Pokazywanie postów oznaczonych etykietą boucanier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą boucanier. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 września 2016

Satinel

Witajcie! 

W poprzednim poście odrobinkę już Wam zdradziłam, gdzie ostatnio bywałam i co, niemalże przed chwilą, robiłam. Próbując przebrnąć przez ogrom zdjęć poniżej prezentowanego swetra dotarło nagle do mnie, że mam ogromne szczęście. Mam w życiu znacznie więcej niż potrzebuję. Mam.. chociaż to nie stan posiadania jest dla mnie najważniejszy, ale to gdzie i z kim jestem. Tam, w tym magicznym miejscu, słońcem skąpanym, wiatrem sponiewieranym, morską wodą schlapanym, stąpając po ciepłym wulkanicznym kamieniu, brodząc w słonością pachnącej morskiej płyciźnie, dotarło do mnie po raz kolejny, że życie, chociaż straszliwe potrafi przygnieść, zdołować, zniszczyć i przytłoczyć czasami, jeszcze więcej dobrego potrafi oddać... W postaci przyjaciela, bratniej duszy, rodziny, partnera, taty, mamy, dziecka, siostry czy brata... tych wszystkich bliskich nam ludzi, których kochamy,  z którymi te momenty pełni wspólnie możemy przeżyć, celebrować, po prostu w nich być, razem, trzymając się za ręce, przytulając, ceniąc każde z ust wypowiedziane słowo, tak drogie, bo pomimo świstu wiatru dotyka nas dogłębnie. 

Mam szczęście.. bo kocham to, co robię, kocham sznura nieprzewidywalność, jego surowość i potencjał w motkach zaklęte, jego magię, czar tworzenia, te długie godziny, które spędzam rzeźbiąc w sznurze, te koszmarne dramaty, gdy muszę pruć, bo się sznur podporządkować nie chce, te radosne chwile, gdy ostatnie oczko zamknę i nagle wiem, że to wszystko było po coś, cały trud nie poszedł na marne, bo mam w dłoniach, albo na ramionach, perłę prawdziwą.. 

Mam za dużo.. bo ostatnie tygodnie pokazały znów na kogo mogę liczyć, kto stoi za mną, i choć dzieli nas czasami tysiące kilometrów, wiem, że jest, niezależnie od godziny i sprawy z którą przychodzę.. To niezwykłe, że pomimo odległości, różnic, barier prawie nie do pokonania, jesteście. Wy wiecie o kim mówię, Ty wiesz, że myślę o Tobie. I za to ogromnie Ci dziękuję, że byłaś.. że pisałaś, pytałaś, trzymałaś kciuki - ta sesja nie miałaby miejsca gdyby nie Ty, i za to, że mam Ciebie, że dotrwałam do tego momentu, wierząc, że to się uda, bo Ty wierzyłaś za mnie - dziękuję! 

Ale teraz do swetra przechodząc.. To jest perła.. Drogę miała długą, zamknęłam ją niczym drogocenny kamień w muszli na długie miesiące, bo powstawała w czasie pełnym niewiary, kiedy ból odbierał radości wszelkie. Schowałam, tuż po tym jak zamknęłam ostatnie oczko, na dno szafy, na lepsze czasy, na dzień, w którym "może ustoję na zdjęciach, a moje oczy nie zdradzą mojego cierpienia"...

Ale pół roku temu niewiara przeszła w czyny i jestem.. silniejsza, mocniejsza, pewniejsza, i bez bólu. Stoję, chodzę, łażę, wspinam się na wulkany, pływam, a nawet biegam.. i wdzięczna jestem niesłychanie, że to wszystko, co kocham, mogłam odzyskać.. 

Satinel, bo on jest bohaterem dzisiejszego posta, to sweter niezwykły, nie ze względu na formę, czy fason, nawet nie na wykorzystane wzornictwo, bo pewnie już nie raz ten motyw gdzieś spotkałaś, nawet nie na wykończenia, ale ze względu na to wszystko czym ten sweter symbolicznie jest dla mnie. Bo jest dowodem na to, że niemożliwe staje się możliwe. 

Siła jest w Tobie, więc jeśli czujesz się bezsilna, bo życie Cię chwilowo przerosło i masz wrażenie że się nie podniesiesz, oprzyj się na tych wszystkich bliskich i przyjaciołach, którzy Cię kochają, dla których jesteś ważna i czerp od nich siłę.. to działa..

Satinel powstał z włóczki niezwykłej, perliście połyskującej, satynowej w dotyku, Leizu DK od Julie Asselin, w lekko wrzosem muśniętej, gołębiej szarości (kolor nosi równie luksusowo brzmiącą nazwę - boucanier), którą nabyłam onegdaj u chmurki. Kiedy? nie pytajcie.. to było tak dawno... Pracowało mi się na niej fantastycznie, chociaż jej błysk luksusu na początku mnie onieśmielił, i potrzeba nam było wielu miesięcy by nareszcie znaleźć nić porozumienia.. Ale się udało. Wydaje mi się, że udało mi się oddać to wszystko, co ta nitka ma w sobie najpiękniejszego, jej blask, ciężar, przytulność, metaliczny połysk, i zamknęłam to wszystko w formie prostej, ale komfortowej i efektownej, w dodatku dwustronnej, bo jak możecie na poniższych zdjęciach zauważyć, raz noszę go na prawej, raz na lewej stronie. Przyznaję.. nie potrafię wybrać pomiędzy nimi.. Jeszcze jeden atut tej dzianiny.. O mięsistym kołnierzu nie wspomnę.. 

Dość szczegółów technicznych.. zapraszam na prezentację! 

Oto Satinel oczami niezastąpionego Połówka, pozuję ja, zdjęcia prosto z wulkanami usianego raju... 























Pozdrawiam Cię ciepło! Ściskam, tulam niczym mięsisty kołnierz.. jesteś niezwykła, pamiętaj, i dziękuję, że jesteś, że do mnie zaglądasz, że Ciebie mam! 

Do następnego razu.. 

środa, 13 stycznia 2016

Czary i inne mary, które pomogły mi wrócić..

Pewnego listopadowego dnia przygniótł mnie nieuzasadniony lęk, że to co zrobiłam, to wszystko czego już nie powtórzę, to już wszystko, co mogę Wam pokazać. Drobna i właściwie niegroźna myśl o tym, że niczego nowego już nie wymyślę, zalęgła się w mojej głowie. Niepokój trwał chwilę i na czas jakiś o nim zapomniałam. Przyszedł jednak grudzień, czas rozliczeń, przemyśleń, porównań, podsumowań, planowania i innych paraliżujących czynności, i niepokój wrócił, tylko zamiast lekko mnie trącać, rozpanoszył się w mojej głowie i zamknął dopływ powietrza i idei.  Nie pomagało nic, dystrakcje wszelkie, jak wycieczki czy podróże, wspólne czasu spędzanie, spacerowanie po lasach, czy szukanie inspiracji na półkach sklepowych, gry planszowe, wspólne pichcenie, czytanie czy muzyki wspólne słuchanie, choć bardzo przyjemne i radosne, i nastrój poprawiające, nie wpłynęły na weny brak i panoszące się w głowie blokady!

W ostatnim dniu ubiegłego roku, choć nienawidzę podsumowywać, zasiedliśmy z Połówkiem na kanapie. On pruł, co mnie znów dziewiarsko nie wyszło, ja próbkowałam to, co wydawało się na ten moment niemożliwe do wykonania, i tak we dwójkę zmierzyliśmy się z moim "ten rok był beznadziejny". Na każde moje czarne wspomnienie, Połówek przywoływał jedno świetliste i radosne. Szybko się okazało, że chociaż przekonana byłam, że mam rację, twierdząc, że mijający wtedy rok był nieciekawy, zamilkłam wkrótce, kiedy on wciąż mówił i mówił, co chwilę wyciągając krzepiące dowody na to, że tej racji nie mam, bo dobrego było znacznie więcej niż potrafiłam sobie wyobrazić..

To był też moment, w którym druty jakby kliknęły.. jakby, bo choć na powrót poczułam chwilową siłę sprawczą w rękach, nie wyobrażałam sobie, że aktualna robótka mój brak weny odczaruje. Bo kto by przypuszczał, że męski sweter w gigantycznym rozmiarze może być lekiem na dziewiarskie wypalenie? A jednak.. nawet nie wiem kiedy dotarłam do jego końca. I tama puściła.. szkicownik poszedł w ruch, plany się w głowie zaczęły rozmnażać, niczym pączki, kolorami znów w wyobraźni maluję, spać znów na lewym boku nie potrafię, bo niczym film najpiękniejszy, umysł mój, tuż po oczu zamknięciu, wyświetla mi te wszystkie dzianiny, sploty i ściegi, faktury nie z tej ziemi, kolorami upstrzone, konstrukcje nietypowe podrzuca, znów mnie nakręca, motywuje i zachęca do tworzenia. Oby tak było jak najdłużej..

O męskim swetrze planuję napisać słów parę, podczas jego szczegółowej prezentacji, dziś tylko napomknę, że to projekt przez Połówka wybrany, klasyczny, zwyczajny, pasiasty, w którym znów wykorzystałam włókno ulubione, czyli Noble od Holst Garn (klik) w dwóch cudnych kolorach, garnet i stonewash. Bardzo podoba mi się, że większość odcieni dostępnych w ofercie kolorystycznej tego włókna, to kolory przykurzone, a paleta w dużej mierze doskonale pasuje nie tylko kobiecie, ale również stanowi fantastyczną bazę dla męskich projektów. Przygaszone odcienie, przykurzone granaty czy niebieskości, mysie brązy, niebanalne czerwienie, borda, czy oranże, grafitowe szarości, jak smoła czarne czernie, zielenie  butelkowe, i na nich wszystkich ten "kurz", dający efekt czystego, ale bardzo subtelnego koloru z charakterem. Tak, noble moim zdaniem ma mnóstwo męskich odcieni. 

Ostatnio pytana byłam, czy włókno to jest "gryzące". Nas nie podgryza, ale też lata dziergania i doświadczenia uświadomiły mi, że ja to chyba jednak nie jestem tak bardzo wrażliwa na szorstkie włókna, jak myślałam. Jednakże, noble szorstkie nie jest. Włókno to, jeszcze w motku, przypomina cieniuteńką niteczkę o takiej trochę bawełnianej twardości. Proszę mnie poprawić jeśli się mylę, ale na etapie przędzenia lub farbowania włókno to pokrywane jest warstwą oleju, i to on odpowiada za tą twardość pierwszego dotyku. Po wypraniu włóczka ta jakby puchnie, szczelnie wypełniając wolną przestrzeń między oczkami, a zakończona dzianina przypomina miejscami tkaninę bardziej, niż dzianinę. Staje się miękka i wełniana, puchata, ale z tym typowym dla wełen rustykalnym wyglądem. Jedno, czego doświadczenie podczas prac z tą włóczką nauczyło mnie, to dzierganie luźne. Dlaczego? Kiedy dziergając uzyskujesz zbity ścieg, po wypraniu zamieni się on w zbroję. Warto zatem na przykład dziergając z podwójnie trzymanej nitki, sięgnąć po druty co najmniej 4,5 mm. Jeśli dziergasz bardzo luźno, zacznij od drutów 4 mm. Takie dzierganie w moim przypadku daje próbkę ok 19 - 20 oczek w 10 cm (po wypraniu), taka dzianina, choć na etapie dzierganie wygląda dość niechlujnie i nieciekawie, po wypraniu prezentuje się doskonale. Jest miękka, dość lejąca, lekka, a mimo wszystko bardzo ciepła. Inną zaletą jest fakt, że na sweter męski w rozmiarze większym (sweter ma wymiary: ok 130 cm w klatce piersiowej i 51 cm długości mierząc od pachy, plus długie i dość szerokie rękawy) wystarczyło mi 10 motków (3300m - ale ponieważ dziergałam nitką trzymaną podwójnie zużyłam 1650 m włókna). Przypominam, że dziergałam podwójną nitką. 

Nie wiem czy jest to ilość duża czy mała, ponieważ to mój dopiero drugi męski sweter, ale wydaje mi się, że włókno to jest bardzo wydajne, nawet dziergane nitką trzymaną podwójnie. 

Więcej o samym swetrze już niebawem... :) 


Oprócz starego, na drutach nowe.. To już Boucanier od Julie Asselin (klik).. czekało na mnie długo i nareszcie się doczekało... a co z niego powstaje, mam nadzieję, podzielę się Wami wkrótce..


Miłego dnia Kochani, pełnego wyrazistych kolorów, spojrzeń, od których uginają się kolana, bo tyle w nich miłości, dobrego nastroju i pozytywnego nastawienia, bo jutro naprawdę od nas zależy.. niech będzie piękne, puchate, i upragnione.. wełniste i mięciutkie, i niech radość przyniesie!

Do następnego razu!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...