Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maszyna dziewiarska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maszyna dziewiarska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 grudnia 2013

Cichy bohater maszyny dziewiarskiej.

W końcu nadchodzi jeden z tych dni kiedy masz nareszcie chęć na to, by zmierzyć się z maszyną dziewiarską. Wyciągasz ją z czeluści szafy/strychu/piwnicy, robisz jej maszynowe SPA, gruntownie oczyszczasz i smarujesz olejkami, kontrolnie sprawdzasz stan igieł, czy proste, czy ruchome języczki prawidłowo się domykają. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się być z maszyną w porządku. Zasiadasz zatem do niej, wyciągasz wełenkę na próby, taką co Ci jej nie szkoda będzie urwać czy wyrzucić po testach, otwierasz instrukcję i zgodnie z jej zaleceniami ustawiasz wszystkie pokrętła na karetce... i podejmujesz pierwsze próby... i niestety robótka leci z igieł! "Ale jak to? przecież wszystko powinno być w porządku, maszyna naoliwiona, igły sprawne, ustawienia zgodne z instrukcją, no więc o co chodzi?" myślisz sobie i od razu masz ochotę rzucić tym całym diabelskim urządzeniem w kąt.

Chwileczkę, możliwe że razem uda nam się odnaleźć przyczynę Twojej frustracji i jej przeciwdziałać :)

Jest taki mały, choć długi, niepozornie wyglądający element maszyny, część na pierwszy rzut oka całkowicie niewidoczna, która w przypadku maszyny dziewiarskiej odgrywa wręcz kluczową rolę podczas prac dziewiarskich. 

LISTWA IGŁOWA.


Listwa ta skonstruowana jest z dwóch elementów, metalowej długiej i cieniutkiej płyty oraz gąbki do niej przytwierdzonej. Jej zadaniem jest blokowanie igieł i "trzymanie ich w ryzach". Jeśli taką szynę usuniesz z maszyny igły wędrują do góry, nie są w żaden sposób przytrzymywane i w związku z tym, żyją własnym życiem i robią co im się podoba. Na maszynie w której powinna być szyna, a jej nie ma - nie da się pracować, ponieważ grozi to połamaniem igieł. Dzięki niej igły leżą płasko na płycie, przylegają wręcz do niej, co jest absolutnie konieczne, żeby karetka mogła na nich pracować. 

Żółta listwa - używana
Białoczarna listwa - nowa

Na zdjęciu powyżej możesz zaobserwować różnicę jaka występuje między listwą nową, nigdy nieużywaną, a taką, na której już nie jeden sweter powstał. Jak widać listwa używana jest brudna (ale to akurat niczemu nie przeszkadza) oraz spłaszczona w porównaniu do tej nowej. Jeszcze przez jakiś czas będę jej używać, ale musiałam już pomyśleć o nowej. 

Jakie ma jednak znaczenie dla Twojej maszyny taka listwa? 

Listwa stara (czasem nawet dwudziestoletnia) może się kruszyć lub zacznie się w końcu wykruszać podczas pracy na maszynie. Takie resztki po starej listwie będą prawie niemożliwe do usunięcia, a jak już wcześniej pisałam - maszyna z brudkiem się nie lubią. A poza tym podczas upływu czasu gąbka traci na elastyczności, i igły taką listwą przytrzymywane nie przylegają już tak płasko jak powinny, co może prowadzić do tego, że oczka będą z nich spadać a w bardziej skrajnych przypadkach - może doprowadzić do uszkodzeń igieł lub samej karetki. Po co ryzykować? Dlatego, jeśli masz zamiar kupić, albo już posiadasz maszynę w której jest taka listwa, ale odkąd ją posiadasz nigdy nie pomyślałeś/łaś o tym by ją obejrzeć, wyciągnij tą listwę zatem, obejrzyj i oceń. 

Jeśli gąbczasta część listwy jest spłaszczona, poszarpana lub zaczyna się kruszyć - czas najwyższy aby ją wymienić. Spotkałam się z dziewiarkami, które taką listwę wykonują samodzielnie, wymieniając tylko tę gąbczastą część i zastępując podobnym tworzywem, ja jednak nabywam nowe listwy w sklepach z artykułami do maszyn dziewiarskich. Mam jednak to szczęście, że mam dostęp do takich sklepów (np. ebay), jeśli Ty nie masz lub koszty przesyłki Cię odstraszają, bo wielokrotnie zwiększają czasem wartość produktu, pomyśl o tym by samemu ją odnowić. Lepsza taka własnoręcznie wykonana listwa, niż zbutwiała, stara i sypiąca się.

A jeśli mimo wykonanego SPA, wymienionej listwy i całkowicie pozytywnie zaliczonej kontroli - coś Ci dalej na maszynie nie wychodzi, wstań idź się przejść na spacer, zaparz sobie kawę czy herbatę, postaw obok niej ulubione ciasteczka i nie daj się wyprowadzić maszynie z równowagi. Podejrzewam, że te diabelskie stworzenia mają siódmy zmysł i potrafią odczytać nasze emocje. Moja Bitch z pewnością potrafi, i im bardziej się denerwuję - tym bardziej mi złośnica proces twórczy utrudnia. :) Więc nie dajmy maszynom satysfakcji.... bo tylko spokój może nas i maszyny uratować :)

Powodzenia i przyjemności z dziergania, niezależnie od tego czy to w zespół z maszyną czy siłą własnych rąk dziergać będziesz! :)




niedziela, 11 sierpnia 2013

Brother KH 892

Połówek wraz ze swoim przyjazdem zrobił całkiem przyjemne zawirowanie w moim życiu. Dlatego też milczałam przez ostatnie kilka dni. Na rzecz wspólnego spędzania z Połówkiem czasu wszystkie plany i projekty udziergowe poszły w zapomnienie, jedynie tunica doczekała się ostatniego rzędu. Aktualnie schnie, niebawem będzie premiera, może nawet na "ludziu" jeśli tylko dobre nastroje i zapał do robienia fotek nam dopiszą. Notabene, muszę wspomnieć, że choć aparat w rękach trzymać lubię, to nie specjalnie wielbię być przez obiektyw obserwowana..

Ale za to uwielbiam fotografować te moje skarby, czyli maszyny! Nie zaszła tu żadna pomyłka, liczba mnoga jak najbardziej zamierzona...

Przedstawiam Wam ją, Brother KH 892:




Wczoraj jeszcze zakurzona, brudna i smutna dziś radośnie połyskuje czystością i równie radośnie dzierga.

Na tyle radośnie, że aż wciągnęła Połówka... Chwała mi, że nabyłam drugą, bo będziemy mogli razem do maszyn zasiadać - on do swojej, ja do drugiej ;) i jednocześnie patrzeć sobie w oczy :)

Prywata: Dziękuję Ci Skarbie!

poniedziałek, 29 lipca 2013

Once upon a time.../ Pewnego razu...

...była sobie pewna polska dziewczyna, mieszkająca w Niemczech, która w bułgarskim sklepie z dzianiną nakupiła włoskiej włóczki. A oto owoc tejże jakże udanej transakcji:

English:... there was a Polish girl, who lives in Germany and bought an Italien wool in Bulgarian shop. And here is the item of this trade:






Wełenkę zakupioną w g-yarns.com pokazywałam Wam już tu. Ta konkretnie wełna, to  Lily, o sympatycznym składzie wełny z kaszmirem (10%). I żeby nie było tak szaro i buro popełniłam dziś kolejny eksperyment. Tym razem pierwsze skrzypce gra czerwień. 


E: This wool purchased from G-yarns.com I showed you allready here. Wool is called Lily and has a very pleasing composition of wool and cashmere (10%). And so it was not so gray and boring today I made another experiment. This time, the first violin plays red.









Wybrałam wzór, odpaliłam Bitch, i odleciałam..

E: I choose the pattern, turned on the machine and flew away..










Jakieś dwie godzinki później - z przerwą na kawę i ponad godzinną telefoniczną dysputę z Żywicielem Rodziny,  oraz 484 rzędy razy 2, wylądowałam.
Pozostało te kawalątka ze sobą tylko połączyć. A zatem biegnę po igłę, Wam życząc miłego i równie soczyście barwnego, co ta czerwień, wieczoru!

E: Like two hours later - with a break for coffee and more than an hour telephone discussion with a family member, and 2 x 484 rows, I landed.
And now I only need to join those two elements. So, I'm going to spend todays evening with an needle and this warm red friend on my laps, wishing you a very colourful and nice evening!



niedziela, 28 lipca 2013

W czasie deszczu dzieci się nudzą...

Mimo upalnego jak na rejony, w których mieszkam, lata - nie cieszy mnie deszcz ani trochu.. Zwłaszcza gdy dzień kończy się o 18 na przełomie lipca i sierpnia, bo na moim skrawku nieba, co mam go nad głową wielka i napuszona czarna chmura straszy mnie kolejną, chyba 10 w tym tygodniu burzą. Nie, nie boję się burzy, czasem nawet się burzą zachwycić potrafię. Ale jak w środku nocy musze z łóżka wstawać, bo wieje, trzaska oknami, grzmi i się błyska, to jednak stwierdzam, że mogłabym się bez nich obejść.

Zwłaszcza dziś ta szaruga i parnota mi nie służą. To już prawie 3 tygodnie jak Połówek wziął se i pojechał, i jeszcze co najmniej tydzień czekania aż w końcu wróci.  Niektórzy mówią, że służy mi ta samotnia, bo przecież projekty rosną jak grzyby po deszczu, pomysłów w głowie tysiące, posty co chwilę zamieszczam. Może i tak, ale już chciałabym, żeby był tu, a nie tam.

A dziś, żeby nie myśleć i nie pozwolić tej szarudze wkraść się w me serducho - poczyniłam eksperymenty. Uruchomiłam Bitch, ale po raz pierwszy tak naprawdę, wsadziłam jej ogon do kontaktu i patrzyłam jak szybuje. Iskry nie strzelały, za to usłyszałam radosnę "biiip" na powitanie. Wklepałam zgodnie z zaleceniem instrukcji potrzebne cyferki, nawinęłam sznurki, co mi ich na testy nie szkoda, nacisnęłam guziczek.. i proszę:




I stwierdzam, że brak mi włóczki, takiej właśnie skarpetkowej, wielokolorowej :) Trzeba zapasy podreperować. Ale nie byle jakie, tylko tym razem chyba już wiem, czego chcę. :)

No i próbuję popełnić własny projekt. To dopiero zalążek, pomysł w głowie jest, konstrukcja będzie prosta, ale z bajerami. Tylko nie za dużo tych bajerków. I będzie też kolorek. I guziczek, a może nawet dwa, dla guzikolubnych. Ja osobiście nie jestem ich miłośnikiem, ale znalazłam takie, że chyba jednak zmienię zdanie. A zatem cierpliwości moi drodzy.  :)




Wełna to Malabrigo Sock, kolor Persia, była o nim mowa tu. Na początku myślałam, że może wrzucę ją na maszynę, ale cieszę się, że jednak tego nie zrobiłam. Cudownie się ją dzierga. No i te zmiany kolorów, przerabianie kolejnych oczek jest jak rozpakowywanie prezentów. Co chwilę jakaś nowość. Ma to jednak swoje minusy, zamiast dziergać, co chwilkę biorę robótkę w ręce i oglądam te kolory, a czas leci.. a i dobrze, niech leci. Byle do następnego weekendu zleciał prędko. 

wtorek, 23 lipca 2013

Set - in sleeve / Wrabiane rękawy.

Jakie to proste! Koniec z klasyczną metodą udziergu na maszynie, który kończy się godzinami zszywania. Od dziś ta jedyna i słuszna, i absolutnie ergonomiczna metoda wrabiania rękawów rzędami skróconymi staje się moją ulubioną.
Poniżej przedstawię jak wygląda to w praktyce:

How easy it is! End with the classical method of knitting on a machine that ends in an hour sewing. From today this one and only correct, and absolutely ergonomic method of setting - in sleeves by using shortened rows becomes my favorite.
And this is how it looks like in practice:



Na moim Brotherze jest możliwość ustawienia  prowadnicy, która przerabia oczka, w pozycji HOLD (na zdjęciu - H). To ustawienie powoduje, że przerobione zostaną tylko igły znajdujące się w polach aktywnych, a te, które zostały wysunięte do pozycji H, zostaną pominięte.  

On my Brother is possible to set the catridge ,  which knits the garment, on  HOLD position (at pic. - H). This setting means, that only needles which are in the active position will be knitted, and those which have been put forth to position H, will be omitted.


Następnie należy nałożyć na każdą kolejną igłę jedno oczko, wzdłuż krawędzi dzianiny zaczynając od szpicu w kierunku pach. W moim przypadku pomiędzy tymi pierwszymi oczkami występuje 10 dodatkowych oczek. W trakcie transportowania oczek na maszynę trzeba zwrócić uwagę na to, by jedno oczko przypadało dokładnie na co drugi rząd wcześniej wydzierganego fragmentu oraz by ilość nabranych oczek - zarówno w części przedniej jak i tylnej była dokładnie taka sama. 
I teraz ty i maszyna jesteście gotowe do współpracy.

Then, you need to transform each eyelet one by one on the knitting needles along the edge of the fabric starting from the tip of the armhole. I have ten more additional meshes between  them. Two things are the most important right now. First, you need to transport only one mesh per two rows of the garment. Seceond, the number of transported meshes needs to be exaclty the same for the back and  frontal piece of garment.   
And that's it. You're ready to go. 



 Wykonywanie rzędów skróconych to już żadna filozofia. Z jednej strony musisz zadbać o to, żeby nić znalazła się tylko pod pierwszą igłą za każdym razem zanim przesuniesz prowadnicę (na tej igle powstanie "wrap").

Shortrows technique is very easy. The thread will be laying on the H-positioned needles. Remember to put the thread under the first needle every time before you move the catridge (you will get the "wrap").



Z drugiej strony pamiętaj o tym, by pierwsza igła znajdująca się po drugiej stronie dzierganej dzianiny została ustawiona w pozycji pracy maszyny.

Mój rękaw ma kształt klasycznego raglanu - czyli nabierane jest jedno oczko na dwa rzędy.

Don't forget as well to put the first needle on the other side of the fabric in to working position.
My sleeve is shaped like a classic raglan - one extra mesh for two rows on each side.








Niespełna kilkanaście minut i od razu sukces za pierwszym podejściem.

Less than a few minutes and success on the first try.

















10 minut później...

10 minutes later...


poniedziałek, 22 lipca 2013

Déjà vu...

Powiedziało się : "A", trzeba powiedzieć: "B"...

Może to nie jest typowe dla dziewiarek - dziergać ten sam model w kółko, a przynajmniej dwa razy z rzędu, ale postanowiłam, po nocnych snach na temat tego jak rozgryźć konstrukcyjnie Vitamin D przerzucając ją na maszynę, że będę kuć żelazo póki gorące.

I oto - po tylko jednej nieudanej próbie rozpoczęcia - Bitch dzisiaj wyjątkowo łaskawa.. ale cii.. nie chwalmy dnia przed zachodem słońca, bo się jeszcze cholernicy coś odwidzi i przestanie współpracować - początek plecków:





Dzianina to Fine Lace Rowana, którą pokazywałam tu , o pięknym jasnokremowym odcieniu. Cieniutka jest i lekko mechata, ale póki co bardzo mi się podoba. 

Chwała mi, że jakiś czas temu za namową Poprzedniczki (dla tych co nie znają historii "przejęcia" maszyny - odsyłam Was tu ) uległam i zakupiłam skandalicznie drogie, niepozorne i właściwie na pierwszy rzut oka - zupełnie zbędne "przydasię", nazywane przez niektórych,  narzędzie tortur...




Mowa tu o grzebieniu do przenoszenia oczek. Wygląda jak grzebień? Ano wygląda. Działa jak grzebień? Ano nie działa. 
Dzięki temu urządzonku zaoszczędziłam sporo czasu na przenoszeniu oczek pomiędzy igiełkami. I w ten oto sposób w ciągu właściwie dłuższej chwili - w porównaniu do udziergu ręcznego - należałoby nawet rzec chwiluni - powstał fragment sweterka, a dokładniej jego tylna część. 



Większość z Was zna zapewne technikę wrabiania rękawów rzędami skróconymi. Taką samą techniką można pracować na maszynie. Pozwala to na zaoszczędzenie i czasu i palców, poranionych igłą w czasie zszywania. Na swoim kanale na youtubie - moja absolutna guru w dziewiarstwie maszynowym - Diana Sullivan pokazuje właśnie jak to robić. Jeśli Was to interesuje, zaglądnijcie o  tu. Sama zamierzam to zrobić pierwszy raz. Miejmy nadzieję, że mi się uda. :) 

 Biegnę zatem dziergać zanim Bitch włączy funkcję "relaks". 

Miłego Dnia Wam Wszystkim! and Happy Knitting :)

piątek, 14 czerwca 2013

Brother i Romans stulecia.

Jak już wiecie - w lutym tego roku stałam się szczęśliwą posiadaczką MASZYNY DZIEWIARSKIEJ. Połówek w przededniu urodzin zaczął cisnąć - "A co byś chciała na urodziny?" ...
W popłochu przed wizją niechcianego prezentu zaatakowałam "pana googla" w poszukiwaniu inspiracji... kosmetyki? a mało to ich mam?( to pytanie z tych retorycznych;) ) ciuch? a co, bez urodzin sobie nie kupię? lepiej Połówka nie przyzwyczajać... biżuteria? hmm.. fajnie, ale ostatnio nie noszę żadnej, jakiś gadżet, ale jaki...??? i tu nagle... Moja Droga Ex-Sąsiadeczka udostępniła swój nowy nabytek i przyszła mi z pomocą. Zdaje się, że to była "Moda"? Sąsiadeczko pomocy! dobrze pamiętam?

 Nagle do mnie dotarło, że ktoś kiedyś wymyślił maszynę dziewiarską, nie tyle przemysłową , co domową - kiedy? ponad 30 lat temu? o matko!! Eureka!! no i się zaczęło. Trzy dni nie jadłam, nie spałam, tylko wisiałam na youtubach, blogach, wikipediach i czytałam, czytałam, czytałam... i doczytałam tyle, że w Polsce są zupełnie inne modele, niż te dostępne u mnie, więc na nic mi się zdały artykuły po polsku. Po niemiecku za dużo ich nie ma, fora dziewiarskie po niemiecku to dla mnie czarna magia... uff... angielski "pan google" się zlitował. Od tej strony wszystko się zaczęło. Miał być Brother - musiał być Brother!!! 

Oto ona:  Brother KH 910 z drugim łóżkiem Brother KR 850.




Historia tejże maszyny- przez poprzednią właścicielkę zwanej "Bitch" oraz tego w jaki sposób znalazła swoje miejsce i domek u nas, jest zawiła i skomplikowana. Wszystko zaczęło się jakieś 30 lat temu, kiedy to zakupiona przez zakochanego Małżonka miała cieszyć oko, ucho (niestety) oraz dłonie - świeżo Poślubionej. I podobno cieszyła... oko, bo przez ponad ćwierćwiecze stała w pokoiku zakurzona, narażona na szkodliwe działanie UV, bez jakiejkolwiek aktywności. Taka strata... Na szczęście - moje i maszyny - jakiś rok temu upolowała ją na aukcji moja Poprzedniczka, równie - jeśli nie bardziej zakręcona na punkcie dziewiarstwa, maszynowego w szczególności - powiem tylko tyle, że odsprzedała mi swoją maszynę - bo miała już ich 4, podobnej klasy, i po prostu potrzebowała miejsca. Nie mówiąc już o tym fakcie, że ta moja - a wtedy jeszcze nie moja - stała odłogiem, no bo Poprzedniczce godzin w dobie brakowało na to, żeby również i tą użytkować. No to się załapałam :)




Ale zanim się to wszystko wydarzyło pojechałam na oględziny. Poprzedniczka w swojej dobroci postanowiła mi pokazać, co sprzedaje, zaoferowała nawet, że w ramach pokazu będzie można na maszynie podziergać. Czy potrzebowałam czegoś więcej? O tak, kierowcy :) Ufff... Połówek się zgodził. No to siup. Umówiliśmy się na sobotnie przedpołudnie, do przejechania ok 150 km w jedną stronę - tak wiem! owariowałam :)  Jeszcze na parkingu zanim poznałam Poprzedniczkę - Połówek pyta mnie, jak myślę, ile czasu nam to zajmie - odpowiadam, głęboko wierząc w to, co mówię - Jakąś godzinkę, nie więcej... ;) uhm.. taaaaaak....




Weszliśmy, Poprzedniczka wrażenie sprawia ciepłej i autentycznej istoty, loki, szeroki uśmiech, iskry w oczach... będzie się działo :) Mówiła bez przerwy, o czym, nie wiem do końca, w nerwach zapomniałam języka - bo to nie mój ojczysty, no to zapomniałam... :) Wchodzimy na pięterko, tam są, one, cztery one, BROTHERY.... I ta wełna, nie wiem gdzie mam oczy podziać, na regały kipiące wełenką w każdym kolorze i grubości, czy na maszyny, bo nie wiem która to ta moja, ja przecież nic nie wiem o Brotherach ;) W końcu... Widzę ją, stoi dumnie, patrzy na mnie, ja na nią spozieram nieśmiało... Lekcja się zaczęła, wybieram wzorek z książeczki, sznurek już przygotowany... Startujemy, najpierw Poprzedniczka pokazuje, uruchamia, opowiada...  ja nie wiem co mam robić, patrzeć czy słuchać? Moja kolej... ręce mi się trzęsą.. co mam robić? "trzeba było słuchać, a nie patrzeć, to byś wiedziała!!!"-ganię się w myślach....ufff... poszło... niczego nie urwałam, niczego nie zepsułam - wrażenie- bezcenne!!! muszę ją mieć...
Chwilę jeszcze pogadaliśmy, kawkę dostaliśmy, wychodzimy, żegnamy się - wszystko się rozstrzygnie tydzień później na aukcji - Połówek już w samochodzie z nutką ironii w głosie się pyta: "nie więcej jak godzinkę, tak? " Patrzę na zegarek - 15:30. O MATKO!!!Ponad trzy i pół godziny!!!! dziergania na maszynie i plotkowania (oczywiście o dzierganiu), i ten Mój biedny Połówek nade mną stojący i cierpliwie czekający!!! nawet się nie zająknął, niczym się nie zdradził, a ja nie wiedziałam, nie poczułam upływu czasu, no i sami powiedzcie, czy to mogłoby być coś innego niż najprawdziwsza miłość??? :)




Tydzień później zrządzenie losu i przeznaczenie przypieczętowane zostało sukcesem na aukcji. Jest moja. Mam ją. 
I dopiero się zaczęła HISTERIA... bo jak ją obsługiwać???? Ale o tym może już innym razem :)




A powyżej załączam dowód na to, że "Bitch" znalazła w naszym domu co najmniej jeszcze jednego adoratora ;).

czwartek, 13 czerwca 2013

Fayer by Kim Hargreaves or Idlewood by Cecily Glowik MacDonald

Dziś będzie o dwóch wspaniałych projektantkach i moich zmaganiach z ich projektami. Obie Panie cieszą się niesamowitą popularnością na ravelry. Nic dziwnego, ich projekty cechuje klasa i prostota, w pozytywnym tego słowa rozumieniu. Ponieważ to, co nieskomplikowane, jest piękne. Będzie też o moim pierwszym projekcie wykonanym na maszynie. Sweter ten właściwie powstał przy połączeniu dwóch projektów.Today it's going to be about two great designers and my struggle with their projects. Their deigns are very popular on ravelry. It is no wonder, because their designs are at the same time classy and simple. There will be also about my first project made ​​on the machine. The sweater I want to show you today was actually the combination of two projects

Fayer by Kim Hargreaves był moim pierwszym pomysłem. Sweter ten przede wszystkim urzekł mnie swoją prostą linią, ładnym golfem, przedługaśnymi rękawami, które absolutnie uwielbiam, ponieważ wiecznie cierpię na zmarznięte dłonie, i ciepłem, które na pierwszy rzut oka miał zapewnić. Wełenkę miałam idealną. 100% Schurwolle w kolorze naturalnym. Zdecydowałam się przewinąć ją na wersję potrójną.Fayer by Kim Hargreaves was my first idea. Sweater charmed me with its simple line, nice turtleneck, long sleeves, which I absolutely adore, because my hands are always frozen, and warmth, which at first glance was intended to provide. I had a perfect wool for this project. 100% Schurwolle in natural color. I decided to rewind it to the version of the triple.

Jedyne czego się obawiałam, to wrabiane - wszywane półokrągłe rękawy. Jeszcze nie udało mi się nigdy wykonać takiego projektu, uwielbiam za to raglany. I tu z pomocą przyszedł mi po raz kolejny "pan ravelry", gdzie znalazłam Idlewood by Cecily Glowik MacDonald, sweter z przepięknym, długim i szerokim golfem i konstrukcją raglanową.The only thing I was afraid of were sewn sleeves. Till today I have never made such project. Besides I simply adore Raglan construction. And once again  "Mr. ravelry" helped me. I've found there Idlewood by Cecily Glowik MacDonald , a sweater with a beautiful, long and wide turtleneck and raglan construction.
A oto moja wersja:Here's my version:





Sweter został przerobiony na maszynie od dołu i na około, metodą bezszwową, rękawy podobnie, szycie występuje tylko w części raglanowej - w miejscu połączenia rękawów i części tułowia, przyszyte ręcznie metodą Mattress Stitch.
W talii został zwężony, rękawy lekko rozkloszowane do dołu.
Sweater has been made seamlessly ​​on the machine. Only sleeves are sewn up to the torso, sewn by hand using Mattress Stitch.
The waist is shaped and sleeves are slightly extended at the bottom.




Golf wyszedł fantastycznie, można go ułożyć - dosłownie - byle jak - i zawsze wygląda świetnie. Z jakiegoś powodu postanowiłam wykonać go również na maszynie, co przyprawiło mnie o wielokrotny zawał serca a maszynę - o rękoczyn ... :) miałyśmy siebie dość. Ona nie chciała współpracować, pozaciągała mi sweter w paru miejscach... ale udało się i efekt końcowy zaskoczył pozytywnie nawet mnie :)Turtleneck came out fantastic, it can be freely arranged and always looks great. For some reason I decided to do it on the machine, which almost caused me multiple heart attacks and machine - spanking ... :) We were tired of each other. She didn't want to cooperate, destroyed me a sweater in a few places. But despite of difficulties I succeeded and the result surprised even me :)





Rękawy oraz krawędzie powstały poprzez zawinięcie dzianiny pod spód. W rękawach ta forma wykończenia sprawuje się wyśmienicie, dzianina się nie wywija, co innego jeśli chodzi o główną cześć swetra. Mimo blokowania i prania wciąż i uparcie wywija się do góry, co nie do końca mi odpowiada.

The sleeves and edges are finished by wrapping fabric underneath. In the sleeves this form of finishing works just fine, fabric doesn't wrap, in contrast to the main part of the sweater. Blocking didn't help with it,  it's still curling up, what I don't like at all.
Reasumując, plusy wynikające z tego swetra absolutnie minimalizują jego niedociągnięcia. Jeśli w przyszłości pokuszę się o podobny projekt, to chciałabym poeksperymentować z linią w dekolcie. Mam cichą nadzieję, że to pozwoli jeszcze ładniej wyeksponować to, co panie eksponować powinny :) Ale z drugiej strony, czy jest sens poprawiać doskonałość?In summary, pluses of this sweater reward its shortcomings. If I decide to do this project once again, I would like to experiment with the neckline. But on the other hand, does it make sense to improve a perfection?




Sweter ten to właściwie szkoła obsługiwania maszyny dziewiarskiej, począwszy od nabierania oczek, spuszczania oczek w raglanie, pracy naokoło, listwy dolnej, i wielu wielu innych niezbędnych umiejętności, których już teraz nie pamiętam.  Jako materiał szkoleniowy sprawił mi wiele wysiłku, ale jeszcze więcej frajdy.Thanks to this project I learned how to work on a knitting machine. I learned basic skills like CO or how to make a raglan construction or how to bind off and many many others. I've enjoyed working on this project, because it was challenging and funny at the same time.



Powiem tak, nosi się go znacznie lepiej niż wygląda na zdjęciach. :)

środa, 1 maja 2013

Rozmiar ma jednak znaczenie...?

Zdarzyło Wam się poczuć niemoc w trakcie realizowania projektu tak wszechogarniającą, że odkładacie swoją pracę na miesiące do szaf... albo i dłużej? Zauważyłam u siebie pewną analogię, jeśli projekt nie stanowi dla mnie wyzwania pod względem wzoru lub jego realizacja rozciąga się na niekończące się dni i wieczory, przychodzi taki moment, gdy coś mi nie wychodzi i wiem, że bez prucia się nie obejdzie... następuje kryzys i w jednej chwili odkładam pracę, czasem niestety na zawsze...

Ku wielkiemu nieszczęściu mojego Lepszego Połówka - sytuacja ta nagminnie powtarzała się w czasie pracy nad częściami garderoby dzierganymi z myślą o nim. Jedna rękawiczka bez pary, ponieważ wzór mi się znudził, kolory przestały pasować, itp, sweter nigdy nie zrobiony do końca, bo rękawy nierówne wyszły, bo tu za szeroko, tam za wąsko, tu nierówno, tam krzywo... i nic tylko pruć. A sweter w rozmiarze XXL sam się w 2 dni nie zrobi...
A nieprawda! Zrobi się!

Od lutego moje oko i duszę cieszy maszyna dziewiarska, która w znaczny sposób przyczyniła się do rozkwitu uczuć między mną a moim Połówkiem :)

A oto dlaczego:





Sweter powstał właściwie beż żadnego schematu, ot zwykły raglan.. tylko że tym razem dziergała maszyna, i to nie tygodnie a godziny, a dokończyłam ja :).




Dzianina to 90% superwash merino (2/30 NM) przerobiona potrójnie, zakupiona w zaprzyjaźnionym sklepie z dzianiną do maszyn dziewiarskich. Ściągacze i stójka przerobiona na drutach 2,0 (1x2 twist ribb).




Efekt końcowy przerósł moje najśmielsze oczekiwania.. dzianina układa się pięknie, jest lekka, a mimo wszystko bardzo ciepła, co tu dużo gadać, popatrzcie na Połówka ;)




On szczęśliwy, ja tym bardziej, bo sweter noszony jest przez niego z przyjemnością  i w dodatku mam zamówienie na kolejne... :) czy potrzeba czegoś więcej?
A teraz pozwolę sobie na prywatę - Skarbie, oczywiście że będą następne, ale pod warunkiem, że zgodzisz się równie pięknie pozować i następnym razem! :-)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...