Już kiedyś na łamach tego bloga napisałam, że pierwszym i jakże istotnym elementem procesu spełniania marzeń jest wypowiedzenie ich na głos. Banał to zwyczajny, ale jakże prawdziwy...
Mieszkając poza granicami Polski dane mi było do tej pory tylko wirtualnie śledzić wszelkie dziewiarskie zloty drucianych czarodziejek, i zazdrościć tego gwaru, radosnych uśmiechów oraz energii bijącej z każdej reportażowej fotografii, upamiętniającej moje marzenia. Być tam i spotkać inne, takie jak ja, uzależnione, potrafiące bez końca gadać o sznurze, jednocześnie sznurem machające, wielbicielki rękodzieła wszelkiego, ochoczo dzielące się swym doświadczeniem i technikami, to było to, czego chciałam.
Los sprawił, że w czasie naszego, zaplanowanego na ostatnią chwilę, pobytu w Polsce jedno z takich spotkań miało się odbyć. I pomimo faktu, że Warszawa nigdy wcześniej nie była punktem docelowym naszych po Polsce podróży, za sprawą spotkania zorganizowanego przez Tuptupa i jej Pana Męża w magicznym, jak sama nazwa wskazuje, MAGICLOOPie nie mogło nas zabraknąć. I tak oto Krakowianka z krwi i kości popędziła, niemalże jak na miotle, do Warszawy, praktycznie w chwil kilka po długiej i wyczerpującej jeździe do Krakowa, na dziewiarskie przy kawie gadanie...
W godzinach szczytu na spotkaniu było ponad 30 Dusz, tyle naliczył Połówek, mój wspaniały Fotograf i Kierowca, który zamiast fotografować wszystko, jak leciało, napstrykał ledwie kilka fotografii.. A było co fotografować.. te opasłe wełnianą dobrocią regały, te kaskady wełen o przeróżnych składach, w niezwykłych kolorystycznych zestawieniach. Opatrzność nade mną czuwała, bo nie miałam zbyt wiele wolnego czasu, by móc dokładnie wszystkie te motkowe cuda i słodycze oglądnąć, zmacać i pomiziać, dzięki czemu, uchroniła mnie i mój wakacyjny budżet przed totalną bankrupcją już pierwszego dnia wakacji..
Tak się złożyło, że na tym spotkaniu były same dziewiarskie osobistości, o których poznaniu nie śmiałam wcześniej marzyć. Było też mnóstwo osób znanych mi do tej pory z blogosfery, bliższych i dalszych koleżanek, autorek blogów, które my wszystkie czytamy. Dotknąć Was, poznać osobiście, usłyszeć i zwyczajnie z Wami pogadać, to doznanie niezwykłe i wzbogacające. Przytulaskom i powitaniom nie było końca, a tuż po nich następowało, jak to zazwyczaj w takich momentach bywa, przejście na wysoki trel i falset ociekający radością, bo to ta buzia, na którą czekałam, bo ten sweterek, bo ta włóczka... i tak bez końca. Nie skłamię, jak powiem, że seksowne zachrypienie, które się u mnie pojawiło w dniu następnym, będące niewątpliwie konsekwencją wielogodzinnej jazdy z włączoną klimatyzacją, no bo przecież nie da się głosu całkiem stracić przez niewinne gadanie, mogło mi otworzyć drzwi do kariery wokalistki rodem Ewy Bem... ;)
Wracając do tematu, mimo upału i słonecznej pogody szale i szaliczki przyrastały w zastraszająco szybkim tempie. Gwarno było jak w ulu, a niektórzy towarzyszący swym Paniom Mężowie, przytłoczeni szumem dziewiarskiej ekscytującej konwersacji, kontemplowali ciszę tuż za grubą ścianą na zapleczu. Panie za to, racząc się smakołykami i płynami w kolorowych kubeczkach, dziergając, mogły oddać się zwyczajowemu, niczym nie różniącemu się od innych, babskiemu gadaniu. Boże jakie to było przyjemne i zjawiskowe! A ponieważ każdy nowy napoczęty temat był ledwie wstępem do kolejnej wspaniałej rozmowy, nie dziwota, że takie spotkanie może trwać bez końca. W naszym przypadku trwało właściwie 5 godzin, jakże pięknych i bogatych, przegadanych, prześmianych, radosnych i pełnych wrażeń. Niezwykłych po prostu!
Dosyć gadania, same popatrzcie!

Jednym z najbardziej ekscytujących miejsc, gromadzącym wszystkie przybyłe Panie, był wieszak... a na nim cuda! Przepiękne dzianinowe projekty, które przybyły wraz z dwoma osobistościami: Hanią Maciejewską oraz Nanną z Filcolany. Raj po prostu, bo jedno to móc wymacać konkretną włóczkę w moteczku, drugie obejrzeć zdjęcia w sieci skończonego swetra czy szala, ale całkiem co innego móc to wszystko empirycznie zbadać w gotowym projekcie, obejrzeć, nie tyle oczami co "temi ręcami", i najważniejsze - zmierzyć na sobie... przepadłam osaczona dobrociami z tego wieszaka na chwil kilka i powiem Wam, że z przyjemnością zabrałabym go ze sobą do domu! ... ale miałam za dużo świadków ;)
W zakątku Filcolany i Holsta odbyła się rozmowa niezwykła, bo o maszynie dziewiarskiej. Dwie wspaniałe i niezwykle sympatyczne fanki maszynowego dziewiarstwa żądne wiedzy w temacie porwały mnie na krótką o maszynowym dziewiarstwie rozmowę. Dziękuję Wam Kochane, że przyszłyście na to spotkanie, bo dzięki Wam uświadomiłam sobie ile to czasu upłynęło już od mojej ostatniej randki z dziewczynami moimi, muszę to koniecznie zmienić!
![]() |
| Nelumbo, które mnie zachwyca, lekkie i uniwersalne w swej szarości, i jednocześnie takie jedwabno-luksusowe.... Marysiu! BRAWA dla Ciebie! :D |
Niezwykle atrakcyjnym momentem dla mnie, z czysto egoistycznych powodów było podglądanie naszych wspólnych dzieci. Na zdjęciu powyżej zjawiskowe Nelumbo w wykonaniu MariiG. Miałam również niebywałą przyjemność obejrzeć i wygłaskać Street Chica powstałego w rękach Kasi z bloga Wydziergane, oraz jeszcze jednego, na którego czekam z niecierpliwością :) (Droga R., o Tobie tu mowa! :D), co niestety nie zostało udokumentowane żadnym zdjęciem... grrr ;)
Jak wspominałam wcześniej, na spotkaniu dziewiarskim dzieją się rzeczy magiczne i zaskakujące. Poniżej Dziewiarskie Pogotowie Ratunkowe w akcji! Szydełkową "szczoteczką do zębów" ratujemy zaciągniętą nić w przepięknym ażurku, w międzyczasie szczebiocząc na tematy bliskie każdej kreatywnej duszy, czyli jak wtórnie wykorzystać szczoteczkę do zębów... ;)
A tu już Kasia, której Wam chyba przedstawiać nie muszę, w niezwykle promieniejącym stanie :D
Kasiu, jeszcze raz gratuluję i dziękuję Ci za to, że przyjechałaś i przywiozłaś ze sobą tyle uśmiechu i radości! :D
![]() |
| Czy Wy widzicie co ja mam na ręku??? to ważkowa bransoletka wykonana przez Kasię! wspaniała! :D |
I w końcu pojęłam też i ja czym jest prawdziwe spotkanie Anonimowych, choć te pod szyldem "Anonimowych Włóczkoholików" odbiegają od mojego wyobrażenia o terapii grupowej, bo uwierzcie mi, jak powiem, że na takim spotkaniu nie da się uleczyć swojego uzależnienia, można co najwyżej zanurzyć się w świecie pełnym zrozumienia dla naszego sznurkowego dziwactwa. :D A to raczej droga w kierunku kompletnego ześwirowania na punkcie sznura... :D
Dziękuję Wam wszystkim obecnym na tym spotkaniu, dziękuję za każde miłe słowo i gest. Był to jeden z tych pierwszych razy, którego z pewnością nie zapomnę! mało tego... czuję już głód i rąk telepanie, możecie zatem oczekiwać moich odwiedzin i w przyszłości!
część druga już wkrótce... :D
PS. Opublikowane powyżej zdjęcia zostały wykonane podczas spotkania w magicloop w Warszawie, które odbyło się 8.06.2014r. Do większości osób znajdujących się na zdjęciach starałam się dotrzeć i zapytać o zgodę na zdjęć pokazanie. Nie udało mi się jednak dotrzeć do Was wszystkich. Jeżeli publikacja Twojego wizerunku na moim blogu jakkolwiek jest wbrew Tobie, bardzo proszę o kontakt mailowy (adres podany w górnej zakładce: "contact me").
Dziękuję







