... a jednak jest, i chociaż wolałabym nie mieć takiego powodu, by do Was napisać, dopadło mnie rozczarowanie.. kolorem tym razem.
Jakiś czas temu z ogromnym zamiłowaniem upolowałam kilka motków wełny firmy Geilsk, które to zawróciły mi w głowie podczas naszej wizyty na festiwalu w Kolonii. Piękne kolory, rustykalna struktura włókna, cudne logo, tyle potrzeba było, żeby mnie tym włóknem zainteresować. Jak tylko do mnie dotarła paczka od razu wrzuciłam to włókno na druty (nie doczekały się zdjęć w motkach, niestety!) - i tak powstał Cold Breath według projektu Joji Locatelli. Piękny, prosty, z dość dużym "zapasem", otulajacy, niezwykle przytulaśny sweter w sam raz na chłody i zawieruchy tak typowe dla listopadowej pogody. Mam tylko kilka zdjęć zrobionych w domowych warunkach, ponieważ aura ostatnio kompletnie nie sprzyja fotografii na zewnątrz, a ponieważ należę do zmarzluchów, nie dla mnie pozowanie w deszczu i wietrze.
Włóczka, chociaż dość twarda w dzierganiu, bardzo dała się praniem okiełznać. Przede wszystkim bardzo zmiękła, a dość luźna próbka dała idealnie lejącą, lekką a mimo to bardzo ciepłą dzianinę, w sam raz do otulenia. Jest to zdecydowanie najulubieńszy, domowy i nie tylko, sweter ostatnich dni, co zresztą widać na co po niektórych zdjęciach. Zagniotki powstałe w okolicach bioder to nic innego jak zagniotki powstałe od siedzenia i dziergania.. sweter ten nie doczekał się sesji zdjęciowej przed noszeniem, bo po pierwsze Domowy Fotograf był w tym czasie niedostępny, a po drugie, sweter tak przytulny nie mógł na sesję czekać.. stąd użytkowanie jest na zdjęciach widoczne. Wygląda na to, że potrzebuję takich swetrów przynajmniej dwóch - następny powstanie w najbliższej przyszłości!
Włóczka, chociaż jest to włókno typu light fingering (288 m w 50 g) doskonale dzierga się nitką trzymaną podwójnie. Oczarowana efektem uzyskanym w tym projekcie wystartowałam z nowym, tym razem bawiąc się kolorami i mieszając zielenie z wrzosem. Wszystko pięknie i ładnie, ale w ostatnich centymetrach robótki, czyli podczas dziergania golfu, moim oczom objawił się cień! I to cień okropny.. sami popatrzcie:
Ostatni i jedyny z pozostałych w tym odcieniu motków postanowił lekko od kolegów i koleżanek różnić się odcieniem, wykazując tendencję w kierunku niepożądanym.. Jest po prostu ciemniejszy! Znacznie... znacznie, znacznie, i to właściwie w tym najbardziej widocznym miejscu postanowił się ulokować.. Swoją drogą nie wiem jak to się stało, że nie dostrzegłam tego wcześniej, że akurat na sam koniec czekałam z wykorzystaniem tego motka, że nie wystąpił gdzieś po środku.. Ale tak się stało, co znacznie moje wykończenie tego projektu spowolni, i albo nie pokażę go w całości nigdy, bo trafi do szafy i będzie domowym i nieperfekcyjnym swetrem na co dzień, lub cudem jakoś się z nim przeproszę i coś wykombinuję.. tylko co? Jakieś pomysły?
Ku przestrodze dla Ciebie publikuję to zdjęcie i przestrzegam, zanim zabierzesz się za planowanie projektu sprawdź serię farbowań na każdym motku i upewnij się, że wszystkie są takie same.. nie zaszkodzi sprawdzić też w dziennym świetle, czy aby na pewno wszystkie odcienie są takie same. Mnie się tego nie chciało zrobić i proszę - mam niespodziankę..
Mimo wszystko, zieleniami malując sobie codzienność próbuję patrzeć w przyszłość, nie tyle dziewiarską co w ogóle, z ogromną nadzieją.. i spokojem.. i tego samego Tobie życzę.
Pozdrawiam cieplutko!






