Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Madelinetosh. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Madelinetosh. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 października 2016

Whisky on the rocks

Kolor.. to właśnie sobie myślę, kiedy patrzę na ten sweter.. on w tym projekcie krzyczy intensywnością.. Wrzeszczy i gdyby pewnie miał kończyny, tupałby nimi po podłodze.. Ten kolor kompletnie mnie oczarował, porwał, przewrócił, zmiażdżył.. Wiem, że daleko mu do subtelności dobrej whisky, ale takie skojarzenie zagościło po sugestii jednej z Was (Bunia dziękuję Ci pięknie!) i od razu do niego przylgnęło.. Była jeszcze jedna propozycja, Odin's Slave (Niewolnica Odyna) ;) ale chyba jednak pozostanę już przy tym trunku wytrawnym.. Bo sweter oczywiście oczywisty nie jest i ciut wytrawnego smaczku w sobie nosi.. ale po kolei.. 

Włóczka to Madelinetosh w wersji DK (Tosh), jest mięciutka i gruba, mięsista i cieplutka, wspaniała na ciepły sweter i jesienno-zimowe dodatki. Z pewnością do niej jeszcze kiedyś wrócę. 

Farbowanie jest bajeczne, minimalne różnice pomiędzy motkami sprawiły, że nie było w tym projekcie żadnego nitek przekładania. Jest też włóczką dość miękką, puszystą, w związku z tym spodziewam się jakiegoś mechacenia w przyszłości, ale póki co, wielokrotne ostatnio noszenie tego swetra wskazuje raczej na to, że strach jest na wyrost. Zobaczymy jak to się dalej potoczy.. 

"Whisky.." jest projektem, przy którym uprawiałam kombinacje alpejskie. Góra swetra dziergana jest od góry, dół - od dołu. Całość została połączona centralnym, nietypowo dość osadzonym, wzorem ażurowym. Jeden z moich najlepszych swetrów kiedykolwiek wydzierganych, bo łączy wszystko to, co lubię w dzierganiu najbardziej, ciekawą konstrukcję, niewielki golf, komfort noszenia (z umiarkowanym luzem),  wykończenia grające z całością, no i wzór, który gdybym mogła, wdziergałabym właściwie wszędzie i w każdą dzianinę.. (niewykluczone że jeszcze kiedyś tak zrobię ;) )

Oto Whisky on the rocks:



























To już ostatni projekt z trójcy zabranej na wyspy, niestety.. Ostatnia seria zdjęć okraszonych słońcem i morską bryzą, ostatnie obrazy pełne uśmiechów i wypoczynku.. Ale to dobrze, zbieram siły i pomysły na kolejne wakacyjne sesje zdjęciowe.. Zaletą, niewątpliwą jesiennych i przydługich wieczorów jest też i to, że czas mija znacznie lepiej z robótką w rączkach. I tak zamierzam najbliższe dni spędzić.. A co się z tego czasu walki z jesienną szarugą urodzi, to z pewnością zostanie Wam wkrótce pokazane.. Na razie ugrzęzłam na bąbelkowym zamykaniu oczek w moim szalu według projektu Joji (już drugi tydzień bąbelkuję i końca nie widzę...), ale może do następnego lata się wyrobię.. ;) 

Mam nadzieję, że dziergasz, nawet jeśli to jest tylko kilka oczek, kilka rządków, pomimo braku czasu i niesprzyjających okoliczności. Bo dzierganie pomimo smakuje tysiąc razy lepiej.. 

Wracam do mojej codziennej dawki "terapeutycznego dziergania pomimo".. 
Do następnego razu!

sobota, 8 listopada 2014

Najlepsze na smutki..


.. są małe robótki!
Od wtorku, po kilkudniowym, miłym (o dziwo!), nieplanowanym i koniecznym w trybie natychmiastowym pobycie w szpitalnym SPA, wróciłam biedniejsza o parę sztuk perełek lub diamentów (jak kto woli), bogatsza za to w kilka sztuk otworów (całe 4!), wymordowana, niemyśląca i ledwo żywa.. Nie wiem, może ja tak tylko mam, że operacja, choć tylko laparskopowo wykonana obciążyła mój organizm na tyle, że minie jeszcze parę dni, jeśli nie tygodni, zanim powiem, że wróciłam do siebie. 
Ale to już było.. teraz czas rekonwalescencji przede mną i przyjemności, czyli dzierganie..
Trwało chwilę zanim chwyciłam w łapki drutki po zabiegu na szpitalnym łożu, wciąż trwa zanim się na robótkę zdecyduję, trwa też zanim wydziergam, bo drutki jakoś niemiarowo pracują, a intuicja czasem zawodzi.. Wszelkie duże projekty zaczęte jeszcze przed ubiegłym weekendem nie zadowalają nowej mnie absolutnie.. Musiałam się szybko i efektownie pocieszyć i nareszcie coś zakończyć. 

Z całkiem niedobranego kolorystycznie zestawu wełen z TML od Madelinetosh, resztek które zostały mi po wykonaniu dwóch projektów (klik i klik) postanowiłam wydziergać czapkę.. Znów z ulubionymi nuppkami! Prosty trik zastosowany we wzorze pozwolił na uzyskanie całkiem ciekawej kolorowej struktury.. mnie się podoba! 






Podoba mi się na tyle, że postanowiłam w podobny sposób wykorzystać więcej śladowych ilości wełen, które mi pozostały z innych projektów.. i miksuję, małe, barwne kolorowe czapeczki :D


A ponieważ lekarz nakazał króciutkie spacery w ramach rekonwalescencji, najlepiej po płaskim terenie, wybraliśmy się dziś w jedno z naszych ulubionych miejsc na króciutką przebieżkę po znanych, jesiennie ubarwionych alejkach.. 
Chyba zacznę lubić listopad..
u Was też tak pięknie?

Ściskam Serdecznie i cieplutko pozdrawiam!

poniedziałek, 14 lipca 2014

Zalotnie i kobieco, czyli Coquettish

Pamiętacie jak pisałam kiedyś, że nie lubię pasków? 
Bo nie lubię ;D i po raz kolejny wyłazi ze mnie kobieca zmienność... bo się z paskami polubiłam :D Ale nie w takiej znanej i oklepanej formie, a w zwiewnej, lekko roztańczonej i ciut zalotnej :D 
Są dziury, są fale... czyli sweterek, który idealnie nadaje się na chłodne, letnie wieczory wakacyjną porą, lub słoneczny początek jesieni. 
Dodatkowych kilka detali, jak zaszeweczka na rękawku, czy koronkowy kontrastujący ściągacz.. 
kobieco i zalotnie, czyli tak jak lubię. 
a właśnie... zalotnie - poznajcie zatem Coquettish:


Edit: wzór już jest dostępny, zapraszam tutaj: 





Wzór na ten sweterek został rozpisany i aktualnie poszukuję testerek chętnych do jego przetestowania. Osoby zainteresowane zapraszam serdecznie na wątek testowy, który założyłam na ravelry: klik
Test tego sweterka będzie odbywał się w języku angielskim, i będzie trwał do 15 sierpnia. 


A to już mundialowa Indiecita :D 
Dzierga się tak szybko, że nie ogarniam... :D w weekend planuję zabrać się za rękawy.. a może nawet wcześniej? 

Miłego tygodnia Kochani! :D


niedziela, 13 lipca 2014

"On the move" Hani Maciejewskiej

"On the move" to piękny szal autorstwa Hani Maciejewskiej. Nazwa tego projektu idealnie oddaje warunki, w jakich ten szal powstawał, bo dziergał się wszędzie i zawsze podczas mojej po PL podróży, podczas drogi do PL, potem podczas podróży do Warszawy na spotkanie w magic loopie, gdzie nawet został obejrzany przez Hanię, dziergał się zawsze wtedy, gdy mieliśmy w planie dłuższą podróż samochodem. Był w ciągłym ruchu, tak jak i my :D Ale dawał też mnóstwo frajdy i był genialną odskocznią od stresów wynikających z tych ciągłych podróży. 


To mój pierwszy kontakt ze wzorem autorstwa Hani, ale na pewno nie ostatni. Po pierwsze, idealnie i szczegółowo rozpisany wzór, to gwarancja idealnie wyglądającej dzianiny. Tak też i było w przypadku tej chusty... choć teraz stwierdzam, że mogłam go zrobić na większych drutkach, bo ja to jednak dziergam dość ciasno, ale i tak bardzo mi się podoba. Właściwie, dzięki temu, że jest ciut mniejszy idealnie się nadaje jako narzutka na ramiona, taka do sukienki, potrzebuję znaleźć tylko godną dla niego agrafkę/broszkę i będzie cudnie :D



W szalu tym wykorzystałam ostatni już motek z arystokratycznej familii, mieszkającej w moim pudle. Interesujący kolor. Kolor kameleon :D Raz zgniło zielony, innym razem złoty.. przepiękny. Uwielbiam!


Na sesję zdjęciową zabraliśmy jeszcze kilka innych rzeczy, między innymi Vitamin D powstałą z cieniutkiego Fine Lace od Rowana, produkt w całości wydziergany na maszynie. Pokazywałam Wam ją kiedyś w sesji wieszakowej (klik), to teraz pokazuję na sobie. Za ugniotki na dzianinie z góry przepraszam, jeszcze nie doszła do siebie po ciągłych po PL w walizce podróżach ;D




Lubię się z tym sweterkiem, bo to alpaka, która mimo upałów kompletnie nie podgryza, a jednak ciut ogrzewa, idealna wręcz na letnie udziergi o wadze piórkowej :D

I na koniec. 
Od niedawna widzę świat dokładniej ;D
Oto Asja, której jeszcze nie znaliście ;D 
Asja i jej nowe "drugie oczy" :D


Jak się okazuje, warto czasem wyjść z ukrycia i się ujawnicć.. zalękniona faktem, że to już ten wiek, że okulary do czytania nosić muszę (poszłam do okulisty, bo nie dowidziałam z większych odległości, a tu się okazało, że z bliska to ja dopiero nie dowidzę ;D) pochwaliłam się nowym nabytkiem na FB. No trochę tak się dziwnie czuję, mimo tych 25 lat na karku (już od paru ładnych lat ciągle ta sama liczba świeczek na torcie;) ) że do czytania muszę nosić okulary. A tu się okazało, że nie ja jedyna wśród dziewiarek, mam jakąś wadę wzroku. Właściwie, to się okazało, że całkiem nas sporo, czy to oznacza, że problemy ze wzrokiem to nasza "choroba zawodowa"? 

Kończę na dziś, wrócę niebawem,  bo zdjęć mam jeszcze sporo do pokazania. 
Miłej niedzieli życzę :D



niedziela, 29 czerwca 2014

Małżeństwo idealne!


Dawno, dawno temu, pojechała sobie młoda (ależ sobie dzisiaj słodzę..., a co tam! jak szaleć, to szaleć!), inteligentna i nieprzeciętnie atrakcyjna (buahaha ;D ) dziewiarka na pewne spotkanie. Osobistości na tym spotkaniu było kilka, jedna szczególna i wyjątkowa (klik), ale były też i te milczące, na półkach spoczywające, wiszące na wieszakach, wyeksponowane tak, by oko każdej nowo napotkanej osoby drażnić i kusić... a kusiły wielce i bardzo skutecznie! .. wymarzone, wychuchane i wyczekane Księżniczki z rodu arystokratycznego Madelinetosh, sztuk kilka, wróciły ze mną i Połówkiem do domu. 

Jedna, zepsuta i rozpieszczona Księżniczka nietuzinkowej urody napsuła mi krwi, podnosząc ciśnienie razy kilka. Ale ostatecznie udało mi się ujarzmić błękitność jej wrodzoną i wdzięcznie Wam ją przedstawić w wersji skończonej, lekkiej i zwiewnej: Dance 

Przyszła jednak kolej na kolejne siostry i braci arystokracji. Dziś będzie o nich:
historia słodkiej i ... słów mi brak, ta mnie oślepia neon różu jej książęcej mości w kolorze idealnie oddającym jej figlarną naturę: Coquette, oraz jej stalowo metalicznego, niczym zbroja rycerza broniącego wdzięków pięknej Coquette - Charcoal'a. Poznali się całkiem niespodziewanie, mijając się codziennie i patrząc na swoje oblicza z oddali. Ona jednak nigdy nie poświęciła mu dość swej uwagi, by dostrzec głębie w jego pozornej i smutnej szarości, szukając lepszego dla siebie kontrastu wśród równie neonowo barwnych motków. 
Tego dnia, kiedy stanęłam na ich drodze, po raz pierwszy mogli sobie spojrzeć w oczy. Charcoal marzył o tej chwili nieustannie od pierwszego dnia, gdy ujrzał piękną Coquette pośród innych pięknych wełen, brakło mu jednak odwagi by się do swoich marzeń przyznać. Zamknął się w sobie, odurzony bliskością promieniejącej słodyczą Coquette, by w ciszy cieszyć się jej towarzystwem. 

I tak okrutna (to ja! to ja!) Pani zamknęła ich na kilka miesięcy w wiezieniu.. (no dobra, w pudełeczku na skarby moje i wełny najwyższej jakości, no ale wiadomo, arystokracji nie dogodzisz.. ;) ) Tłoczno tam było i sporo było innych członków rodów z "Emem" na przedzie, żaden jednak nie dorównywał Coquette swą urodą czy Charcoal'owi blaskiem. 

Wiedziona naturalnym instynktem Dziewiarka (to ja! ) postanowiła połączyć ze sobą dwa kompletnie z pozoru nie pasujące do siebie motki. Charcoal był wniebowzięty, choć wciąż zawstydzony urodą i bliskością swej nowo poślubionej towarzyszki, ona z kolei nie potrafiła zapomnieć o swoich marzeniach o równym sobie partnerze...

Przekładała te sznurki dziewiarka licząc w głębi serca na to, że te dwie ptaszyny znajdą wspólny ze sobą język... Trwało to od połowy kwietnia.. pojechały nawet zamknięte w torbie w długą podróż, nie mając nikogo poza sobą do towarzystwa, by po powrocie, mimo wcześniejszych wzajemnych zarzutów nareszcie połączyć się w idealnie skomponowaną całość! 

I są.. dwa cuda sznurkowe w bardzo lekkiej i zwariowanej, (ciut) seksownej i figlarnej letniej wersji sweterka..






Za dużo pokazać nie chcę i nie mogę, bo sznurki jeszcze wyłażą i snują się gdzieniegdzie.. Miejmy nadzieję za dni kilka pokażę Wam ten sweterek w całości, będący lekiem na całe zło i stres, który mnie z opóźnieniem po powrocie z PL dopadł... odpoczywałam przy tej dzianinie lepiej niż w niejednym Spa.. i taka moja bluzeczka wyszła. Jak lubię. Może i Wam się spodoba.. :D

Ps. Sweterek poszukuje imienia, znając Waszą wspaniałą fantazję i pomysły czekam na Waszą pomoc! macie jakieś skojarzenia? propozycje? mile widziane angielskie wersje! :D
z góry dziękuję :D




piątek, 18 kwietnia 2014

Dance...

Księżniczka niejedno ma imię.. Księżniczka wybredna jest...
...ale ostatecznie nie taki diabeł straszny jak go wymalowałam...
...udało nam się choć na chwilkę zakopać topór i chyba nawet odnaleźć atrakcyjną dla niej formę...
Oto Ona, Madelinetosh, Tosh Merino Light, kolor - Flashdance, w zwiewnej i lekkiej formie z pazurem:

Dance..








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...