Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brother KH 910. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brother KH 910. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 października 2013

Fascynacja maszyną dziewiarską i eksperyment.

Moje zauroczenie dziewiarstwem zaczęło się jeszcze w dzieciństwie. Do tej pory rzewnie i z sentymentem wspominam odwiedziny w mieszkaniu u sąsiadów na piętrze, w którym pełno było kreatywności z każdej materii i w każdej sztuce. Od papierowych ozdóbek, przez szyte na maszynie, dziergane ręcznie... i te regały wypchane książkami wypełnione inspiracjami... Szczęśliwie się złożyło, że na tym samym piętrze w późniejszym czasie zamieszkała bardzo zaczytana młoda osóbka o podobnej do mojej fascynacji rękodziełem. Rzeczona Ona poszła raczej w kierunku igły, nici oraz haftów krzyżykami - które do tej pory są dla mnie - nie oszukujmy się, czarną magią i szczytem cierpliwości i perfekcjonizmu.
Ale nie o tym miało być. Maszynę mam już dość długo, i nie wiem czy to raczej z obawy przed możliwymi usterkami urządzenia, które liczy więcej wiosen niż ja, czy może z szacunku dla autorów instrukcji obsługi do tej maszyny - staram się sobie nowe umiejętności na maszynie dozować. Dzięki temu maszyna mi się nie nudzi, a wszelkie porażki w między czasie występujące osładzam sobie nowinką, która zawsze się gdzieś w zanadrzu kryje.

Nowinka oczarowała nie tylko mnie. Połówek po powrocie do domu oniemiał i złożył zamówienie. Nie byle jakie. Szalik. Nie lubię szalików dziergać ręcznie. W ogóle z szalikami mam problem, bo nosić też nie lubię. Ale skoro wróg szalikowy nr 1 - czyli mój Ślubny zarzeka się, że nosić będzie w nadchodzącej zimie, nie mogłam mu odmówić. A że prosił ładnie to z rozpędu machnęłam dwa. :) niech ma!





Udziergi powstały na maszynie dziewiarskiej dwupłytowej (Brother KH 910 i KR 850). Ścieg to znany i świętujący ostatnimi czasu powrót do łask fisherman's rib, idealnie pasujący na ciepłe i puchate szaliki. Włóczkopożeracz, bez wątpienia ;)
Plating yarn knitting dający dwustronny i dwukolorowy efekt jednocześnie jako nowinka całkowicie mnie oczarował i jestem pewna, że jeszcze nie raz do niego wrócę. 

A to już szaliczki na Nowym Właścicielu:



Dzięki takim chwilom, jak to odkrycie dziewiarskie utwierdzam się w przekonaniu, że ta maszyna i jej umiejętności to jedna wielka niespodzianka. I na samą myśl o tym co jeszcze przede mną ukrywa - uśmiecham się szeroko! 

czwartek, 3 października 2013

Zanim kupisz maszynę dziewiarską - część pierwsza.

Jeśli jesteś miłośnikiem dziewiarstwa, kochasz sznurki w każdej postaci, jednak znudziła Ci się praca ręczna na drutach, chciałabyś spróbować czegoś innego lub po prostu potrzebujesz przyspieszyć swoje prace dziewiarskie, a maszynę traktujesz jako środek do osiągnięcia tych celi - ten post jest skierowany do Ciebie.

Zanim zakupiłam maszynę dziewiarską o samych maszynach nie wiedziałam nic. Pan google i pan youtube jak zwykle w takich sytuacjach się zlitował i był niezwykle pomocny w podjęciu decyzji, którą maszynę powinnam nabyć. Znajomość języków obcych - zwłaszcza angielskiego czy niemieckiego są w tym przypadku na wagę złota. Choć w sieci istnieje dużo informacji, danych technicznych, opisów a nawet filmików, na temat tego jak działa maszyna i na czym polega praca na niej, to wciąż brakuje życiowo ważnych informacji na temat tego, czego maszyna potrzebuje. I o tym właśnie będzie ten post.


Bo maszyna potrzebuje i to duuużo.

Przede wszystkim zastanów się czy masz dla niej odpowiednio dużo miejsca. Maszyna dziewiarska nie lubi być przenoszona z miejsca na miejsce, nie zmieści się do torebki, nie lubi światła słonecznego, nie lubi wilgoci, a w zależności od modelu zajmuje od ok 1 - 2 m (moje maszyny mają ok 1m plus dwa skrzydła po 40 cm) szerokości. Modele które poosiadam (Brother KH910 i Brother KH892) w pełnym rozłożeniu mają wymiary 20 cm x 190 cm. W czasie pracy zamontowane mają "skrzydła", które stanowią podpórkę dla pracującej na nich karetki. Najlepszym rozwiązaniem jest znalezienie miejsca w Twojej przestrzeni życiowej, w którym będzie mogła sobie stać i czekać na Ciebie i Twoją chęć do pracy na niej nie przeszkadzając Tobie i innym domownikom w życiu codziennym.

Załóżmy, że znalazłaś już dla niej idealny kącik w swoim domu, w którym nie będzie przeszkadzać Tobie i innym. Pojawia się kolejne pytanie - jaki stół powinnaś dla niej mieć. W internecie są do nabycia stoły docelowo przygotowane pod pracę na maszynie dziewiarskiej. Na niemieckim ebayu osiągają one dość wysokie ceny - czy jednak taki stół to konieczność? Nie. Każdy stół może idealnie sprawdzać się w tej roli, dopóki jest stabilny i nie przeszkadza Tobie i domownikom. Mało tego, możesz sama taki stół skonstruować. Potrzebne będą nogi i blat uwzględniające wysokość na której najwygodniej będzie Ci pracować, oraz rozmiary maszyny. Są dziewiarki, którym najwygodniej jest pracować na maszynie na stojąco. Ja osobiście wolę siedzieć. Wszystko jest kwestią gustu i Twojej wygody.

Krzesło. Na maszynie dziewiarskiej - jak już opanujesz podstawowe czynności - pracuje się dość szybko. Jeśli praca na maszynie będzie dla Ciebie atrakcyjna - możesz spędzać nawet kilka godzin ciągiem pracując na niej - ja tak mam :) A zatem nie bój się zainwestować w dobre krzesło. I znów, jakie - to zależy od Twoich potrzeb. Ja osobiście polecam krzesła na kółkach, ponieważ pracując na całej powierzchni maszyny - mając dużą robótkę zajmującą wszystkie igły - musisz, a raczej powinnaś mieć łatwy dostęp do każdego zakamarka maszyny. Inaczej ryzykujesz poważnym uszkodzeniem podłogi szurając krzesłem po niej tam i z powrotem.

Kolejnym ważnym czynnikiem może być głośność pracy na maszynie dziewiarskiej. To nie są druty, które delikatnie stukają w czasie pracy, to urządzenie, które szura, brzęczy i hałasuje. Dziergając ściegiem gładkim - kiedy możesz sobie pozwolić na szybką pracę karetką - hałas jest największy. Zastanów się, czy w Twoim otoczeniu znajdzie się też miejsce i na ten hałas. Jeśli dziergasz tylko po pracy, wieczorami lub nocą - możesz bardzo przeszkadzać innym domownikom oraz sąsiadom. Jeśli jesteś mamą i dziergasz w chwilach, gdy Twoje pociechy smacznie śpią - licz się z tym, że możesz im ten sen dziergając na maszynie zakłócić. Jak powiedziałam wcześniej - jeśli pokochasz tą dziedzinę dziewiarstwa będziesz dziennie dostarczać sąsiadom dźwiękowych atrakcji nawet przez kilka godzin.

Oczywiście możesz maszynę używać tylko od czasu do czasu i wyciągać ją i montować tylko na potrzeby chwili. Większość maszyn dziewiarski zapakowana jest do pudła, metalowego lub plastikowego  "pokrowca" lub drewnianej skrzyni. Ale wciąż to pudło jest zbliżone do rozmiarów maszyny lub większe i zajmuje sporo miejsca. Przechowywanie maszyny przez dłuższy czas w miejscach pełnych wilgoci - na strychu, w garażu czy nawet piwnicy - może wpłynąć negatywnie na jej pracę w przyszłości, może spowodować rdzewienie ważnych elementów. Nieodpowiednio przechowywana przez dłuższy czas maszyna - np. na stojąco - może ulec wykrzywieniu, co jest jednoznaczne z jej uszkodzeniem. Nawet najmniejsze wygięcie niektórych elementów może spowodować, że oczka będą spadać, karetka będzie się blokować, co będzie tylko źródłem Twojej frustracji.

Sam montaż maszyny dziewiarskiej zajmuje kilka minut. Do większości maszyn dołączona jest instrukcja, w której ze szczegółami opisany jest proces jej złożenia i rozłożenia. Moje maszyny za pomocą specjalnych klamerek przytwierdzone są do stołu na stałe, zapobiegając przed przesuwaniem się maszyny i jej uszkodzeniem. Klamry w czasie pracy mogą uszkodzić sam stół. A zatem jeśli wyciągniesz ją tylko na chwilę i przykręcisz do stołu z litego drewna, który jest wizytówką oraz centrum Twojego domu - licz się z tym, że na jego krawędziach mogą pojawić się uszkodzenia, rysy i wgłębienia.

Maszyna dziewiarska ma też trzeci wymiar - wysokość. Niektóre modele posiadają specjalną prowadnicę na nić, która osiąga nawet 130 cm wysokości.

Oczywiście do każdej maszyny dołączone są akcesoria, które również zajmują trochę miejsca. To również powinnaś uwzględnić planując swoje miejsce pracy na niej w swoim domu. Niezbędne "przydasię" powinno znajdować się pod ręką. Moje maszyny mają wbudowane przegródki w których można przechowywać małe akcesoria.

Przebrnęłaś, przez tego posta :) gratuluję! Masz mnóstwo innych pytań. Napisz do mnie. Postaram się udzielić odpowiedzi na każde w miarę swoich możliwości. Pomogą mi one również na przyszłość pisać o tematach Ciebie interesujących. Ja też byłam na Twoim miejscu, szukałam kiedyś maszyny dziewiarskiej :) Miałam szczęście, bo znalazłam ludzi, którzy w tej pasji mi pomogli. Pozwól, że ja pomogę też Tobie :)

środa, 25 września 2013

Redy w trzech kolorach.

Od pierwszego wejrzenia zakochałam się w swetrze Redy by ANKESTRICKT. Piękny prosty sweter do noszenia na co dzień, z pięknym szyjogrzejem dodającym mu charakteru. 
Od początku wiedziałam, że inny kolor niż czerwień nie wchodzi w grę. Wzoru nie kupiłam, ponieważ chciałam dziergać na maszynie i to ze znacznie różniącej się od przewidzianej we wzorze wełny. Dziś chcę Wam pokazać Czerwieńca, przy powstaniu którego mocno inspirowałam się projektem Anke, ale czy wciąż nim jest nawet ja nie umiem stwierdzić...

Sweter wydziergałam od dołu, z bardzo lekkim kształtowaniem talii, właściwie to takim bardziej muśnięciem niż wcięciem. Po wykonaniu przedniej i tylnej części wrobiłam na maszynie rękawy metodą set - in sleeve, następnie przetransportowałam oczka wokół szyi na oba łóżka (Brother KR 850 i KH 910) i na maszynie, na okrągło wykonałam golf, zbierając w co 30 rzędzie po 4 oczka z obwodu. Golf jest długi (120 rzędów) i dzięki zmniejszonemu obwodowi pięknie się układa zawinięty do wnętrza. 
Potem to już przeszłam na udzierg ręczny i wykonałam ściągacze na drutach 3.0. Ponieważ nie lubię zwykłych prostych ściągaczy, zastosowałam w tym swetrze Twisted Ribb - ściągacz przekręcony : 2x2, obustronnie, ponieważ na tym etapie nie wiedziałam, czy będę go nosić na "prawej" czy na "lewej" stronie. I świetnie się złożyło, ponieważ jak już połączyłam wszystkie elementy razem, stwierdziłam, że z powodzeniem mogę go nosić zarówno na lewo jak i na prawo ;) Choć jak pewnie zauważycie na zdjęciach - lewa to mój absolutny faworyt :)

A oto rzeczony Czerwieniec:  





Wełna powstała z miksu 3 czerwonych wełen, o których dokładnie możecie poczytać na moim raverly

Na zdjęcia na ludziu musicie trochę poczekać, dlatego proszę Was o cierpliwość :)

Na chwilę obecną wróciłam do dawno porzuconego Malabrigo i naprawdę czuję już zbliżający się koniec. Muszę tylko jakoś przetrwać rękawy, których ręcznie dziergać nie znoszę. Ale czy istnieją dziewiarki, które to lubią??? 
:)

Miłego i soczyście barwnego dnia!

wtorek, 13 sierpnia 2013

Still Light Tunic - Finished!/ Zakończona!
























Właśnie obejrzeliście mój najnowszy udzierg. Cieplutki jak świeżutkie bułeczki.. i kocham go już bardzo!
O wełnie pisałam już tu oraz tu. Dotyk kaszmiru na skórze - nawet tego 10 % - nie do podrobienia!

Sam projekt sprawił mi sporo zamieszania, podchodziłam do niego trzykrotnie. A wszystko z powodu mniejszej próbki i niedokładnych przeliczeń. Zaufałam temu, co było napisane w instrukcji. Ale na przyszłość, jeśli jeszcze nie sięgnęłaś po ten projekt, a zamierzasz, lepiej wykonać rozmiar mniejszy niż większy. Ja ostatecznie wybrałam rozmiar M i jest w sam raz, mimo tego, że robiłam go ze znacznie cieńszej dzianiny - ok 600m w 100g.

Kieszenie są genialne, guziczek uroczy. Od siebie dodałam tylko inny, bardziej kobiecy i dekoracyjny ściągacz. 

Będzie eksploatowany... nawet baaaardzo!

piątek, 2 sierpnia 2013

Still Light Tunic dziergana na maszynie/ knitted on machine

Radość moja, wynikająca ze zbliżającego się końca kieszeni była równie wielka co rozczarowanie, którego doświadczyłam, jak się okazało, że przednia połowa swetra nie wystarczy aby mnie objąć w biodrach. Nie mówiąc już o kieszeniach. Poszłam po rozum do głowy, przeliczyłam raz jeszcze i w ramach testów wykonałam najpierw część tylnią swetra - znacznie łatwiejszą, i dopiero wtedy zabrałam się za przód i kieszenie.
A dziś chcę Wam pokazać w jaki sposób nabierałam oczka na te właśnie kieszonki:

English: I was so happy when I finally finished pockets, and so disappointed at the same time when I discovered , that the frontal piece of the sweater is simply too small to cover my hips. Not to mention about the pockets. I came to my senses, counted again and for the second test I started  to knit a back piece of the sweater. It's so much easier to do it. Afterwards I  started to knit  a frontal piece and pockets once again. 
And this is how I did pocket increases on machine:



Teoria była wczoraj dziś będzie praktyka. Aby wykonać nabieranie oczek na kieszenie w tym projekcie, należy przetransportować oczka w stronę krawędzi swetra od igły, wokół której nabierane będą oczka. Do tego celu wykorzystałam grzebień do transportowania oczek.


E: The theory was yesterday today will be the practice. To make an increasing for pockets in this project, you have to transport meshes moving it in edge direction, starting from the needle, around which increases supposed to be done. For this purpose, I used a knitting machine comb.





Po przeniesieniu oczek powstała dziura na dwie igły, to na nich zawieszone zostaną dodane oczka.


E: After moving meshes on the right side of garment I became a  two needle hole. On those needles I wiil hang picked up meshes.





Następnie, używając specjalnego transportera, przeniosłam jedno oczko z części środkowej swetra o jedną igłę w prawo. W ten sposób otrzymałam dwie wolne igły, pomiędzy którymi zawieszone było oczko.


E: Then, using a special tool I moved one mesh from the central part of the sweater on free needle to the right. In this way, I got two free needles and one mesh in between them. 





Korzystając z tego samego urządzenia, nabrałam oczka. W tym celu wbiłam jego koniec w rząd poniżej, nabrałam jedno oczko i nałożyłam na igłę. Tę czynność wykonałam po obu stronach igły. 


E: Using the same tool I made increases. I picked up one mesh from row below and hang it on an empty needle. This is what I made with both empty needles.


I to wszystko. Miłego dziergania! 

E: And that's it. Happy knitting!


niedziela, 28 lipca 2013

W czasie deszczu dzieci się nudzą...

Mimo upalnego jak na rejony, w których mieszkam, lata - nie cieszy mnie deszcz ani trochu.. Zwłaszcza gdy dzień kończy się o 18 na przełomie lipca i sierpnia, bo na moim skrawku nieba, co mam go nad głową wielka i napuszona czarna chmura straszy mnie kolejną, chyba 10 w tym tygodniu burzą. Nie, nie boję się burzy, czasem nawet się burzą zachwycić potrafię. Ale jak w środku nocy musze z łóżka wstawać, bo wieje, trzaska oknami, grzmi i się błyska, to jednak stwierdzam, że mogłabym się bez nich obejść.

Zwłaszcza dziś ta szaruga i parnota mi nie służą. To już prawie 3 tygodnie jak Połówek wziął se i pojechał, i jeszcze co najmniej tydzień czekania aż w końcu wróci.  Niektórzy mówią, że służy mi ta samotnia, bo przecież projekty rosną jak grzyby po deszczu, pomysłów w głowie tysiące, posty co chwilę zamieszczam. Może i tak, ale już chciałabym, żeby był tu, a nie tam.

A dziś, żeby nie myśleć i nie pozwolić tej szarudze wkraść się w me serducho - poczyniłam eksperymenty. Uruchomiłam Bitch, ale po raz pierwszy tak naprawdę, wsadziłam jej ogon do kontaktu i patrzyłam jak szybuje. Iskry nie strzelały, za to usłyszałam radosnę "biiip" na powitanie. Wklepałam zgodnie z zaleceniem instrukcji potrzebne cyferki, nawinęłam sznurki, co mi ich na testy nie szkoda, nacisnęłam guziczek.. i proszę:




I stwierdzam, że brak mi włóczki, takiej właśnie skarpetkowej, wielokolorowej :) Trzeba zapasy podreperować. Ale nie byle jakie, tylko tym razem chyba już wiem, czego chcę. :)

No i próbuję popełnić własny projekt. To dopiero zalążek, pomysł w głowie jest, konstrukcja będzie prosta, ale z bajerami. Tylko nie za dużo tych bajerków. I będzie też kolorek. I guziczek, a może nawet dwa, dla guzikolubnych. Ja osobiście nie jestem ich miłośnikiem, ale znalazłam takie, że chyba jednak zmienię zdanie. A zatem cierpliwości moi drodzy.  :)




Wełna to Malabrigo Sock, kolor Persia, była o nim mowa tu. Na początku myślałam, że może wrzucę ją na maszynę, ale cieszę się, że jednak tego nie zrobiłam. Cudownie się ją dzierga. No i te zmiany kolorów, przerabianie kolejnych oczek jest jak rozpakowywanie prezentów. Co chwilę jakaś nowość. Ma to jednak swoje minusy, zamiast dziergać, co chwilkę biorę robótkę w ręce i oglądam te kolory, a czas leci.. a i dobrze, niech leci. Byle do następnego weekendu zleciał prędko. 

wtorek, 23 lipca 2013

Set - in sleeve / Wrabiane rękawy.

Jakie to proste! Koniec z klasyczną metodą udziergu na maszynie, który kończy się godzinami zszywania. Od dziś ta jedyna i słuszna, i absolutnie ergonomiczna metoda wrabiania rękawów rzędami skróconymi staje się moją ulubioną.
Poniżej przedstawię jak wygląda to w praktyce:

How easy it is! End with the classical method of knitting on a machine that ends in an hour sewing. From today this one and only correct, and absolutely ergonomic method of setting - in sleeves by using shortened rows becomes my favorite.
And this is how it looks like in practice:



Na moim Brotherze jest możliwość ustawienia  prowadnicy, która przerabia oczka, w pozycji HOLD (na zdjęciu - H). To ustawienie powoduje, że przerobione zostaną tylko igły znajdujące się w polach aktywnych, a te, które zostały wysunięte do pozycji H, zostaną pominięte.  

On my Brother is possible to set the catridge ,  which knits the garment, on  HOLD position (at pic. - H). This setting means, that only needles which are in the active position will be knitted, and those which have been put forth to position H, will be omitted.


Następnie należy nałożyć na każdą kolejną igłę jedno oczko, wzdłuż krawędzi dzianiny zaczynając od szpicu w kierunku pach. W moim przypadku pomiędzy tymi pierwszymi oczkami występuje 10 dodatkowych oczek. W trakcie transportowania oczek na maszynę trzeba zwrócić uwagę na to, by jedno oczko przypadało dokładnie na co drugi rząd wcześniej wydzierganego fragmentu oraz by ilość nabranych oczek - zarówno w części przedniej jak i tylnej była dokładnie taka sama. 
I teraz ty i maszyna jesteście gotowe do współpracy.

Then, you need to transform each eyelet one by one on the knitting needles along the edge of the fabric starting from the tip of the armhole. I have ten more additional meshes between  them. Two things are the most important right now. First, you need to transport only one mesh per two rows of the garment. Seceond, the number of transported meshes needs to be exaclty the same for the back and  frontal piece of garment.   
And that's it. You're ready to go. 



 Wykonywanie rzędów skróconych to już żadna filozofia. Z jednej strony musisz zadbać o to, żeby nić znalazła się tylko pod pierwszą igłą za każdym razem zanim przesuniesz prowadnicę (na tej igle powstanie "wrap").

Shortrows technique is very easy. The thread will be laying on the H-positioned needles. Remember to put the thread under the first needle every time before you move the catridge (you will get the "wrap").



Z drugiej strony pamiętaj o tym, by pierwsza igła znajdująca się po drugiej stronie dzierganej dzianiny została ustawiona w pozycji pracy maszyny.

Mój rękaw ma kształt klasycznego raglanu - czyli nabierane jest jedno oczko na dwa rzędy.

Don't forget as well to put the first needle on the other side of the fabric in to working position.
My sleeve is shaped like a classic raglan - one extra mesh for two rows on each side.








Niespełna kilkanaście minut i od razu sukces za pierwszym podejściem.

Less than a few minutes and success on the first try.

















10 minut później...

10 minutes later...


poniedziałek, 22 lipca 2013

Déjà vu...

Powiedziało się : "A", trzeba powiedzieć: "B"...

Może to nie jest typowe dla dziewiarek - dziergać ten sam model w kółko, a przynajmniej dwa razy z rzędu, ale postanowiłam, po nocnych snach na temat tego jak rozgryźć konstrukcyjnie Vitamin D przerzucając ją na maszynę, że będę kuć żelazo póki gorące.

I oto - po tylko jednej nieudanej próbie rozpoczęcia - Bitch dzisiaj wyjątkowo łaskawa.. ale cii.. nie chwalmy dnia przed zachodem słońca, bo się jeszcze cholernicy coś odwidzi i przestanie współpracować - początek plecków:





Dzianina to Fine Lace Rowana, którą pokazywałam tu , o pięknym jasnokremowym odcieniu. Cieniutka jest i lekko mechata, ale póki co bardzo mi się podoba. 

Chwała mi, że jakiś czas temu za namową Poprzedniczki (dla tych co nie znają historii "przejęcia" maszyny - odsyłam Was tu ) uległam i zakupiłam skandalicznie drogie, niepozorne i właściwie na pierwszy rzut oka - zupełnie zbędne "przydasię", nazywane przez niektórych,  narzędzie tortur...




Mowa tu o grzebieniu do przenoszenia oczek. Wygląda jak grzebień? Ano wygląda. Działa jak grzebień? Ano nie działa. 
Dzięki temu urządzonku zaoszczędziłam sporo czasu na przenoszeniu oczek pomiędzy igiełkami. I w ten oto sposób w ciągu właściwie dłuższej chwili - w porównaniu do udziergu ręcznego - należałoby nawet rzec chwiluni - powstał fragment sweterka, a dokładniej jego tylna część. 



Większość z Was zna zapewne technikę wrabiania rękawów rzędami skróconymi. Taką samą techniką można pracować na maszynie. Pozwala to na zaoszczędzenie i czasu i palców, poranionych igłą w czasie zszywania. Na swoim kanale na youtubie - moja absolutna guru w dziewiarstwie maszynowym - Diana Sullivan pokazuje właśnie jak to robić. Jeśli Was to interesuje, zaglądnijcie o  tu. Sama zamierzam to zrobić pierwszy raz. Miejmy nadzieję, że mi się uda. :) 

 Biegnę zatem dziergać zanim Bitch włączy funkcję "relaks". 

Miłego Dnia Wam Wszystkim! and Happy Knitting :)

piątek, 14 czerwca 2013

Brother i Romans stulecia.

Jak już wiecie - w lutym tego roku stałam się szczęśliwą posiadaczką MASZYNY DZIEWIARSKIEJ. Połówek w przededniu urodzin zaczął cisnąć - "A co byś chciała na urodziny?" ...
W popłochu przed wizją niechcianego prezentu zaatakowałam "pana googla" w poszukiwaniu inspiracji... kosmetyki? a mało to ich mam?( to pytanie z tych retorycznych;) ) ciuch? a co, bez urodzin sobie nie kupię? lepiej Połówka nie przyzwyczajać... biżuteria? hmm.. fajnie, ale ostatnio nie noszę żadnej, jakiś gadżet, ale jaki...??? i tu nagle... Moja Droga Ex-Sąsiadeczka udostępniła swój nowy nabytek i przyszła mi z pomocą. Zdaje się, że to była "Moda"? Sąsiadeczko pomocy! dobrze pamiętam?

 Nagle do mnie dotarło, że ktoś kiedyś wymyślił maszynę dziewiarską, nie tyle przemysłową , co domową - kiedy? ponad 30 lat temu? o matko!! Eureka!! no i się zaczęło. Trzy dni nie jadłam, nie spałam, tylko wisiałam na youtubach, blogach, wikipediach i czytałam, czytałam, czytałam... i doczytałam tyle, że w Polsce są zupełnie inne modele, niż te dostępne u mnie, więc na nic mi się zdały artykuły po polsku. Po niemiecku za dużo ich nie ma, fora dziewiarskie po niemiecku to dla mnie czarna magia... uff... angielski "pan google" się zlitował. Od tej strony wszystko się zaczęło. Miał być Brother - musiał być Brother!!! 

Oto ona:  Brother KH 910 z drugim łóżkiem Brother KR 850.




Historia tejże maszyny- przez poprzednią właścicielkę zwanej "Bitch" oraz tego w jaki sposób znalazła swoje miejsce i domek u nas, jest zawiła i skomplikowana. Wszystko zaczęło się jakieś 30 lat temu, kiedy to zakupiona przez zakochanego Małżonka miała cieszyć oko, ucho (niestety) oraz dłonie - świeżo Poślubionej. I podobno cieszyła... oko, bo przez ponad ćwierćwiecze stała w pokoiku zakurzona, narażona na szkodliwe działanie UV, bez jakiejkolwiek aktywności. Taka strata... Na szczęście - moje i maszyny - jakiś rok temu upolowała ją na aukcji moja Poprzedniczka, równie - jeśli nie bardziej zakręcona na punkcie dziewiarstwa, maszynowego w szczególności - powiem tylko tyle, że odsprzedała mi swoją maszynę - bo miała już ich 4, podobnej klasy, i po prostu potrzebowała miejsca. Nie mówiąc już o tym fakcie, że ta moja - a wtedy jeszcze nie moja - stała odłogiem, no bo Poprzedniczce godzin w dobie brakowało na to, żeby również i tą użytkować. No to się załapałam :)




Ale zanim się to wszystko wydarzyło pojechałam na oględziny. Poprzedniczka w swojej dobroci postanowiła mi pokazać, co sprzedaje, zaoferowała nawet, że w ramach pokazu będzie można na maszynie podziergać. Czy potrzebowałam czegoś więcej? O tak, kierowcy :) Ufff... Połówek się zgodził. No to siup. Umówiliśmy się na sobotnie przedpołudnie, do przejechania ok 150 km w jedną stronę - tak wiem! owariowałam :)  Jeszcze na parkingu zanim poznałam Poprzedniczkę - Połówek pyta mnie, jak myślę, ile czasu nam to zajmie - odpowiadam, głęboko wierząc w to, co mówię - Jakąś godzinkę, nie więcej... ;) uhm.. taaaaaak....




Weszliśmy, Poprzedniczka wrażenie sprawia ciepłej i autentycznej istoty, loki, szeroki uśmiech, iskry w oczach... będzie się działo :) Mówiła bez przerwy, o czym, nie wiem do końca, w nerwach zapomniałam języka - bo to nie mój ojczysty, no to zapomniałam... :) Wchodzimy na pięterko, tam są, one, cztery one, BROTHERY.... I ta wełna, nie wiem gdzie mam oczy podziać, na regały kipiące wełenką w każdym kolorze i grubości, czy na maszyny, bo nie wiem która to ta moja, ja przecież nic nie wiem o Brotherach ;) W końcu... Widzę ją, stoi dumnie, patrzy na mnie, ja na nią spozieram nieśmiało... Lekcja się zaczęła, wybieram wzorek z książeczki, sznurek już przygotowany... Startujemy, najpierw Poprzedniczka pokazuje, uruchamia, opowiada...  ja nie wiem co mam robić, patrzeć czy słuchać? Moja kolej... ręce mi się trzęsą.. co mam robić? "trzeba było słuchać, a nie patrzeć, to byś wiedziała!!!"-ganię się w myślach....ufff... poszło... niczego nie urwałam, niczego nie zepsułam - wrażenie- bezcenne!!! muszę ją mieć...
Chwilę jeszcze pogadaliśmy, kawkę dostaliśmy, wychodzimy, żegnamy się - wszystko się rozstrzygnie tydzień później na aukcji - Połówek już w samochodzie z nutką ironii w głosie się pyta: "nie więcej jak godzinkę, tak? " Patrzę na zegarek - 15:30. O MATKO!!!Ponad trzy i pół godziny!!!! dziergania na maszynie i plotkowania (oczywiście o dzierganiu), i ten Mój biedny Połówek nade mną stojący i cierpliwie czekający!!! nawet się nie zająknął, niczym się nie zdradził, a ja nie wiedziałam, nie poczułam upływu czasu, no i sami powiedzcie, czy to mogłoby być coś innego niż najprawdziwsza miłość??? :)




Tydzień później zrządzenie losu i przeznaczenie przypieczętowane zostało sukcesem na aukcji. Jest moja. Mam ją. 
I dopiero się zaczęła HISTERIA... bo jak ją obsługiwać???? Ale o tym może już innym razem :)




A powyżej załączam dowód na to, że "Bitch" znalazła w naszym domu co najmniej jeszcze jednego adoratora ;).
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...