jaki jest, ja mam swoją pasję on ma swoją i jest ok. Swetrów robionych przeze mnie nie chce nosić ,bo toleruje tylko sklepowe i to tylko zimą.Ale o tym pisałam poprzednio.Może zmanipuluję go na bardziej szlachetną włóczkę bo póki co to opieram się na niższej półce cenowej żeby chłop nie dostał szoku . Pozdrawiam podkarpacko i czekam na ten projekt na Dzień Chłopaka może pokombinuję coś na młodszego. Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są też i tacy panowie, Ewo, którzy bywają obojętni i nie wykazują większego zainteresowania naszym hobby :) Ale tacy Panowie to też Skarby! :) przynajmniej dają nam ciche przyzwolenie na nasze wariactwa bez ich w nich udziału :) I to też trzeba nagradzać :) Bo nawet najbardziej zobojętniały Pan zmięknie na widok uśmiechniętej buźki i zapachu schabowego we środę :)
      I to nawet lepiej, że nie chce nosić, bo nie musisz ich dziergać! możesz bezkarnie tylko dla siebie produkować :) ha! :)
      Będę o Tobie pamiętać w sprawie męskiego na jesień :)
      buziaki!

      Usuń
  2. Asju! Zasadniczo racje masz z tym uśmiechem. Ale czasami się po prostu nie da....
    Mój Wąż dobry jest. Moja pasje wspiera, limitów nie nakłada, sarka czasami żartobliwie na wszędzie walające się kłębki, drutki, markery, szydełka itd.Ale każdy tak czasami ma. Dzielnie też zwiedza ze mną zagraniczne sklepy, pozwala miziać, głaskać, czytać etykietki oraz achać i ochać ,że coś jest cudne, namawia do kupowania. Nawet sam podczas podróży zwiedza sklepy z włóczkami wysokiej jakości potem mi opowiada jakie to było piękne, jak wyglądał sklep, jakie tam były włóczki itd. O swetry się prosi, pokrowce na laptopy sam sobie wymyśla dziane itd. Jednym słowem ideał i nawet go nie musiałam manipulować w tym celu. Taki się trafił i już. Pozdrawiam z Gdańska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojoojoj,. muszę się zbuntować, bo własnie się da :) "foszna żona" to tylko jedna i pierwsza technika przeze mnie stosowana, mam jeszcze kilka asów w rękawie :)
      A Ty mi tu nie mów, że się nie da, bo masz Skarba nad Skarby w domu! na rękach go nosić za to jego dla Twojego hobby zrozumienie! :) i jeszcze Ci pomysły podsuwa... Anioł normalnie!
      I jeszcze, jak rozumiem, jest taki niezależnie od Twojej manipulacji - ZAZDROSZCZĘ :)
      Uściskaj go serdecznie i dziergnij dla niego laptopowy kubraczek :)

      Usuń
    2. uściskam z przyjemnością, nosić na rękach nie będę - ciężki i duży jest. Pokrowiec na laptop gotowy już dawno: http://anka480.bloog.pl/id,341812825,title,Czarci-pokrowiec,index.html
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Hahahahha! Rewelacyjna narracja :D Uśmiałam się, aż klawiatura od łez zwarcie robi :D
    A sposób skuteczny na chłopa - u mnie działa!
    Nawet w delegacji z kolegą zakupy włóczkowe odbierał i się tym chwali przy obcych babach :) (marketing sobie robi?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D i o to własnie chodzi! :) cieszę się, że dziala, bo to znaczy że Połówek Twój zapatrzony w Ciebie jest! i niech się chwali (a jasne, że autopromocja.. widzieć w oczach innych kobiet zaciekawienie pomieszane z podziwem - bo taki dobry facet, że żonie wełny kupuje! - bezcenne :) Wiem, bo sama z tego korzystam, ale o tym innym razem :)
      Tylko pilnuj go tam! :) bo Skarba masz!

      Usuń
  4. Świetny kawałek pozytywnej, acz niekoniecznie tylko "drutkowej" psychologii :-). Bardzo mi się podobało. Pozdrawiam (również Połówka) i dalszych sukcesów życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniale :) dziękuję :) to takie miłe gościć Cię u siebie :)
      Techniki te może wykorzystać wszak każda kobieta i to w każdej dziedzinie życia :)
      pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  5. To trzeba zapisać ogniem na ścianie! UŚMIECHEM GO :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D świetny pomysł :)
      dzięki!
      buziaki!

      Usuń
  6. Kochana Asiu, Twój połówek to po prostu "taki typ" :) Też podobnego "typa" posiadam we własnym domu ale Oni zasadniczo tacy są i te nasze manipulacje nie muszą być wcale duże. Czasami musimy się bardziej "uśmiechnąć" aby oczy przymrużyli na nasze uszczuplanie konta. Kochani są, bo nie przeszkadzają im zawalone stoły i kanapy naszymi drutami, włóczkami i wszelkimi "pierdółkami", które kochamy. Mój nie domaga się swetrów przeze mnie robionych i całe szczęście, bo nie muszę robić dużych gabarytów, a nie daj Boże żeby jeszcze coś go podgryzło, no szkoda robić :)
    Mój mnie wspiera i ineterssuje się moimi poczynaniami robótkowymi a jakby tego było mało to nawet w towarzystwie potrafi o tym opowiadać jakby to była jego pasja :)
    Ale znam "typów", którzy żyją obok pasji swoich żon wcale nie chcąc ich zrozumieć a też są dobrymi mężami :) No chyba, że One się za mało do nich "uśmiechają" :)
    Pozdrawiam Ciebie i Połówka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu się nie zgodzę, mój taki nie był, znaczy nie urodził się taki, choć potencjał w nim drzemie, ale wciąż nad nim pracować muszę :) Ale to bardzo przyjemna praca, bo daje mi dużo frajdy, a jemu nie przeszkadza :) Ja to w ogóle myślę, że on tak tylko udaje, że się na te moje techniki łapie, a tak naprawdę to od dawna wie lepiej jak mną manipulować, i to ja żyję złudzeniami, że to ja nim manipuluję :) taka sobie przyjemna gra małżeńska :)
      To jaką nagrodę szykujesz dla Skarba swojego? :)
      Ściskam

      Usuń
  7. Asju, w przypadku mojego męża hasło UŚMIECHEM GO działa nie tylko wtedy, gdy chodzi o włóczki.Gdy sięgam daleką pamięcią do początków naszego małżeństwa, bywały chwile, że męża irytowały włóczki, druty itp. Wtedy też często wyszywałam i szyłam, więc muliny, tkaniny wszędzie porozkładane były w maluteńkich dwóch pokoiczkach. Ale gdy zrobiłam mężowi pierwszy dla niego sweter wszystko się zmieniło. Z dumą go nosił i chwalił ię wszystkim, że to żonkę ma taką zdolną. I od czasu do czasu udziergam sweterek kolejny, aby mąż czul się dopieszczony. Nie chce nosić żadnych swetrów sklepowych, nawet jeżeli zakupi mu taki jego mamusia!!! Naszedł właśnie moment na kolejny mężowy sweterek, który napatrzył się na wełenki cieniowane i z takiej sobie zażyczył kolejny wyrób.Niestety ze względu na wysokie temperatury musiałam przerwać pracę nad wełnianym swetrzyskiem. Nie burzy się na moje hobby, chwali się koleżankom swoją żoną, co napawa mnie radością. Wełenek nie kupuje, nie zna się, ale często jest tak, że ja wybieram on płaci. Fajnie,że mamy takich pozytywnych mężów i z tego co czytam, nie jest ich wcale tak mało. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest Kochana straszliwie wszechstronna manipulacja.. w każdym momencie życia można "zuśmiechać się" do Męża i go zmienić :) Lepsze to niż baty, albo fochy i wielodniowe milczenie! :)
      Ale jak Ty już nawet z mamusią wygrałaś (brawo! też się takimi małymi sukcesami cieszę :) ) to już jest sukces pierwsza klasa! :)
      Anioły są wśród nas, i jak się dobrze poszuka, to nawet całkiem blisko :)
      Gratuluję Ci Twojego i niech się to koło miłości dalej kręci :)
      buziaki dla Waszej wspaniałej Dwójki!

      Usuń
  8. Kawał dobrej psychologii, zwłaszcza to o ślubnej granicy. Powinnam dać do przeczytania mojemu Mr T bo twierdzi, że po ślubie trole mu żonę podmieniły. Co do hobby to ja mam swoje, on ma swoje no i mamy parę wspólnych. Pełna równowaga jest;)) Pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha, a podmienili? :)
      I to jest kolejny temat na następny cykl, hobby Połówka.. będzie i o tym! :)
      Ściskam Cię serdecznie!

      Usuń
  9. Jest jeszcze jeden sposób, jeśli druga połowa też ma jakieś hobby - zachowywać się w stosunku do jego hobby tak, jakbyśmy chciały, żeby traktował nasze sznurki :) to działa :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uśmiech często działa, ale ze swojego (dłuuuugiego) doświadczenia wiem, że schabowy działa zawsze. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Napisz do mnie / Send me a message:

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *