niedziela, 27 września 2015

Mombasa

Tuż po wykonaniu latawca (klik) uderzyło mnie, jak wiele możliwości ma w latawcu zastosowana konstrukcja. Właściwie otwarły mi się oczy.. lubię takie zabawy ze sznurem, kiedy jeden projekt prowadzi mnie, niczym jak po nitce do kłębka, do kolejnego.. Szybko, bo właściwie natychmiast nabrałam oczka i wylądowałam tu - oto Mombasa, kawałek dzianiny mocno inspirowany muzyką, kontrastami, powstały z przekory, bo niemożliwe nie istnieje, jest tylko to, co zostało jeszcze nieodkryte.. ;)















Sesja, tym razem, odbyła się w malowniczej miejscowości sąsiadującej z naszym zakątkiem. Właściwie to nie wiem jak to się stało, że jeszcze nigdy wcześniej tam nie zaglądnęliśmy.. trzeba to zmienić.. Mam wrażenie, że znaleźliśmy miejsce, do którego będziemy wracać, nie tylko w celach fotograficznych, ale tez dla przyjemności. 

A Wam jak mija weekend? dziergacie? co nowego na drutkach u Was? 

piątek, 18 września 2015

Kite Illusion

Dziś chciałabym Wam pokazać kolejnego cudaka :) Kolorowy, prosty, bo w całości wydziergany ściegiem francuskim (garter stitch) szal w kształcie latawca. Nietypowa konstrukcja, morze prawych oczek, kilka kruczków w postaci przemyślanych rzędów skróconych i mamy formę nietypową, ale efektowną. 

Zdjęcia wykonaliśmy jeszcze przed wyjazdem do Torunia, czyli dawno.. Wzór jest fazie testowania (mam nadzieję niebawem będzie dostępny!). Po raz kolejny okazało się, że nie wszystko co pozornie proste się wydaje tak łatwe w obliczeniach być musi, i w związku z tym Testerki moje Kochane przeszły wraz ze mną prawdziwą gehennę.. Niektóre z nich musiały spruć cały szal i wykonać od początku, a to wszystko z mojej winy.. ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Ja w ten sposób miałam okazję przetestować na kim mogę naprawdę polegać (dziękuję Wam Dziewczyny baaaaardzo!) i przy okazji sprawdziłam, jak nie bardzo swoim obliczeniom ufać powinnam... ciężka to była lekcja, gorzka pigułka, ale się nie poddałyśmy! Wzór niech się spokojnie testuje, a ja dziś chcę Wam przedstawić szal zwyczajny - niezwyczajny. 

Oto Kite Illusion:









Włóczki wykorzystane w tym szalu zainspirowały mnie do powstania kolejnej dzianiny.. O niej mam nadzieję wkrótce.. niech tylko się słońce pojawi :) 

Pozdrawiam ciepło i życzę Wam pięknego i słonecznego weekendu!

czwartek, 17 września 2015

Ściskocudak..


Dzianina nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Właściwie to nie sama dzianina, a proces twórczy wciąż kryją przede mną zagadki i niespodzianki. 
Pierwszy raz od wieeeeeeeeelu lat chwyciłam za druty i dziergam według przepisu Jacquarda.. czyli żakardy dziergam, próbując je opanować w sposób przynajmniej estetycznie poprawny, o noszalności nie wspomnę, za wcześnie jednak na to. Po latach głowa mi się momentalnie otworzyła na możliwości. Co to znaczy? Wielokrotnie w czasie ubiegłych lat sięgałam po projekty z żakardem własnie, ale wciąż bardziej mnie to frustrowało tylko niż dawało radość, a to nitki mi się plątały w supły nierozwiązywalne, a to ścieg się ściągał i skręcał, tworząc stworki potworki, to nie był czas dobry na eksperymenty - robótka ostatecznie lądowała w koszu z wiecznymi WIPami, albo była pruta i przerabiana na coś, co kosztowało mnie znacznie mniej wysiłku. 

Ale do rzeczy.. jakiś czas temu na blogu twórców Dream in Color Yarn (klik) natrafiłam na genialny wręcz artykuł, który o niczym innym nie traktuje, jak o technice właśnie. I nagle dotarło do mnie, jaki wcześniej był ze mnie leniuch patentowany i frustrat, bo po co właściwie miałabym się uczyć nowego, szkolić i poprawiać to, co już znam, wzbogacając swoje umiejętności o nowe techniki, skoro to, co już potrafię, mi wystarcza...? 

Otóż nie! Nie wystarcza.. A dlaczego, bo w dziewiarstwie, jak we wszystkim co już znamy i lubimy, może pojawić się rutyna, nudna rutyna, bez wyzwań, bez ciekawostek, w którą jak się wpadnie, może zniszczyć pasję do cna. I wpadłam właśnie w jej początki.. a czemu? bo proste było za proste, żeby zaczynać, nowe było za trudne, żeby się uczyć, a po środku mnie nie interesowało.

Po co warto się uczyć nowych technik?

A teraz odpowiedzmy sobie na pytanie.. ile wśród Twoich wymarzonych projektów z kolejki na "muszę to mieć w następnym sezonie jesień - zima" odrzuciłaś, bo nie wiesz jak wykonać jedną z wykorzystanych w danym projekcie technik? Jak często po zakupieniu wzoru okazuje się, że jednak nie potrafisz zamknąć oczek tą metodą wykorzystaną przez autora, nie znasz tej czy innej techniki i w związku z tym Twój: "muszę to mieć.." ląduje w koszu z WIPami do co najmniej następnego sezonu jesień - zima, lub do momentu w którym się nad nim zlitujesz i sprujesz? Czy warto się poddawać zanim się czegoś nie spróbowało? Ale z drugiej strony czy warto się męczyć, próbować, pruć, testować, i uczyć?

Warto.. może nie wszystko od razu i nie na raz, ale autorzy wskazanego przeze mnie wcześniej artykułu sugerują by zacząć małymi kroczkami. Odpowiedz sobie na pytanie, czego jeszcze nie potrafisz, znajdź projekt z wykorzystaniem jednej choć techniki, której nie znasz i nawet jeśli nie do końca jesteś przekonana, czy sobie poradzisz, spróbuj. Co to daje? Możliwości! 
Po pierwsze - jeśli napotkasz tę samą technikę gdzieś indziej będziesz wiedzieć, że sprostasz, nie odrzucisz więc projektu, który bardzo chcesz mieć, a który z tej konkretnej techniki korzysta. 
Po drugie - znając większą ilość technik, czy to rozpoczynania czy zakańczania robótki, sama możesz wybrać tę, która według Ciebie sprawdzi się lepiej w dzianinie. To jest też genialny punkt wyjścia do tworzenia własnych projektów. Im więcej potrafisz, tym mniej może Cię zatrzymać i mniej Cię będzie ograniczać. Wtedy i tylko wtedy własny potencjał ma szansę się rozwinąć. 
Po trzecie - ciągły rozwój sprawi, że dzierganie nigdy Ci się nie znudzi, techniki nowe w końcu przestaną być wyzwaniem, więc sięgniesz po odważniejsze rozwiązania, po kreatywność, zyskasz na tym nie tylko Ty sama, ale też i jakość Twoich dzianin na tym zyskać może.

To trochę jak z pisaniem.. nie byłoby tylu wspaniałych książek, powieści, historii, gdyby nie litery.. Tych też trzeba się nauczyć. :D 

Wracając do cudakościska vel ściskocudaka.. Żakard to moja pięta achillesowa.. nie, że nie potrafię go wykonać, nawet go rozumiem, ale brakuje mi umiejętności takich, jak kontrolowanie napięcia nitki, równość oczek, itp, które w dzianinie z żakardem są kluczowe, ale których z kolei w żaden sposób inny nie zdobędę, jak nie przez praktykę. Więc ćwiczę.. Dlaczego ściskocudak? Ponieważ od dziecka mam tendencję do zaciskania nitki za bardzo.. Jako dziecko tak ciasno nawijałam na paluch nitkę (żeby się przez przypadek nie rozwinęła, a ponieważ nie chciałam tego robić za często, od razu nawijałam dużo za dużo.. to w połączeniu z wolnym dzierganiem mogło doprowadzić do katastrofy..), że niejednokrotnie paznokieć mi siniał.. nie widziałam w tym nic dziwnego, wtedy. Teraz się trochę opanowuję (wiecie.. te niezliczone zerwane nitki, czy poprzekręcane żyłki w każdym drucie z żyłką. nawet mnie są w stanie utemperować i sprowadzić na ziemię, że jednak jest coś nad czym powinnam jeszcze pracować..), ale wciąż daleka jestem od perfekcji ogólnie pojętej. W żakardach aż do przesady ściskam (wyłażą mi te nitki z tła i mnie to drażni).. a ponieważ niefortunnie wybrałam włóczkę dość grubą (podwójnie dziergany single lace - czyli w sumie takie dobre fingering), no to powoli zaczyna mi powstawać - GORSET! ;) Stąd "ścisk" w nazwie.. ;) Jak się to zakończy, nie wiem, ale się nie poddaję, tłumacząc sobie, że jak te żakardy opanuję, to zacznie się w moim życiu nowa dziewiarska era! 

A dlaczego cudak? Bo ja kocham cudaki i się tego nie wstydzę! Lubię się włóczką bawić, lubię wychodzić poza szablony, lubię sprawiać sama sobie przyjemności dziergowe i stawiać przed sobą wyzwania. Nie lubię dziewiarskiej nudy, ale też żadna ze mnie specjalistka w tym temacie. Nie jestem opiniodawcą, nie osądzam, nie krytykuję, zachęcam, wspieram.. Taka jestem. Każdemu kto mi cudaki zarzuci - dziękuję serdecznie za komplement!  Wolę radosne i kolorowe cudaki tworzyć niż stęchłą wokół siebie atmosferę pseudo - szczerości roztaczać :) 

No to jakie wyzwania Ty przed sobą dziś postawisz? Jest jakaś technika, której nie znasz, a której poznanie sprawia Ci trudność? gdzie szukasz pomocy? youtube? spotkania z dziewiarkami? fora internetowe? podcasty? co Tobie pomaga się szkolić? 

Czy może jak ja, odsuwasz w czasie to, co nieuniknione? ja oferuję kopniaka motywacyjnego jeśli tylko takiego potrzebujesz :) sama podobnym też nie pogardzę.. :) to kto mnie wesprze? kopniakiem (ale tylko motywacyjnym!) na razie dobrze zaczęłam, ale się lękam jak skończę i czy w ogóle... 

Miłego Dnia Kochani! :)


czwartek, 3 września 2015

Sznura Dary Losu - czyli Spotkanie Niezwykłe.

Podczas naszej wizyty w Polsce nie mogliśmy nie odwiedzić naszych starych kątów. Wpadliśmy zatem na dni kilka do Krakowa, który tym razem miło nas oczarował, ciepłem, słońcem, końcówką urlopów i towarzyszącego im dobrego nastroju, który było można wszędzie zobaczyć, poczuć i usłyszeć, w postaci roześmianych twarzy wypoczywających, rozgadanych przyjaciół leniwie sączących zimne soczki wieczorną porą, czy obserwując po prostu tłumy turystów wypoczywających w tym cudnym mieście. Zawsze zaznaczam, że Kraków i czas tam spędzony poświęcam w 100% rodzinie i przyjaciołom.. ale nie mogłam nie zrobić odstępstwa od tej reguły, jak tylko do mnie dotarło, że los przygotował mi okazję niezwykłą, która nieprędko może się powtórzyć. Ewa, autorka bloga KUACJA, która mieszka w jednym z najcudowniejszych zakątków na świecie, czyli na Islandii,  gdzie nie tylko dzierga z cudnej, islandzkiej wełny, ale i żyje, poznając i chłonąc każdym zmysłem magiczne zakątki tej wyspy, które tak piękną fotografią nam później pokazuje, postanowiła w tym samym czasie odwiedzić swoje rodzinne strony. Tak się składa, że cudna Ewa od lat przyjaźni się z cudną Manuelą, która jest jedną z najbardziej kreatywnych osób, jakie do tej pory miałam okazję poznać, i współtwórczynią HANDIMANIA (klik, klik i klik). 

Co wtedy? rzuca się wszystko, przeorganizowuje się plany, przesuwa i usuwa punkty do zrealizowania z listy niczym klocki z tetris, a wszystko po to by niemożliwe stało się prawdopodobne, a w końcu oczywiste! Stanęliśmy z Połówkiem na przysłowiowych głowach, żeby móc się z Dziewczynami SPOTKAĆ! I na szczęście się udało!  Ponieważ nasze wspólne w Polsce przebywanie z Ewą zazębiło się ledwie na kilka dni, z czego większość spędziliśmy z Połówkiem w Toruniu, pierwszego dnia po przyjeździe do Krakowa, zapakowaliśmy się do naszej karocy i wyruszyliśmy na przeciw przygodzie, do Bielsko - Białej, która oprócz malowniczych okolic powinna słynąć z niezwykle urodziwych i kreatywnych kobiet (a może już z tego słynie.. a ja o tym nie wiem?!), spotkać, jak się już po chwili wspólnego dziergania okazało, PRZYJACIÓŁ, BRATNIE DUSZE, pewne siebie i swojej wartości BOGINIE, mądre, piękne i PRZEZDOLNE dwie Wróżki, które sprawiają, że dziewiarstwo jest sexy, dziewiarstwo leczy, koi, i łączy, jest czystą radością samo w sobie, jest zaraźliwe i postępujące i nie ma przed nim ucieczki (zresztą kto by tam chciał uciekać?!), a może dać wszystko i gromadzi energię niezwykłą, gdzie dając, dostajesz wielokrotnie więcej. 

Pojechałam, zanurzyłam się w tym co najpiękniejsze w dzierganiu w Towarzystwie Wyjątkowym, nagadałam o sznurach, życiu, motywacji, planach i osiągnięciach, tempie dziergania, technice, pięknie oczywistym i tym ukrytym, talentach, i mądrości.. Chłonęłam, jak spieczona lejącym się żarem z nieba ziemia, tę dobroć płynącą do mnie z Dwóch Pięknych Stron.. 

Jak to jest możliwe, że ludzie sobie obcy, nie znający się wcześniej, siadają i rozmawiając o sznurze przeskakują lata świetlne, i gadają, jakby się znali od zawsze..?

Dziewiarstwo, sznur, magia dziergania, nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać, dogłębnie mnie dotyka, bo wraz z nim do mojego życia trafiają prawdziwe diamenty wśród ludzi. Chcę więcej.. oby dane nam było jeszcze się kiedyś w tym gronie zobaczyć :D 






Bardzo Wam dziękuję Dziewczyny, za serce na dłoni, uścisk Przyjaciela i słońce w uśmiechu. Skrzydła mi urosły... :) 

Tyle się wydarzyć może w życiu dziewiarki, że aż strach czasem drzwi/maile/okna/skrzynkę otwierać.. ale nie byłoby tego wszystkiego, co dobre, gdyby nie największa moja miłość - SZNUR!  o nim wkrótce :) 

Miłego Dnia Kochana!
I pamiętaj, gdziekolwiek jesteś, cokolwiek robisz, sznur Ci zawsze dobrą drogę wskaże... :) 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Napisz do mnie / Send me a message:

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *