środa, 7 stycznia 2015

Postanawiam nie postanawiać!

Styczeń to taki smieszny czas, zimno, szaro, buro, jeszcze daleko do wiosny, do lata to już w ogóle, a niby początek. Ale czego? Po świątecznej labie i łasuchowaniu z pierwszym dniem nowego roku postanawiamy: nie palić/nie jeść czekolady/chodzić po schodach zamiast windą śmigać/ jeść więcej zielonego/ograniczyć cukry/ w ogóle zdrowiej żyć/ żyć inaczej/mądrzej/ lepiej.

A ja się tak tylko po cichutku i w kąciku zastanawiam dlaczego tak straszliwie ukochaliśmy sobie ten styczeń do wprowadzania zmian? Miesiąc jak każdy inny, choć w moim przypadku "początek" i "chęć niemożebną do zmian" odczuwam bardziej na przełomie marca i kwietnia, a w maju to już w ogóle, ale nie, w styczniu będę sobie na głowę nowe punkty do listy nakładać, bo przecież nowe przyszło! A ja ledwo wstaję z łóżka, bo szaruga za oknem niezbyt zachęca, i gdyby nie to poranne "muszę siku" to chyba kozami by mnie spod tej cieplutkiej, pierzynowej kołdry nie wyciągnęli. Ale nie. W styczniu muszę myśleć już o nadchodzących wakacjach, żeby zmieścić się w te kuse spódniczki, karnet sobie kupię na basen/siłownię od 15 stycznia, potem na saunę.. o rowerze już pomyślę, o bieganiu, włosy bym zapuściła, żeby latem wiatr mi je rozwiewał. A potem sobie jeszcze obowiązków dołożę, więcej punktów do zrealizowania, nowy kalendarz nabędę i skrupulatnie będę wykreślać zrealizowane punkty. A co z tymi co to sobie w styczniu założyłam w maju będzie? a nie wiem.. znikną gdzieś po drodze, zresztą w maju mam pstro w głowie i orzeszki, to po co sobie będę starymi postanowieniami myśli zakrzątać.. 

Ale rok w rok ten sam błąd popełniam, siadam, myślę nad zmianami, odkurzam stare noworoczne postanowienia, znów je wdrażać zamierzam i znów niewątpliwie polegnę.. 

No więc postanowiłam nie postanawiać! i wiecie co? czekolada zazwyczaj w styczniu zabraniana nagle przestała mi smakować, jak ją jeść mogę, basen i siłownia mnie kuszą, mimo braku karnetu, bo zimno mi jakoś i krew rozgrzać ciut potrzebuję, kalendarza mi się zachciało, by notować to co chcę dziś i teraz, i co mam w planach, ale bez musu, bez postanowień o systematyczności, bez bata nad głową. Bo bat  "postanowieniem" zwany wyjątkowo mnie do działania zniechęca, albo nakręca, jak mi z całkiem oczywistego smakołyka owoc tabu nagle robi. a po co to komu i na co? Ja, jak "muszę" ,to się duszę! i jest prawie pewne, że tego nie zrobię, albo wiecznie będę robienie odkładać "na potem" tylko dlatego, że "muszę" przed nim stoi. 

Zatem postanawiam nie narzucać sobie tego, co oczywiste, nie zabraniać sobie tego co sprawia mi radość, nie ograniczać się regułami tam, gdzie potrzebuję wolności i powietrza, trzymać się w ryzach tam, gdzie powinnam i czerpać pełnią klaty/serca/rozumku/zmysłów z radością i żyć w pełni. 

Nie rób sobie przykrości w nowym roku. Postanów ze mną nie postanawiać i poczekaj na dzień, w którym postanowienie noworoczne przestanie być batem, a zacznie być Twoją wewnętrzną potrzebą. Zrób sobie przyjemność i nie katuj się tym, co czujesz, że musisz lub powinnaś, i poczekaj, aż zachcesz :) Wtedy samo się zrobi!

A oto noworoczny dzierg samo-robiący się. Bezrefleksyjne dzierganie prawego z lewym, dzierganie jak joga wciągające, jak mantra powtarzalne, zasadniczo nudne i nieciekawe, ale takie dziergi kocham najbardziej, bo są zazwyczaj najbardziej noszalne. "Caryca" się dzierga z pięknego Merino ulubionego z Zagrody we wrzosowo-srebrnym melanżu. Cudna włóczka, cudne farbowanie,  tak urodziwe, że zbędne były zdobienia wszelkie, bawię się jedynie konstrukcją.. Mam nadzieję, że i Wam wpadnie w oko! :)



Nazbierało mi się dobra do sfotografowania... Na tapecie w pierwszej kolejności znajdują się 3 projekty, duże projekty, z których szczególnie dumna jestem. Jeden, powstał w oparciu o wzór ulubionej projektantki, na którego publikację czekałam kilka miesięcy, szybko poszło dzierganie, ale wykańczanie już nie bardzo.. trochę jak z tymi postanowieniami, początki mam zawsze dobre, ale to ciąg dalszy pozostawia wiele do życzenia.. uparłam się, że go skończę w starym roku, i skończyłam. Brakuje mu tylko guzików i można nosić.. (o raju! skąd wziąć idealnie dobrane czerwone guziki?? gdzie ich szukać?? panika!!)
Pozostałe dwa projekty to moja dla Was niespodzianka.. oba lekkie, zwiewne i... romantyczne, chciałoby się rzec. Ale nie.. jeden owszem. romans ma wpleciony w swoje kształty i zdobienia, drugi już nie tak subtelny, choć linię ma podobną.. Oba moje ulubione, czekają na znalezienie takiej miejscówki na zdjęcia, po wizytacji w której nie skończę z zapaleniem płuc albo czegoś innego.. :) Poszukiwania trwają.. :)



A już całkiem na koniec, zmagania kiciusia z czym popadnie, czyli jak to nie wiele potrzeba, żeby kicia miała radochę ;)




Szkoda, że ja tak nie mam... 
A nie! przepraszam, MAM! 
lecę pobuszować w pudle ze sznurem ;)

Miłego dnia bez postanowień!

50 komentarzy:

  1. o mamusiu takie cuda na hakach?? moja ciekawość szczególnie na czerwone cuś czeka :)
    Moje postanowienia własnie tak przyszły jak napisałaś - pod koniec grudnia miarka życia w bałaganie się przebrała i żeby zapał się nie wypalił to staram się każdego dnia odgruzować jakiś fragment mieszkania - póki co skutecznie. Inna rzecz to utrzymac ten ład który tworzę ;) a moim współmieszkacze mi nie pomagają oj nie...
    W pudełku wełnianym dno widać - mam nadzieję, że na koncie lada chwila coś się ruszy, co by braki zapełnic:)
    Ściski dla Odiśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D dobrze, że to nie cuda na kijach ;D
      Czerwone cuś warte cierpliwości :D i dobranych guzików, których nie mam, i chyba nie znajdę..
      Życzę w takim razie wytrwałości w trzymaniu postanowień!
      Buziaki!

      Usuń
    2. Asiu, a takie cus mowi do Ciebie? http://www.craftstylish.com/item/42688/how-to-make-dorset-buttons/page/all

      Usuń
    3. http://katedaviesdesigns.com/2014/02/20/covered-button-tutorial/ a to-to chyba ladniejsze

      Usuń
    4. interesujące (nawet bardzo!!) dzięki.. ale do tego projektu, niezwykle zdobnego, potrzeba subtelniejszych guzików, obawiam się że skończy się na domowym magazynie guzików i srebrnym kolorze..

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja do tego samego wniosku doszłam jakieś trzy lata temu (też nie cierpię musieć ;))) , ostatnie trzy lata potwierdziły trafność decyzji a miejsce pracy jeszcze bardziej zweryfikowało- cieszmy się tym co mamy bo naprawdę warto. Na zdjęcia czekam z utęsknieniem bo wiesz, że ja Twoje projekty to bardzo, bardzo i zawsze :)))) Odiś jak zawsze przeuroczy. Sciskam mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Muszenie" samo w sobie wyzwala we mnie opór, trochę jak z tym przysłowiowym "na złość mamie odmrożę sobie uszy", jak mnie coś/ktoś goni do roboty, to mi to kompletnie nie wychodzi, ale jak się sama w końcu zbiorę, to wióry lecą :D
      Zdjęcia już niebawem :D na razie szukamy aktywnie miejscówki :D
      Buziaki!

      Usuń
  4. Ależ tajemnice tworzysz, pokazuj szybko. XD

    Ja też nie postanawiam, od dawna. A po cóż, skoro i tak jeśli się w ogóle zacznie to kończy się po kilku dniach, a częściej jeszcze przed samym startem. Potem tylko w głowie siedzi 'znowu nie wyszło, nie udało się' itd. itd.
    Już u siebie pisałam w dwóch zdaniach- że jak się czegoś nie chce to i 'magiczna' data tego nie zmieni, a jeśli potrzeba się pojawia ze środka to nie ważne kiedy i gdzie i robi się samo.

    Pozdrawiam i czekam na ujawnione nowości!
    Ugłaskaj ode mnie kocura. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, to jest to do czego tworzenie też i u mnie doprowadza, do samobiczowania się, a po co to komu? Magiczna data się przydaje, do świętowania (rocznic itp), a reszta sama przyjdzie, i masz wielką rację, jak się chce to się nie czeka na daty tylko się wdraża w życie :D
      Ugłaskany, żeby nie powiedzieć zagłaskany! :) dziękujemy!
      Wymiźgaj od nas Swojego!

      Usuń
  5. Czytałam kiedyś taką opowiastkę. Ktoś miał psa, któremu weterynarz kazał podawać tran. Właściciel na siłę próbował podać zwierzakowi lek, ale pies wyrywał się, szarpał i nic z tego nie wychodziło. W końcu tran się rozlał, a pies, przez nikogo nie przymuszany, zaczął go wylizywać z podłogi... może tak też jest z nami... może nie buntujemy się przeciwko lekowi, ale przeciwko przymusowi... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, nie tyle konkretna rzecz w sytuacji przymusu nam szkodzi, co to wiercenie dziury w brzuchu. Zastanawiam się tylko Tysiu, czy to my tacy jak psiaki jesteśmy, czy to raczej one jak my, i wychodzi mi z tego mojego myślenia, że raczej my jak oni :D
      Wszelkim więzom mówimy nie, niech żyje wolność i swoboda! i zdrowie :D reszta sama się zrobi ..
      Ściskam serdecznie!

      Usuń
  6. Jak trafnie ujelas w słowa to co robię od zawsze. Tak dano jak Ty nie cierpię musieć, zabija to moja cała chęć do robienia czegokolwiek. I tak myślę, że to kocia cechą, czyż nie?
    Nigdy zadnych noworocznych postanowień nie czynilam i dobrze mi z tym. Co trzeba zrobić, to się robi od ZARAZ. Ot, cała tajemnica.
    Odis cudowny, bawienie sie sznurkami to kolejna kocia cecha. Tez to lubię.
    Udziergami wzbudzasz zazdrość, kobieto! Dalej, pokazuj co tam masz! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, kocia to cecha, spróbuj kotu zaaplikować cokolwiek, albo zmusić do nie wchodzenia na stół.. czego jak czego, ale uporu to się można i trzeba od kociego charakteru nauczyć, ale na pewno nie posłuszeństwa.
      W myśl zasady "nie czyń sobie, co innym niemiłe" nie ma co się spinać i narzucać sobie sztucznych terminów/zasad/reguł, lepiej po prostu być, korzystać (w umiarze), słuchać siebie i działać pełną parą, jak się czegoś pragnie, czyli tak jak Ty robisz!
      Pokaże, już za chwilę, obiecuję :D
      Ściskam serdecznie! :D

      Usuń
  7. Mam to samo, jak coś muszę, to już jest po sprawie :/ Jak zwykle podsyciłaś mą ciekawość pięknie sfotografowanym nicniepokazaniem, no z wyjątkiem Kocura :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepraszam, za emocjonujące niczym kiepski horror zhakowanie, postanawiam się poprawić na przyszłość i dzianiny nie stresować już nigdy więcej.. ;)
      Kiciusia nie sposób nie pokazać, on i tak jest jedną wielką tajemnicą.. udziergi w pełnej odsłonie już niebawem :D
      Buziaki!

      Usuń
  8. Moj mezczyzna mawia, ze 'przekora' to moje drugie imie;) Albo trzecie zaraz po 'uparciuch'. Wiec jesli czegos faktycznie che, to to zrealizuje, ale jesli cos ma byc narzucone (chocby przez sama siebie), to nie ma mocnych. Musze przyznac, ze nigdy nei robilam postanowien noworocznych, adwentowych, wielkopostnych, czy woisenno/letnio/zimowo/jesiennych. I bardzo dobrze mi z tym.
    Chociaz w sumie, to co styczen mysle sobie jak zrobic nadchodzacy rok cudownym i zabieram sie za powolne planowanie i szukanie mozliwosci- czy to cos z postanowieniami ma wspolnego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie! nie ma nic a nic, marzenia, plany to coś zupełnie co innego, zwłaszcza te służące przyjemności, w nich nie ma "musu" i mimo tego, że są deadliny i terminy, to jakoś czeka się na nie bardziej niecierpliwie :D planuj ile wlezie i niech się wszystkie punkty spełnią ! :D
      buziaki!

      Usuń
  9. Na przekór nigdy nie postanawiam czegoś od 1 stycznia. Jakoś to moje zycie z 1 stycznia nigdy się nie zmieniło, Zmiany są opisane innymi datami:)
    Na zdjęcia czekam z ustęsknieniem:) Może mnie zmobilizują do nabrania oczek na swoje paseczki:) W głowie widzę jak mają wyglądać, tylko chęci brak do rozpoczęcia robótki:)
    Z kotami tak to zwykle bywa: mój wybredny niesłychanie Wonski nigdy nie dawał sobie normalnie zaaplikować tabletek na robale. Chadza własnymi drogami, do domu przychodzi się najeść, wyspać i pomiziać, więc trzeba mu takowe podawać. I zawsze był cyrk, ja zestresowana, kot obrazony... wydawałam fortunę na jakieś wynalazki u weta, żeby toto pożarł. Aż przybłędę kocią przygarnęliśmy co to wszystko wymiatała z miski, kupiłam najzwyklejszą tabletkę na robale żeby znajdę odrobaczyć... i co?? Wonski w trymiga wyżarł jej z michy wszystko razem z tabletką:) A teraz na starość zaczął mi podkradać moje motki, chociaż do tej pory była bardzo dobrze wychowanym kotem i takietam go nie rajcowały:) Pozdrawiam noworocznie Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam trochę jak Twoja kota.. choć może ciut bardziej jednak jest nonkonformistką niż kicia, którą towarzystwo innego kici zmotywowało do działania, nawet wbrew sobie ;)
      Prawdę powiedziawszy, nie mam i nigdy nie miałam idealnego rozwiązania na zmiany, każdy z nas jest trochę innym człowiekiem, i warto się zastanowić kim się jest i co na mnie konkretnie najlepiej zadziała zanim się jakiekolwiek zmiany wprowadzi, zwłaszcza te, które wymagają od nas wysiłku i pracy. Znam też takie osoby, które potrzebują bacika, żeby być szczęśliwym, a skreślanie punktów z listy jest wspaniałą motywacją, ja do nich nie należę, "muszenie" sprawia, że najzwyklejsza czynność kosztuje mnie za dużo energii, wolę więc tego muszenia sobie nie dokładać.
      Wonski to bardzo mądra kota, która swoją postawą pokazuje jeszcze jedną kocią cechę, "ja i moje dobro są dla mnie najważniejsze", tego się od swojego kocura próbuję nauczyć, choć z marnym skutkiem.. rozpychać się też trzeba umieć, prawda? :)
      Ściskam serdecznie!

      Usuń
  10. A ja to zwykle byłam karna w sprawach postanowień. Jak sobie coś tam kazałam zwykle realizowałam. Ogólnie działam zadaniowo albo za coś sie nie biore a jak juz postanowie sie zabrać to cała sobą. Nic "na pół gwizdka". Teraz już takich postanowień nie robię może z braku czasu...

    Zdjęciami kusisz... Nie mogę sie już doczekać na wszystkie trzy projekty!!!!

    I ponownie po raz setny zazdrosze kota....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Gosiu, jesteś zadaniowa, :D i za to cenię Twoją pomoc! :) mało tego, jesteś w tym świetna!
      Kiciusia nie ma co zazdrościć, trzeba sobie podobnego sprawić :D
      Udziergi pokaże, a jakże, i chyba Wasza niecierpliwość będzie musiała mnie rozgrzać podczas sesji :D
      Ściskam serdecznie!

      Usuń
  11. Witaj Asju w Nowym Roku! Ja też nie robię postanowień noworocznych i jakoś egzystuję w każdym roku.A jeśli ktoś pragnie coś zmienić w swym życiu to równie dobrze może to być 7 czy 15 czy jakiś inny dzień. Uważam ,że trzeba chcieć a data jest nieważna. Asju pokazuj dzianinki z haków szybciutko ,bo moja ciekawość jest ogromna. A swoją drogą kiedy zrobiłaś to wszystko???? Ja dostałam miziastą alpakę z jedwabiem nabrałam oczka na sweterek, dekolt wyszedł mi brzydki i straciłam werwę do pracy. Jak Ty osiągasz takie cudne udziergi zazdraszczam ciągle. Pozdrawiam z arktycznego Podkarpacia Ewa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo, bardzo często zdarza się, że moje dzianiny nie są w 100% doskonałe, ale taka jest natura rękodzieła, czasem coś nie wyjdzie, czasem coś się zepsuje, ale zawsze można naprawić, spruć, przemyśleć konstrukcję, dodać tam gdzie zabrakło, odjąć tam, gdzie jest za dużo, próbować i się nie poddawać. :) włóczka to zniesie, a jak mimo wszystko nie będzie doskonale, dodaj uśmiech na buzi i mów wszystkim, że taki miałaś zamysł :)
      Głowa do góry! :D

      Usuń
  12. Ja się z Tobą zgadzam w 100%, odkąd nie postanawiam, lepiej się mam i robię więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak samo mam i ja :D
      Ściskam serdecznie! :D

      Usuń
  13. Już chyba taka nasza natura, że jak coś musimy to omijamy to szerokim łukiem a jak coś zakazane to ciągniemy jak muchy do miodu. Może zamiast listy postanowień to róbmy listę zakazów :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak - zróbmy listę zakazów i krew nam w żyłach od razu szybciej popłynie! :)
      Świetny pomysł Monia! :)

      Usuń
  14. W tym roku nie robiłam nowych postanowień, znam siebie, nie oszukujmy się, nic to nie dałoby i tak. Rozmyślałam za to nam starymi, dlaczego wciąż są aktualne i co można z tym zrobić. Doszłam do wniosku, że oswoję co się da a o reszcie pomyślę następnego dnia ;)
    p.s. udziergi jak zawsze z zazdrością podziwiam :*
    pozdrawiam
    Małgosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia w oswajaniu! :)
      Ściskam serdecznie!

      Usuń
  15. Asiu, ale u Ciebie tajemniczo. No to teraz będziemy z nogi na nogę dreptać,żeby się doczekać na nowości. Kocie oczy zadowolone, to dobrze! Ja też nie będę postanawiać, poza jednym-będę miła dla siebie i dużo czasu poświęcę na robótki ale takie dla siebie!Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to są najlepsze noworoczne postanowienia :D
      Powodzenia w ich realizacji!
      Ściskam.

      Usuń
  16. Tak to już jest, że jeśli człowiek coś musi, to mu się toto nie podoba.. Lepiej nie postanawiać tylko spokojnie sobie coś tam realizować. Piękne kolory tych udziergów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, realizacja jest zdecydowanie lepsza od postanowień :D
      Buziaki!

      Usuń
  17. Kilka postanowień mam- a przede wszystkim jedno- będę się dalej rozwijać. Zaliczę pierwszy rok SD, pojadę na konferencję, nauczę się porządnie angielskiego, odświeżę francuski, pójdę do opery i do teatru, pomogę koleżance w jej sklepie z włóczką, wydziergam coś z lnu, coś z kaszmiru, coś z jedwabiu. I będę kiziać Królik tak często, jak się tylko da ;) Na udziergi Twoje czekam z niecierpliwością. Właściwie od jakiegoś czasu odświeżałam bloga i odświeżałam, sprawdzałam na fb- ale cisza. A ja lubię tu bywać :)
    Pozdrawiam znad alpaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, teksty pojawiają się na blogu ciut rzadziej, ale nie chciałam Was częściej zadręczać zdjęciami tego co zakończone, ale nie do pokazania.. Mam jednak nadzieję, że już niebawem będę miała i więcej do napisania i więcej do pokazania :D
      Ściskam!

      Usuń
  18. Odkąd pamiętam - postanawiam nie postanawiać, więc dołączam do Ciebie!
    „Noworoczny dzierg samo-robiący się” już mi się podoba, po pierwsze - kolory, po drugie - te „hektary” równiutkich oczek, przepiękne...
    Pozdrawiam Renata
    p.s.Uwielbiam taką kocią radochę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocia radocha to jest też i moja radocha, więc staram się dostarczać rudemu atrakcji tak często jak tylko mogę, a że łatwy z niego obiekt, ot sznureczek dyndający i źrenice mu zaczynają pracować jak na polowaniu, a i sznura u mnie pod dostatkiem, zwłaszcza tego dyndającego, to trudno go przejść koło niego nie podnosząc mu ciśnienia wizją nowej, dyndającej zwierzyny :D
      Ściskam serdecznie!

      Usuń
  19. Nigdy niczego nie postanawiam-a już na pewno nie w Nowy Rok. I jakoś bez tych postanowień udaje mi się żyć. I jestem szczęśliwa, i zdrowa, i dziergam, co mi wpadnie w ręce...Pozdrawiam i idę żyć chwilą... z drutami w łapach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też i mój najlepszy kawałek dnia - ten spędzony z drutami w łapkach :D
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  20. Jak zwykle tajemniczo i kusząco. Nie pozostaje nic innego jak czekać. Tylko szybko się rozpraw z tymi fotkami ;) Dużo nadziergałaś. Znalazłaś sklep z czasem na wagę? podaj namiary, bo chętnie bym się na małe zakupy wybrała ;) Co do postanowień - mam tak samo jak Ty. Jak coś muszę to się duszę ;) Więc żyjmy chwilą - dłużej, szczęśliwiej i zdrowiej :)
    Pozdrawiam ciepło, Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy będzie szybko to nie potrafię powiedzieć, aura nie sprzyja outdorowym sesjom, więc naprawdę mamy zagwozdkę, miejmy nadzieję wybrniemy z tego impasu z twarzą :D
      Czasowstrzymywaczem nie dysponuję, a dziergam ile wlezie i jak się tylko da, starając się wybierać takie ściegi, które mnie nie spowalniają.. ot i cała tajemnica wyszła na jaw :D
      Ściskam!

      Usuń
  21. Ja nie jestem konsekwentna w realizacji postanowień. Ciągle piszę karteczki, przyklejam nad głową, może kiedyś doczekają się realizacji a wtedy karteczki fruuuuu. A postanowienia mam całoroczne a nie tylko noworoczne. Zajawki są baaaaaardzo ciekawe, więcej fotek plisss. Pozdr. PS. Odiś jest poprostu boski, aż żałuję że mam alergię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fotki będą, obiecuję.
      I ja również wolę całoroczne, a najbardziej te wiosenne, choć nie lubię ich nazywać postanowieniami, a raczej planami/celami. wtedy łatwiej mi się z nimi uporać, bo czuję, że one wynikają z moich potrzeb, i w dodatku na końcu ich realizacji czeka na mnie nagroda :D takie cele trzeba mieć! :D
      Ściskam!

      Usuń
  22. Nie postanawiam, bo lubię impulsywne zrywy a nie planowanie, z którego często i tak nic nie wychodzi. Nie podsumowuję, bo nie chcę rozmyślać nad tym co zrobiłam nie tak, a jestem mistrzynią samokrytyki;) Kolejny rok jakoś trzeba przeżyć i obyśmy zdrowi byli - to najważniejsze. A na zdjęciu widzę taakie:) sweterki na taakich:( wieszakach, no po prostu aż boli ten widok;) Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wieszak, jak wieszak, im brzydszy, tym bardziej podkreślona uroda dzianiny na nim zwisającej :)
      ale przyjęłam do wiadomości, zdjęcia na wieszakach zdecydowanie nie należą do ulubionych ;)
      Obyśmy tylko zdrowi byli! czego sobie i Tobie serdecznie życzę :D

      Usuń
  23. Oj, nie chodziło mi o urodę wieszaka, tylko o to jak bezceremonialnie wbija się w delikatną dzianinę;) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Nigdy nie robię postanowień noworocznych,potem musiała bym się sama przed sobą usprawiedliwiać....I tez lubię cos zmieniac na wiosnę,jakojś wtedy wszystko udaje mi się lepiej .A o robótkach nic nie napiszę.Ciekawość mnie zżera okrutnie,ale poczekam cierpliwie,bo chyba i tak nie mam wyjścia:)))Buziaki:)))

    OdpowiedzUsuń
  25. Pozdrawiam w Nowym Roku! Ja tam sobie zrobiłam postanowienie, żeby bardziej starannie zapisywać dane robótek, w tym celu kupiłam śliczny zeszyt - od razu lepiej postanowienie wchodzi w życie.
    A Nowy Rok w styczniu, no cóż, to proste - wychodzimy wreszcie z ciemnego dołka - dzień coraz dłuższy od najkrótszego i jest nadzieja na dużo światła i ciepła.

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja postanawiam co rok - odczuwam wewnętrzną potrzebę podsumowań, gdy grudzień ma się ku końcowi, a potem na fali tego rozpędu chcę, żeby Nowy Rok był jeszcze lepszy i to zawsze moje najwieksze postanowienie "żeby nie było gorzej". I to zawsze udaje mi się zrealizować jak dotychczas :) Oczywiście staram się obudowywać je dodatkowymi mniejszymi warunkami, żeby być aktywną, piękniejszą, zdrowszą, bardziej, mocniej i lepiej, ale to tylko dodatki i nie odczuwam przymusu, by się im podporządkowywać, ani nie płaczę gdy się potknę, bo to najważniejsze z roku na rok się udaje...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...