Jedną z pierwszych moich miłości i chyba największą jest sznur, włóczka, nitka, włókno, zwał jak zwał, ma być długie, najlepiej luksusowe, albo przynajmniej z domieszką luksusu, ma się doskonale dziergać, jeszcze lepiej nosić, grzać jak chłodno jest, schładzać jak za gorąco, najlepiej jak nie gryzie, ale podczas mrozów na kąsanie ma pozwolenie, ma być długowieczne, niezniszczalne, ma na nim rudego nie być widać, bo rude to u nas w powietrzu się unosi.. ma się w praniu nie rozciągać, nie kurczyć, trzymać fason podczas noszenia, nie wyciągać i nie zaciągać, i ma być dostępne w kolorach nie z tej ziemi.
Takie jest właśnie Noble od Holst Garn (klik). Ma swoich zwolenników i przeciwników, ale ja sobie to włókno bardzo ukochałam i jeszcze z pewnością nie raz u mnie wystąpi (plan zakłada przynajmniej dwa duże projekty w przyszłości z wykorzystaniem Noble!).
Nie nazwałabym tej włóczki lejącą, nie ma w sobie ciężaru tak typowego dla merynosa, nie ma też chłodu domieszek z jedwabiem, nie ma włosków alpakowych, ale włosek ma dość widoczny, który po praniu zamienia się niemalże w puszystą tkaninę. Lubię, bardzo lubię, za tweedowy look, za miękkość, za ciepło, jakie daje przy niewielkiej swojej wadze, za fakturę idealną dla warkoczy czy wzorów strukturalnych, za kolory ziemi, wysycone oranże, czerwienie, cegły, za rudość rdzy i brunatność namoczonej gliny - kolor, który dziś Wam chcę pokazać to po prostu genialny Garnet (czyli kolor w odcieniu granatu - kamienia szlachetnego). Stąd nazwa w tytule, która z pewnością narobiła zamieszania.. ;)
Patrząc na ten kolor zaczęłam marzyć o wisiorku wysadzanym granatami właśnie.. czuję, że byłby ulubieńcem absolutnym! Tak jak zresztą dość szybko stał się ten sweter.
Sweter powstał w oka mgnieniu i jest to Manzanilla, projekt należący do kolekcji The Authentic Collection według Joji Locatelli, Oprócz niezwykłych włóczek mam też ogromną słabość do nietypowych konstrukcji w dzianinie. Lubię bardzo, gdy dzianina stawia przede mną wyzwania, zaskakuje, czy czegoś nowego uczy. Joji bardzo często swoimi projektami zaskakuje i bardzo celnie trafia w moje potrzeby połączenia estetyki, praktyczności z ciekawostką całego procesu tworzenia, co dla mnie jest gwarancją, że wydziergam do końca, wydziergam szybko i będę nosić z przyjemnością. Bez lęku chwyciłam więc za ten projekt i zmiksowałam go z moim ulubieńcem wśród włókien, i chociaż moja Manzanilla nie przelewa się przez ręce, nie zachwyca ciężarem, ale otula, ogrzewa i, mam nadzieję, zdobi.
Zapraszam Was zatem na jej prezentację:
![]() |
| Garnet jest jak kameleon w świetle słonecznym, ale to zdjęcie najlepiej chyba oddaje jego prawdziwy odcień. |
Kilka modyfikacji, które wprowadziłam, to wydłużenie rękawów, oraz zakładka w ściągaczowym dekolcie, która była właściwie fanaberią i eksperymentem bardziej niż koniecznością. innych zmian brak.
Trudno uwierzyć, że jest grudzień, że właściwie rok ma się ku schyłkowi, i o tym, że trwają święta mogą jedynie świadczyć przyciasne spodnie ;) Pogoda nas dziś rozpieszczała i udało nam się dzięki temu z przyjemnością pobuszować po lesie i przy okazji pobawić aparatem. Stąd wybaczcie, jeśli przesadziłam z ilością zdjęć, ale trudno nam było wybrać mniej.. ;)
Mam ogromną nadzieję, że gdziekolwiek jesteś, masz przy sobie Swoich Najbliższych i to właśnie im poświęcasz dziś maksimum uwagi, sznurki mogą poczekać.. Kochani, niekoniecznie.. Dlatego jeśli tylko Twoi bliscy chcą Cię dziś mieć tylko dla siebie, pozwól im się sobą nacieszyć.. :) Robótka nie ucieknie.. moja leży już od dwóch dni nieruszona.. i niech leży, Połówek ważniejszy..
Miłego wydłużonego świętowania Kochani, pełnego tego wszystkiego, co dla Ciebie najistotniejsze i najprzyjemniejsze!










































