Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indiecita. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indiecita. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 listopada 2014

Vivacity

Mniej więcej w połowie listopada nachodzi mnie stan zwykłego zmęczenia szarością, tęsknoty za jaskrawym światłem, malowniczymi, przedłużającymi się w nieskończoność zachodami słońca. Teraz, kiedy szaro się robi już po południu, a słońce spieszy się by się schować i wypocząć, nie mogę nacieszyć oczu tym, za czym tak tęsknie, kolorami. Przyroda coraz rzadziej zaskakuje mnie ciepłymi odcieniami, a coraz częściej kole w oko odcieniami szarości. Tęsknię tym mocniej za kolorowymi parasolkami w jeszcze bardziej ożywczo ubarwionych drinkach, tęsknię za lodami obsypanymi tęczowymi owocami, tęsknię za tym wszystkim, co mi daje siłę i wigor. 

Trochę z przekory na złość szarzyźnie, która mnie ostatnio otula, trochę dla żartu, trochę dla sprawdzenia czy ta forma, ten kształt dzianiny Wam się spodoba wysyciłam sweterek ulubioną soczystością alpakowego włókna od Filcolany. W roli głównej w tej odsłonie grają kolory, ale nie zapominajmy też i o samym włóknie, to Indiecita, która naprawdę skradła moje serce.. (właśnie sprawdziłam, że w magicloopie możecie ją dzisiaj dostać w promocyjnej cenie!)

Kolory to jedno oblicze tego sweterka, ale kształt, forma, sznit, to równie ważny element dekoracyjny tej dzianiny. 

Zresztą co ja Wam będę opowiadać.. zdjęcia za mnie wszystko załatwią..

Gotowi? (bardziej wrażliwym zalecam założenie okularów ochronnych, no, przynajmniej przeciwsłonecznych ;) )

Oto Vivacity:











A tak wygląda modelka w podskokach zasuwająca do samochodu ;)
Ja widać na załączonym obrazku, formę mam z dnia na dzień coraz lepszą, a przynajmniej nadrabiam uśmiechem :)


No i co Wy na to? 

Ściskam Was serdecznie i życzę barwnego zbliżającego się wielkimi krokami nowego tygodnia!

Wzór na ten sweterek dostępny jest tu: 

wtorek, 28 października 2014

Ekstaza zaklęta w motku / ach!

Wczoraj pokazałam ciut i się nagadałam,
dziś się nie będę uzewnętrzniać, tylko pokażę Wam z czym się zmagam ostatnio.. 
Żeby nie było, że ja tak sama się nad Wami pastwić zachciałam i pokazuję co Laurze ze sklepiku podprowadziłam.. to macie na własne życzenie ;) 

Jak Wam się wydaje, że wybrać jeden spośród tych kilku motków i zacząć dziergać jest łatwo, to się mylicie.. więc siedzę nad nimi, śliniąc się niemożebnie, pieszcząc, głaszcząc, wciągając nosem aromaty kwiatowe, na niektórych się pokładam, bo są niczym puch, inne mi się przez ręce przelewają, błyszczą, kuszą i mnie drażnią, bom przy nich taka..byle jaka! 
Oto moje skarby! 








Laura.. weź mnie proszę Cię przefarbuj! ;)

A to już robótka w tzw. punkcie przełomowym. Chyba znalazłam doskonałą formę, ścieg i kształt.. na razie zadowolenie mnie nie opuszcza, miejmy nadzieję wytrwam w tym uczuciu do ostatniego oczka :D


Miłego i barwnego dnia Kochani!

niedziela, 27 lipca 2014

Unobvious../ nieoczywisty..

Wszystko w tym swetrze jest nieoczywiste. 
Nieoczywista, zważywszy na mój ogólny stosunek do alpaki, bo ja przecież jej fanką nie jestem, jest moja fascynacja włóczką, której w tym projekcie użyłam. Indiecita od Filcolany, 100% alpaka w niebywale szerokiej gamie kolorystycznej i bardzo przystępnej cenie. 
Nieoczywiste jest również zużycie włóczki w tym projekcie, bo na cały sweter z kontrolowanym oversizem wystarczyło mi dokładnie 6 moteczków po 50g każdy.
Nieoczywiste jest to, w jaki sposób układa się sama dzianina, leje się przez palce, lekko tańczy i łaskawie ciut, nie bardzo, ale mimo wszystko jednak, podgryza. Odczułam to po godzinie włóczenia się po naszym miasteczku w zdecydowanie za wysokiej, jak na alpakowe wdzianko, temperaturze. Myślę, że na jesień kąsania zaprzestanie..
Nieoczywista jest w tym swetrze również, jeśli nie przede wszystkim, konstrukcja, co niektóre z Was wydedukowały z wcześniej publikowanych zdjęć tej dzianiny. 
Nieoczywiste też w przypadku tego swetra są rękawy, niby szerokie, ale nie do końca, niby długie, ale nie do końca, można je lekko podciągnąć i z małą bufką w okolicach łokcia nosić, albo spuścić do samego nadgarstka. 

Przedstawiam Wam zatem sweter iście nieoczywisty, czyli taki jak lubię. 
Oto Unobvious:






Podczas krótkiego spaceru po naszym miasteczku natknęliśmy się na ścienne, niestety zabazgrane już, malowidła. 


Oczywiście głupie miny/skoki/całusy/ jęzory muszą być.. pamiętacie? bez nich nie ma udanej sesji ;)


Jeszcze kilka ujęć detali..





Ściskam i całusy wysyłam życząc Wam leniwej niedzieli i słonecznego początku tygodnia..

Ps. bujajcie się ;) 



Wzór jest dostępny tu:
 

niedziela, 20 lipca 2014

...o wszystkim i o niczym...

Bywają takie dni, kiedy kompletnie nic się nie udaje.. człowiek siedzi nad zadaniem, które teoretycznie powinno pójść gładko i wystartować nie potrafi. Patrzy zatem na tę pracę, która mu przed oczami zamiast przyrastać, ubywać powinna i siłą woli próbuje się zmierzyć z pustką go z każdej strony otaczającą. Najgorsza jest ta pustka, która w głowie, niczym echo, od kości się odbija.. 
Takie momenty zazwyczaj dopadają mnie w chwilach jak najbardziej przyziemnych. Siedzę sobie na podłodze w przeróżnych konstelacjach z centymetrem, długopisem, kolorową kartką i kalkulatorem na podorędziu i liczę.. na siebie liczę, a to moje "siebie" ma mnie sobie w nosie i nic sobie z moich poobijanych kolan od podłogi, czy wypieków na twarzy, spowodowanych zwieszaniem głowy w dół, nie robi. "Siebie" sobie, a ja w czarnej dziurze lub w miejscu sobie dreptam... I tak wisimy sobie we dwoje próbując choć jedno zdanie sklecić, jeden rządek zliczyć, jedną linijkę instrukcji zuniwersalizować i stworzyć coś, dzięki czemu i Ty będziesz mogła mieć, to co mam i ja. 
"Uda Ci się!" powtarzam bez przerwy do "siebie", no rusz się wreszcie, choć kropkę postaw, jedną kreskę narysuj, przecież wiesz, jak to ma być.. "czy jednak wiesz aby na pewno?" dodaje zaraz to cholerne "zwątpienie", które siedzi sobie obok "siebie" na drugim ramieniu i zawsze ma coś do dodania. Nigdy nie zmotywuje, ale zawsze znajdzie coś do czego się przyczepić będzie mogło. "Siebie" daje się bardzo szybko "zwątpieniu" omamić i przestaje mnie słuchać, i nijak nie dociera do niego, że ja naprawdę na "siebie" liczę i czekam na to, co wymyśli.. co tam ja, Wy czekacie...

Trudy i znoje dziewiarskich prób rozpisywania wzoru. Ugrzęzłam rozerwana między własnym "chcę" i "potrafię", a "nie da rady, zapomnij".. Nie poddaję się jednak. Jak nie dzisiaj, to może jutro. 

To może pokażę w takim razie, co już mam, a co jeszcze przede mną.. :)


Indiecitowe szaleństwo ciąg dalszy. Zakończyłam eksperymentalne, jesienne wdzianko, bezimienne jak na razie ;) suszyło się dziś pięknie na słoneczku i czeka je jeszcze kilka kosmetycznych poprawek, jak sznurka chowanie i oczywiście sesja zdjęciowa z prawdziwego zdarzenia.


W koszyczku spoczywa sobie jeszcze sztuk kilka Indiecity od Filcolany, ale sobie będzie musiała jeszcze chwilkę poczekać, za gorąco się ostatnio zrobiło, żeby wytrzymać pod alpakowym kocykiem na kolankach spoczywającym...


Ciągnie mnie za to w kierunku pysznego Zitronowego jedwabiu, który to sprzed nosa niemalże podprowadziłam Makunce podczas swojej wizyty w jej królestwie.. ten sam Traumseide, którego w dniu dzisiejszym pokazała w gotowym i przepięknie lekkim szalu - klik, dzięki czemu przypomniało mi się, że sama podobne cudo posiadam... ale się boję ten motek ruszyć, poważnie.. :) "Zwątpienie" dzisiaj żniwa zbiera, no mówię Wam.

Wskoczę chyba z tej dzisiejszej niedoli na kanapę, wyciągnę się tuż obok Połówka i zapomnę.. no ale przecież nie mam co na druty włożyć.........?

Poratujecie biedną? "Zwątpienie" trzeba przegadać... kto się odważy? 

I na koniec, jak się nie ma tego czego się chce, to może warto dostrzec i docenić to, co się ma.. 


Zmykam oczarować "zwątpienie" terapią zwaną miłością... 
Miłego niedzielnego wieczoru :)

środa, 16 lipca 2014

Sznura dzierganie i słuchanie/czytanie.

Dawno nie pisałam nic o książkach. Nie oznacza to, że nie czytam, oj nie.. ostatnio telewizor/komputer mają ode mnie odpoczynek. Większość ulubionych seriali ma swoje wakacyjne przerwy, stąd dla dziergania i oglądania trzeba było znaleźć jakąś alternatywę. No niestety, dzierganie w moim przypadku i czytanie symultaniczne nie wchodzą w rachubę. Nie potrafię się skoncentrować ani na jednym ani na drugim, ale słuchanie książek to już inna bajka. I tak przez ostatnie kilka tygodni połknęłam kilka fajnych i wciągających książeczek. 

Swoją przygodę z audiobookami zaczęłam od "Rodziny Borgiów" Mario Puzo, czytanej przez pana W. Zborowskiego, i choć nie jest to może najlepsza jego książka, przyjemny tembr głosu czytającego mi ją całkowicie osłodził. 
Potem przyszedł czas na wciągające książki autorstwa Cobena, kilka już się przez moje uszy przewinęło, każda równie wciągająca i wręcz idealna do słuchania i dziergania jednoczesnego. 
Aktualnie w uszach mi dźwięczy "Jedyna szansa", która mnie trochę śmieszy, bo czasem nie nadążam za zwrotami akcji i wydaje się być mocno przesadzona i odrealniona w swoich zawirowaniach głównych bohaterów, ale dzierga mi się przy niej znakomicie. 
Zaskakujące jest to, że jak do tej pory nie trafiłam na autora, którego książki by mnie nie znudziły. Często zdarza mi się zachwyt jedną, druga już, przez znajomość stylu i kształtowania fabuły autora, staje się dla mnie mniej atrakcyjna i z każdą kolejną jest tylko gorzej, zazwyczaj, ale nie w przypadku Cobena. Jest szansa zatem, że wakacje miną mi pod szyldem jego książek. 


Słuchanie i czytanie ma też i swoje zagrożenia.. wczoraj, wieczorną porą, radośnie zbliżałam się do zakończenia prac nad kadłubkiem Indiecitowego sweterka - eksperymentu, i tak się dałam wciągnąć, zarówno w pełną akcji historię jak i w równe prawych oczek dzierganie, że skróciłam sobie rzędy skrócone i dostrzegłam to dopiero po zamknięciu potrójnym zamykaniem oczek (3 needle BO) prawie 100 oczek. Konsekwencje były bolesne, nie obeszło się bez prucia i łapania tych prawie 200 oczek zrzuconych i podprutych. Szczęśliwie udało mi się z tą małą awarią rozprawić bezboleśnie, zawsze w takim przypadku używam o pół rozmiaru mniejszego drucika, niż ten, którym aktualnie pracuję, dzięki czemu łapanie oczek przestaje być aż tak straszne.
Mimo wszystko, za dużo akcji w akcji, to też nie za dobrze ;)

Tak się prezentuje Indiecitowy eksperyment na chwilę obecną...



I na sam koniec, mały podgląd na Lukrecji detale.. guziczki :D 
Dla tych z Was, które oczekują na pojawienie się Lukrecji w formie spisanej, mam dobre wieści. Próbuję się zmierzyć z zagadnieniem rozpisania metody na "C" w tym własnie sweterku. Dziś już nawet poczyniłam pierwsze kalkulacje, jest zatem szansa, że w ciągu najbliższych dni powstanie pierwowzór wzoru (o jak ładnie!). 


Przyznaję, że jest to wyzwanie dla mnie ogromne, bo chciałabym stworzyć opis czytelny i jednocześnie prosty w wykonaniu, mimo wielu różnych, jednocześnie odbywających się w sweterku, działań. Mam nadzieję, że podołam i temu zadaniu.

A co się u Was czyta i dzierga? 
Pozdrawiam ciepło wszystkie zaczytane dziewiarki! 

piątek, 11 lipca 2014

O tym jak przeszłam na alpakową stronę mocy...

 "Nie jestem fanką alpaki". Te słowa padały z moich ust podczas czerwcowego spotkania w magic loopie  wielokrotnie, mam nawet na to świadków ;) Ale ponieważ kobiecość moja uszami mi czasem wychodzi, i tym razem, zmienność mojej niewieściej kibici mnie zaskoczyła. Powtarzałam te słowa z przekonaniem ogromnym, żywo i gorąco przy tym gestykulując. Nie będę Was jednak oszukiwać, nie jestem znawcą wełny, oj nie! tak mało ich przeszło przez moje ręce, że z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie liznęłam nawet jednego bochenka z jednej piekarni, więc jakim to ja mogę być autorytetem w tej dziedzinie? Przyznaję się bez bicia, jestem rozmiłowanym w sznurze konsumentem, nie producentem, i nie potrzebuję znać wszelkich danych technicznych istotnych z perspektywy producenta dzianiny, ja po prostu muszę dać się wełnie oczarować. Wiadomo, jak to baba każda pewnie ma, mam i ja pewne słabe punkty, tzw. pięty Achillesowe, które jeśli zostaną choć częściowo spełnione daję się wełnie, mimo swej merytorycznej ignorancji, oczarować. 

Kolor... ło matko, jak wełna jest w TYM kolorze, w TYM melanżu, czy z TYM odcieniem, mieszkającym w moim Pełnym Skarbów i Arystokracji Pudle idealnie zagra, to przepadłam jak śliwka w kompot. I może mnie to podgryzać, szarpać, drapać, może mnie nawet uczulać, żadne pełne zdrowego rozsądku argumenty z tych "logicznych" do mnie nie trafią. Ma być TA wełna i basta... 
Skład.. Z racji tegoż, że jako dzieciątko i panienka słyszałam jedynie i oglądałam czasem w telewizji, co znaczą takie magii i luksusu pełne słowa, jak jedwab czy kaszmir, wzdychając przy tym w niebiosa i marząc o tym, by kiedyś takie toto mieć, teraz, kiedy mogę je w końcu mieć, chcę i przy każdej możliwej okazji dążę do tego! Wełna wzbogacona choć domieszką luksusu w postaci mięciuśkiego, jak obłoczek, kaszmiru, czy chłodnego i lejącego jedwabiu, to jest pokusa, z którą mi ciężko walczyć. 

Toteż jak w końcu wyrwałam się podczas spotkania na łowy włóczkowe, to przepadłam. Połówek, na jego szczęście, nie był mi tym razem, podczas poszukiwań idealnych motków, potrzebny. Choć przyznaję, dobra o cudownych składach i kolorach w "magicznym zakątku" u Agnieszki jest tyle, że porada wydaje się być jak najbardziej wskazana. Szczęśliwie Nanna poświęciła mi chwil kilka i pokazała parę rzeczy na wieszaku, dodatkowo opowiadając o technicznych aspektach produkcji poszczególnych dzianin. A wiecie, jednym jest oglądnąć wełnę w motku i się zakochać (zdarza mi się..), drugie, to zobaczyć ją w gotowym projekcie i dopiero wtedy zapałać miłością (też mi się zdarza), ale już całkiem co innego jest zobaczyć motek, obejrzeć dzianinę i jeszcze o niej posłuchać od prawdziwego znawcy. 

Nie potrzebowałam nic więcej.. przepadłam na rzecz alpaki właśnie, choć moja psyche podpowiadała mi, że to jest raczej sprzeczne z moimi przekonaniami, bo ja przecież fanką alpaki nie jestem. I choć Indiecita nie posiada kaszmirów czy jedwabiów w składzie, kompletnie dałam się jej wielobarwnym obliczom oczarować. Oto co ze mną przyjechało:


I po kilku dniach intensywnego z tą wełną obcowania, mogę stwierdzić, że nie jest to wełna idealna na lato. Motek, choć mięciuśki i dla skóry twarzy przyjazny, letnią porą będzie podgryzał. I nawet wiem dlaczego!
Wczoraj, po upalnym dniu zasiadłam na kanapie, by nacieszyć się nową wełenką. Każdy nowy rządek napawa mnie radością, bo dzierga się z niej fantastycznie, blokuje się wyśmienicie (sprawdzone na próbce) idealnie wygląda robiona na drutkach 4mm, dzięki czemu dzianina staje się lekka i lejąca, i niebywale szybko przybywa w robocie. Ale, siedząc na tej kanapie w parnocie aktualnie rozszalałej burzy, wyrozbierana do podkoszulka na ramiączkach, zaczęłam się z pasją w zgięciu łokcia drapać i drapać. "Coś mnie użarło" oznajmiłam w oczy patrząc zaniepokojonemu moim ciągłym wierzganiem Połówkowi. "Komar pewnie" usłyszałam.. badam tę swoją ranę odrapaną, a tam nic. Śladu nie ma a swędzi.. "Co jest grane?" pomyślałam, drugie oczy założyłam (wyjazd do PL wzbogacił mnie o nowy gadżet, patrzałki do czytania... za dużo dziergania czy jak?) i odnalazłam przyczynę! nie, to nie komar, nie pchła, nie mrówka, to właśnie alpaka! a dokładnie jej mikro włoseczek, który się z moteczka wysupłał i na zgięciu łokciowym usadowił i mnie podżerał. 
Trudno, będę ubierać podkoszulek, bo wełna jest tego podgryzania warta. A jak trzeba będzie, to się w folię spożywczą otulę i też założę! :D

Jeszcze dwa dni temu wiedziałam doskonale, co z tej wełny powstanie. Ale wczoraj zmieniła mi się ciut koncepcja, i choć będzie fajnie, to na rezultat musicie jeszcze poczekać. Na tę chwilę mogę Wam zademonstrować tylko kolorystyczny miks, na który się zdecydowałam. I jeszcze zdradzić, że będzie "pozytywny luz" ;D, choć jak siebie znam, to mi to z pewnością nie wyjdzie, bo coś się z luzem nie lubimy ;D


Ach, i na sam koniec, informuję wszem i wobec, że moje nudzenie się, przez niektórych odczytywane jako "lenienie się" (bardzo dziękuję za te miłe komentarze, zachęcające mnie do pisania  :DDD, które to zaprzęgły mnie do napisania dzisiejszego posta) zaowocowało rozpisanym wzorem na sweterek, który pokazywałam Wam fragmentarycznie przed kilkoma dniami (klik). Jak tylko pogoda i dobry nastrój nas w weekend nie rozczarują pokaże go Wam już wkrótce w całości. Póki co na komputerowe kartki wjechała Lukrecja (klik), która się będzie rozpisywać na dniach.
A tak wygląda wspólne z Odiśkiem wzoru pisanie, czyli On się leni i miźgać chce właśnie wtedy, jak ja mam w dućkę i trochę roboty ;D czyli kocia norma! 


Żegnam się zatem chwilowo, bo za dni kilka mam nadzieję wrócę z konkretnymi zdjęciami konkretnych robótek, życząc Wam miłego weekendu!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...