Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hand knitting. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hand knitting. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 października 2016

Wonder-woman TOP

Gdzieś pomiędzy jedną dziewiarską porażką a drugą, usiadłam, i stwierdziłam, że nie ma co się szarpać ze sznurkiem. Właściwie, będąc pewna tuż po fali niepowodzeń, że to się przecież udać nie może, nabrałam oczka, mając w pamięci kilka świetnych projektów jednej z moich idolek. 

A właśnie, bo dziś będzie o inspiracjach także! 

Gosik (klik) i jej fantastyczne dzianiny od zawsze trafiają w mój czuły estetycznie punkt. Po pierwsze Gosia fantastycznie potrafi zestawić ze sobą kolory! Po drugie, detale i poziom dopracowania dzianin, które Gosia tworzy, zachwyca mnie niezmiernie już od lat. Po trzecie, Gosiowe zdjęcia stały się kiedyś punktem wyjściowym do naszych fotografii (potrafiłam Połówka za uszy do komputera przyciągnąć po nieudanej sesji i paluchem Gosi fotografie pokazując, tłukłam, że "tak miało być!" ;) ) Prawda jest jednak taka, że Gosi prace uwielbiam, jej styl, jej dzianiny, jej wybór włóczek, od koloru po skład, wszystko absolutnie. Gosię samą oczywiście też!!! (pozdrawiam Cię Gosiu serdecznie!!!) I do Gosi właśnie, w popłochu, po wielu nieudanych próbach ogarnięcia case study (klik i klik), zaglądnęłam wiosną po garść inspiracji. Trzy projekty przemówiły do mnie najbardziej: Latte Macchiato (klik), James (klik) oraz Against all mods max (klik). Wszystkie te trzy projekty łączy jedno - paseczki! 

Ponieważ ja sama jakoś z paseczkami mam różnie, raz jestem na tak, innym razem na nie, postanowiłam wtedy zaryzykować formę dość nietypową.. O nie, nie, nie było to takie proste jakby się mogło wydawać.. pierwsze próby zakończyły się linią biustu kończącą się na wysokości pępka! Ale nie zraziło mnie to, coś musiałam dziergać, ale nie zależało mi aż tak bardzo na czasie. W takich warunkach najfajniej jest eksperymentować i wyjść trochę poza przyjęte standardy. 

Wiem, że jest to projekt nie dla każdego (takie już do mnie słuchy doszły), ale nic nie poradzę, że kręcą mnie formy odjechane. Lubię wyjść z przysłowiowego pudełka, przekroczyć granicę, ugryźć sznur od innej strony. Lubię się nim bawić. Zadziwić, siebie samą i może też Was. 

Wonder-woman TOP jest dzianiną powstałą z myślą o lecie, o szaleństwie, komforcie, dziewczęcości.. Jest w nim sporo koloru zaklętego w prostej formie. To właściwie koszulka, podkoszulek, którego najwyraźniejszym akcentem jest paskowy wzór, podkreślający to, co w nas najpiękniejsze! :) 

Całość powstała z dzianiny od Holst Garn, Coast, którą kiedyś zakupiłam.. uwaga! z myślą o chuście! Tak właśnie, chusta miała być, a wyszło jak wyszło... ;) 

Dość gadania, zapraszam Was na prezentację WONDER-WOMAN TOP




















Oczywiście, nie byłoby nic, gdyby nie Połówek, dzielnie biegający za mną po hałdach piachu z obiektywem w ręce, za co Mu ogromnie dziękuję :* 

Nie byłoby też nic, gdyby nie ta garść przyjaciół dziewiarskich, która w chwilach zwątpienia potrafiła mnie natchnąć do dziergania. 

Nie byłoby też nic, gdyby nie Wy, bo to chęć zaskakiwania Was jest dla mnie ogromną motywacją, zarówno do dziergania jak i do sesji zdjęciowych. To okrutna praca jest, pozowanie, chociaż ostatnia nasza sesja była zdecydowanie bardziej przyjemna niż zazwyczaj, mimo wszystko, to Wy sprawiacie, że oboje w zespół z Połówkiem, zamiast siedzieć pod palmą z drinkiem w łapce, zebraliśmy się w sobie by pokazać Wam tą koszulkę! Za co Wam serdecznie dziękuję! Bo gdyby nie Wy, nie byłoby tych zdjęć i tych wspomnień! 

Mam nadzieję, że chociaż zimno i chłód już coraz bliżej, poczułaś chociaż przez chwilę ciepło tego słońca i słoność tego morza.. bo one już za mniej niż rok wrócą! :) 

Póki co, słonecznej i spokojnej niedzieli Ci życzę! 
i niech słońce będzie z Tobą!


wtorek, 13 maja 2014

...


Wena do pisania pojechała sobie wraz z Połówkiem na piaszczystą plażę bez morza i babki z piasku układa. A ja kompletnie bez pomysłu zabieram się za krótki raport z dziewiarskich robót. Bo choć do pisania nie mam ostatnio serca, to do dziergania owszem mam. Dziergam, czyli żyję i mam się dobrze :D
Nelumbo-nie-nelumbo doczekało się pewnego oczekiwanego przeze mnie etapu: mierzenia guzików :D Co ciekawe, guziczki te gościły w moim domku już od prawie roku, ale dopiero teraz doczekały się projektu, miejmy nadzieję, godnego ich urody. 


Właśnie zakończyłam talię i śmigam już bez żadnych dekoracyjnych ściegów gładkim, czyli planuję przyrost obserwować z godziny na godzinę. Potem jeszcze tylko rękawy.. i kołnierz. Właściwie sama jeszcze nie wiem jak wykończyć ten sweterek na górze, pomysł jest jakiś, ale wciąż się waham. Prawdopodobnie o wszystkim zadecyduje ilość pozostałej włóczki, bo mam ogromną ochotę zabrać ten sweterek ze sobą w planowaną niebawem podróż i nie chciałabym czekać na dostawę włóczki w tym kolorze. Zobaczymy co z tego wyjdzie.


Rudego wystarczy spuścić na chwil kilka z oczu i już... siedzi sobie i się do spania na Malabrigo układa. Udało mi się zrobić jedno zdjęcie zanim zaczął mi w kadr włazić, a skoro już tam był, mam nadzieję nie będziecie mieć mu za złe, że zasłania robótki swoją szanowną rudością.


Skalny turkus doczekał się projektu, więc naprawdę się nie nudzę. Jak mi się znudzi jeden sweterek, albo kolor, przesiadam się na drugi projekt. Też chętnie go zabiorę ze sobą więc się spieszę. Rękawy, jak tylko maszyna zechce współpracować spróbuje zrobić na maszynie. Oby zechciała!


A projekt ten to Natsumi z BT Wool People

A co u Was ciekawego na drucikach? 
Myślicie jeszcze o wełnach czy już same letnie projekty dziergacie?
Pozdrawiam!

piątek, 18 kwietnia 2014

Dance...

Księżniczka niejedno ma imię.. Księżniczka wybredna jest...
...ale ostatecznie nie taki diabeł straszny jak go wymalowałam...
...udało nam się choć na chwilkę zakopać topór i chyba nawet odnaleźć atrakcyjną dla niej formę...
Oto Ona, Madelinetosh, Tosh Merino Light, kolor - Flashdance, w zwiewnej i lekkiej formie z pazurem:

Dance..








wtorek, 25 marca 2014

Inky by Marzena Krzewińska.

Już za dni parę, za dni kilka... kiedy dokładnie nie potrafię Wam powiedzieć, wiem jednak, że już naprawdę niebawem światło dzienne ujrzy najnowszy wzór autorstwa Marzeny Krzewińskiej o wdzięcznej nazwie Inky.

Moja Pinky Inky, którą miałam przyjemność wykonać w ramach testu, jest już skończona i nawet użytkowana :) 


Wełna wykorzystana w tej sukience to 220 Fingering Cascade Yarns w kolorze Magenta, świetnie się układa, jest lekka a przy tym lejąca, idealna wręcz do takiego sukienkowego projektu. Ma jednak małą wadę - okropnie farbowała jeszcze przed praniem, różowe miałam zarówno paluchy jak i mankiety bluzek. Na szczęście po praniu nie zaobserwowałam podobnego zjawiska. 




Sam wzór to marzenie.. prosty, jasny, dający mnóstwo możliwości adaptacji sukienki zarówno do wykorzystanej włóczki jak i sylwetki, no i te detale.. guziczki, warkocze i piękny, asymetryczny tył - jeszcze tydzień temu mówiłam, że kompletnie nie w moim guście, jakżeż się zdziwiłam jak się w tej asymetrii zobaczyłam, ponieważ polubiliśmy się od pierwszego wejrzenia.


Nie ma to jak wystroić się jak na weselicho i polecieć do lasu poskakać między pniakami ;) 
Sesja trwała całe 5 minut - na tyle starczyło mi wewnętrznego ciepła i dobrego humoru. Pogoda nas tego dnia nie rozpieszczała, było zimno, wietrznie i deszczowo. Stąd do autka, zamiast lekkim krokiem godnym prawdziwej damy, zasuwałam już sprintem ;) 


Ale jak widać - Inky zdała śpiewająco egzamin i podczas biegów przełajowych :)

To teraz czekamy na publikację :)

Pozdrawiam Was ciepło i serdecznie!


poniedziałek, 10 lutego 2014

Czapka od góry dziergana / A hat knitted from top down.

Jakiś czas temu pisałam na FB (jeśli masz ochotę i tam podglądać o czym piszę  zapraszam tu - klik, wystarczy dodać mnie do swoich znajomych lub po prostu obserwować) o nowym dla mnie sposobie dziergania czapki - od czubeczka. Nie jest to żadna nowość, i nie ma w tym sposobie niczego niezwykłego, poza tym, że pozwala idealnie dopasować czapkę do rozmiaru głowy bez żadnej wpadki (bo za mało/za dużo oczek czy za luźne/za ciasne oczka nam się na druciki nabiorą) typowej dla czapek dzierganych tradycyjnie od ściągacza. Z myślą o Połówku i jego nowym szaliku z Manosa (klik) powstała czapa idealnie przylegająca do główki, dziergana od czubeczka i zakończona herringbonem czyli jodełką.

Tak wyglądała jeszcze w grudniu.

Ponieważ Połówek zażyczył sobie czapkę dobrze chroniącą uszka, powstał model dość nietypowy, przetestowany podczas straszliwie wietrznej i piaskowej pogody na plaży w Holandii. Ponoć genialnie uszka przed wiatrem i zimnem osłania! juppi :)


Niedługo po zakończeniu prac na czapką połówkową wpadłam na pomysł wydziergania podobnej w bardziej damskim/dziewczęcym wydaniu. Niewielkie, żeby nie powiedzieć kosmetyczne zmiany przyniosły taki efekt:


Czy Wy widzicie te piaski wędrujące na moich spodniach i butach???
Wprawne oko z pewnością dostrzeże też małą antenkę - widać ją?

A to już zdjęcie czapek w pełnej krasie w połączeniu z niebywałym tłem.

Na górze - Centrum Amsterdamu vis-a-vis centrum informacyjnego dla studentów.
Na dole - burza piaskowa gdzieś na holenderskiej plaży.

Pogoda można powiedzieć sprawiła nam nie jedną, a wiele niespodzianek. W samym Amsterdamie było najpierw baaardzo zimno i wietrznie, potem wyszło zza chmur piękne i ciepłe słońce. Na wieczór, gdy już dojechaliśmy do plaży, dopadło nas niesamowite oberwanie chmury wraz z gradobiciem. Dawno czegoś takiego nie przeżyliśmy. W niedzielny poranek za to, morze roztańczyło się na całego i dostarczyło niezwykłe piaszczytych wspomnień i doznań. Chwilę potem lunęło jak z cebra, ale my już wtedy na szczęście siedzieliśmy w cieplutkim autku. Co najciekawsze - w czasie tych wszystkich warunków pogodowych wszędzie można było dostrzec biegaczy czy rowerzystów, czy to deszcz, czy wiatr, czy grad.. niesamowite!

Na koniec zdjęcie - inspiracja:

Centrum handlowe w pobliżu areny Ajaxu.

Piękne to miasto, wysycone kolorami, raj dla fotografów ze statywem lubiących łapać ulotne chwile barwnie oświetlonych reklamami budynków... żałowaliśmy, że będziemy tam tak krótko...

PS. Mam kłopot z nazwą dla czapek, pomożecie? jakieś pomysły? 





wtorek, 28 stycznia 2014

U - a - ha, Ateliery dwa....

Zaniemogłam... artystycznie, kreatywnie i dziewiarsko. Dziergają się co prawda dwa sweterki powstałe w oparciu o jeden wzór (Atelier) i to mimo zapowiedzi oba powstają skrupulatnie przekładane w rączkach. Zarzekałam się, że ten ścieg gładki mnie wykończy i koniecznie muszę wykonać jeden na maszynie, ale...Niestety albo stety - sweter mimo zwodniczo ciągłego ściegu gładkiego pełen jest tylu niuansów, szczególików, których ręczne dzierganie to czysta przyjemność, a praca na maszynie to katorga. Choćby kilka rzędów tu i tam ściegiem francuskim, którego wykonanie na maszynie wymaga anielskiej (nawet ja takiej nie mam) cierpliwości, skutecznie mnie do pracy na maszynie nad tym projektem zniechęciło.

Tak sobie na razie wyglądają oba:



Czarny powstaje z wełny merino multicolor tweed - jak sama nazwa wskazuje dużo się w niej dzieje kolorowego. Wełnę tę zakupiłam już jakiś czas temu z myślą o pracy na maszynie. Ponieważ pojedyncza nić jest cieniuteńka (1400m/100g) przewinęłam ją poczwórnie i dziergam na drutkach 3.5mm. 
Kolorowe Atelier powstaje z Silk Blend od Manosa. Ta wełna pozwala na większe druciki (4.0mm) dlatego prace nad tą wersją swetra idą mi znacznie szybciej. Możliwe, że nawet już dziś zacznę dziergać rękawy. Obawiam się, że mimo ogromnych chęci nie starczy mi wełny na projekt w całości i w związku z tym prawdopodobnie poczynię jakieś małe modyfikacje. 


Poproszono mnie ostatnio o udostępnienie wzoru na czapkę znaną Wam jako Żona Krasnala. Cały ubiegły weekend  (z przerwami krótkimi) poświęciłam na to, by nadać tej rozpisce ostateczną formę. Do tego celu minimalnie zmieniłam jej wykończenie - mam nadzieję, że na jej korzyść... :)
Wzór jest już praktycznie gotowy i już niebawem będzie dostępny - prawdopodobnie na Ravelry. Ale z pewnością dokładnie Wam napisze co, gdzie i jak, jak już będę miała czym się pochwalić :)

Od siebie dodam, że rozpisywanie wzoru na powstałą już dzianinę, w tym przypadku czapkę, to nie lada wyzwanie dla ignoranta komputerowego, jakim okazuje się, jestem. Sporo było dla mnie nowych wyzwań i umiejętności do opanowania, ale podołałam. :)

Miejmy nadzieję, że i Wam się spodoba wspólne ze mną dzierganie :)

Ach, i na koniec - KOTA... chyba niczego nie muszę dodawać ;)


Realizuje skrupulatnie swój plan pt. "wlezę wszędzie i tam się ułożę, choćby nie wiem co!". A że wybredny jest i kapryśny, to naprawdę nie ma takiego schowka, szuflady, półki czy szafy do której nie próbowałby zrobić włamu. Śpi zatem na wysokościach pod sufitem na kuchennych szafkach, w szufladach pod łóżkiem sypialnianym i nawet ostatnio na półce w szafie z drzwiami przesuwnymi (nauczył się je otwierać w ciągu kilku sekund od montażu) - na wysokości moich oczu, jeszcze nie widziałam jak tam wlatuje, ale już parę razy musiałam przeganiać, bo oczywiście pokłada się na półce ze swetrami... 
I jak tu nie zwariować? ;)


wtorek, 31 grudnia 2013

La délicatesse.

Uwielbiam piękne projekty powstałe w innych zgrabnych i zdolniutkich rączkach oglądać. Z nielicznymi mam też i tak, że jak je już zobaczę zaraz muszę je mieć. Podobnie było i w tym przypadku...

Przed paroma tygodniami moje sokole oko wypatrzyło takie oto cudeńko - Rhodesian Cowl autorstwa Ani z bloga Dzianina Studio - Pracownia Rękodzieła. Blog Ani to taka szafa kipiąca inspiracjami, pięknymi zdjęciami oraz wspaniałymi pracami, których nie jedna dziewiarka i nie-dziewiarka pragnie, jeśli nie wykonać to przynajmniej posiadać, patrzeć na nie i głasiać, a potem nosić i się chwalić.. takie oto wzbudziły we mnie emocje zdjęcia jej prac. Blog ten jest miejscem magicznym, cuda się sznurkami wykręcają i zdobią niczym nie jedna biżuteria (kto jeszcze nie zna - prędziutko do Ani zaglądnąć proszę!). A sama autorka swoimi gustownymi i szykownymi pracami trzepie jak z rękawa (Aniu! nie przestawaj!) i moją skromną osóbkę w kącik zawstydzenia wpędza. 

Postanowiłam z tego kąta wypełznąć, i Wam pokazać, czego dokonałam mimo usilnych chęci wydziergania czegoś podobnego, do tego co Ania tworzy. Czy mi się udało - sami oceńcie. Fakt jest taki, że zabawę miałam - jak to zwykle w przypadku nieplanowanych, lekkich i zwiewnych koronek bywa - świetną.










Niebywale wszechstronny otulacz mi wyszedł, którego sposobów noszenia nie zliczę. Lekki, zwiewny, delikatny - La délicatesse po prostu. 
Drucik to 2.5, włóczka to Lace od Manos del Uruguay, ażurek wyszarpany z notesiku, skądś, ale skąd - nie wiem. Oczek - jak Ania nakazała, nabrałam dokładnie (liczyłam!) 350 i poleciałam jak mi pasowało... mniejsze pół dziergając ażurkiem.

Z racji tegoż, że ja już kapeczkę ...yhm...wstawionam ;)... bo Połówek mnie tu jakimiś trunkami wyskokowymi raczy, nie będzie tym razem żadnych podsumowań w przededniu tegoż Nowego Roku 2014. Czego dokonałam - sami widzicie, dumna jestem za to szczególnie z faktu, ileż to rzeczy pojęłam i nauczyć się musiałam, żeby móc pisać bloga. O tak, ciężka to praca, wymagająca czasem niezwykłych umiejętności rozmnażania czasu, którego jak wiadomo - wszystkim brak. Wdzięczna jestem za to, że poznałam niektóre z Was bliżej, że w ogóle Was (mogę tak napisać?) mam, że jesteście ze mną, że człowiek wie po co i dla kogo robi, to co robi. Marzyć się nauczyłam w tym roku - to szczególnie ważne jest, bo poniekąd blog uświadomił mi jak ważne jest te marzenia mieć i w sobie pielęgnować. Za to i za wiele więcej Wam wszystkim dziękuję!

Nie bójmy się zatem marzyć w tym Nowym 2014 Roku!!!

Z pozdrowieniami

Asja z Połówkiem :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...