Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziergane ręcznie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziergane ręcznie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 kwietnia 2014

Dance...

Księżniczka niejedno ma imię.. Księżniczka wybredna jest...
...ale ostatecznie nie taki diabeł straszny jak go wymalowałam...
...udało nam się choć na chwilkę zakopać topór i chyba nawet odnaleźć atrakcyjną dla niej formę...
Oto Ona, Madelinetosh, Tosh Merino Light, kolor - Flashdance, w zwiewnej i lekkiej formie z pazurem:

Dance..








wtorek, 25 marca 2014

Inky by Marzena Krzewińska.

Już za dni parę, za dni kilka... kiedy dokładnie nie potrafię Wam powiedzieć, wiem jednak, że już naprawdę niebawem światło dzienne ujrzy najnowszy wzór autorstwa Marzeny Krzewińskiej o wdzięcznej nazwie Inky.

Moja Pinky Inky, którą miałam przyjemność wykonać w ramach testu, jest już skończona i nawet użytkowana :) 


Wełna wykorzystana w tej sukience to 220 Fingering Cascade Yarns w kolorze Magenta, świetnie się układa, jest lekka a przy tym lejąca, idealna wręcz do takiego sukienkowego projektu. Ma jednak małą wadę - okropnie farbowała jeszcze przed praniem, różowe miałam zarówno paluchy jak i mankiety bluzek. Na szczęście po praniu nie zaobserwowałam podobnego zjawiska. 




Sam wzór to marzenie.. prosty, jasny, dający mnóstwo możliwości adaptacji sukienki zarówno do wykorzystanej włóczki jak i sylwetki, no i te detale.. guziczki, warkocze i piękny, asymetryczny tył - jeszcze tydzień temu mówiłam, że kompletnie nie w moim guście, jakżeż się zdziwiłam jak się w tej asymetrii zobaczyłam, ponieważ polubiliśmy się od pierwszego wejrzenia.


Nie ma to jak wystroić się jak na weselicho i polecieć do lasu poskakać między pniakami ;) 
Sesja trwała całe 5 minut - na tyle starczyło mi wewnętrznego ciepła i dobrego humoru. Pogoda nas tego dnia nie rozpieszczała, było zimno, wietrznie i deszczowo. Stąd do autka, zamiast lekkim krokiem godnym prawdziwej damy, zasuwałam już sprintem ;) 


Ale jak widać - Inky zdała śpiewająco egzamin i podczas biegów przełajowych :)

To teraz czekamy na publikację :)

Pozdrawiam Was ciepło i serdecznie!


poniedziałek, 10 lutego 2014

Czapka od góry dziergana / A hat knitted from top down.

Jakiś czas temu pisałam na FB (jeśli masz ochotę i tam podglądać o czym piszę  zapraszam tu - klik, wystarczy dodać mnie do swoich znajomych lub po prostu obserwować) o nowym dla mnie sposobie dziergania czapki - od czubeczka. Nie jest to żadna nowość, i nie ma w tym sposobie niczego niezwykłego, poza tym, że pozwala idealnie dopasować czapkę do rozmiaru głowy bez żadnej wpadki (bo za mało/za dużo oczek czy za luźne/za ciasne oczka nam się na druciki nabiorą) typowej dla czapek dzierganych tradycyjnie od ściągacza. Z myślą o Połówku i jego nowym szaliku z Manosa (klik) powstała czapa idealnie przylegająca do główki, dziergana od czubeczka i zakończona herringbonem czyli jodełką.

Tak wyglądała jeszcze w grudniu.

Ponieważ Połówek zażyczył sobie czapkę dobrze chroniącą uszka, powstał model dość nietypowy, przetestowany podczas straszliwie wietrznej i piaskowej pogody na plaży w Holandii. Ponoć genialnie uszka przed wiatrem i zimnem osłania! juppi :)


Niedługo po zakończeniu prac na czapką połówkową wpadłam na pomysł wydziergania podobnej w bardziej damskim/dziewczęcym wydaniu. Niewielkie, żeby nie powiedzieć kosmetyczne zmiany przyniosły taki efekt:


Czy Wy widzicie te piaski wędrujące na moich spodniach i butach???
Wprawne oko z pewnością dostrzeże też małą antenkę - widać ją?

A to już zdjęcie czapek w pełnej krasie w połączeniu z niebywałym tłem.

Na górze - Centrum Amsterdamu vis-a-vis centrum informacyjnego dla studentów.
Na dole - burza piaskowa gdzieś na holenderskiej plaży.

Pogoda można powiedzieć sprawiła nam nie jedną, a wiele niespodzianek. W samym Amsterdamie było najpierw baaardzo zimno i wietrznie, potem wyszło zza chmur piękne i ciepłe słońce. Na wieczór, gdy już dojechaliśmy do plaży, dopadło nas niesamowite oberwanie chmury wraz z gradobiciem. Dawno czegoś takiego nie przeżyliśmy. W niedzielny poranek za to, morze roztańczyło się na całego i dostarczyło niezwykłe piaszczytych wspomnień i doznań. Chwilę potem lunęło jak z cebra, ale my już wtedy na szczęście siedzieliśmy w cieplutkim autku. Co najciekawsze - w czasie tych wszystkich warunków pogodowych wszędzie można było dostrzec biegaczy czy rowerzystów, czy to deszcz, czy wiatr, czy grad.. niesamowite!

Na koniec zdjęcie - inspiracja:

Centrum handlowe w pobliżu areny Ajaxu.

Piękne to miasto, wysycone kolorami, raj dla fotografów ze statywem lubiących łapać ulotne chwile barwnie oświetlonych reklamami budynków... żałowaliśmy, że będziemy tam tak krótko...

PS. Mam kłopot z nazwą dla czapek, pomożecie? jakieś pomysły? 





wtorek, 28 stycznia 2014

U - a - ha, Ateliery dwa....

Zaniemogłam... artystycznie, kreatywnie i dziewiarsko. Dziergają się co prawda dwa sweterki powstałe w oparciu o jeden wzór (Atelier) i to mimo zapowiedzi oba powstają skrupulatnie przekładane w rączkach. Zarzekałam się, że ten ścieg gładki mnie wykończy i koniecznie muszę wykonać jeden na maszynie, ale...Niestety albo stety - sweter mimo zwodniczo ciągłego ściegu gładkiego pełen jest tylu niuansów, szczególików, których ręczne dzierganie to czysta przyjemność, a praca na maszynie to katorga. Choćby kilka rzędów tu i tam ściegiem francuskim, którego wykonanie na maszynie wymaga anielskiej (nawet ja takiej nie mam) cierpliwości, skutecznie mnie do pracy na maszynie nad tym projektem zniechęciło.

Tak sobie na razie wyglądają oba:



Czarny powstaje z wełny merino multicolor tweed - jak sama nazwa wskazuje dużo się w niej dzieje kolorowego. Wełnę tę zakupiłam już jakiś czas temu z myślą o pracy na maszynie. Ponieważ pojedyncza nić jest cieniuteńka (1400m/100g) przewinęłam ją poczwórnie i dziergam na drutkach 3.5mm. 
Kolorowe Atelier powstaje z Silk Blend od Manosa. Ta wełna pozwala na większe druciki (4.0mm) dlatego prace nad tą wersją swetra idą mi znacznie szybciej. Możliwe, że nawet już dziś zacznę dziergać rękawy. Obawiam się, że mimo ogromnych chęci nie starczy mi wełny na projekt w całości i w związku z tym prawdopodobnie poczynię jakieś małe modyfikacje. 


Poproszono mnie ostatnio o udostępnienie wzoru na tę czapkę znaną Wam jako Żona Krasnala. Cały ubiegły weekend  (z przerwami krótkimi) poświęciłam na to, by nadać tej rozpisce ostateczną formę. Do tego celu minimalnie zmieniłam jej wykończenie - mam nadzieję, że na jej korzyść... :)
Wzór jest już praktycznie gotowy i już niebawem będzie dostępny - prawdopodobnie na Ravelry. Ale z pewnością dokładnie Wam napisze co, gdzie i jak, jak już będę miała czym się pochwalić :)

Od siebie dodam, że rozpisywanie wzoru na powstałą już dzianinę, w tym przypadku czapkę, to nie lada wyzwanie dla ignoranta komputerowego, jakim okazuje się, jestem. Sporo było dla mnie nowych wyzwań i umiejętności do opanowania, ale podołałam. :)

Miejmy nadzieję, że i Wam się spodoba wspólne ze mną dzierganie :)

Ach, i na koniec - KOTA... chyba niczego nie muszę dodawać ;)


Realizuje skrupulatnie swój plan pt. "wlezę wszędzie i tam się ułożę, choćby nie wiem co!". A że wybredny jest i kapryśny, to naprawdę nie ma takiego schowka, szuflady, półki czy szafy do której nie próbowałby zrobić włamu. Śpi zatem na wysokościach pod sufitem na kuchennych szafkach, w szufladach pod łóżkiem sypialnianym i nawet ostatnio na półce w szafie z drzwiami przesuwnymi (nauczył się je otwierać w ciągu kilku sekund od montażu) - na wysokości moich oczu, jeszcze nie widziałam jak tam wlatuje, ale już parę razy musiałam przeganiać, bo oczywiście pokłada się na półce ze swetrami... 
I jak tu nie zwariować? ;)


wtorek, 31 grudnia 2013

La délicatesse.

Uwielbiam piękne projekty powstałe w innych zgrabnych i zdolniutkich rączkach oglądać. Z nielicznymi mam też i tak, że jak je już zobaczę zaraz muszę je mieć. Podobnie było i w tym przypadku...

Przed paroma tygodniami moje sokole oko wypatrzyło takie oto cudeńko - Rhodesian Cowl autorstwa Ani z bloga Dzianina Studio - Pracownia Rękodzieła. Blog Ani to taka szafa kipiąca inspiracjami, pięknymi zdjęciami oraz wspaniałymi pracami, których nie jedna dziewiarka i nie-dziewiarka pragnie, jeśli nie wykonać to przynajmniej posiadać, patrzeć na nie i głasiać, a potem nosić i się chwalić.. takie oto wzbudziły we mnie emocje zdjęcia jej prac. Blog ten jest miejscem magicznym, cuda się sznurkami wykręcają i zdobią niczym nie jedna biżuteria (kto jeszcze nie zna - prędziutko do Ani zaglądnąć proszę!). A sama autorka swoimi gustownymi i szykownymi pracami trzepie jak z rękawa (Aniu! nie przestawaj!) i moją skromną osóbkę w kącik zawstydzenia wpędza. 

Postanowiłam z tego kąta wypełznąć, i Wam pokazać, czego dokonałam mimo usilnych chęci wydziergania czegoś podobnego, do tego co Ania tworzy. Czy mi się udało - sami oceńcie. Fakt jest taki, że zabawę miałam - jak to zwykle w przypadku nieplanowanych, lekkich i zwiewnych koronek bywa - świetną.










Niebywale wszechstronny otulacz mi wyszedł, którego sposobów noszenia nie zliczę. Lekki, zwiewny, delikatny - La délicatesse po prostu. 
Drucik to 2.5, włóczka to Lace od Manos del Uruguay, ażurek wyszarpany z notesiku, skądś, ale skąd - nie wiem. Oczek - jak Ania nakazała, nabrałam dokładnie (liczyłam!) 350 i poleciałam jak mi pasowało... mniejsze pół dziergając ażurkiem.

Z racji tegoż, że ja już kapeczkę ...yhm...wstawionam ;)... bo Połówek mnie tu jakimiś trunkami wyskokowymi raczy, nie będzie tym razem żadnych podsumowań w przededniu tegoż Nowego Roku 2014. Czego dokonałam - sami widzicie, dumna jestem za to szczególnie z faktu, ileż to rzeczy pojęłam i nauczyć się musiałam, żeby móc pisać bloga. O tak, ciężka to praca, wymagająca czasem niezwykłych umiejętności rozmnażania czasu, którego jak wiadomo - wszystkim brak. Wdzięczna jestem za to, że poznałam niektóre z Was bliżej, że w ogóle Was (mogę tak napisać?) mam, że jesteście ze mną, że człowiek wie po co i dla kogo robi, to co robi. Marzyć się nauczyłam w tym roku - to szczególnie ważne jest, bo poniekąd blog uświadomił mi jak ważne jest te marzenia mieć i w sobie pielęgnować. Za to i za wiele więcej Wam wszystkim dziękuję!

Nie bójmy się zatem marzyć w tym Nowym 2014 Roku!!!

Z pozdrowieniami

Asja z Połówkiem :)

wtorek, 3 grudnia 2013

Light Trails by Suvi Simola

Z tym kubasem to ja się ostatnio rozstać nie potrafię. A już na pewno był jednym z powodów, dla których dałam się wyprowadzić na taras w tym cieniuteńkim sweterku w tę paskudną, bo jeszcze listopadową pogodę. Ale nie o herbacie w tym poście miało być.


Sweterek który Wam chcę dziś pokazać to najnowszy projekt autorstwa Suvi Simola, w którego testowaniu miałam przyjemność uczestniczyć. Bo to naprawdę była czysta przyjemność dziergania! Dlaczego? Ponieważ wzór jest dopracowany w każdym detalu, wszystko się w nim zgadza i wszystko ze sobą współgra. Pozostaje Wam tylko wybrać odpowiednią wełnę, kupić wzór i zacząć dziergać. A jeśli się wyrobicie z zakupem do 5 grudnia, to czeka Was promocyjna cena, zresztą nie tylko tego projektu ale wszystkich autorstwa Suvi :) 

Sweter Light Trails (jego strona na ravelry) to idealna dzianina na - uwaga, nadchodzącą wiosnę :) Tak wiem, jeszcze zima się nie zaczęła, a ja myślami już jestem przy wiośnie. 
Konstrukcyjnie sweter jest bardzo ciekawy, klasyczny oversize, z pięknymi detalami w postaci warkoczy, dziergany od góry w kawałku, całkowicie bezszwowo. A przy tym wszystkim jest lekki jak piórko i po prostu wygodny. Czego chcieć więcej? :)

Moja wersja powstała z cieniuteńkiej i bardzo luksusowej Lace od Manos del Uruguay przerabianej podwójnie. Cały sweterek waży magiczne 260 gr, czyli tyle co nic :)
A tak sobie wyglądamy razem:









Podczas prac nad tym sweterkiem nie popełniłam absolutnie żadnej modyfikacji. No, może poza kapkę dłuższymi rękawami...

Sama wełna, o raju... mięciutka, lekka, lejąca... piękna. Trochę pogryzała jeszcze przed blokowaniem, ale to całkowicie zniknęło po kąpieli w maseczce do włosów. Może to nietypowy sposób prania dzianiny, ale wolę najzwyklejszą maskę do włosów dodać do ostatniej kąpieli niż płyny zmiękczające. Nie wiedzieć czemu obserwacje przeze mnie poczynione dowodzą tylko tego, że dzianiny też taką kąpiel zakończoną pielęgnacją do włosów lubią. 

Na drutkach spoczywa chwilowo Oshima, która idzie mi jak po grudzie... coś co chwilę poprawiam, naprawiam, bo za dużo, bo za mało... a miało być tak pięknie. No i pewnie by było, gdyby nie to, że ślepa jestem i z liczeniem do dwudziestu mam problem ;) Ale jestem już bliżej końca niż początku. 

Zmykam w takim razie do drutków, a Wam życzę choć odrobiny słońca!


niedziela, 1 grudnia 2013

Barnard Raglan by Angela Hahn

Jeden z tych swetrów, które uwielbiamy na siebie na szybko wrzucać. Jeden z tych swetrów, które zakładamy na spacer. Jeden z tych swetrów, których kieszonki pozwalają na zabranie absolutnie wszystkiego co na spacerze niezbędne, zmieści się tam telefonik, klucze... i to wszystko. Wszystko o czym Angela napisała na swoim blogu o tym swetrze jest prawdą. Piękny, stylowy, jak dla mnie must have! no to mam i ja :)

English:  One of those sweaters we love to put on when we don't have time. One of those sweaters, which we like to wear when we go for a walk. One of those sweaters, which pockets allow you to take absolutely everything necessary for a walk, you can put ther a phone, keys .... Everything that Angela wrote on her blog about this sweater is true. Beautiful, stylish, for me must have! So I have it too :





Sweterek w całości wykonany ręcznie na drutkach (rozmiar 4.0,), nawet nie poleżał koło maszyny ;) Jedna mała zmiana w stosunku do wzoru - duża kieszeń zamiast dwóch małych kieszonek.

E: The sweater was hand knitted (needle size 4.0).The only one modification to the pattern is a one big pocket instead of two small. 






Zdjęcie poniżej wywołuje we mnie frustrację rozmiarem zbliżoną do tsunami... I mam ochotę zafarbować Odinosa (naszego rudego pana i władcę domowego ogniska) na czarno... przynajmniej w ten sposób pogodzę się z wszędobylskimi kudełkami jego pochodzenia...;) bo póki co widzę je wszędzie. Jakiś pomysł jak to zrobić? :)

E: The picture below makes me only frustrated in to the size similar to the tsunami ... And I want to dye Odinos (my red hair cat) black ... at least in this way I'll handle with the his ubiquitous hair ... ;) Any ideas how to do it? :) 



Podsumowując, wzór tego swetra gwarantuje brak nudy. Nawet rękawy nie przysporzyły mi żadnych problemów ani zastojów. Ale to zapewne dzięki małemu odkryciu Asji - czyli drucikowi do warkoczy:)

E:  This sweater guarantees no boredom by knitting. Even the sleeves didn't  make me any problems or stops. But this is probably thanks to my lately discovery - the cable needle:)


I mała zapowiedź tego co będzie u mnie niebawem, w tle sweterek wykonany w ramach testu dla wspaniałej Suvi Simola, która jest projektantem tego popularnego swetra:  Baby Cables and Big Ones Too. 

Napracowałam się dzisiaj... więc biorę swoje kubusiątko w łapki i zmykam się relaksować. Czego i Wam serdecznie życzę!

E: And a small preview of what you will see at my blog soon, in the background is a sweater made ​​as a test for the wonderful Suvi Simola, who is the designer of the popular sweater: Baby Cables and Big Ones Too.

I worked a bit today ... So now I'm going to have some relax with a small ;) cup of tea... Wishing you the same!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...