Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brooklyn tweed. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brooklyn tweed. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 listopada 2018

Rift by Jared Flood

Można by rzec, że ja nic tylko dla siebie dziergam! Ależ to jest nieprawda! 

Jak już wiecie, moja miłość do włóczek od De Rerum Natura rośnie w siłę z każdym kolejnym projektem.. Prawda jest też taka, że wraz z tym swetrem zaraziłam sympatią do tej włóczki i Połówka. 

I teraz najlepsze, ten sweter powstał prawie 2 lata temu.. noszony notorycznie przez dwa zimowe sezony, teraz właśnie inauguruje trzeci.. Raz był golony, sweter, nie Połówek ;) wielokrotnie prany w pralce na programie wełna i wirowany! Tutaj też mowa o swetrze ;))
Tak właśnie.. nie cackamy się z tą wełną.. i co Wy na to? widać? no widać? chyba nie.. 

Zresztą sami oceńcie. 

Oto Połówek i jego Rift według projektu Jareda Flood, mocno zmodyfikowany i wzbogacony o przednie rozcięcie z guzikami - guziorami na miarę prawdziwego inżyniera! (sam wybierał!)



Czapka również wykonana została z tej samej włóczki, Gilliatt, tylko w granatowym odcieniu. Projekt własny. Splot ulubiony... :D






Czas najwyższy nabrać oczka na kolejny męski sweter... 

A Ty ile masz męskich dzianin już za sobą? 

Pozdrawiamy z Połówkiem bardzo serdecznie i życzymy Wam pięknego początku tygodnia! 

PS. Wkrótce Was zasypię zdjęciami nowych dzianin.. :D a dziś Was już zostawię z takim tyci przedsmaczkiem... :) 


wtorek, 17 lipca 2018

feeling blue...

Bardzo Wam serdecznie dziękuję za wszystkie, pełne ciepła i zrozumienia, komentarze pod poprzednim postem.. 

Nie wiem kiedy ponownie założę coś dzierganego i wyskoczę z uśmiechem na ustach na sesję zdjęciową.. prawdopodobnie nieprędko. 


Ta sesja, której efekty chcę Wam zaprezentować dzisiaj, miała miejsce wiosną, czyli już jakiś czas temu.. Ten kardigan, chociaż bliżej mu jest chyba jednak do dzianinowego żakietu, powstał też już jakiś czas temu. Plan był.. zrobić wzór, opublikować i wtedy go Wam zaprezentować, ale jak to zwykle w życiu bywa, rzeczywistość miała swoje własne pomysły do zrealizowania, dzięki czemu skutecznie mnie od mojego planu odwiodła.. 

Wzoru prawdopodobnie nie będzie, ale ponieważ bardzo się lubię z tym swetrem, chciałam i Wam go pokazać. 

Włóczka to Loft od Brooklyn Tweed, wełniany puch, który po wypraniu rozkwitł i pomimo dość luźno dzierganej dzianiny, pięknie ją wypełnił. Wielokrotnie słyszałam zdania podzielone na temat tej włóczki, ja zdecydowanie jestem jej fanką, i pomimo tego, że potrafi się zerwać lub przetrzeć (nie polecam wykorzystania jej do zszywania! na pewno tego nie wytrzyma i prędzej czy później się zerwie) chętnie do niej wrócę.. chociażby za tę cudną paletę kolorów do wyboru. 

Kardigan jest w całości dziergany od góry i bezszwowo. Kołnierz, zwężający się ku dołowi, można spiąć zaledwie w jednym, najszerszym miejscu. Noszę się z zamiarem doszycia tam w przyszłości jednego zatrzasku.. zobaczymy. Krótki fason, z pogłębioną pachą, przydługimi rękawkami, zdobiony zygzakowym wzorem ażurowym. 

Lubimy się bardzo.. 

... a z uwagi na wspaniały odcień granatu doskonale wpisuje się również w towarzyszące mi ostatnio samopoczucie.. 


 




 





I chociaż lato w swoim najpełniejszym rozkwicie nie pozwala na noszenie dzianiny, cieszę się na chłodniejsze dni, w czasie których z przyjemnością się w niego wtulę...

Wracam do buszowania po moich włóczkowych zapasach i planowania jesiennej garderoby..

A wam życzę cudownie rozgrzewającego słońcem i rozleniwionego lata! :*


wtorek, 10 kwietnia 2018

już niebawem..

Wiecie doskonale o tym, że kocham tworzyć dzianiny.. Kocham, jak się całkiem ostatnio okazało, zamieniać je w opisy dla Was.. 

Druty same w sobie przynoszą mi masę radości, to oczywiste, ale ostatnio stały się też genialnym pretekstem do poznania nowych ludzi.. z każdej jednej takiej znajomości wynikają kolejne, a potem kolejne.. 

Zmiany są dobre. Nasza przeprowadzka zmieniła nasze życie diametralnie.. Zmieniło się moje nastawienie do otaczającego mnie świata, a przede wszystkim zmieniła się moja ze sznurkiem przyjaźń.. 

Bliżej mi jest ostatnio do minimalizmu w projektowaniu. Bawię się wciąż formą i fasonem, bawię się konstrukcją, ale świadomości tego, jak te moje dzianiny mają wyglądać w ostatecznym kształcie, jest we mnie więcej. 

W bardzo niedługim czasie pojawią się te trzy projekty. 
Każdy wyjątkowy.. 
Każdy drogi mojemu sercu.. 
Każdy ponadczasowy.. 





Zmiany sa dobre.. zmiany są potrzebne, i chociaż wydają się być niemożliwe do ogarnięcia na początku, z czasem można się z nimi oswoić.. 

A wtedy, gdy serce ochłonie, strach przeminie, codzienność nabierze znanego smaku, wtedy zaczyna się prawdziwa magia tworzenia.. 

Więcej już niebawem!

Serdeczne uściski! 

A.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Woodfords by Elizabeth Doherty

Są takie projekty obok których nie można przejść obojętnie.. To jest jeden z tych! Włóczkę wykorzystaną w tym projekcie przywiozłam przed dwoma laty z Berlina, naczekała się bidula na swój czas, długo i cierpliwie. Niewykluczone, że dzięki temu nabrała jeszcze większego przykurzenia  i charakteru, może i nawet wytrzymałości, bo skoro przez dwa lata leżakowania nie ruszyło jej nic, to zniesie wszystko, prawda? ;) 

Włóczka, bo nad nią się chcę chwileńkę pochylić, to BFL XL od Welthase. XL ponieważ jeden motek to 150 g pysznego włókna typu fingering, czyli jakieś 600 m przyjemności! Przyjemność ta prezentowała się w robótce dość paskudnie, nierówno i topornie niczym zgrzebny sznur.. Pamiętam jak płakałam Dorocie (klik) jakoś na samym początku robótki, że to krzywulec będzie i nie da się go uratować.. i że chyba cieniem się położy na moim dziewiarskim dorobku, bo tak koślawych oczek to ja w życiu nie wyprodukowałam.. 

Dorota mówiła - "dziergaj".. to dziergałam, pomimo strachów.. Zresztą był to czas okropnie innymi sprawami zajęty, napięty, i tak nie miałam sił na wymyślanie innego projektu, a ten pięknie, chociaż bywa nużący, komponował się z moim dzierganiem z doskoku pomiędzy jednym pudłem a drugim, pomiędzy jednym mieszkaniem, a drugim.. Skończyłam go już w nowym domu, tam sobie w miksturach wełnę pieszczących poleżał, przegryzł się ze sobą, i wyprostował :) I już go nie chcę zdejmować.. 













Mój.. bo powstał jeszcze jeden! Ale tamtego Wam pokazać nie mogę, bo nie jest dla mnie przeznaczony ;) Przynajmniej dopóki obdarowana go nie dostanie :) 

Sam projekt jest mistrzowsko przemyślany i dopieszczony do każdego szczegółu! Mój wydziergałam według 4 rozmiaru (zdaje się na 45 cali), ale na mniejszych niż zalecane drutach. Wyszedł idealnie za duży, chociaż myślałam, że będzie jednak większy... myślałam, bo jak przyszło co do czego próbki się mi za bardzo sprawdzać nie chciało ;) tak.. lubię bardzo żyć na krawędzi :D 

Zmian nie wprowadziłam zasadniczo żadnych, ślepo podążałam za wzorem.. kocham takie dzierganie! Jedynie dół swetra wykończyłam identycznie jak mankiety, znacząco go przy okazji wydłużając. Zużyłam do cna całą włóczkę! i uwielbiam to, że mi się tak koło kolan majta! 

Jak widzicie na powyższych zdjęciach, deczko mi się okolica zmieniła.. do morza wciąż mam daleko, ale i lasy są znacząco inne, i przestrzeni otwartej więcej.. zwiedzamy to nasze nowe miejsce i szukamy swoich kątów.. miejmy nadzieję z kolejnymi dzianinami w tle będę Wam ten mój nowy zakątek prezentować :) 

Przyjemnej, długiej i ciepłej majówki Kochani! 

do następnego razu :* 

Ps. jak dobrze jest wrócić.... Tęskniliście??? ;)







czwartek, 9 marca 2017

z Ło do Bro.. część 1.

Akcja "przeprowadzka" jest już w trakcie.. jesteśmy tuż przed podjęciem zobowiązań z przeprowadzką związanych, kciuki, zwłaszcza jutro trzymane, będą niezwykle mile widziane! Chociaż droga przed nami jeszcze długa i dość wyboista, oboje z Połówkiem cieszymy się na nią bardzo! 

Nie będę Was tu szczegółami dotyczącymi przeprowadzki raczyć. Ci z Was, którzy mają chociaż jedną przeprowadzkę, z całym dobytkiem i to na większą odległość niż do klatki obok, za sobą, wiedzą doskonale z czym się to wiąże. Ci z Was, którzy jeszcze tego nie wiedzą, chyba lepiej żebyście nie wiedzieli, bo jeszcze przed planowaną przeprowadzką moglibyście się rozmyślić ;) Mimo wszystko zajęć jest masa, chociaż jeszcze do etapu pakowania pudeł nie dotarliśmy. Ale nie zrażamy się wcale, tylko z zapartym tchem oczekujemy tego dnia i tych kolejnych, kiedy już zaczniemy w nowym miejscu życie. 

Dziergam, chociaż kompletnie bezmyślnie i zupełnie nieegoistycznie (ja dziergam nie dla siebie?!). Popełniłam aż 2 męskie swetry w niedalekiej przeszłości, które Połówek nosi z przyjemnością, a ja z bananem na ustach Go w tych swetrach oglądam. Oba powstały w oparciu o ten sam projekt (Rift według pomysłu Jared'a Flood), jeden identyczny z projektem, drugi lekko zmodyfikowany, bo z guzikami pod szyją. Rękawy w tych swetrach, chociaż powinny być zszywane, zdecydowałam się wrobić od góry i bardzo jestem zadowolona z tego, jak się na ramionach układają. Wątpię, żeby udało nam się niebawem je obfotografować, ale jak się już w nowym miejscu urządzimy, z przyjemnością je Wam zaprezentuję :) Wtedy też coś więcej o tych rękawach opowiem. 

Niewątpliwie warto jest po ten projekt sięgnąć (coś w nim musi być skoro wyprodukowałam aż 2 jeden po drugim! co mi się jeszcze nigdy w życiu nie zdarzyło!). Konstrukcja jest bajecznie logiczna i matematyczna, dzięki czemu mamy piękną graficzną strukturę na ramionach. Taki niezwykły detal, który kompletnie nie odrzuca męskiego i wybrednego oka, a dziewiarkę cieszy, bo podnosi atrakcyjność projektu podczas dziergania - same nudne prawe mogłyby mnie osobiście zniechęcić. Technicznie nie jest to projekt dla całkiem początkujących, ale dostępne w opisie instrukcje gwarantują całkiem niezłą naukę ciekawych redukcji oczek czy dodawania oczek. Zdecydowanie warto się z tym projektem zmierzyć! Można się wiele nauczyć - no i przy okazji stworzyć prezent dla niebanalnego Pana. Od siebie dodam, że w męskim środowisku pracy, w jakim na co dzień Połówek się obraca, sweter ten został dostrzeżony i przyjęty z zainteresowaniem przez Kolegów: "gdzie można kupić takie GUZIKI!?" :)  

Kolejny projekt, z którym się ostatnio zabawiam, również należy do kolekcji od Brooklyn Tweed, i chociaż wiem, że wzory BT należą do tych "droższych", są według mnie warte każdego grosika! Oczywiście, gusta są różne, i absolutnie nie chcę Tobie narzucać własnej opinii, ale jak do tej pory nie miałam nigdy problemu ze zrozumieniem opisu od BT, a dostępne w nich techniki stanowią dla mnie świetne kompendium wiedzy o technikach i ciekawych rozwiązaniach. Ten, który teraz dziergam jest znów matematycznie genialny, o świetnej konstrukcji, i bardzo klasycznym cięciu. Jest tak dobrze "skrojony", że, jak słowo daję, zrobię sobie za momencik drugi! Ten, nad którym teraz pracuję jest dziergany dla Przyjaciela, i jest to Woodfords według pomysłu Elisabeth Doherty. Zabierając się za ten projekt dobrze jest znać minimum podstawy rzędów skróconych, reszta to czysta przyjemność budowania lekko strukturalnej dzianiny dwoma bardzo prostymi ściegami. Momentami może wydawać się nużący, zwłaszcza w końcowej fazie body, ale zakończone sweterki które ostatnio podglądałam na ravelry (spójrzcie chociażby na ten bajeczny egzemplarz wydziergany przez Gosik - klik), motywują mnie bezustannie, bo wiem, że ten projekt jest po prostu wart tego, żeby po prostu go wydziergać do końca!

Na koniec, na bezdechu kompletnym obejrzałam świeżo wydaną kolekcję od Brooklyn Tweedu, o uroczej nazwie BT Yokes - klik i klik
Uprzedzam pytanie - nie, nie pracuję dla BT, chociaż, nie powiem, bardzo bym chciała.. żeby chociaż móc te wełny do paczek pakować.....! ale nie mogę przejść obojętnie obok projektów, które publikują! A ostatnia kolekcja po prostu mnie zachwyciła, mam tam 4 ulubieńców - to chyba nieźle! :D i szczerze powiedziawszy, oglądając te piękne dzianiny, zaczynam żałować, że zima ma się ku końcowi... 


Wybaczcie, że słowem post jest malowany, nie zdjęciami, ale warunki wysoce są niesprzyjające.. co mam nadzieję niebawem się zmieni. 

Pamiętajcie - jutro trzymajcie za nas kciuki! z góry dziękuję!

Słońca i wełny do wypęku! 

buziaki!






sobota, 3 grudnia 2016

przegląd prac dziewiarskich..

Listopad to taki miesiąc, że najchętniej nie wstawałabym z łózka. Właściwie to sama się sobie dziwię, że jednak jakimś cudem go przetrwałam. Przede wszystkim szaroburość rzeczywistości była zwyczajnie niezachęcająca, jak dołożyć do tego wszystkiego odseparowanie od mojego Połówka trwające wieczność, to już w ogóle źle. Zazwyczaj w takich momentach jedno mnie nigdy nie zawodzi, wena, wtedy z największą siłą uderza, ale tym razem i ona poszła do jakiejś innej dziewiarki. 

Nie było na co czekać. Trzeba było się z paskudną rzeczywistością za bary wziąć, w ciężkie narzędzia przysposobić (druty 6,5 mm miały swój pierwszy raz w tych łapkach!) i jak  nie na przeczekanie, to działaniem zbrojnym w zalążku ubić. 

Z pomocą zawsze przyjdzie Dziewiarko - Przyjaciel, który też się przysposobić do okoliczności zechce i w mini KAL-u udział wziąć zapragnie - i tak grudzień przywitałam w zespół z Dorotą (klik), Riptide (klik) i cudowną pięknością od De Rerum Natura, czyli Cyrano (klik). 


O samym projekcie i włóczce słów jeszcze kilka napiszę, jak projekt doczeka się sensownej sesji zdjęciowej. To ujęcie zrobiłam 5 minut po tym jak zamknęłam ostatnie oczko. Jak zresztą widzicie nitki jeszcze luźno zwisają, oczka jakieś takie nierówne. Aktualnie sweter schnie, ale jestem przerażona, ponieważ wydaje mi się, że znacząco się wydłużył i poszerzył po praniu i trzeba będzie się z nim ciut namęczyć, żeby pasował jak ulał.. no chyba, że założę, że taki miał właśnie być - jak ze starszej siostry ;) zobaczymy.. ale kciuków trzymanie będzie mile widziane :)


Z weną moją dziewiarską bywa zazwyczaj różnie, raz jest, raz jej nie ma. Nie ma jej jakoś już od dłuższego czasu. Czy to coś złego? Właściwie to nie do końca wiem. Nie lubię jak jej nie ma, bo smutki rozsiewam dookoła i po ludzku tęsknię, za przekonaniem, że wiem co robię i za pewnością, że sznur mi pomoże. Niezależnie od wszystkiego nauczyłam się nie szukać jej aktywnie. Przeczekuję, dziergając piękności, które czekały na mnie już od dłuższego czasu, albo szukam sobie innego zajęcia. Riptide czekał prawie rok, kolejny w produkcji będzie projekt testowy, coś, czego już dawno nie robiłam, bo jednak bardzo rzadko decyduję się na udział w teście, ale tym razem urzekła mnie i włóczka, i dzianina, i autorka projektu - potrójny zachwyt jest mam nadzieję gwarancją na cudownie spędzony czas.. 

Ale ponieważ test zacznie się za dni kilka, a jak się okazuje nie wszystkie kurierskie firmy rozumieją potrzeby dziewiarki i w sobotę mają dni wolne (jak mogli, prawda?!), to od rana z nosem na kwintę chodzę i zawodzę.. przynajmniej bym popróbkowała, przynajmniej pomacała.. no chociaż bym coś przewinęła, albo zblokowała.. a  tu nie ma zmiłuj, cierpliwość ćwiczyć trzeba.. 

Uciekłam więc na chwilę z mojej kochanej kanapy by ręce czymś zająć, czymkolwiek, co nie ma nic z dzierganiem wspólnego, i gdy na chwileńkę wróciłam oczy moje ujrzały... 


Nie, to nie testowe włókno.. To prezent.. z głębi serca, wyczekany, wychuchany, niespodziewany.. wymarzony, wytęskniony, taki prezent, o którym nawet się nie odważyłam mówić na głos, wierząc w to, że na tę włóczkę to ja jeszcze nie zasługuję..

Ale Połówek miał swoje zdanie, lepsiejsze, jak widać.. i teraz siedzę, zapatrzona w to pudełko, oniemiała, no bo co tu powiedzieć? co tu z tego wydziergać? jak to tknąć? jak moje łapki niegodne.. posiedzę i popatrzę..

A Tobie życzę by do Ciebie Mikołaj też takie skarby przyniósł.. 

Miłego weekendu - ja lecę szukać tej weny, bo ona ma natychmiast wrócić!

Buziaki!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...