Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malabrigo Arroyo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malabrigo Arroyo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 września 2017

Wild Grass i Azula

Okrągły karczek marzył mi się już od jakiegoś czasu. Ten konkretny projekt, który chcę Wam dzisiaj zaprezentować, powstał w głowie i poniekąd na papierze już przynajmniej 2 lata temu, kiedy to podczas jednej z kreatywnych sesji z programem, na którym szkicuję te wszystkie schematy dla Was, ćwiczyłam swoje umiejętności ;) Prawda jest taka, że zmalowałam wtedy schemat w oparciu o bajecznie piękną ażurową serwetę, która do złudzenia przypominała mi wycinankę :) 

Jakżeż było miło wyciągnąć ją z czeluści programowych zakamarków, kiedy to w ręce wpadły mi dwa kontrastujące ze sobą motki! Wyobraźnia zagrała idealnie i tylko próbka dzieliła mnie od zrealizowania planu - i stało się niemożliwe! Próbka idealnie się zgodziła! 

Zabrałam się zatem za to, co pozornie, w projektowaniu jest pewne, czyli za dzierganie. 

Konsekwentnie, to co jednego dnia wydziergałam, drugiego dnia sprułam.. i tak przez kilka dni z rzędu.. 

Ostatecznie, w tym samym czasie wydziergałabym nie z głowy, a korzystając z gotowego i opracowanego wzoru, pewnie dwa takie swetry. Ale taka jest cena pomysłu własnego. Tylko ja wiem ile łez poleciało, ile kosmatych i niecenzuralnych epitetów pod adresem własnym przez zęby wycedziłam, ile razy chciałam pociąć włóczkę na ścinki lub przerobić na pompony! Oczywiście, w takich chwilach nie odpuszczałam dziadowi.. odchodziłam na te "5 minut", przegryzłam się z tematem, poprawiłam w głowie co sama wcześniej skopałam i zabierałam się za niego po raz kolejny. 

I chociażby właśnie ze względu na to ile pracy kosztowało mnie opracowanie tego okrągłego karczku, i za to, jak pięknie leży, uwielbiam go absolutnie! 

Włóczka, którą tu widzicie, to dwa kompletnie różne od siebie włókna, chociaż właściwie parametry mają wspólne. Róż to Merino SW 300 (300m / 100g) od Q-Lana, kontrastujący prawie czarny to Malabrigo Arroyo (też 300m / 100g). Niestety, na tym podobieństwa się kończą. Jedna włóczka jest mięsista i znacząco grubsza od drugiej, druga z kolei przelewa się przez ręce niczym włókno z domieszką jedwabiu.. Nie powiem Wam które jest które, ale jedno Wam zdradzę, kiedy Malabrigowe włókno po każdym kolejnym pruciu traciło w oczach siły witalne, tak włóczka od Q-Lany ani drgnęła, nie tracąc nic a nic ze swojego skrętu i kondycji ogólnej.. 

Taka to historia.. 

Miały nam dziś towarzyszyć trawy, nie wyszło nam to jednak.. całe nadrzeczne bulwary skąpane dzisiaj były przepięknym i bardzo mocnym słońcem! (odczuwalne 25 na plusie!) i gdyby mi przyszło w tym swetrze na tej lampie paradować, nie byłoby kompletnie z tych naszych zdjęć pożytku. Skryliśmy się zatem w leśnych zakamarkach, w poszukiwaniu cienia i pierwszych oznak jesieni.. Ta już zaiste jest u nas.. Jak nie szyszką lecącą prosto w łeb strzela, to kasztanem, albo orzechem, chociaż o te na ścieżkach w naszej okolicy najtrudniej (wszystkie zebrane!). Ale liściaste dywany już pod naszymi stopami rozłożyła.. Ot proszę, jak to z jej strony miło.. 

Dodam jeszcze, że na sesję zdjęciową zabrałam świeżuteńką czapeńkę - nie miałam nawet czasu jej prać i blokować! To Azula (klik) według projektu Woolly Wormhead, bajecznie ciekawa w dzierganiu garterowa perełka! Nie jest to co prawda projekt telewizyjny, nawet nie wiem czy jest to projekt dla początkujących, ale warta jest tego by się z nią zmierzyć. Konstrukcyjna perełka po prostu! Są takie projekty, koło których ja nie potrafię przejść obojętnie, i to jest właśnie jeden z nich! 

Dobrze, tyle słowem zmalowałam, teraz zapraszam Was serdecznie na prezentację! 

Oto Sweter Wild Grass w towarzystwie Azuli. 















Zgrany to duet, prawda?

Kto zgadnie w którą stronę dziergałam żakard??? :)

Połówek jak zwykle focił, dziergałam ja.. ten duet też niemożliwie doskonale nam wciąż wychodzi ;)

T. - KCB :* 

Miłego dnia Kochani!
Niech jesień Was rozgrzeje!


piątek, 15 września 2017

Wild Grass w Escorias i Alte Rosa


Dni pełne letniego słońca przeminęły, niestety. Chociaż lato tego roku było niezwykle udane, może nawet aż za bardzo, bo upały nam doskwierały okropnie.. to jednak niechętnie się z nim rozstaję. Tylu miejsc jeszcze nie odwiedziliśmy w tym naszym nowym zakątku, tyle spraw jeszcze do poznania i odkrycia, a tu już trzeba sandały na skarpety i nieprzemakalne obuwie wymienić, koniec z brodzeniem po rosą zroszonej trawie, koniec z kamykami w klapkach, koniec z piegami na nosie.. 

Kraina w której od wiosny pomieszkujemy to właściwie dolina rzeki. Zaledwie 15 minutowy spacer dzieli mnie od nadrzecznej fauny i flory. Szczęśliwie przyszło nam mieszkać nareszcie na terenie nizinnym i tą otwartą przestrzenią nie mogę się nacieszyć. Chociaż wzrok już nie taki jastrzębi, sięganie wzrokiem po linię horyzontu nabrało w tym nowym miejscu innego znaczenia - bo on, ten horyzont, prędzej się  mi rozmywa niż kończy! Oprócz masy plusów zdarzają się też i maleńkie minusy - ogromne przeciągi.. Nie wiem jak to moja głowa zniesie, ale nie zamierzam się poddawać ;) Cóż, szybciej zacznę nosić czapki.. Czy wrzesień to jeszcze za wcześnie? 

Inną sprawą jest to, że oprócz naturalnych zalet, jakie to nowe miejsce do mojego życia przyniosło, jak chociażby spokój ducha.. to mnóstwo dziewiarskich atrakcji, które bezustannie zaprzątają moją głowę. Jak już wiecie, jedna wyprawa do pewnego cudownego lokalnie położonego sklepu zakończyła się, lub raczej powinnam powiedzieć, rozpoczęła okres dziewiarskiej weny i współpracy. Pierwszy projekt już się testuje, drugi wskoczył na druty i rośnie  sobie spokojnie.. 

Tym nowym projektem chcę Was porwać na mały spacer do mojego nowego zakątka. Te czarne dzikie trawy z lekką różową poświatą, to roślinność typowa dla mojej okolicy. Żywe, tańczą na wietrze radośnie, ususzone zamieniają się w pomnik przyrody, który nie tracąc nic ze swojego głębokiego smolisto-różanego odcienia, zdobi moje wnętrza.. Pod warunkiem, że Odisiu ich nie wypatrzy, bo on raczej ich fanem nie jest ;) 

Powstaje zatem niespiesznie projekt wyzwanie, polską ręką mutikulturowo przeplatam włóczkę od Malabrigo w kolorze Escorias z niemiecką Alte Rosa od Q-Lany. I dobrze mi z tym przeplataniem, bo chociaż napotykam masę trudności po drodze, nijak nie spada mi zapał w kontynuowaniu tej różanej przygody.. 

Co prawda muszę sobie raz na jakiś czas powtarzać, że ja to lubię okrągłe karczki, bo to wyzwanie jest, a wiadomo, że jak wyzwanie to i pruć czasem trzeba, czasem trzykrotnie (mam nadzieję, bo nie wiem czy 4 podejście do prucia mojego zapału jednak nie nadwyręży!) - no ale bez prucia nie ma lepszego rezultatu, bez błędów nie ma nauczki, a bez przygód to nawet dzianina mniejsze ma dla mnie znaczenie. Stąd nie poddaję się i działam, pomimo wiatru wiejącego w twarz, pomimo zakrętów ciężkich i cofania się do początku.. Progres to nie zawsze szybki sukces - to przede wszystkim droga do niego.. Więc kroczę.. powoli ale czasami nawet do przodu. 



Chciałabym jednak pewien etap w dzianinie osiągnąć, żeby w najbliższy weekend zabrać go ze sobą na spotkanie dziewiarskie. Ostatnio popełniłam dwukrotnie ten błąd i zabrałam ze sobą skomplikowany wzór warkoczowy na lokalne spotkanie dziewiarek. Chociaż mieszkam w Niemczech już od jakiegoś czasu, wciąż język ten sprawia mi trudność. Dzierganie i słuchanie ze zrozumieniem tegoż malowniczego języka, w oczekiwaniu na to serce i rdzeń zdania, czyli czasownik, który w języku niemieckim lubi na końcu zdania wystąpić, graniczy z cudem. A dzierganie warkoczy to już w ogóle porażka.. Na jednym spotkaniu przerobiłam 4 oczka, na drugim 24 - i w obu przypadkach musiałam pruć po powrocie.. ;)  Mam jednak nadzieję, że za chwilę przekroczę granicę skupienia, zakończę co najtrudniejsze i zostanie mi już jedyne słuszne prawe, idealne na pogaduchy :) 

W tym projekcie przynajmniej 2 nowe metody dla mnie odkryłam. Bajecznie usprawniają pracę.. ale o tym może już w kolejnych częściach o tym projekcie! 

Na koniec już zupełnie, Ślicznie Wam dziękuję za cudowne komentarze pod adresem Basic Cardi, zaprezentowanego w poprzednim poście! Przepraszam, że nie odpowiedziałam na Wasze komentarze od razu, każdy jeden czytałam jednak z uśmiechem od ucha do ucha! I bardzo za nie dziękuję :) Przemyślałam sprawę i... będzie wzór! Najtrudniejsza część za mną, po weekendzie zamierzam kontynuować prace nad nim i niebawem mam nadzieję rozpocznę test (może w przyszłym tygodniu.. zobaczymy). 

A tutaj (po naciśnięciu na grafikę w cudowny sposób przetransportujesz się do mojego nowego miejsca w sieci, czyli do mojej grupy na ravelry!)



.. tutaj przyszłe testy, publikacje, współprace i rozmowy na temat dziergania według moich projektów odbywać się będą.. :) Grupa jest młodziutka i dopiero się rozwija, i ja też, bo jako moderator występuję po raz pierwszy i wciąż napotykam w związku z tym na trudności, ale cieszy mnie niezmiennie to, że to miejsce powstało, bo przynosi ze sobą masę dobrej energii! 

Zapraszam zatem tam i Ciebie! 

I raz jeszcze dziękuję ukrytemu Bohaterowi tego posta, bo to dzięki Niej powstała ta wyżej  przedstawiona grafika, którą z dumą nazywam moim logo - To Małgosia, Gosikiem znana (klik), zapewne znana i Tobie ze względu chociażby na niezwykłe wyczucie kolorystyczne w dobieraniu kolorów, czy bajeczną dbałość o detale i szczegóły w tworzeniu dzianin, czy chociażby ze względu na fantastyczne fotografie, zarówno dokumentujące proces dziergania jak i te prezentujące Gosię w jej gotowych dzianinach! Gosia jest mistrzem wielu sfer... i ma talentów masę... 

..i bezustannie mnie inspiruje! a jej zdjęcia to takie moje okno do lepszego świata, druga strona lustra.. Tam jest magia tworzenia i oplatania się sznurem zaklęta.. i tam jest po prostu spokój.. jak mi jest źle wpadam sobie na jej instagramowe konto i od razu świat mi się lepszym jawi.. 

Dziękuję Gosiu za wsparcie i pomocną dłoń w każdym momencie naszej już paroletniej przygody :* :* :* 

A Tobie, Drogi Czytelniku, życzę miłego zbliżającego się już weekendu! 

Wyjdź na spacer poszukać kasztanów, może już są?! 

Buziaki! i do następnego razu!

sobota, 24 maja 2014

N(i)elumbo vel Stormy Rays


Są takie promienie słońca, które tuż po burzy wychodzą z za chmur wnosząc odrobinę radosnego światła.
Nelumbo-nie-nelumbo, dzięki Makunce zyskało nową, krótszą nazwę: N(i)elumbo (Makunko! dziękuję!), którą bardzo dowolnie ;) przetłumaczyłam na angielskie: Stormy Rays.



Sweter ten do pełni szczęścia potrzebuje jedynie kieszeni, na które nie starczyło mi już włóczki. Ma swoje wady, właściwie to całkiem sporo, ale pewnie ich nie zauważycie (a może jednak?), więc powiedzmy, że taki właśnie miał być ;D




Jego największą zaletą jest nakrycie głowy!
Uwielbiam!
Przydaje się podczas wietrznej, przedburzowej pogody!


Podczas krótkiej sesji zdjęciowej wpadłam na pole koniczynek. Od razu wypatrzyłam jedną, wyjątkową, czterolistną.. i porwałam!
Mam nadzieję, że przyniesie mi masę szczęścia na najbliższe miesiące ;D




Pocieszające jest to, że po każdej burzy, po każdym sztormie w końcu ostatecznie z za ciemnych i złowrogich chmur wyglądnie nieśmiało słońce. 
Jak nie dziś, to z pewnością jutro!

Ale nie zaszkodzi temu szczęściu i słońcu małym czterolistnym talizmanem pomóc.. ja już swój mam.. A Ty?

Miłego i słonecznego weekendu!

wtorek, 20 maja 2014

N(i)elumbo szuka imienia...

Nadszedł wyczekiwany przeze mnie moment, w którym ostatnie oczko w Nelumbo-nie-nelumbo doczekało się zamknięcia, kąpieli i ostatecznie poleguje sobie korzystając z pięknej słonecznej pogody. Jedyne co mi pozostało zanim z przyjemnością go na ramiona wrzucę, to wmontowanie guzików (operacja wyjątkowo nieprzyjemna, ale do wytrzymania) oraz pochowanie kilku maluśkich niteczek. Udało się zrobić to, co założyłam. Nie musiałam iść na kompromisy, choć trochę liczę na magiczne właściwości blokowania na mokro. Mały ażurek idealnie się rozprostował i rokuje dobrze. Wystarczy wsadzić do niego małego - blond człowieczka z uśmiechem od ucha do ucha i liczyć na pogodę podczas najbliższego weekendu. 


N(i)elumbo z imienia roboczego nieszczególnie jest jednak zadowolone.. 
Oto zatem prośba do Was, IMIĘ..
każdy pomysł jest dobry, każdy pomysł się przyda! Burza mózgów oczekiwana..
skojarzenia wprost i nie wprost, każde będzie na wagę złota!

Dajcie się ponieść fantazji :D

Pomożecie?

I na koniec Łubinowa Mgła vel Lukrecja w robótce
(moja duma i chluba)

na prawo

na lewo


Z góry za wszelkie pomysły dziękuję :D


wtorek, 13 maja 2014

...


Wena do pisania pojechała sobie wraz z Połówkiem na piaszczystą plażę bez morza i babki z piasku układa. A ja kompletnie bez pomysłu zabieram się za krótki raport z dziewiarskich robót. Bo choć do pisania nie mam ostatnio serca, to do dziergania owszem mam. Dziergam, czyli żyję i mam się dobrze :D
Nelumbo-nie-nelumbo doczekało się pewnego oczekiwanego przeze mnie etapu: mierzenia guzików :D Co ciekawe, guziczki te gościły w moim domku już od prawie roku, ale dopiero teraz doczekały się projektu, miejmy nadzieję, godnego ich urody. 


Właśnie zakończyłam talię i śmigam już bez żadnych dekoracyjnych ściegów gładkim, czyli planuję przyrost obserwować z godziny na godzinę. Potem jeszcze tylko rękawy.. i kołnierz. Właściwie sama jeszcze nie wiem jak wykończyć ten sweterek na górze, pomysł jest jakiś, ale wciąż się waham. Prawdopodobnie o wszystkim zadecyduje ilość pozostałej włóczki, bo mam ogromną ochotę zabrać ten sweterek ze sobą w planowaną niebawem podróż i nie chciałabym czekać na dostawę włóczki w tym kolorze. Zobaczymy co z tego wyjdzie.


Rudego wystarczy spuścić na chwil kilka z oczu i już... siedzi sobie i się do spania na Malabrigo układa. Udało mi się zrobić jedno zdjęcie zanim zaczął mi w kadr włazić, a skoro już tam był, mam nadzieję nie będziecie mieć mu za złe, że zasłania robótki swoją szanowną rudością.


Skalny turkus doczekał się projektu, więc naprawdę się nie nudzę. Jak mi się znudzi jeden sweterek, albo kolor, przesiadam się na drugi projekt. Też chętnie go zabiorę ze sobą więc się spieszę. Rękawy, jak tylko maszyna zechce współpracować spróbuje zrobić na maszynie. Oby zechciała!


A projekt ten to Natsumi z BT Wool People

A co u Was ciekawego na drucikach? 
Myślicie jeszcze o wełnach czy już same letnie projekty dziergacie?
Pozdrawiam!

piątek, 2 maja 2014

Majowanie urojone..

Kompletnie niemajowa ta majówka... Przyzwyczaiłam się do "majówek" pełnych przygód, wyjazdowych, a tu w tym roku delikatnie mówiąc kicha. Połówek szanowny przed kilkoma dniami wpadł do domowego ogniska i oznajmił: "wyjeżdzam"... Oczywiście, banan na moich ustach natychmiastowo się pojawił bo usłyszałam "-y" na końcu tegoż anonsu i zaczęłam w głowie plan układać, co tu do walizki zapakować, czy sukienki, bo pojedziem-y gdzieś w słoneczne zakątki Europy, czy może swetrzyska, bo będzie lało. Poczułam nawet chwilową panikę, bo zdałam sobie sprawę z tego, że aktualnie, mimo tysiąca pomysłów na minutę (zasadniczo taki niekontrolowany napływ idei dziewiarskich nawiedza mnie tuż przed snem, ale tylko jak leżę na lewym boku... ;) ) nie posiadam żadnej skrystalizowanej idei co tu na drut wrzucić... A ponieważ w wełnianym magazynku jakieś niedobitki zostały i kilka kompletów, co to mi z jakiegoś powodu nie pasują, w te pędy rzuciłam się do planowania natychmiastowych zakupów w celu wzbogacenia wyboru, przed którym, tuż przed wyjazdem stanę.
Połówek patrzył na te moje spanikowane podskoki z politowaniem, ale nie przejęłam się bardzo, bo on tak często na mnie spogląda, zwłaszcza wtedy gdy temat ogólnie pojętego dziewiarstwa wjeżdża na salony. 
Nie znając destynacji naszej majowej podróży, a jak wiecie, od tego zależy zasobność przynajmniej mojej walizki, grzecznie zapytałam: "a gdzie jedziemy, Kochanie?". Na to Połówek zdziwiony odpowiada pytaniem: "My?? nigdzie, ja sam jadę..."

No i pękła bańka mydlana... rozwaliło się i roztrzaskało na drobniuśkie kawalątka marzenie o leżeniu plackiem na piaskach pod parasolem, o sączeniu kolorowych napojów wyskokowych przez cieniuśką słomkę w szklaneczce z parasolką, i o byciu masowaną i smarowaną kremami i balsamami... 
Za to pojawiła się całkiem nieznośna wizja słomianego wdowieństwa długości niezbędnej do zakończenia co najmniej jednego swetra, przesuwania planów wcześniej poczynionych, oraz wyjazdów, w tym tego do PL na jakieś bliżej nieokreślone "później". 

A skoro Połówek wybywa tuż po obecnym i wydłużonym weekendzie, więcej mamy obowiązków zaplanowanych na najbliższe dni, niż przyjemności...

nieeee... tak to ja się bawić nie będę... dzisiaj się obraziłam. Na wszystko! Oprócz wełny! działam... oto co powstaje:


Ostatnie już z kolekcji brazylijskiego Malabrigo... pasowałoby do piaszczystych plaż.. i do słomek w szklance, i do opalonego na mahoń wysmarowanego balsamami ciała... :D


I projekt z tych kompletnie bezmyślnych, czyli ktoś się wcześniej nagłowił, napracował, a ja sobie bezstresowo przerabiam same prawe z tęczowej kuleczki... barwy póki co przypominają mi dżunglowe palmy, albo poduszki, które leżałyby sobie na plażowych leżakach gdzieś na piaszczystej, rozświetlonej piekącym słońcem plaży...

Pozdrawiam Was z zamajowanego zakątka w mojej głowie :D
Odpoczywajcie i wybyczcie się za wszystkie czasy! :D


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...