Pokazywanie postów oznaczonych etykietą w drodze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą w drodze. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 listopada 2018

Porto

Kiedy większość z Was planowała, była w trakcie lub właśnie kończyła swoje wakacyjne urlopy, my zasadniczo nie mieliśmy na wyjazdy kompletnie ochoty. Pod koniec wakacji codzienność nam się jakoś tak nawarstwiła, że trzeba było nam natychmiast odskoczni i wypoczynku. Planowanie wakacji to dla mnie i Połówka zazwyczaj udręka. Tak właśnie.. udręka.. ścieramy się i spieramy na ten temat tygodniami zanim tak naprawdę coś postanowimy. Nie mieliśmy do tej pory wspólnych marzeń podróżniczych, chociażby z tego powodu, że gdy ja, a tak mi sie przynajmniej wydawało, wolałam biernie wypoczywać i do tego w słońcu, tak Połówek preferował od zawsze raczej cień i nieco więcej aktywności. O dziwo, tegoroczne planowanie wypoczynku odbyło się i bez większych spięć i jakiegoś cierpienia, samo się jakby wydarzając. Sierpniowy Londyn wydarzył się niemalże przez przypadek.. a listopadowa podróż sama się nam niejako zaplanowała, gdy w ręce wpadła mi informacja o targach dziewiarskich organizowanych w Barcelonie.

Już od jakiegoś czasu mieliśmy ogromną chęć odwiedzić Portugalię, ale zawsze coś nam stawało na przeszkodzie. Kiedy planowaliśmy wyjazd do Barcelony, mając kilka dni więcej ulopu do dyspozycji, wiedzieliśmy, że fragment tego wypoczynku chcemy spędzić tam, całkiem spontanicznie wybraliśmy Porto.. 

Jadąc po raz pierwszy w dane, nowe dla nas miejsce, rzadko kiedy zwiedzamy je z listą punktów do zobaczenia, nie robię "zadań domowych", nie szukam "atrakcji", które koniecznie muszę zobaczyć, nawet jeśli ryzykuję, że czegoś wyjątkowego nie zobaczę, pozwalam sobie na szwędanie się w danym miejscu bez planu. Tak zwiedzać uwielbiam. Często w ten sposób odkrywamy i miejsca i zakamarki, o których w przewodnikach czy na blogach podróżniczych nie ma słowa. 

Jedyna lista, która powstaje albo tuż przed wyjazdem, albo już w trakcie podróży, to mapa dziewiarskich sklepów lokalnych dla celu naszej podróży. 

W Porto jest przynajmniej 5 takich, które widziałam, do 3 weszłam, dwa z nich uwieczniłam na zdjęciach i gorąco Wam je polecam jeśli zabłądzicie w tę stronę świata. W obu miejscach bez najmniejszego problemu możecie się porozumieć w języku angielskim, w obu zadrży Wam mocniej serce.. bo oba przede wszystkim zmalowane sa kolorami dostępnych tam, portugalskich włóczek! 

Pierwszy, o którym chcę dziś krótko wspomnieć, to Ovelha Negra, położony w centrum Porto, wypełniony kolorowymi włóczkami. W tym miejscu możesz liczyć na świetną pomoc w doborze kolorów czy włóczek, możesz na chwilkę przycupnąć i podumać nad kolorami, albo zwyczajnie chłonąć dobrą energię tego miejsca. Warto tu wpaść chociażby na moment, ale ostrzegam, możesz się nawet nie zorientować, gdy moment przerodzi się w godzinkę lub więcej. Nie udało mi się podczas tej wizyty spotkać z właścicielką tego miejsca, ale nadrobiłyśmy to z nawiazką kiedy nasze drogi skrzyżowały się przypadkiem w Barcelonie kilka dni później. Dziewiarki, jeśli mają się spotkać, nawet jeśli tego nie planowały, znajdą na to sposób. ;)




Drugi sklep, do którego weszłam z rozdziawionymi ustami, to Lopo Xavier & Cia, przed którym siedziałam prawie godzinę zanim go odkryłam. Podzielony na dwie części, z jednej strony oferuje dość obszerny wybór tkanin (tych na wszelki wypadek nie eksplorowałam), z drugiej zaś strony czekają Ciebie takie doznania: 


Niestety, dostęp do włóczek w tym sklepie jest nieco ograniczony przez umowną ladę oddzielającą klienta od towaru, ale.. w na moje szczęście, albo tak mi dobrze z oczu patrzy, albo tęczą mi się źrenice rozświetliły, albo obłęd jakiś mnie zdradził, nie wiem co właściwie zadziałało, ale w kilka minut po rozpoczęciu rozmowy zaproszona zostałam na drugą stronę lady, gdzie już naocznie i namacalnie mogłam w kolorach przebierać. A wiecie dobrze, że kolory najlepiej z BLISKA oceniać.. i namacalnie :) 


W samym Porto jeszcze wypatrzyłam przynajmniej 3 sklepy dziewiarskie, jeden kompletnie mnie zaskoczył, ponieważ włóczka w nim znajdująca się, sprzedawana była na kilogramy lub na wagę z czym przyznaję, dawno się nie spotkałam. Ale kolory i ceny niezwykle kuszące, jedynie ograniczenia bagażem zdeterminowane pozwoliły mi się opanować przed następnym szaleństwem.. to i ogólne zmęczenie.. 

Zmęczenie podyktowane atrakcjami.. bo chociaż planów nie było, ani specjalnego harmonogramu, dziennie przemierzaliśmy od 15 - 20 km co najmniej na piechotę zwiedzając, oglądając i napawając się widokami. Oczywiście, można inaczej, komunikacją, metrem, tramwajem, autobusami, łódką.. czy kolejką linową, ale po co, skoro można o własnych siłach? ;)

Zdjęcia wszystkie wykonał Połówek, telefonem, jakość średnia, wybaczcie. Ja wolałam się napawać widokami kiedy on pstrykał..!

A co w Porto między innymi dane nam było zobaczyć / zasmakować / przeżyć? 

Zapraszam Was do obejrzenia Porto w zdjęciowej pigułce:)




Porto to obowiązkowe wina testowanie, słodkiego i aromatycznego.. w bardzo przyjemnej atmosferze i z pietyzmem rozlewanego.. 



Murale i ścienne malowidła.. Połówek nie odpuścił żadnemu!







Ciastki.. są wszędzie, żadne tam lukrowane, ale posypane szczodrze cukrem pudrem i wypełnione wszystkim co popadnie, a najczęściej smakowitym kremówkowym kremem! obowiązkowo z małą czarną, ale jeśli preferujesz czarną zabieloną, to i na taką możesz liczyć. zapomnij o latte macchiato, albo o pół litrowych kubasach.. nie znajdziesz.. ale takich tyci filiżanek wypełnionych pysznym, boskim płynem możesz wciągnąć i kilka.. my sobie nie odmawialismy.. ;) najbardziej smakowała nam bez pośpiechu i w ciastkowym akompaniamencie.. ;)



Porto jest miastem położonym w dolinie rzeki Duero (port. Douro), niezwykle położenie tego miasta gwarantuje Wam widoki zapierające dech w piersiach właściwie z każdego miejsca w obrębie tego miasta. Nie ma znaczenia czy obejrzysz je z wieży kościelnej Igreja e Torre dos Clerigos (jedynie 225 stopni do pokonania, ale widok ze szczytu przykościelnej wieży wart jest tego wysiłku), czy z mostu Ponte Dom Luis I, który powala swoją urodą i oferuje Wam fantastyczną panoramę na obie cześci miasta, oddzielone rzeką, czy z dołu z dzielnicy Ribeira, nasjstarszej części tego pięknego miasta, czy z Vila Nova de Gaia, wszędzie roztaczać się będzie przed Tobą widok, który zostanie w Twoich wspomnieniach na lata. 

Ale Porto to nie tylko miasto położone w dolinie rzeki, to też miasto położone nad Oceanem Atlantyckim, do którego rzeka Duero spokojnie wpływa..  Warto jest i tę jego stronę poznać i zobaczyć, bo chociaż zupełnie jest inna, bywa równie porywająca.












Mogłabym jeszcze długo o tym co można i co warto w Porto przeżyć i zobaczyć, ale najchętniej wróciłabym tam dziś i choćby zaraz. Głównie ze względu na te wspaniałe widoki, ale również ze względu na przyjazne twarze napotkanych ludzi, pełne uśmiechu i sympatii, za ich życzliwą i bezinteresowną pomoc i konwersacje wykraczające poza językowe ograniczenia.

Ja jeszcze dodatkowo jestem ogromnie wdzięczna za kolejną lekcję pokory, której doświadczyłam, gdy dane było mi obserwować pewną przepiękną, dojrzałą kobietę o kulach, wolno przemierzającą wspomniany wcześniej most, w pokłonie zwróconą w stronę zachodzącego słońca, pochyloną, oddającą cześć i podziękowanie lub wyrazy miłości.. za co? mogę się tylko domyślać.. Ale tego, co wtedy poczułam obserwując ją w tym pięknym i bardzo intymnym momencie, nie zapomnę. 

Dziękuję Wam, za to, że wytrwaliście czytając, za to że tu wpadacie, i za to, że mam komu o tych pięknych chwilach opowiedzieć. I za to, że sznurek pozwala mi do takich zakątków świata zawędrować. 

Serdecznie Was pozdrawiam! 

A. 
    

wtorek, 26 lipca 2016

widokówki z ekspresowego plażowania..

 Większość z Was albo właśnie nabiera słonecznych rumieńców, albo już mahoniem się zmalowała, albo pakuje walizki, bo już za chwil parę będziecie się w morzu / jeziorze / basenie radośnie i wakacyjnie pluskać. My podczas tegorocznych wakacji postawiliśmy na krótkie i szarpane wyjazdy, ale intensywne. Forma moja jeszcze nie pozwala na dłuższe wyprawy, a przez ostatnią kontuzję (kolano mi się, delikatnie mówiąc, posypało i pokruszyło, i teraz chrupie jak krakersy.. a mówili, że sport to zdrowie! ;) ) i oczekiwanie na diagnostykę, trochę te wyjazdy na dłużej musieliśmy w czasie odłożyć. Do tego jeszcze chcielibyśmy bardzo wpaść na chwil kilka w nasze rodzinne strony, no i na dokładkę, Połówkowe delegacje, które się od czasu do czasu zdarzają, zazwyczaj nagle i niespodziewanie, uniemożliwiają nam bardziej odległe planowanie. Ale nawet w takich momentach, kiedy wydaje się, że nic się nie układa jak powinno, warto czasem spontanicznie, wyrwać się na chwileńkę w miejsce, które nas pozytywnie naładuje. 

Odkąd mieszkam w Niemczech takim miejscem dla nas jest Holandia. Wracamy tam często. Czasem na zakupy (na przykład po zapas kawy w ziarenkach!), czasem by połazić po płaskim i wodą wypełnionym terenie, napić się tamtejszego piwa, najeść się frytek i poobserwować rowerzystów-szajbusów na drodze ;) Obojętne gdzie byśmy nie trafili, wszędzie w Holandii nam się podoba. Nie potrafię powiedzieć, czy to ten sielski i leniwy klimat, bo tylko Holendrzy godzinami potrafią puszczać na plaży latawce, z gracją łódeczkami i jachtami wymijają się w wąziutkich kanałach, nie straszne im bieganie zimą w deszczu, a nawet w gradobiciu, a do biura lub do knajpki, wystrojeni niczym na wesele, śmigają na rowerach, a panie nawet w szpilkach! Wszędzie i praktycznie z każdym można się porozumieć w języku angielskim, w autobusie, knajpce, czy na plaży, zawsze uśmiechnięci, wysmagani wiatrem i ogorzali słońcem, całymi rodzinami lub w gronie licznych znajomych bawią się w knajpkach, małe bąble wożą w przecudnie śmiesznych przyczepkach lub siodełkach, z przodu roweru, z tyłu, z boku.. ciągle w ruchu, wiecznie młodzi niezależnie od metryki. Taki mam obraz tego narodu i z radością wyglądam chociaż kilku godzin tam spędzonych. Działają na mnie lepiej niż najlepsza włóczka.

Tym razem wybraliśmy się nad morze, po prostu się pobyczyć, posłuchać szumu fal, opalić nosy, i nie tylko, poczytać, pogadać o planach, nasycić się słońcem i wiatrem. I szczęśliwie wszystkie punkty udało nam się odhaczyć :)

Wybaczcie, że nie pokażę Wam miejsca, do którego zawitaliśmy. Nie mam jeszcze w zwyczaju fotografować wszystkiego i wszystkich dookoła, wolę w pamięci obrazy zapisywać, wszystkimi zmysłami je pochłaniając. Telefon czy aparat wyciągam zazwyczaj jak muszę, albo jak już nie ma nic innego do roboty. I tak zaledwie kilka chwil udało nam się uwiecznić.. w hotelowej knajpce tuż po zakończeniu  wyczerpującego i intensywnego pierwszego dnia.. 



.. gdzie nawet udało mi się parę rundek dla zdrowia drutami machnąć.. ;)


.. i na koniec dnia drugiego pełnego plażowania, w drodze na parking.. dokąd, naładowana energią słoneczną, zasuwałam w podskokach ;)


Niespełna 8 godzin plażowania łącznie, ze 3 godziny spacerowania, 30 minut marszobiegu, dwa piwka, jedna rybka, kilka rundek oczek prawych i 6 godzin podróży samochodem później.. naładowani, spieczeni słońcem, zmęczeni, ale szczęśliwi do granic możliwości, wróciliśmy do marudzącego i zawodzącego rudego.. Nie starczyło już sił na przytulaski tego wieczoru, co skrupulatnie nadrobiliśmy następnego poranka...


Powoli nabieram też rozpędu dziewiarskiego.. Przez ostatnie 2 tygodnie przekładałam tylko włóczki, z kącika w kącik, czasem nabierając oczka, by 10 minut później wszystko spruć i odłożyć.. Nie pomagała wizja prawie dwutygodniowego unieruchomienia i bólu w kolanie... Frustracja sięgnęła zenitu, kiedy wydawało mi się już, że włóczki mnie przestały lubić, druty mnie złoszczą, a swetry są mi zbędne.. 

Ale tam na tym leżaczku w hotelowym ogródku coś jakby kliknęło.. coś się w głowie zrodziło, dając nadzieję, że to jeszcze nie koniec jest mojej ze sznurkiem przygody.. 

Dlatego jeśli czujesz, że ze sznurkiem i drutami nie jest Ci po drodze, kiedy wszystko co dziewiarskie Cię drażni, druty nie chcą współpracować, nie walcz z tym. Zmień otoczenie, wyjedź, zatęsknij za robótką i naciesz się dobrodziejstwem lata. Jesień już niebawem przyjdzie z wydłużonymi wieczorami i mnóstwem czasu na dzierganie. Wtedy nadrobisz z radością ;) 

Ściskam Cię serdecznie!
 i gdziekolwiek jesteś mam nadzieję, że wakacyjny nastrój Cię nie opuszcza! :*


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...