Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KWF cowl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KWF cowl. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 września 2019

KWF COWL



KWF w nazwie tego szyjnego omotańca, to nic innego jak skrót od jednej z najfajniejszych imprez dziewiarskich w jakiej kiedykolwiek przyszło mi uczestniczyć, czyli festiwalu Knit With Friends, który miał miejsce w czerwcu w Porto. O tym, że taka okazja w przyszłości się nadarzy dowiedziałam się jeszcze w ubiegłym roku w listopadzie podczas naszego krótkiego wypadu do Porto właśnie (relacja z tej wyprawy tu - klik), kiedy w zupełnie nieoczekiwany sposób skrzyżowały się nam drogi z jedną z dwóch organizatorek tej imprezy. Oczarowani tym miastem od razu przystaliśmy na propozycję by w tym festiwalu wziąć udział, bo zwyczajnie pragnęliśmy z Połówkiem wrócić do Porto jak najszybciej! Po sukcesie listopadowej, grupowej wyprawy do Barcelony na Barcelona Knits, strasznie chcieliśmy z Połówkiem powtórzyć zwiedzanie z dzierganiem w gronie przyjaciół i w ten sposób w składzie 3 osobowym zaczęliśmy mocno czerwcową wyprawę planować.. 

Udało się nam wszystko elegancko zgrać i mogliśmy rozpocząć weekendowe święto sznura w towarzystwie jedynej i najcudowniejszej Marysi (klik). A teraz najlepsze.. Nasze dziewiarstwo i wspólne, choć każda u siebie, blogowanie, zapoczątkowały naszą znajomość z Marysią w kwietniu 2014 roku!!! Nie do wiary jak ten czas leci... i nie do wiary, że kiedyś nas, Marysiu, nie było?! :) 

Festiwal w Porto, według jego organizatorek, jest wydarzeniem w którym głównie chodzi o spędzenie czasu w gronie najbliższych przyjaciół.. oraz tego co ich kręci, czyli włóczek i dziergania! i tak właśnie tam było! 

Jak wszystko to, co piękne, tak i ten weekend zleciał nam niemalże jak z bicza strzelił.. Ledwie z żalem okrutnym pożegnaliśmy z Połówkiem Marysię, zapakowaliśmy się do pożyczonego auta i udaliśmy się w kierunku Peniche, gdzie spędziliśmy kilka dni podczas naszej wyprawy po Portugalii. Tam też, któregoś pięknego dnia, motywowani burczeniem w brzuchach, w drodze na najlepsze naleśniki w okolicy, napotkaliśmy takie dekoracje! 


Połówek, niczym inspektor Columbo, pochylony, szukał powodów istnienia takowych dekoracji (ja na głodnego wiele nie dostrzegam.. ;) ) aż znalazł.. tuż za rogiem:




Moim oczom ukazała się przestronna, pełna światła i niesamowitych narzędzi, pracownia koronki klockowej! Grupa mieszkających w Peniche kobiet, zakochanych w koronce klockowej, pielęgnuje przetrwanie tego rzemiosła, z pokolenia na pokolenie wtajemniczając w jego tajniki kolejne koronczarki. Zachwycona słuchałam, że na szczęście wśród młodych dziewcząt też można spotkać te zakochane w koronce i jej tworzeniu! Bardziej zainteresowanym tematem, polecam odwiedzenie lokalnie działającego muzeum koronki klockowej. Nam się to niestety, z powodu ograniczeń czasowych, tym razem nie udało, ale dzięki życzliwości kierowniczki pracowni mogliśmy nieco o koronkach i ich tradycji w Peniche posłuchać, przy okazji podziwiając wykonane w pracowni prace. 

Ja też coś tam dla siebie znalazłam... 


Tuż po powrocie z wakacji, w niemalże 40 stopniowych upałach, wyciągnęłam z walizki wełniane zdobycze z Porto i ... jakoś tak, całkiem ekspresowo powstał projekt inspirowany zdobyczną bransoletką. 

Zobaczcie co wymyśliłam! 














Dopiero teraz, pisząc tego posta, zorientowałam się, że pomimo początkowego planu zapomniałam bransoletkę założyć na zdjęcia.... Ale ze mnie gapa jest.. no trudno..  

Omotaniec łączy zatem wszystko co najpiękniejsze, co dane mi było podczas podróży po Portugalii przeżyć, wybieranie portugalskich włóczek z przyjaciółką, splot inspirowany bransoletką z Peniche oraz nauczenie się dziergania na nowo, ponieważ ten omotaniec w części żakardowej wykonałam portugalską metodą dziergania, z nitkami zawiniętymi wokół szyi dziergając tylko lewymi, której to metody nauczyły mnie nowo poznane na festiwalu, przekochane i nieziemsko do mnie cierpliwe, dziewiarki! O czym może kiedyś Wam jeszcze opowiem.. 

Tym projektem przypomniałam sobie o co tak naprawdę w dziewiarstwie chodzić powinno.. nie ważne są formy i odkrywcze projekty, nie ważne są pomysły i tworzenie koła od nowa.. te oczka, z których każde jedno to wspomnienie chwili, widokówka z momentu, kiedy powstały lub kogo i co miały nam przypomnieć. lub dla kogo powstają, wszystko są warte.. więc niech sobię będą nieudane i nieperfekcyjne, wystarczy, że są.. 

szyjowy omotaniec dla przyjaciół, wspomnienie wspólnie z nimi spędzonych chwil.. 

(wkrótce testowany...)

A Ty? też tak dziergasz? dla przyjaciół? z przyjaciółmi? i o nich? 

Ściskam Was serdecznie i do usłyszenia niebawem! 

A. 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...