niedziela, 22 czerwca 2014

Asji Tournee Dziewiarskie po ojczyźnie... część pierwsza - Stolica.

Już kiedyś na łamach tego bloga napisałam, że pierwszym i jakże istotnym elementem procesu spełniania marzeń jest wypowiedzenie ich na głos. Banał to zwyczajny, ale jakże prawdziwy...

Mieszkając poza granicami Polski dane mi było do tej pory tylko wirtualnie śledzić wszelkie dziewiarskie zloty drucianych czarodziejek, i zazdrościć tego gwaru, radosnych uśmiechów oraz energii bijącej z każdej reportażowej fotografii, upamiętniającej moje marzenia. Być tam i spotkać inne, takie jak ja, uzależnione, potrafiące bez końca gadać o sznurze, jednocześnie sznurem machające, wielbicielki rękodzieła wszelkiego, ochoczo dzielące się swym doświadczeniem i technikami, to było to, czego chciałam. 

Los sprawił, że w czasie naszego, zaplanowanego na ostatnią chwilę, pobytu w Polsce jedno z takich spotkań miało się odbyć. I pomimo faktu, że Warszawa nigdy wcześniej nie była punktem docelowym naszych po Polsce podróży, za sprawą spotkania zorganizowanego przez Tuptupa i jej Pana Męża w magicznym, jak sama nazwa wskazuje, MAGICLOOPie nie mogło nas zabraknąć. I tak oto Krakowianka z krwi i kości popędziła, niemalże jak na miotle, do Warszawy, praktycznie w chwil kilka po długiej i wyczerpującej jeździe do Krakowa, na dziewiarskie przy kawie gadanie...
W godzinach szczytu na spotkaniu było ponad 30 Dusz, tyle naliczył Połówek, mój wspaniały Fotograf i Kierowca, który zamiast fotografować wszystko, jak leciało, napstrykał ledwie kilka fotografii.. A było co fotografować.. te opasłe wełnianą dobrocią regały, te kaskady wełen o przeróżnych składach, w niezwykłych kolorystycznych zestawieniach. Opatrzność nade mną czuwała, bo nie miałam zbyt wiele wolnego czasu, by móc dokładnie wszystkie te motkowe cuda i słodycze oglądnąć, zmacać i pomiziać, dzięki czemu, uchroniła mnie i mój wakacyjny budżet przed totalną bankrupcją już pierwszego dnia wakacji..

Tak się złożyło, że na tym spotkaniu były same dziewiarskie osobistości, o których poznaniu nie śmiałam wcześniej marzyć. Było też mnóstwo osób znanych mi do tej pory z blogosfery, bliższych i dalszych koleżanek, autorek blogów, które my wszystkie czytamy. Dotknąć Was, poznać osobiście, usłyszeć i zwyczajnie z Wami pogadać, to doznanie niezwykłe i wzbogacające. Przytulaskom i powitaniom nie było końca, a tuż po nich następowało, jak to zazwyczaj w takich momentach bywa, przejście na wysoki trel i falset ociekający radością, bo to ta buzia, na którą czekałam, bo ten sweterek, bo ta włóczka... i tak bez końca. Nie skłamię, jak powiem, że seksowne zachrypienie, które się u mnie pojawiło w dniu następnym, będące niewątpliwie konsekwencją wielogodzinnej jazdy z włączoną klimatyzacją, no bo przecież nie da się głosu całkiem stracić przez niewinne gadanie, mogło mi otworzyć drzwi do kariery wokalistki rodem Ewy Bem... ;)

Wracając do tematu, mimo upału i słonecznej pogody szale i szaliczki przyrastały w zastraszająco szybkim tempie. Gwarno było jak w ulu, a niektórzy towarzyszący swym Paniom Mężowie, przytłoczeni szumem dziewiarskiej ekscytującej konwersacji, kontemplowali ciszę tuż za grubą ścianą na zapleczu. Panie za to, racząc się smakołykami i płynami w kolorowych kubeczkach, dziergając, mogły oddać się zwyczajowemu, niczym nie różniącemu się od innych, babskiemu gadaniu. Boże jakie to było przyjemne i zjawiskowe! A ponieważ każdy nowy napoczęty temat był ledwie wstępem do kolejnej wspaniałej rozmowy, nie dziwota, że takie spotkanie może trwać bez końca. W naszym przypadku trwało właściwie 5 godzin, jakże pięknych i bogatych, przegadanych, prześmianych, radosnych i pełnych wrażeń. Niezwykłych po prostu!

Dosyć gadania, same popatrzcie!




Jednym z najbardziej ekscytujących miejsc, gromadzącym wszystkie przybyłe Panie, był wieszak... a na nim cuda! Przepiękne dzianinowe projekty, które przybyły wraz z dwoma osobistościami: Hanią Maciejewską oraz Nanną z Filcolany. Raj po prostu, bo jedno to móc wymacać konkretną włóczkę w moteczku, drugie obejrzeć zdjęcia w sieci skończonego swetra czy szala, ale całkiem co innego móc to wszystko empirycznie zbadać w gotowym projekcie, obejrzeć, nie tyle oczami co "temi ręcami",  i najważniejsze - zmierzyć na sobie... przepadłam osaczona dobrociami z tego wieszaka na chwil kilka i powiem Wam, że z przyjemnością zabrałabym go ze sobą do domu! ... ale miałam za dużo świadków ;)


W zakątku Filcolany i Holsta odbyła się rozmowa niezwykła, bo o maszynie dziewiarskiej. Dwie wspaniałe i niezwykle sympatyczne fanki maszynowego dziewiarstwa żądne wiedzy w temacie porwały mnie na krótką o maszynowym dziewiarstwie rozmowę. Dziękuję Wam Kochane, że przyszłyście na to spotkanie, bo dzięki Wam uświadomiłam sobie ile to czasu upłynęło już od mojej ostatniej randki z dziewczynami moimi, muszę to koniecznie zmienić! 

Nelumbo, które mnie zachwyca, lekkie i uniwersalne w swej szarości, i jednocześnie takie jedwabno-luksusowe....
Marysiu! BRAWA dla Ciebie! :D 

Niezwykle atrakcyjnym momentem dla mnie, z czysto egoistycznych powodów było podglądanie naszych wspólnych dzieci. Na zdjęciu powyżej zjawiskowe Nelumbo w wykonaniu MariiG. Miałam również niebywałą przyjemność obejrzeć i wygłaskać Street Chica powstałego w rękach Kasi z bloga Wydziergane, oraz jeszcze jednego, na którego czekam z niecierpliwością :) (Droga R., o Tobie tu mowa! :D), co niestety  nie zostało udokumentowane żadnym zdjęciem... grrr ;)

Jak wspominałam wcześniej, na spotkaniu dziewiarskim dzieją się rzeczy magiczne i zaskakujące. Poniżej Dziewiarskie Pogotowie Ratunkowe w akcji! Szydełkową "szczoteczką do zębów" ratujemy zaciągniętą nić w przepięknym ażurku, w międzyczasie szczebiocząc na tematy bliskie każdej kreatywnej duszy, czyli jak wtórnie wykorzystać szczoteczkę do zębów... ;)  


A tu już Kasia, której Wam chyba przedstawiać nie muszę, w niezwykle promieniejącym stanie :D 
Kasiu, jeszcze raz gratuluję i dziękuję Ci za to, że przyjechałaś i przywiozłaś ze sobą tyle uśmiechu i radości! :D

Czy Wy widzicie co ja mam na ręku??? to ważkowa bransoletka wykonana przez Kasię! wspaniała! :D

I w końcu pojęłam też i ja czym jest prawdziwe spotkanie Anonimowych, choć te pod szyldem "Anonimowych Włóczkoholików" odbiegają od mojego wyobrażenia o terapii grupowej, bo uwierzcie mi, jak powiem, że na takim spotkaniu nie da się uleczyć swojego uzależnienia, można co najwyżej zanurzyć się w świecie pełnym zrozumienia dla naszego sznurkowego dziwactwa. :D A to raczej droga w kierunku kompletnego ześwirowania na punkcie sznura... :D

Dziękuję Wam wszystkim obecnym na tym spotkaniu, dziękuję za każde miłe słowo i gest. Był to jeden z tych pierwszych razy, którego z pewnością nie zapomnę! mało tego... czuję już głód i rąk telepanie, możecie zatem oczekiwać moich odwiedzin i w przyszłości! 


 część druga już wkrótce... :D

PS. Opublikowane powyżej zdjęcia zostały wykonane podczas spotkania w magicloop w Warszawie, które odbyło się 8.06.2014r. Do większości osób znajdujących się na zdjęciach starałam się dotrzeć i zapytać o zgodę na zdjęć pokazanie. Nie udało mi się jednak dotrzeć do Was wszystkich. Jeżeli publikacja Twojego wizerunku na moim blogu jakkolwiek jest wbrew Tobie, bardzo proszę o kontakt mailowy (adres podany w górnej zakładce: "contact me").
Dziękuję 

26 komentarzy:

  1. Och, zazdroszczę, zazdroszczę. Znam ten ból, też mieszkam za granicą i o takich dziewiarskich spotkaniach mogę sobie tylko pomarzyć. Cieszę się, że się świetnie bawiłaś. Pozdrawiam :-]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to uczucie, sama do tej pory podglądałam takie spotkania tylko w sieci, ale teraz, po tym pierwszym moim doświadczeniu gorąco polecam, bo naprawdę warto przejechać tych kilka km więcej i na takim spotkaniu być :D
      Ściskam.

      Usuń
  2. Gdy tylko przeczytałam informację o terminie tego spotkania postanowiłam, że przybędę. Niestety musiałam skorygować moje plany. Z żalem w sercu (że mnie tam nie było) przeczytałam relację i obejrzałam zdjęcia. Może innym razem... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie tak często krzyżuje nam plany, ale to nic nie szkodzi.. o ile się nie mylę tego typu spotkania odbywają się regularnie, po prostu przyjedź w innym terminie, i napisz z niego relację, wtedy ja poczytam z nutką zazdrości Twojego posta :D i zmotywuję się by wyruszyć na kolejne :D

      Usuń
  3. Jak miło popatrzeć na tyle uśmiechniętych, szczęśliwych twarzy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, miło bardzo, zwłaszcza, że tuż obok tego uśmiechu słyszalny był nieprzerwany chichot i niekończące się dialogi :D
      To kiedy mam się Danonku pakować na plażowe dzierganie? będzie takowe?

      Usuń
  4. było super, prawda?
    :)
    i jaki mam niedosyt!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, było fantastycznie! :D i ja też mam wrażenie, że trwało to wszystko zbyt krótko... może następnym razem weekendzik dziewiarski? :D

      Usuń
  5. czy kota byl z Toba na wakacjach? ...opis przezyc jak zwykle u Cie ;)...bardzo obrazowy :)))
    czekam na cd.

    ps. to sprawdzanie czym nie automat, mnie kiedys zabije, jam slepa juz :pppp...a skoro nie chce przyjac, bo mowi, ze zle- to trza rozumiec zem ja jednak automat jest? :p :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, kota pojechała razem z nami, o czym zamierzam bardziej szczegółowo napisać w innym poście.
      Tinkusiu, oczka, jak to mawia moja okulistka, trzeba ćwiczyć ;D ale nie podejrzewam Cię o jakiekolwiek konotacje z automatem.. ot trafiłaś na niedowiarka i tyle ;D
      Spróbuję jakoś obejść tę nieszczęsną weryfikację :D
      Buziaki

      Usuń
  6. Asiu, bardzo się cieszę, że mogłam pokazać moje Nelumbo przemiłej autorce wzoru :) Jest niedosyt, ale to dobrze, bo zawsze dobrze mieć coś do nadrobienia :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj jest, mnóstwo mam wrażenie, i będzie jeszcze więcej, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że to nie była ostatnia moja wizyta w Warszawie :D
      Bardzo raz jeszcze Ci dziękuję :D

      Usuń
  7. Relacja super, czekam na więcej :) Jednocześnie żałuję, że nie mogłam tam być. Danonku, kiedy robimy spotkanie nad morzem? Może zaciągniemy jeszcze raz Asję do nas? ;)
    Pozdrowionka, Marta
    P.S. Również nie widzę tych cyferek, a wzrok mam raczej dobry ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i to mi się podoba! zróbcie! zaplanujcie! dajcie mi znać kiedy, może się zjawię :D
      Ściskam Cię !

      Usuń
  8. Cos wspanialego, takie spotkanie. Ja chadzam jedynie w wolne od pracy tygodnie do Mehrgenerationenhaus, gdzie dziergam z glównie starszymi paniami. Jakosciowo jest to swietna sprawa, bo wiele odpatrze, cos sie naucze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest właśnie w tych spotkaniach najpiękniejsze, to, czego można się od innych nauczyć, podglądnąć, nie znane nam wcześniej techniki, triki, ciekawostki, to wszystko przecież już kiedyś było!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Jakże żałuję, że akurat w czasie tego spotkania byłam kilkaset km od Warszawy :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urbasiu, nic straconego, będą i inne, choć to było z pewnością niezwykłe, na pewno będą co najmniej tak samo dobre, a może i lepsze?, w przyszłości. :D
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. Z zapartym tchem przeczytałam i obejrzałam wszystko:))Nic nie jest w stanie zastąpić "prawdziwego" spotkania, którego Wam wszystkim zazdroszczę:)) No i szkoda, że nie mogłam pooglądać zawartości sławnego wieszaka, ale wierzę na słowo , że wzbudził wiele emocji:)) Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdę mówisz, Wiolu, takie spotkanie w realu jest naprawdę wyjątkowe, ale jestem pewna, że i Ty znajdziesz sposób na to, by w niedalekiej przyszłości na takim się pojawić, wolę już u Ciebie widzę, teraz czekamy na czyn! a może i nam się uda kiedyś spotkać oko w oko :D liczę na to!

      Usuń
  11. Co za spotkanie! Miło chociaż zdjęcia pooglądać. Nigdy jeszcze nie odważyłam się na coś takiego, bo pewnie przy wszystkich mistrzyniach drucianych, to zrobiłabym się mała, jak Calineczka, chociaż mam 177 wzrostu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj kochana, poziom dziewiarzenia na takich spotkaniach jest różny, z pewnością były też między nami początkujące dziewiarki, jak nie na tym, to na wcześniejszych spotkaniach, faktem jest jednak, że takie spotkanie to prawdziwa szkoła i warsztat, powiedziałabym, niezamierzone kompletnie, bo siedzisz, gadasz, obserwujesz i chcąc lub nie chłoniesz nowe techniki i triczki. Naprawdę polecam :D

      Usuń
  12. A ja dziękuję, że przyjechałaś i mogłam poznać Cię na żywo. :) I za otuchę w kwestii testowej!
    Oby było jak najwięcej takich spotkań!

    Pozdrawiam! :)
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję, że byłaś i to nie sama, ale wraz ze swoim autorskim projektem! testy to trudny moment, ale zdaje się, że już prawie masz ten moment za sobą, po nich pozostanie radość i duma :D
      Ściskam ciepło pozdrawiam! :D

      Usuń
  13. Z wielką niecierpilwością czekałam na nowe wpisy ! Odkąd zobaczyłam Streeta praktycznie codziennie do Ciebie zaglądam! Na innych dziewiarskich blogach można było podglądać jak przebiega trasa Twojej wycieczki. Strasznie zazdroszczę tych spotkań w dziewiarskim gronie i w dodatku w tak pięknych pasmanteriach jakich u mnie w mieście nie uświadczysz. Myślę ,że naładowana pozytywną energią stworzysz taki udzierg ,że nam kapcie pospadają.Czekam na dalsze relacje i duuużżżooo zdjęć poproszę, bo fajnie popatrzeć na blogowe dziewczyny w akcji. Pozdrawiam serdecznie ze słonecznego Podkarpacia Ewa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewuniu, będzie kłopot z dużą ilością zdjęć.. ;) niestety, ale większość naszego czasu spędziliśmy bez aparatu.. więc zdjęć z wakacji mamy niewiele... ale na pewno będzie przynajmniej jeszcze jeden post z tournee :D
      Ściskam i bardzo Ci serdecznie dziękuję :D

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Napisz do mnie / Send me a message:

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *