wtorek, 26 maja 2015

Berlin Knits 2015 - piątek, 15.05.

 Decyzja o naszym udziale w festiwalu w Berlinie zapadła bardzo spontanicznie i właściwie w ostatniej chwili. Nie śmiałam ciągnąć Połówka na dziewiarską imprezę, nie śmiałam nawet zapytać czy miałby ochotę tam mi towarzyszyć. Szczęśliwie, Połówek jak tylko się dowiedział o tej imprezie, zapałał niespożytą energią i na własną rękę zorganizował wszystko, od noclegów, po dojazdy, a już wisieńką na torcie była decyzja o zwiedzaniu Berlina z wody. Sabotowałam ten wyjazd okrutnie, ale Połówek po raz kolejny stanął na wysokości zadania i postawił mnie przed faktem dokonanym (i jak tu GO nie kochać!?)

Tak też się zaczęła nasza kilkudniowa przygoda w ciągłym ruchu, wśród bratnich dusz, klikających drucików, blasku fleszy i gwaru międzynarodowych dyskusji o sznurach, drutach i robótkach. Zapraszam Was zatem dzisiaj na krótki reportaż z pierwszej, nie do opisania słowami przygody z mocnym dziewiarskim tłem i jeszcze piękniejszym Berlinem widzianym z pokładu statku. 

W piątek 15 maja zjawiliśmy się w umówionym miejscu i wraz z tłumem dziewiarek i gwiazd świata dziewiarskiego wsypaliśmy się na pokład statku. Mimo niezbyt zachęcających prognoz pogoda dopisała wyśmienicie, słońce ogrzewało pysiaki, humory dopisywały wszystkim, a podany tuż po wejściu na pokład szampan rozgrzewał dodatkowo smagane wiatrem głowy. Emocji było sporo, nie, nie sporo, mnóstwo! Szczerze powiedziawszy nie bardzo wiedziałam na co mam patrzeć, na te wszystkie znane, choć nieznane mi osobiście, twarze dziewiarskiego światka, czy na fantastyczne widoki. Niestety, na pokład oprócz dobrego humoru wniosłam ze sobą też migrenę rozmiarów giganta, która dość mocno zepsuła mi większość tego magicznego wieczoru, ale i tak szczęśliwa jestem niezwykle, że miałam możliwość być tam, zwiedzić kawałek Berlina i nacieszyć oko i ludźmi, i dziewiarstwem najwyższych lotów. 


Tak nas oznakowano podczas wpuszczania na pokład - dostaliśmy po jednej smyczce, plakietce oraz kieliszku szampana... raj, prawda? a to dopiero początek!


Widzicie ten tłum na krzesłach? i ten tłum na lądzie ? - ten tłum za chwilę do nas dołączy! :)


Są takie miejsca, których widok zapierał dech w piersiach...



Słoneczna pogoda wyciągnęła liczne, biesiadujące na lądzie towarzystwo, ale też zobaczcie co na pierwszym planie - cudne sweterki (nie trzeba było nikogo namawiać do prezentacji noszonych sweterków czy szali) i druciki w łapkach! Byłam chyba jedyną osobą na pokładzie, która nie zabrała ze sobą drutów! ;)


Jedno miejsce szczególnie mnie urzekło.. kiedyś TAM właśnie zrobimy sesję zdjęciową projektu, muszę tylko nad nim pomyśleć ;)


Wiecie o tym, że jestem fanką contiguousa? Wiecie na pewno! Ale w życiu nie podejrzewałam, że będę miała zaszczyt poznać osobiście Twórczynię i Pomysłodawczynię tej konstrukcji, czyli Susie Myers znaną  pod pseudonimem SusieM! A jednak! A to wszystko dzięki naszym mężom, otóż Mąż Susie, Ted (z aparatem w ręce na poniższym zdjęciu) zaczepił mojego Połówka i po chwilowej konwersacji przedstawił nam swoją żonę! ja zdębiałam kompletnie! Dawno nie poznałam tak ciepłych i serdecznych ludzi, nie! to nieprawda, na festiwalu tylko takich można było poznać! :) 


Na powyższym zdjęciu jest też i inna, bardzo bliska mojemu sercu osoba, której chyba nie muszę przedstawiać ;) 


Wycieczka promem trwała ponad 3 godziny! w tym czasie mieliśmy możliwość podziergać w wyjątkowym towarzystwie, porozmawiać, nacieszyć oko wspaniałym Berlinem, cudnym zachodem słońca i budynkami skąpanymi w jego płomiennym świetle, mogliśmy też się najeść i opić do syta ;) Był to zdecydowanie czas magiczny, który chłonęłam na bezdechu, każdą komóreczką mojego ciałka i szczęśliwa jestem, że mogłam tam być! 

Wieczór ten to początek naszej dwudniowej przygody na festiwalu, przygody szczególnej, wyjątkowej, bogatej w niezwykłe spotkania, wspaniałe dyskusje, pełne śmiechu i łez, aż brzuszki bolały. Tak miało być i tak właśnie było! 

Więcej opiszę Wam w kolejnych postach, bo mam jeszcze trochę do pokazania i opowiedzenia! 

Póki co żegnam się z Wami, uciekam pod kołdrę, ponieważ oprócz bogactwa wspomnień przywieźliśmy też jakiegoś koszmarnego wirusa, z którym oboje z Połówkiem się zmagamy. Miejmy nadzieję niebawem wyjdziemy na prostą. 

Aaaaa... i jeszcze jedno, jakiś czas temu miałam przyjemność pobajdurzyć z fantastyczną Terezą, Czeszką, która na swoim blogu publikuje bardzo ciekawe rozmowy z projektantkami i dziewiarkami (jak do tej pory były to same kobiety!) i dziś ukazał się na jej blogu post, w którym miałam szansę się uzewnętrznić. Zapraszam Was zatem gorąco do lektury:

zbiór wszystkich wywiadów publikowanych na blogu Terezy: tutaj


Ściskam Was serdecznie i do następnego razu (już niebawem!) 

17 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Joji nie idzie przegapić i nie idzie pomylić z nikim innym. SuzieM nie poznałam na zdjęciu, ale może to przez to, że jeszcze się w Contiguous nie wgryzałam (połamać język można...). Zazdroszczę!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, ja nawet nie do końca wiedziałam, jak Susie wygląda - nie wiem kto nade mną tego dnia czuwał, ale KTOŚ zorganizował wszystko za mnie :)
      Buziaki!

      Usuń
  3. Czytając to cały czas miałam uśmiech na buzi :) Takie spontaniczne wyjazdy są najlepsze. Ten "dziergający" prom musiał z lądu nieziemsko wyglądać. Widać, że super się bawiłaś a ta migrena to pewnie z nadmiaru wrażeń.
    A i medal dla Połówka, że tak ci pięknie wszystko zorganizował :)
    Wracajcie szybko do zdrówka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, nie zdążyłam sobie bóg wie czego wyobrazić, zaplanować i oczekiwań włączyć, po prostu cieszyłam się chwilą :D
      Połówek jest najlepszy w te klocki, ja już przestałam się stresować wyjazdami, bo pieknie nad wszystkim sam panuje :)
      Będziemy - dziękujemy!
      buziaki!

      Usuń
  4. Asiu, kapitalny reportaż! Zazdraszczam cuuuuuuudnego spotkania w przepięknych berlińskich plenerach. Wspaniałe towarzystwo,świetny pomysł na taki festiwal. A dziewiarki i drutki są przecież najlepszym towarzystwem jakie można sobie wyobrazić. Moja zazdrość wzrosła bardzo znacząco jak tylko zauważyłam,że masz na sobie mój ukochany i wymarzony Los Hervideros! Czekam na niego w zachwycie i z cierpliwością. Nie martw się Asiu, moja wielka zazdrość to przecież tak na prawdę to zachwyt, więc Cię ogrzeje w wirusowych przeziębieniach, niech odejdą daleko! Pozdrawiam serdecznie i cieplutko z zimnej krainy deszczowców!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabrysiu, dziękuję :) wypatrzyłaś Los Herviderosa? :) nie Ty jedna, zrobił nie małe wrażenie wśród pasażerek na promie, więc nie ma zmiłuj, po powrocie do zdrowia i nadgonieniu obowiązków zabieram się za opis i do tego sweterka!
      Ściskam Cię serdecznie i pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  5. Niesamowite spotkanie dziewiarskie w wielkim świecie! Nie mogę się doczekać zdjęć włóczkowo-drutowych. Życzę zdrówka dla Ciebie i Połówka.Pozdrawiam serdecznie dziergając w zaciszu podkarpackiej kanapy Ewa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zjadło mi komentarz, więc jeszcze raz piszę. Zazdroszczę bardzo tego wyjazdu i mam nadzieję, że przy kolejnej okazji i mi się uda wziąć w tym święcie udział. Artykuł oczywiście czytałam i cieszy mnie oraz wcale nie dziwi, że taką dziewiarską celebrytką jesteś! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, i ja mam taką nadzieję, że się na takim wydarzeniu jeszcze nie raz w przyszłości spotkamy! :)))))
      Celebrytką? :) Dziękuję bardzo, choć natura moja daleka jest od takich określeń, to miło mi to słyszeć :) urosłam! dzięki :)
      buziaki!

      Usuń
  7. Ciekawe czy u nas kiedyś zorganizują podobny wielki maraton dziergania?:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko przed nami :) kto wie, kto wie :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  8. Super dzień, fotki i cała wycieczka. Co prawda nie znam znakomitości świata dziewiarskiego ale samo uczestnictwo w takiej imprezie to duże przeżycie. Czekam niecierpliwie na kolejne posty i zabieram się za wywiad. PS. Całe mnóstwo zdrówka dla was obojga. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za życzenia bardzo dziękujemy! :)
      Faktycznie, przeżycie to było ogromne, pod każdym względem, estetycznym, towarzyskim, włóczkowym, każdym!
      Ściskam serdecznie!

      Usuń
  9. Ależ Ci zazdroszczę tej SusieM! A w ogóle po zdjęciach widać, że cała wycieczka była fantastyczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była i to bardzo :) choć znacznie więcej mam w sercu i przed oczami niż udało nam się na zdjęciach złapać, i niech tak zostanie :)

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Napisz do mnie / Send me a message:

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *