wtorek, 16 września 2014

O podróży do Grodu Kraka i koszmarnym zderzeniu z rzeczywistością..

Nie będzie dziś żadnych zdjęć dokumentujących nasz ostatni pobyt w Krakowie, nie tym razem, i nie wiem czy kiedykolwiek, ponieważ jakoś jak tam już wpadniemy, to zawsze dzieje się tyle, że nigdy nie mamy czasu na myślenie o aparacie i zdjęciach. Tym razem było podobnie, wpadliśmy do Krakowa tuż po powrocie z wakacji jak po ogień i tak samo prędko żyliśmy na miejscu by w tempie ekspresowym wrócić do naszych czterech kątów. Już jestem w domu, bogatsza o nieprzyjemne doświadczenia, powiedziałabym po przejściach, zmordowana i tęskniąca do przyszłego, spokojnego urlopu bez podobnych wrażeń i atrakcji. 

Do Krakowa jechaliśmy z duszą na ramieniu, bo ciągle towarzyszył nam lęk, czy aby na pewno zdążymy dotrzeć tam na czas. Na szczęście podróż, choć wyjątkowo długa i męcząca była, przetrwaliśmy i późnym wieczorem czwartkowym otworzyły się przed nami drzwi do mojego domu rodzinnego i ramiona stęsknionego Taty. Niestety, nie dane nam było odespać podróży i w środku nocy, zwijając się z bólu wyruszyliśmy do najbliższego szpitala, Asia, jak się później okazało zapłaciła nad wyraz wysoką cenę za pałaszowanie krokiecików po nocy i z kolką wątrobową wylądowała na SORze. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że do tej pory gotuje się we mnie, jak sobie pomyślę o tej koszmarnej nocy. Ból to jedno, niewyspanie i zmęczenie podróżą, to drugie, lęk, że przecież dzień później mam do wykonania ważne zadanie to trzecie, ale brak empatii i jakiegokolwiek zainteresowania osobą cierpiącą zwijającą się z bólu, uwięzioną na łóżku szpitalnym wśród pracowników, zwłaszcza jednej, bardzo młodej zresztą dziewczyny, prawdopodobnie pielęgniarki, albo studentki, mnie kompletnie rozwalił. Do tej pory nie miałam styczności ze szpitalnymi warunkami, no może poza krótkimi wizytami u chorych, ale wtedy nigdy nie doświadczyłam braku empatii czy bezczelności. Ale byłam wtedy krótko, przelotnie i nie ja leżałam na łóżku. Raz byłam w szpitalu w Niemczech, krótko, i choć z bólem przyszłam i zalękniona, bezstresowo wszystko się odbyło, na każdym kroku miło, sympatycznie, grzecznie, tak po ludzku, choć, jak niektórzy mówią trafiłam do jednej z "gorszych" placówek. 

Ale nie rozumiem, jak to jest możliwe, że choć byłam jedyną osobą w poczekalni na lekarza musieliśmy czekać prawie godzinę, i kompletnie nie rozumiem dlaczego młode osoby mające nocną zmianę na SORze śpią zamiast czuwać, proszone o pomoc odpowiadają, że "nie są na moje posyłki" lub kpiąco doradzają zmianę pozycji leżącej mówiąc: "jak sobie pani chce pocierpieć, to niech pani leży tak dalej". Na pytania dlaczego mi się pogarsza zamiast polepszać, bez jakiegokolwiek zainteresowania, zakopana pod kocem na krześle łaskawie odpowiada, że "kroplówka nie zeszła".. Nie wiem, może ja jestem dziwna, może się czepiam, może sobie za dużo wyobrażam, ale tyłek by chociaż podniosła zamiast krzyczeć przez pół sali by zobaczyć, jasna ciasna, bo to ja leżałam przyszpilona do łóżka z jednej strony kroplówką, z drugiej jakimś kablem, wyprostowana na plecach jak na krzyżu.. nikt mi wcześniej nie powiedział, że się skulić mogę jak boli, że mogę z palucha zdjąć to urządzenie i się zwinąć w kłębek. Dziwne.. Ale to i tak nie było najgorsze.. wspaniale jest zwijać się z bólu i słuchać pogadanek młodych pracowników oddziału ratunkowego o tym jakie to krwawe i bogate doświadczenia mają za sobą, o mózgach wypływających przez nos i fruwającym mięsie, dosłownie. Byłam chyba jedyną nie śpiącą w tym czasie osobą na oddziale wśród przynajmniej kilku pacjentów (5 co najmniej) i miałam nieodparte wrażenie, że ta cała historia jest dla mnie przeznaczona, dobrze, że nie jestem osobą obrzydliwą i takie historie mnie nie przerażają, ale jak sobie pomyślę o mojej babci w takim miejscu to mi się słabo robi. Wątpliwości co do tego, czy ta historia jest dla mnie rozwiały się później. Jakiś czas temu oglądaliśmy z Połówkiem jakąś serię telewizyjną, trochę taki dokument, jak to pracownicy konkretnych usługowych zawodów odpłacają się pięknym za nadobne klientom, których "nie lubią". I tak kelnerzy plują do szklanek z drinkiem czy filiżanek z kawą, podkładają jakieś świnie.. itp, itd. Rozumiem zatem, że bezczelność pracowników, kompletny brak profesjonalizmu, gadanie o rzeczach dla nich już zwyczajnych i codziennych, dla innych szokujących i prawie zachowanie niegodne nie jednego przedszkolaka to ich sposób na uporanie się z dokuczliwym pacjentem? Zebrało się w pewnym momencie kilku pracowników, w tym jak mniemam pielęgniarki, ratownicy, może lekarze, trudno mi powiedzieć, i nagle słyszę, między jednym moim ciężkim, bólowym wdechem i wydechem taką oto historię, "o starym, zgrzybiałym i grubym pacjencie leżącym w kąciku sali, co się z nim podziało? cierpiał okrutnie i zmarło mu się, jak on się nazywał?" i tu nagle ta sama, "życzliwa inaczej" pracownica szpitala sama sobie odpowiada na pytanie wypowiadając moje nazwisko.. można zemdleć.. ? Tak to powinno wyglądać? Chamstwo? Bezczelność? Świństwo? o braku empatii nie wspomnę? Po co tacy ludzie tam pracują? leczenie człowieka to zabawa? kabarecik? wszystkim należy się lekceważenie? brak szacunku? pogarda? a im brawo trzeba bić i wdzięczność wyrażać, tak? 

Nie powiem.. poranek w porównaniu do nocy to było niebo, a ziemia, ci wszyscy po wejściu jednego lekarza, jak mniemam ordynatora, nagle zaczęli pracować, jak mróweczki, elegancko, same fakty tylko.. grzecznie, miło i w skupieniu.. da się? 

Zapytacie pewnie czy złożyłam skargę? chciałam, nawet tą panią "życzliwą inaczej", żeby nie używać słów wulgarnych, które mi się cisną na język jak sobie o niej pomyślę, poprosiłam by mi podała swoje nazwisko, bo chętnie jej laurkę zostawię podczas wypisu, ale pani dziwnie zamilkła, potem znikła by wrócić z ekipą lekarzy i pielęgniarek i odstawić swój godny pożałowania popis specjalny. Potem po ludzku się bałam, miałam dość, leżałam w łóżku i wyłam.. nie z bólu, ale  z upokorzenia.. 

Rano, jak wydobrzałam, po prostu chciałam wyjść i nie musieć tam wrócić. Żałuję teraz, że tego nikomu nie zgłosiłam, bo ta pani tam pewnie pracować będzie, i jeszcze pewnie niejednego pacjenta przestraszy albo upokorzy. Chyba tak nie powinno być. 

A jakie są Wasze doświadczenia? Pech, że na taką panią trafiłam, czy to jakaś norma jest?

18 komentarzy:

  1. Wierzę, że to pech. Chce wierzyć, ze to tylko pojedynczy przypadek. Sama przez naście lat pracowałam w podobnym miejscu, przeksztalconym w SOR i nie wyobrażam sobie, żebym mogła pacjenta potraktować w taki horrendalny sposób! Wydaje mi się, że mogłaś jednak zdecydować się na złożenie skargi na ręce szefa SOR-u, by ta panienka nauczyła sie etyki zawodu i postepowania zgodnego z nia, jeśli już nie stać jej na szanowanie innego Czlowieka. Wspolczuje Ci, Asiu, oby horror tej nocy nigdy nie wrócił. No i zrób coś z tymi kamykami w pecherzyku, lepiej przygotować się do ewentualnego zabiegu, niż być na niego skazanym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ja Panią rozumiem...Kilkanascie lat temu miałam kolonoskopię w toruńskim szpitalu.Podczas tego bardzo niemiłego dla mnie zbiegu ,ale koniecznego przecież,pewien pan doktor{specjalnie piszę z małej literki ,na dużą trzeba zasłużyć},powiedział niby od niechcenia ,cytuję - ' mogłem iść na okulistykę"...Byłam wtedy młodą kobietą i nie tak pyskatą ,jak teraz i nie odezwałam się na ten chamski przytyk.Natomiast asystująca przy badaniu pielęgniarka zachwała się po ludzku,spojrzała na mnie litosciwie i pogłaskała po dłoni...Zraziłam się bardzo do tego typu badań ,jeszcze raz kiedyś też miałam niezbyt miły ,podobny incydent,ale ze względu na schorzenie muszę robić te badania co jakiś czas ,niestety...Bardzo Pani współczuję i jedno ,co mogę powiedzieć w tej sytuacjii i życzyć ,to -obyśmy zdrowi byli:}! Pani blog często odwiedzam ,jest swietny ,no i cudne sweterki oglądam i się inspiruję:} Pozdrawiam ,Danka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Asiu, bardzo mi przykro, że takie miałaś przykre doświadczenia i poza cierpieniem fizycznym, ucierpiałaś również psychicznie. Ja aż tak drastycznych doświadczeń na szczęście nie mam. Uważam, że popełniłaś błąd nie zgłaszając ordynatorowi uwag dotyczących zachowania pracowników na oddziale. Pomijam fakt głupich żartów, które jakby na to nie patrzeć do miejsca nie pasują, to jest też coś takiego jak ochrona danych osobowych. Jak dzwonisz do Energetyki, to zweryfikują Cię pięć razy zanim powiedzą ile masz zapłacić, bo ochrona danych, co uważam za przesadę. Tak więc rzucanie czyimś nazwiskiem w szpitalu, w kontekście choroby jest po prostu niezgodny z prawem, pomijając zwykłą przyzwoitość. Myślę, że odpowiednia reprymenda na początku kariery zawodowej, nauczyłaby czegoś młodą osóbkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Asiku, wierzę , że miałaś strasznego pecha i trafiłaś na gadzinę taka! Straszne jest tylko to , że to młoda osoba jest i może jeszcze przez wiele lat być dopuszczana do pacjentów dlatego trzeba było składać skargę! Sama przepracowałam w szpitalu wiele lat i wiekszość pielęgniarek to złote dziewczyny, chociaż parszywki się niestety zdarzają. Zadbaj o siebie i swój woreczek żebyś nie miała w przyszłości gorszych niespodzianek. Ściskam Cię mocno, biedulko.

    OdpowiedzUsuń
  5. Asiu,współczuję serdecznie i chciałabym wierzyć,że to pech.Jednak ja sama ostatnio na własnej skórze przekonałam się o nieżyczliwości,braku kompetencji i ignorancji ze strony młodych lekarzy. Ledwie skończyli studia, a uważają się za Bóg wie co... Nastepnym razem przed wizytą u lekarza zweryfikuję ich wiek :( Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Asiu, trafiłaś nieciekawie. W każdym zawodzie są ludzie oddani swojej pracy, ale znajdą się też ignoranci. Nie powinno się to zdarzyć w takim miejscu. Gdy byłam w szóstym miesiącu ciąży z moim synem trafiłam na pogotowie z silnymi skurczami. Nie dość, że czekałam ponad godzinę na lekarza, to pani doktor, starsza wiekiem, potraktowała mnie jak histeryczkę, pomimo, że wiedziała, że ciąża od samego początku była zagrożona. Jednak miałam więcej pozytywnych doświadczeń. Mój syn spędził pół roku w Centrum Zdrowia Dziecka, dzięki oddaniu neurochirurgów żyje, funkcjonuje normalnie, zaś pielęgniarki były niesamowite! Polska służba zdrowia mocno kuleje, są jednak i pirządni ludzie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. O rany! Ale trafiłaś! Chciałoby się powiedzieć " A to Polska właśnie". Ukarałabym tym stwierdzeniem lekarzy, którzy rzetelnie pracują. Tylko czasami ciśnie się na usta A gdzie oni są? Przykre, że spotkało cię to na ojczystej ziemi. Trzeba mieć nadzieję, że to coraz bardziej odosobniony przypadek.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja spędziłam po kilka tygodni przy pierwszej i drugiej ciąży. Tak się tam napatrzyłam!!! To zupełnie inny świat, gdzie obowiązują inne prawa, inne hierarchie inna etykieta. Warunki zewnętrzne w naszym pięknym kraju są ekstremalne pod każdym względem, więc ludzie ukazują swe najostrzejsze rysy - nie tylko personel medyczny, ale pacjenci [tu pacjentki] też! Mój boże, takie zebrałam doświadczenia, że na powieść wystarczyłoby swobodnie. Nosiłam się nawet z tym zamiarem, ale - sama rozumiesz - połóg, i mały krzykacz wykrzyczał mi to z głowy...
    trzymaj się, pozdrawiam
    natalia

    OdpowiedzUsuń
  9. Teraz widzę, jakie miałam szczęście. Przytrafiło mi się to samo dwa lata temu. Też trafiłam na SOR. Lekarz przyszedł po kilku minutach, dostałam kroplówkę i skierowanie na zabieg. Byłam zszokowana, bo do tej pory nie chorowałam, ale lekarz wytłumaczył mi, że to konieczność i lepiej dla mnie, gdy sama wybiorę termin. Po dwóch miesiącach byłam po operacji (laparoskopia). W szpitalu były akurat na praktyce studentki pielęgniarstwa, bardzo miłe dla pacjentów. Jedna nawet wyciągała mój dren i bała się tak, że musiałam jej dodawać otuchy:-) Życzę zdrowia. Ula

    OdpowiedzUsuń
  10. Uważam, że w każdym zawodzie są ludzie i ludziska....dobrze jak się trafi na tych pierwszych... ostatnio też miałam do czynienia ze szpitalami :(...w pierwszym lekarz nie raczył obejrzeć nogi mojego męża, która po uderzeniu nabrała rozmiarów nogi słonia, przepisał antybiotyk i już.. po kilku dniach drugi szpital...godz17 wejście na SOR, godz19 rtg bez obejrzenia nogi chociaż było mówione że złamania nie ma...godz 20 ortopeda idzie na blok operacjny bo przywieźli po wypadku motocyklistę...godz 1 wraca lekarz z bloku....(ja rozumiem że są przypadki ważne i mniej ważne ale dlaczego SOR na 5 godzin został bez ortopedy??? W tym czasie prosiłam o konsultację u chirurga....nic z tego bo procedura!, to ortopeda ktorego nie ma musi przekierować do chirurga)....1:15 przychodzą wszyscy lekarze i pielęgniarki ktorzy mają dyżur bo jeszcze takiego obrzęku nikt nie widział... jest nawet zrobione zdjęcie dla ordynatora:(....8 godzin siedzenia w poczekalni a wystarczyło tylko zerknąć na nogę..męża przyjęto na oddział od razu zrobili zabieg i ściągnęli w sumie 3 litry! płynu z uda. Nie mogę zrozumieć jednego...lekarz dyżurujący na SORze powinien tam być a nie na kilka godzin iść operować. Ludzie przychodzili i odsyłali ich do innych szpitali bo nie ma lekarza a my zostaliśmy pomiędzy Rtg a gabinetem lekarskim:(....trzeba jednak mieć trochę szczęścia żeby trafić na odpowiedni czas i ludzi:)
    Pozdrawiam:)...kiedyś pielęgniarka:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo współczuje. Z zasady i niechęci omijam wszystkich lekarzy lecz są przypadki kiedy jest mus. Także wyniosłam traumę z pobytu w szpitalu, ale w moim przypadku to młode osoby były najbardziej ludzkie oraz sprzątaczki. Rzekłam "nigdy więcej" i oby los mi w tym sprzyjał. Ehhh tylko te wszystkie seriale medyczne niech raczej zaliczają do gatunku fantastyki. Pzdr. PS. Jeśli musisz już załatwić wizyty u lekarzy korzystaj z faktu, że mieszkasz w innym kraju niż Polska.

    OdpowiedzUsuń
  12. Niestety Asiu norma. Ja właśnie też myślałam o wpisie na swoim blogu na temat empatii Polskiej służby - czy "zdrowia" to już mam wątpliwości. Własnie w niedzielę tato trafił na oddział naszego miejskiego szpitala-chirurgię z bólem brzucha, gorączką. W nocy wezwane pogotowie nie widziało sensu zabierania go do szpitala. Na izbie przyjęć rano Pani mile się spytała, "A czemu pogotowie Pana nie przywiozło w takim stanie?" A skąd do jasnej, ciasnej mamy wiedzieć "Dlaczego nie zabrało?!!!!" Może miejsca w karetce nie mieli???? Same głupie odpowiedzi się cisną na usta w takiej sytuacji.
    Od niedzieli leży na oddziale, bez jedzenia, picia. Kroplówki tylko. Wczoraj siostra poszła do Pana i Władcy taty, czytaj lekarza prowadzącego, spytać o stan zdrowia. O empatii, kulturze i całej reszcie nie będę pisać. Odpowiedź Pana L. powalająca. "Dajcie nam go leczyć!". A co ja mu karzę robić do chol...
    Własnie to mnie trafia, że trzymają człowieka o głodzie, nic nie robią, jedno badanie na dzień i on bezczelnie mówi o jakimś leczeniu. Ja się pytam jakim!!! Od kiedy kroplówki z glukozą i no-spą są lekarstwem na wszystko!!!!
    Najgorsza jest ta bezsilność i takie nieustanne wewnętrzne wycie o litość i empatię. siedzi człowiek w pracy i ciągle tylko myśli, czy tato jeszcze żyje, czy coś robią, na co czekają? Oszaleć idzie. Strach przez wizytą u lekarza, bo może znowu ochrzani, że my się głowę zawraca. Polski koszmar. A najgorsza jest chyba świadomość, że tu nic się nie zmieni. Nie ma żadnego wyjścia. To jak wyrok jest, bez możliwości apelacji. Trafiasz w system, gdzie człowieka nie ma. Znika Znikają też wszelkie ludzkie odruchy. Człowiek człowiekowi wilkiem. Smutne to i zarazem przerażające.
    Pozdrawiam i zdrowia życzę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Asiu, służba zdrowia w Polsce jest różna. Boli to, że w sytuacji nagłej nie ma czasu na rozgląd i wybranie się do tych dobrych przykładów, u których leczy się po ludzku (tak sobie myślę, że niegdysiejszą akcję "Rodzić po ludzku" warto by rozszerzyć na szpitale wszystkich specjalności...). Współczuję Ci ogromnie i zgadzam się z dziewczynami, że takie traktowanie zasługuje na skargę do ordynatora.
    Ściskam Cię serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. o matko ależ miałaś przejścia.Rozumiem Cię doskonale.Przekonałam się na własnej skórze i nie polecam.Ja tam rozumiem ,że można mieć zły dzień ale do cholery gdzie empatia do drugiego człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  15. Polski standard. Nie tylko w szpitalach, ale także i w urzędach.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie tylko polski ten standard... Tak niestety bywa wszędzie. Pani/pan "doktor" czuje zazwyczaj władzę nad ludzkim losem, bo to od niego zależy zazwyczaj czy człowiek poczuje się lepeij czy nie... A jak wiadomo władza do głowy uderza i mózg się takiej pano/panu lasuje.
    Po przyjęciu na oddział mojej 2 letniej córki 3 godziny prawie czekaliśmy na pobranie krwi. Dodam, że małą kazali przyprowadzić na głodniaka i bez picia. Panie przy pobieraniu krwi zachlapały cały pokój krwią mojego dziecka bo się wkuć nie potrafiły, a na koniec dziecko moje zostało określone jako grube, a wręcz otyłe tylko dlatego, że pani doktor do statystyk nie pasowała (jak na dwu-latka jest wysoka i ma do wzrostu odpowiednią wagę, co jest faktem potwierdzonym przez dietetyka).
    Jak była młodsza to inna lekarka postanowiła stwierdzić u mojego dziecka chorobę, którą diagnozuje się robiąc 60 zdjęć rentgenowskich brzuszka, co skutkowałoby jej bezpłodnością. Na szczeęście zmieniliśmy lekarza i wyszło, ze wspomniana wyżej choroba to zupełnie niegroźna sprawa (wystarczylo zmienić mleko).
    No i jako wisienka na torcie: prawie 4 tygodnie temu złamałam małego palca u nogi i na diagnozę, na SORze właśnie czekałam około 7 godzin...
    Mimo wszystko podobno u nas i tak jest ok w porównaniu do Tunezji, czy Egiptu. Tylko czemu nie porównywać do tych lepszych szpitali....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak wyżaliłam się i zapomniałam dodać, że cieszę się, że wszystko u ciebie ok. Życzę ci żebyś już nigdy nie musiała niczego takiego przechodzić!

      Usuń
  17. Nie wiem czy to pocieszające ale ja w ciąży pewnej nocy trafiłam do szpitala z kolką nerkową mimo przyjadu na izbę przyjęć dwukrotnie, za każdym razem odsyłali mnie do domu mówiac że to niestrawność... boli mnie że na ZUS płacimy co miesiac znacznie więcej niz kosztuje abonament w prywatnej klinice I co? I nic....
    Ale najważniejsze ze jesteś juz w domu I masz to już za sobą!!!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Napisz do mnie / Send me a message:

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *