... bo to kobieta zdolna, kreatywna, przedsiębiorcza i na dodatek wyjątkowo pomysłowa. W słowniku takiej nie istnieją słowa: "niemożliwe", "nie da się", "nie dam rady", ponieważ już dawno kreatywność popchnęła ją w kierunku najzwyklejszych: "a co się ma nie dać?", "muszę tylko pomyśleć", oraz "jak by to zrobić, żeby to się tak dało". A co najciekawsze, wszystkie genialne wręcz pomysły Dziewiarki biorą się z potrzeby tworzenia i bardzo często wykraczają poza ramy kunsztu dziewiarskiego.
Ostatnio natrafiłam na wspaniały post, w którym genialne pomysły Dziewiarek zostały zebrane w jednym miejscu i gorąco Wam go polecam. Mowa tu o blogu:
z drutami i szydełkiem przez świat... a dokładniej o tym poście:
klik.
Skoro z miednicy, a właściwie z dwóch, albo przy użyciu jednej puszki i paru klamerek, bądź wykorzystując drewniane elementy starego fotela można skonstruować motowidło, myślę, że spokojnie mogę pozwolić sobie na wyrażenie poglądu, że w świecie Dziewiarek nie ma rzeczy niemożliwych! Skacząc po różnych blogach dziewiarskich dowiecie się przecież, że za motowidło już od dawna służą nam oparcia krzeseł, nogi kawowego stołu czy krzesła, czy ręce Towarzysza Życia (zwanego potocznie TeŻetem) czy pociechy, do blokowania służyć mogą zwyczajne szpilki (nie miałam styczności z tymi do blokowania, ktoś z Was używa? co o nich myślicie?), w roli maty blokującej elegancko sprawdzi się ręcznik i dywan, itp., itd. Oczywiście są i takie gadżety, których w żaden sposób nie da się zastąpić, bo na przykład drucików nigdy przenigdy nie zastąpią nam szaszłykowe wykałaczki.... a może ktoś z Was już próbował??
Suma sumarum, godne podkreślenia jest to, jak umysł człowieka (w tym przypadku Dziewiarki lub jej męża, nierzadko będącego głównym pomysłodawcą i konstruktorem tych magicznych urządzeń :) ) potrafi dostosować obroty do potrzeb zaistniałej chwili!
A co Wam się udało odnaleźć w blogosferze lub wynaleźć na własną rękę? Pochwalcie się! :)
Waga kuchenna to urządzenie niezbędne, jak się kocha piec i kucharzyć... Ja do tej pory radziłam sobie wybornie bez takowej. Ale niedawno stałam się posiadaczką wagi...hmmm... dziewiarskiej :) To zwyczajna waga kuchenna, która właściwie służy mi tylko do pomiaru zużycia wełny :) I jakżeż się zdziwiłam...
Księżniczka z poprzedniego postu, wyjątkowo zacnej urody, pełna wdzięku i blasku wysokiego stanu dama, okazała się być wybredną i kłopotliwą dyskutantką w kwestii doboru wzoru i struktury zaplanowanego dla niej projektu. Negocjacje były burzliwe, o czym doskonale wiecie, ale na szczęście obeszło się tym razem bez drastycznych metod perswazji (mam na myśli wszystkie te, które miały prowadzić do rozczłonkowywania damy z użyciem ostrza). Koniec końców, doczekała się całkiem, mam nadzieję, przyjemnej dla oka formy, którą niebawem Wam w całości pokażę.
Jak powszechnie wiadomo, wszystkie księżniczki cieszą się smukłą kibicią (a niech ich szlag..!) i wyjątkowo wątłym ciałkiem. Jakież było moje zdziwienie, gdy podczas pomiarów ilości włóczki (tutaj wkroczyła waga kuchenna) okazało się, że Księżniczka moja ma wagę słonia! Zapłaciłam przecież za całe 100g wełny w motku, a tu waga krzyczy 114g! "Promocja jakaś" pomyślałam i z niedowierzaniem dzierżąc elektroniczne liczydło w rękach, zaczęłam przeliczać te dodatkowe gramy na metry. Prosta kalkulacja doprowadziła do wielkiego zadziwienia... zamiast spodziewanych 384m wraz z motkiem otrzymałam ponad 437m czyli jakieś 53 metry więcej! Niedowierzając w to co widzę pobiegłam w te pędy do bosko wyposażonej w same Księżniczki szafy (Kochany Połówku... dno tam widzę pomału! zapasy trzeba zrobić! :)) i posprawdzałam wszystkie (jeszcze mam kilka) księżniczki z tego samego rodu arystokratycznego, i oniemiałam. Wszystkie ważą jak słoń! Każdy jeden motek waży od 114g do 116g! :) w ten oto sposób, szybką kalkulacją policzyłam, że przy zakupie 6 Księżniczek właściwie dostajemy jedną taką Damę w prezencie...
Teraz tylko kombinuję jakby tu przemycić wagę kuchenną do sklepu z arystokracją by z wieszaków zdejmować tylko te naprawdę rozpasłe i utuczone Damy... myślicie, że to będzie nietypowe zachowanie?
Księżniczka, jak na prawdziwą damę przystało została przyszpilona i niemalże jak w gorsecie uformowana. Ponieważ zależało mi na uzyskaniu jak najbardziej prostej krawędzi przez wszystkie pętelki przełożyłam nitkę nylonową, potem szpilkami tą nić rozciągnęłam do oczekiwanej przeze mnie formy. Naciągnięcie nici nylonowej (nić nylonowa dlatego, że nie da się jej w żaden sposób zerwać) spowodowało, że zamiast typowego dla szpilek kanciastego blokowania uzyskałam prawie idealną prostą linię. Zobaczymy jak to będzie ostatecznie wyglądać po odpięciu szpilek.
I na koniec, Atelier, którego wykończenie zajęło mi wczoraj całe 5 minut, dołączył do leżakowania blokującego i się suszy. A dokładniej - opala :)
Ściskam Was w tym przedświątecznym okresie i gorąco zachęcam do ważenia Waszych nowych Księżniczek i Dam, bo może i Was czeka miła niespodzianka... :) A skoro i tak wagi kuchenne pójdą w ruch przy okazji szykowania się do świątecznego łasuchowania, toż to idealna okazja by je wszystkie pomierzyć i posprawdzać :)