środa, 1 maja 2013

Rozmiar ma jednak znaczenie...?

Zdarzyło Wam się poczuć niemoc w trakcie realizowania projektu tak wszechogarniającą, że odkładacie swoją pracę na miesiące do szaf... albo i dłużej? Zauważyłam u siebie pewną analogię, jeśli projekt nie stanowi dla mnie wyzwania pod względem wzoru lub jego realizacja rozciąga się na niekończące się dni i wieczory, przychodzi taki moment, gdy coś mi nie wychodzi i wiem, że bez prucia się nie obejdzie... następuje kryzys i w jednej chwili odkładam pracę, czasem niestety na zawsze...

Ku wielkiemu nieszczęściu mojego Lepszego Połówka - sytuacja ta nagminnie powtarzała się w czasie pracy nad częściami garderoby dzierganymi z myślą o nim. Jedna rękawiczka bez pary, ponieważ wzór mi się znudził, kolory przestały pasować, itp, sweter nigdy nie zrobiony do końca, bo rękawy nierówne wyszły, bo tu za szeroko, tam za wąsko, tu nierówno, tam krzywo... i nic tylko pruć. A sweter w rozmiarze XXL sam się w 2 dni nie zrobi...
A nieprawda! Zrobi się!

Od lutego moje oko i duszę cieszy maszyna dziewiarska, która w znaczny sposób przyczyniła się do rozkwitu uczuć między mną a moim Połówkiem :)

A oto dlaczego:





Sweter powstał właściwie beż żadnego schematu, ot zwykły raglan.. tylko że tym razem dziergała maszyna, i to nie tygodnie a godziny, a dokończyłam ja :).




Dzianina to 90% superwash merino (2/30 NM) przerobiona potrójnie, zakupiona w zaprzyjaźnionym sklepie z dzianiną do maszyn dziewiarskich. Ściągacze i stójka przerobiona na drutach 2,0 (1x2 twist ribb).




Efekt końcowy przerósł moje najśmielsze oczekiwania.. dzianina układa się pięknie, jest lekka, a mimo wszystko bardzo ciepła, co tu dużo gadać, popatrzcie na Połówka ;)




On szczęśliwy, ja tym bardziej, bo sweter noszony jest przez niego z przyjemnością  i w dodatku mam zamówienie na kolejne... :) czy potrzeba czegoś więcej?
A teraz pozwolę sobie na prywatę - Skarbie, oczywiście że będą następne, ale pod warunkiem, że zgodzisz się równie pięknie pozować i następnym razem! :-)

wtorek, 30 kwietnia 2013

Reaktywacja dzierganiowego szaleństwa.

Jak już wiecie drutowanie towarzyszy mi od dawna. Ale prawdziwy moment przełomowy mojego hobby nastąpił ok. 3 lat temu, kiedy to dzięki blogom odkryłam, że nie tylko ja mam świra na tym punkcie. :)

Z podekscytowaniem podziwiałam wyroby innych drutoholiczek. Dzień rozpoczynałam od kawy i przeglądu nowych zdjęć, nowych wpisów... i marzyłam... od samego początku moje oko skierowane było na prace ażurowe, piękne, lekkie jak mgiełka, półprzezroczyste i eteryczne barwne sploty niekończących się sznureczków... chciałam móc je zrobić, chciałam je mieć.. natychmiast... i tak właśnie się to zaczęło...

Chusty oraz szal które Wam dziś pokazuję, były robione w 2010 r. Niestety nie pamiętam z jakiej dzianiny powstały ani skąd czerpałam dla nich inspiracje.






Moim wymaganiom sprostał jedynie szal, tylko on dotrwał do dnia dzisiejszego w tej formie.

W tym samym czasie odkryłam estońskie szale. Pomoc w rozgryzieniu zasad ich powstania przyszedł mi blog:  Włóczkomania a zwłaszcza ten post, będący wspaniałym kompendium wiedzy na temat estońskich szali w formie przystępnej dla każdego. Blog ten, zapewne przez wiele z Was doskonale znany, stał się dla mnie bezcennym źródłem inspiracji i wiedzy, za co Autorce serdecznie dziękuję!

I tak ta miłość trwała... przewiniętych zostało wiele kilometrów dzianiny, obdarowanych zostało parę Przyjaciół, spędzonych wiele godzin z drutami w rękach, wzorami... oglądniętych przy okazji mnóstwo filmów. Powstało w tym czasie kilka prac, które - jak swoje dzieci - starałam się uchronić przed światem. Czas wypuścić je z szaf i Wam je pokazać!

 Ale to już w następnym poście ;)


niedziela, 28 kwietnia 2013

Nic się samo nie wydarzy...


Witaj.. Nazywam się Joanna, przez niektórych złośliwie - bardziej lub mniej - zwana kiedyś : "Joaśką" lub bardziej przymilnie : "Asją".. pochodzę z Krakowa, gdzie się urodziłam i przeżyłam większość mojego krótkiego życia. Obecnie mieszkam w Niemczech, gdzie trochę przez zrządzenie losu, trochę przez własną determinację mam czas na robienie tego, co kocham, czyli "dzierganie"..

 Już jako mała dziewczynka potrafiłam spędzać godziny z drutami lub szydełkiem w ręku. Jako starsza dziewczyna dziergałam jak szalona, ku uciesze mojej Rodzicielki, która co chwilę z radością podrzucała mi nowy pomysł na kolejną robótkę - oczywiście zaprojektowany z myślą o niej. Ale co tu dużo mówić, dług wdzięczności wobec Mamy mam ogromny - bo to ona, jako pierwsza, pokazała mi jak zrobić "prawe" a jak "lewe" oczko :) .

Od kilku lat nie przestaje dziergać i jak pewnie większość mnie podobnych miłośniczek drutów i sznurków - dzierganie jest dla mnie nie tylko sposobem na nudę oraz stresy, ale przede wszystkim świetnym zajęciem, które jest przyjemnością samo w sobie. 

To tyle o mnie... a teraz zapraszam Was na przedsmak tego,o czym będzie można u mnie przeczytać i co pooglądać.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...