sobota, 21 lutego 2015

Nadzieja zielenią malowana i bonusik!


Zieleń.. taki uroczy, wiosenny i dający nadzieję kolor.. ale może się opatrzyć, może? Może! Mnie ostatnio z zielenią po drodze, ciągle gdzieś, jakieś zielone mi na zdjęciach włóczek potencjalnie godnych zakupu wyskakuje.. i co z tego, że sobie wiecznie powtarzam, że już mi wystarczy tej zieleni, jak i tak ją nabywam. No i mam. Sweterek zielony, a dokładniej luźne jego członki. Możecie się ze mnie śmiać, ale po raz pierwszy odkąd odkryłam dzierganie od góry, a to było jakoś w głębokiej podstawówce, wtedy to mój miś dorobił się równie zielonego, raglanowego sweterka, dzierganego od góry, którego nigdy nie założył, bo mu się za bardzo w głowie do sweterkowej dziurki urosło.. ;), dziergam sweter od dołu.. i idzie mi to jak krew z nosa. Czytam czasem na blogach, że byle do pach.. potem już z górki.. no i uwierzyłam i okropnie się czuję tym dzierganiem, na wierze opartym, zmęczona.. nie pomaga też fakt, że wiem (!@%^$#&#@) doskonale (!%$@#%@!%^@), że nie starczy mi włóczki, albo przynajmniej, że istnieje dość mocne prawdopodobieństwo, że jej nie starczy.. i co wtedy robi dziewiarka? kiedy wie? zaczyna wierzyć.. no i wierzę, i żyję tymi złudzeniami, że może w nocy mi ktoś jeden motek (lepiej dwa!) doniesie, że mi się przeliczenia pomyliły i wystarczy.. nadzieja, nieoceniona towarzyszka każdego dziewiarskiego oszołoma ;) Czym bylibyśmy bez niej.. ;) 

Z nadzieją zazwyczaj spoglądam też w przyszłość.. ale skłamię, jak powiem, że ciągle tylko z nadzieją zieloną spoglądam, czasem widzę czarną dziurę tylko, czasem widzę jeszcze mniej niż nic. Wyciągam sobie wtedy te moje kolorowe precelki i patrzę.. i czekam, aż pierwszy się do pogadania wyrwie.. Ostatnio jakaś śmiertelna cisza się w pudle luksusowym zalęgła. Milczą mociochy okrutne, jak zaklęte.. No psia/kocia/słonięca mać! jak śmią okrutniki nic nie mówić? A co to? okres dojrzewania im się włączył, że języka zapomniały, zemstę jakoś na mnie szykują? niegodziwce.. A ja do nich zaglądam, doglądam, przeglądam, macam, trochę pewnie molestuję, nigdy się nie pytałam, czy mogę sobie pomacać, zakładając, że to lubią.. czyli tak samo, jak zazwyczaj myślę o własnym kociaku. A tu się nagle, w dniu jego święta, dowiedziałam, że kota ludzki dotyk frustruje.. to po co ta łajza na kolana włazi i traktor włącza? żeby na niego popatrzeć? no ale skoro frustruje, tak mądre głowy gdzieś napisały, no to może i włóczki są spięte moim nadgorliwym doglądaniem nad wyraz często połączonym z macaniem? postanowiłam zatem się nie narzucać.. pochowałam, zamknęłam w pudle, niech leżą, jak płakać zaczną może przyjdę i popatrzę jak się mają. Basta i śluz! nie będą mi motki na głowę wchodzić, i to czym? strajkiem? ja nie negocjuję z terrorystami... 

Zasadniczo się nie skarżę.. a bzdura, pewnie, że się poskarżyć lubię.. i poużalać.. jak mi źle, jak do bani, jak wszystko be i jak kiedyś było lepiej.. e nie, jak siebie znam to z pewnością o przeszłości w tym nadgorliwym użalaniu się dobrego słowa nie powiem.. Jasne, że mnie taki stan nachodzi, wszak nie jestem z kamienia, nie jestem cyborgiem (chyba?!), a zwykłą dziewczyną ze skokami emocjonalnymi, czasem się zastanawiam, czy to już dwubiegunowość, czy tylko typowa, kobieca zmienność nastrojów.. Świat jaki jest, każdy widzi, zło się szerzy wszędzie, w telewizji już nie pokazują tego, co człowiek dobrego drugiemu zrobił, bo to się przecież nie sprzeda, samo zuooo tylko wyłazi, i z telewizora i z radiowego głośnika, ciągle tylko ktoś - komuś - coś i to ze skutkiem tragicznym.. Jakoś tak chętniej człowiekowi: "prawdę" powiedzieć, choć ona jest okrutna, i niczego dobrego z niej nie będzie, ale szczera jest, to trzeba powiedzieć.. I tak ładnie się kółko zamyka, zło widzimy, zło powielamy, zła się doszukujemy.. 

A ja się buntuję.. buntuje się srodze, nie chcę tak, nie mogę, nie potrafię. Wolę żyć w bańce mydlanej i selekcjonować nowiny, i brać tylko te, których potrzebuję.. życie bywa wystarczająco okrutne, żeby sobie samemu jeszcze dokładać. 

Lubicie plotki? ja kocham.. słuchać.. a pewnie, że lubię! ale jakoś tak na mnie dziwnie się ten łańcuszek często kończy, bo co się wyśmieję, to moje, ale po co dalej puszczać? Winko z psiapsiółą z dzbanka popijane, śmiechy i chichy to był kiedyś mój ulubiony sposób na piątkowy wieczór! ale dziwne miałam psiapsióły, wspierające, podnoszące, życzliwe.. jedna taka, pewnie to przeczyta, może się nawet uśmiechnie, mocno wryła się w moją pamięć.. tęsknię za nią okrutnie, i za tym winem, za towarzystwem, za przegadaniem każdego problemu na wesoło, obśmianiem do zasmarkania, za dystansem i zdrowym spojrzeniem silnej, młodej kobiety.. 

Nie wiem czemu tak łatwo przyszło nam brać, brać garściami i nawet nie podziękować.. skąd takie przekonanie, że nam się wszystko należy, że nie potrafimy docenić? Okropnie się czasem z Połówkiem na ten temat spinam, bo wmawia mi wiecznie, że trzeba być wdzięcznym, że trzeba doceniać.. a ja nie lubię mieć długów. No bo nie lubię i już! i dziękować też nie lubię! ;)

Ale.. czasem przychodzi tak straszny, czarny i dupiany dzień, że nic i nikt, tak się nam przynajmniej wtedy wydaje, nie potrafi tego odmienić... i nagle, jak promyk słońca po burzowej nawałnicy z pośród czarnych, podniebnych pierzyn jeden, z początku niedostrzegalny, maciupeńki, niczym przebiśnieg z czarnej, zmarzniętej wątpliwościami gleby, gest się wyłania, świetlisty i radosny, nieoczekiwany i dający nadzieję.. gest wyjątkowy, bo za nic, bo tak po prostu.. bo "uwierz w dobro człowieka"... 

Oto coś, czego nie spodziewałam się wcale, coś, co mnie żywo zamurowało, coś, co mam nadzieję, Wam też sprawi radość, bo jest gestem udowadniającym tylko, że dzierganie, niczym muzyka, łączy, leczy i inspiruje i obyczaje łagodzi! Mnie zainspirowała MonikaS, autorka bloga: dwanaście igieł, swoją pracą dla Was - oto schematy do Mil Pasos, które zrobiła z myślą o graficznie dziergających dziewiarkach: SCHEMAT

Monika - ślicznie Ci dziękuję za pomalowanie mojego świata na kolor zielony!

A u Marzeny (wełniane myśli) mamy już pierwszą lekcję z tłumaczenia wzorów na bazie Mil Pasos! Zapraszam!

Czasem przeraża mnie dobro, które się w świecie na mnie czai.. nie lepiej się jego doszukiwać? :) 

Ściskam serdecznie i życzę Wam miłego dnia!

czwartek, 19 lutego 2015

My Vow - obietnice, których dotrzymam!

Był sobie kiedyś taki czas, kiedy dziergałam koronkowe szale jak opętana.. nie  mogłam przestać! Zasadniczo, nie potrafię się wytłumaczyć w żaden sposób dlaczego przestałam je tworzyć. Nie ma bardziej nagradzającego dziergania, bo nawet jak coś nie do końca wyjdzie, która z nas nie nosi takich omotańców? Choć, z drugiej strony, do tej pory noszę w pamięci takie niemiłe doświadczenie, kiedy to w upalną sierpniową pogodę miałam uwiązane cudne coś (już nie pamiętam co to było, ale musiało być koronkowe) na szyi i strasznie tym omotańcem zdenerwowałam na swojej drodze napotkaną panią, która to jednym spojrzeniem prosto w oczy osądziła mnie: "szalona!", przy okazji wypluwając z siebie kilka innych, niegodnych powtórzenia epitetów.. Ja rozumiem, że upał raczej z szalikami niewiele ma wspólnego, choć ja to jestem dość szczególny przypadek, bo jak nie mam czegoś na szyi to czuję się naga, i nie ma znaczenia czy stopni jest 30 czy 20 czy -10, coś mi się tam musi majtać, nawet na plaży mi się majta, choć to bardziej z powodów ochronnych, niż zdobnych.. Plaża.. a nie, to nie o tym miałam pisać.. ale wybaczcie, że już o tym myślę.. :D 

Kiedy wpadł mi w oko Laurowy jedwab, oniemiałam. Rozwaliła mnie na łopatki soczystość tej wysyconej, krwistej czerwieni, zachwyciła tak, że o  mało nie umarłam.. Poważnie! Biżutki, ładnie skrojone opakowania tak na mnie nie działają, jak niektóre włóczki.. ;) Ale to było tylko zdjęcie, no więc jak już zanabyłam to się trochę lękałam, co też tym razem mój monitor zmalował.. I teraz wyobraźcie sobie to mega pozytywne rozczarowanie, bo jak otworzyłam pakę z wełną to umarłam po raz drugi! Mało jest TAKICH czerwieni, mało jest takich wełen, ja przynajmniej się jeszcze z takowymi nie spotkałam, ale ten kolor jest absolutnie doskonały.... ciepło tego odcienia wydaje się być doskonałą parą dla każdego, absolutnie każdego typu urody! Laura stworzyłaś perfekcję absolutną!!

Swoje to jedwabne cudo odleżeć musiało, i tak sobie leżało i czekało, a ja sobie koło tego chodziłam i patrzyłam, oniemiała patrzyłam jak za pierwszym razem, z zachwytem.. Nie mogło być jednak inaczej, jak już mi ta niteczka wpadła w ręce, jak zaczęła do mnie przemawiać, prowadząc mnie bezczelnie na manowce, dopięła swego, i stała się tym, czym nawet w upalne lato opatulę się z rozkoszą.. Podczas dziergania, mimo bezustannego prucia, przysięgłam sobie, że się tej nitce nie dam wykończyć.. Przysięgłam sobie, przekładając leniwie lewe oczka, że to nie ostatnia chusta w moim dorobku, i że wrócę z wielkim zapałem do ich dziergania.. Przysięgłam sobie również, wełny od Laury traktować z wyjątkową uwagą (mam jeszcze kilka wspaniałych motków) i nie bać się ich, bo wynagradzają trudy i znoje.. Dużo tych obietnic padło podczas dziergania, padły jeszcze takie całkiem prywatne, moje, nasze.. nie mogłam jej ochrzcić inaczej.. ;D

Oto "My Vow"












Podczas sesji przysięgłam coś jeszcze, nie marudzić na fotografa, który ma do mnie anielską cierpliwość...  ;) 

A tak już wygląda Asja, która w podskokach brawa sobie bije.. ;) 


A Ty masz już swoją wiosenną chustę? Czujesz już powiew wiosny? nie czekaj aż przyjdzie.. zacznij dziergać już teraz... co planujesz zrobić na wiosenne szyjne omotanie? Kolory, forma czy wymyślna koronka skradła Twoje serce?

Ściskam Was bardzo serdecznie!
I życzę miłego dnia!! 
Niech słońce Twojego pysiaka dziś ogrzeje :D

wtorek, 17 lutego 2015

Ryba czy wędka?

Od kilku lat, kiedy to odkryłam niezliczone możliwości internetu, "wujka google" i "youtubowej ciotki", nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Praktycznie w każdym przypadku istnieje w internecie odpowiedź na dręczące mnie pytanie: "jak to zrobić". Luki wiedzy w dziewiarstwie, jeśli jest ono prawdziwą pasją, nigdy przenigdy nie powstrzymały mnie przed poszukiwaniem odpowiedzi. Ponieważ w znacznej większości przypadków internet oferuje nam odpowiedź w języku obcym, zazwyczaj jest to język angielski, osobom, które tego języka nie znają z pewnością trudniej jest znaleźć odpowiedź na te wszystkie dręczące nas pytania. Ale czy to oznacza, że mamy się poddać? przestać szukać? rezygnować z tej gigantycznej biblioteki wzorów dziewiarskich, bo nikt nie przygotował dla nas zrozumiałego gotowca? 

Język angielski wykorzystywany w opisach dziewiarskich jest, jak każda wąska dziedzina, oparty na pewnych stałych skrótach, zwrotach, wielokrotnie wykorzystywanych i powielanych we wzorach. To język specyficzny, można powiedzieć branżowy, w przypadku którego bez znajomości skrótów i tych zwrotów opisujących poszczególne techniki czy oczka nawet Anglik z pochodzenia ma trudności ze zrozumieniem. Tylko znajomość tych słów, tych skrótów pozwoli, zarówno nam, jak i rodowitym Anglikom zrozumieć w pełni co należy wykonać w danym wzorze. 

Rozumiem, że oglądanie opisu w obcym dla nas języku może paraliżować, ale z drugiej strony, wychwycenie niektórych, stałych punktów każdego opisu, znajomość ich znaczenia, pozwoli nam w przypadku prostych dzianin zrozumieć opis, bez umiejętności posługiwania się tym językiem obcym biegle.

Oczywiście, mogłabym przygotować dla Was opis w języku polskim, bo przecież co to dla mnie, góra 5 minut roboty. Otóż nie, tłumaczenie wzoru zajmuje znacznie więcej czasu, przygotowanie pod względem poprawnej treści to jedno, zostaje jeszcze edycja, rysunki, grafiki, które podobnież są czasochłonne, zwłaszcza jeśli nie ma się wykształcenia i praktyki równej grafikom czy edytorom. Nie powiem, trochę mi przykro było czytać zastrzeżenia padające pod adresem mojej dla Was Walentynki, że nie jest w języku polskim, że nie ma w niej schematów, itp itd. Przykro, bo poświęciłam swój czas, mogąc go przecież spożytkować w zupełnie inny, ciekawszy sposób, zachowując szal i tajemnicę jego powstania tylko dla siebie......
Ale... nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło... :D

Wraz z Marzeną (autorką bloga welnianemysli.blogspot.com oraz Panią Wełną stojącą za najbardziej wełnistą owcą w stadzie, czyli sklepem uchmurki.pl), która zapoczątkowała cykl postów "Przerobię cię, ty okropny anglojęzyczny wzorze!"  na przykładzie wzoru Mil Pasos pokażemy Wam jak niewielkim nakładem pracy oswoić wzór w języku angielskim, co mam nadzieję, jak przysłowiowa wędka, pozwoli Wam w przyszłości poradzić sobie z innymi, o podobnym stopniu trudności opisami na dzianiny.  

Szczegóły już wkrótce! 

sobota, 14 lutego 2015

Mil Pasos

Jakiś czas temu na fejsie (jeśli jeszcze nie masz mnie w swoich znajomych lub obserwowanych, zapraszam: klik lub klik), dzięki wzajemnemu podglądaniu się, natrafiłam na zjawiskowy, zarówno estetycznie, muzycznie jak i tanecznie, utwór muzyczny, z cudnym wręcz wykonaniem Kizomby. Zachwycił mnie i porwał do tego stopnia, że kilka dni słuchałam go w kółko.. 

Mil Pasos to po hiszpańsku "Tysiąc kroków".. jak je zechcesz zinterpretować to właściwie zależy od Ciebie. To mogą być te kroki, które na co dzień prowadzą Cię do zrealizowania marzeń, to mogą być te kroki, dzięki którym przemieszczasz się w czasoprzestrzeni, to w końcu mogą być te kroki, które stawiacie razem z partnerem, lub ten jeden, w jego kierunku, dzięki któremu oboje wiecie, że nie ma życia i świata bez siebie nawzajem... 

Walentynkowe święto nigdy do mnie nie przemawiało, nigdy też nie świętowałam tego dnia jakoś szczególnie. Przyznaję, że wolę świętować Dzień Zakochańców każdego dnia, w niedzielne poranki, podczas sobotnich zakupów, piątkowym wieczorem, czwartkowym oczekiwaniem na zbliżający się weekend, środową wycieczką, wtorkowym, wczesnym śniadaniem, albo poniedziałkowym zderzeniem się z rzeczywistością po leniwym razem spędzonym wolnym. 

Z rozrzewnieniem wspominam za to Walentynki onegdaj odnajdywane w przeróżnych miejscach, czy to w tornistrze szkolnym, w piórniku, pod wycieraczką.. fajne to było, śmieszne czasem, zwłaszcza jak ktoś, kto mnie znał, wykorzystując wiedzę o moich szkolnych miłostkach wrzucał mi do plecaka kartkę podpisaną M. (tak się składa, że panowie o imionach rozpoczynających się na tą literę najczęściej zawracali mi w tamtych czasach w głowie..) Do tej pory pamiętam jak doszukiwałam się w Jego tonie głosu, w Jego gestach oznak tej na kartce wyrażonej miłości.. Prawda była jednak inna, to moja koleżanka zrobiła sobie ze mnie żart, podrzucając mi tę kartkę :) Wtedy planowałam słodką zemstę, ale dzisiaj ze śmiechem wspominam to rozczarowanie, jakie wtedy poczułam.. 

Ze względu na tę właśnie walentynkową moc, lubię to święto. A ponieważ nie mogę wysłać Wam wszystkim walentynek, przygotowałam dla Was mały drobiazg. 





Wzór na wyżej prezentowany szal o wdzięcznej nazwie Mil Pasos jest od dziś dostępny dla Was bezpłatnie. 


Mam nadzieję, że dziergając ten szal ze mną poczujesz choć odrobinę moc walentynkowej kartki..  :) 

Zostawiam Was z rytmem rozgrzewającym do czerwoności.. leniwym, wolnym, jakże pociągającym... :D 



Miłego wieczoru! 

środa, 11 lutego 2015

szafy nietuzinkowe wykorzystanie.. z szalem w tle.. :)

Tak się dałam porwać dzianinom z rękawkami, że całkowicie zapomniałam ile radości daje dzierganie szalo otulaczy! Rany.. jak ja mogłam zapomnieć.. ???

W ramach terapeutycznego zmagania się z weny zaginięciem (wciąż szukam! może ktoś z Was ma moją???) wpadłam w całkiem nieplanowany cug.. w pierwszej kolejności rzuciłam się na tęsknie na mnie spoglądającą Victorię (Chmurkowy Everlasting Sock od Dream in Color), wyciągnęłam z czeluści kontrastowego socka (tym razem Silky Merino z Zagrody) i całkiem ekspresowo zadziałam ni to szal ni to chustę, ale przynajmniej z jednym całkiem pewnym elementem, z falbanką! 


Dziergało mi się toto w trybie ekspresowym, wzór wykorzystany w szalu jest wyjątkowo atrakcyjny, niewiele trzeba się nad nim koncentrować, właściwie sam się dzierga, a przy tym wyjątkowo uroczo prezentuje się w dzianinie kolorami tryskającej. Wzór na ten szal już jest w fazie testowania, niebawem będzie dostępny. 

Potem przyszła chwila dość nieoczekiwana. Jakiś czas temu nabyłam włóczkę niezwykłą, ręcznie uprzędzioną i ufarbowaną przez bardzo zdolną Prządkę - Laurę! Jest to nitka, która śniła się mi po nocach, krwisto czerwona, o wspaniałym składzie, cudnie miękka, a i przed blokowaniem rokowała cudnie na dzianinę lejącą.. Chodziłam koło tego moteczka kilka ładnych miesięcy, obmyślając to jaka aranżacja nitki wyciągnie jej urodę nie zabierając tego z niej bijącego blasku. Padło na prosty ażur, niebanalny kształt i wieczne prucie.. ale było warto!
Tak wyglądała niteczka od Laury jeszcze całkiem niedawno..


Tak się prezentowała już w trakcie robótki.. wybaczcie Rudego, ale ma słabość gigantyczną do dzianin luksusowych! ;)


A tak się prezentuje już dziś, mokra i zwisająca bezwładnie..


 A właśnie.. w jaki sposób blokujecie swoje dzianinowe i ażurowe chusty? 
Pytam, ponieważ nie każdy kształt można zblokować na płasko, nie zawsze też dysponujemy miejscem na to, by chusta czy szal leżała przez kilka dni na plaskacza. Pokaźnych rozmiarów szal czy chusta ma ok 2 m kwadratowych, czasem mniej, czasem więcej, i to są 2 mm kwadratowe wyjęte z życia wtedy, gdy dzianina schnie. No to jakie macie rozwiązania na blokowanie swoich prac? 

Podczas przyszpilania tej chusty do maty, jak Dobromirowi, zapaliła mi się pod kopułką żarówka, chwilowe olśnienie mnie dopadło i wpadłam na pomysł. Rzadko takie objawienia miewam, ale zauważyłam, że w przypadku dziewiarstwa intuicja mnie jeszcze nie zawiodła, dałam się więc idei ponieść.. tym oto sposobem szal blokuje się wisząc swobodnie zahaczony na szpileczkach w drzwiach przesuwnych mojej sypialnianej garderoby! Na szczęście uparłam się kiedyś na 2 metrową szafę, na drugie szczęście, szafa ta jest złożona z pleksi fragmentów, które wzmocnione są metalowym stelażem, a przestrzeń pomiędzy pleksi a metalowymi ramami jest wystarczająca na to, by wcisnąć tam szpileczkę. I tak szal mi się suszy zwisając, na szpileczkach wciśniętych w szafowe szczelinki! 

O tak to wygląda:


Na razie to rozwiązanie się sprawdza (szal wisi, jeszcze nie spadł, ciut z niego woda kapie, ale może mi szafy rdzą nie zakazi..), wiem jednak, że jest to rozwiązanie tymczasowe. Ponieważ cug szalowy może mnie trochę potrzymać, aktywnie poszukuję innego rozwiązania na blokowanie nietypowych kształtem szalo-otulaczy. Macie jakieś dobre rady dla mnie? 

I już na sam koniec moich rozważań, chciałam Wam bardzo serdecznie podziękować za tak życzliwe przyjęcie Cocachinki! Straszliwe się obawiałam, jak zostanie przyjęta, co o niej pomyślicie, i jak każda baba, liczyłam na komplementy (no co! nie będę ściemniać ;) ), ale Wasza reakcja przeszła moje najśmielsze oczekiwania! Bardzo, ale to bardzo dziękuję, za każdy życzliwy mail, za każdą serdeczną wiadomość czy komentarz! Dzięki Wam przez chwilę naprawdę fruwałam w chmurach! dzięki!

sobota, 7 lutego 2015

Cocachin


Praca nad projektem, który chcę Wam dzisiaj zaprezentować, odbyła się w bardzo dla mnie smutnym okresie. Sweter powstawał okraszony łzami, naprawdę. Pod koniec ubiegłego roku, Połówek, pomimo wielu obietnic o tym, że nie będzie mnie, zranionej sarenki po szpitalnych przejściach zostawiał, spakował się i wyjechał w delegacje, i choć przepraszał, i usprawiedliwiał swoje poczynania nakazem odgórnym, obraziłam się na całego. Wyjechał więc, a ja, bida, ze szramami na brzuszku, co to jej nie miał nawet kto herbatki zrobić, o podaniu nie wspomnę (kota jeszcze kubków nosić nie potrafi), zapadłam się w jednym miejscu i zaczęłam bezmyślnie oczka przekładać. Tydzień ten stan mój trwał, tydzień siedzenia na kanapie, bez konieczności nastawiania obiadu, gonienia po sklepach, tydzień, jak się okazało później, świetnie spędzonego czasu. Tydzień czarów padających na mnie z ekranu.. a to wszystko dlatego, że w tamtym własnie tygodniu w Netflixie pojawił się serial: "Marco Polo".

 Niewiele Asja potrzebuje do szczęścia, wystarczą jej piękne obrazy, dynamiczne skoki, tańce, ładni aktorzy, najlepiej obu płci, nieco estetycznej golizny, jak wyżej, obu płci :), ciekawa historia i ... morze prawych i lewych oczek. Tak mnie ten serial urzekł, tak mnie oczarował, że nie wiem jakim cudem powstała moja własna Cocachinka..

Cocachin to jedna z głównych postaci tego serialu, kobieta nosząca koronę, uwięziona wśród innych członków rodu królewskiego, prawdziwa - nieprawdziwa księżniczka, niezwykła, wrażliwa, piękna.. i posiadająca tajemnice.. nie chcę Wam zdradzać szczegółów, dlatego na tym poprzestanę.. 

Moja Cocachin ma wiele ze swoją imienniczką wspólnego. Przede wszystkim jest prawdziwą księżniczką. Należy bowiem do rodu królewskiego raglanów, ale nie jest taka sama jak pozostali królowie i książęta, ma w sobie "coś", co ją wyróżnia, co sprawia, że jest wyjątkowa, nawet pozwolę sobie powiedzieć, że jest znacznie lepsza od całej reszty. A co to takiego? 

English: Working on this project that I want to present to you today, happened in a very sad period of time. I was knitting this garment in a flood of tears, seriously. At the end of last year, my dear Husband, despite many promises he made, that he will not leave me in this awful time when I recovered after a small OP, left me alone, a wounded and healing being, just few weeks after coming back from hospital. I was so sad, depressed and alone, there was noone there who could make me a cup of tea and ask how I was doing that time. So I sat on the couch in front of TV with some knitting on my needles to realise, that a new Series was coming out on Netflix, and surprisingly this awful time changed into great and exciting journey into the times of "Marco Polo"

Is there anything better than a delicious cup of tea, some interesting knitting on your needles, an exquisite yarn in beautiful shades and great, long movie? I don't think so. I spent great time watching those beautiful people "dancing" in dynamic silky clothes, those oversized shapes, long, kimono sleeves, beautiful pictures and music, and they all just inspired me to knit something I didn't even realised at that time that I needed. And here it is, a Cocachin, sweater inspired by the "Marco Polo" and a princess with the same name: Cocachin.

Just like the Princess Cocachin, who was living among the members of the royal family pretending to be one of them, this sweater pretends to be a raglan sweater, but has much more to offer. Elegant, stylish, easy to knit, with details which will keep you going from the very first to last stitch.











Projekt ten od samego początku owiany został tajemnicą, ledwie kilka osób zaangażowanych w testowanie opisu na ten sweter wiedziało, jak Cocachin wygląda.. Testerki podczas takiego projektu to prawdziwy skarb! 
Dziewczyny! dziękuję Wam bardzo serdecznie, za każdą uwagę, każdego maila, każde słowo krytyki, otuchy czy po prostu zwyczajny/niezwyczajny update!  Bosko było móc z Wami współpracować! - dziękuję! :)
I te własnie osoby, te Skarby najprawdziwsze, świętują dziś razem ze mną, premierę własnych Cocachinek!  zapraszam Was gorąco do oglądania naszej, wspólnie utworzonej, galerii tego projektu (sama jestem jej ogromnie ciekawa, bo jeszcze nie wszystkie Cocachinki widziałam!):

I najważniejsze, opis na ten sweter jest od dziś dostępny RÓWNIEŻ W JĘZYKU POLSKIM!

English: This is the first design I made which was never shown anywhere before. And I wouldn't do that without a wonderful help of my beloved Testers. 
Dear Testers! thank you very sincerely, for each suggestion, every email, every word of criticism, encouragement or just ordinary / extraordinary update! It was wonderful to be able to share this time with you! - Thank you! :)
This is also the day when all versions of this sweater knitted in a Top Secret Test will have its debut, so please join me in watching this beautiful galerie we all made for you :) 




piątek, 6 lutego 2015

Rozdanie i zapowiedź..

Ktoś mi ukradł jeden dzień w tygodniu... Macie tak czasem? obudziłam się dzisiaj przekonana, że jest czwartek, by po chwili zderzyć się z rzeczywistością i przekonać, że jednak jest już piątek! Są oczywiście plusy takowej pomyłki, mniej godzin do odliczenia do zbliżającego się weekendu to chyba największy plus.. ale Wy, oczekujące na nagród przyznanie z pewnością nie cieszycie się z tej mojej pomyłki. 

Musicie jednak wybaczyć mi, bo zanim ogłoszę zwycięzców pozwolę sobie na słów kilka, powiedzmy tytułem wstępu. 

Marzyliśmy o twórczości własnej przez Was zaprezentowanej, ale przez myśl nam nie przeszło, że takimi talentami nas obdarujecie! Każdy z poniżej prezentowanych tworów zachwycił nas ogromnie, poprawił humor, uśmiech nam na usta wcisnął, Połówek poczuł się doceniony wyjątkowo (nawet ja nie pisałam o nim wierszy!), parskał śmiechem lub w zadumę popadał nad każdym jednym słowem, które padło, zachwyt ogromny! 
Chcąc Was dodatkowo nagrodzić postanowiliśmy opublikować Wasze Twory w całości, niech wszyscy widzą, jakie macie talenta, jakie rymy potraficie układać, jakie historie tworzyć, jakie baśniowe krainy! i to na temat swetra! Wspaniale! Brawa dla Was! :D

Kolejność prezentowanych Tworów jest kolejnością Waszych publikacji! 


Karolina:

 Oliver Queen to taki gość co złoczyńców ściga po nocach - nie myśląc o dziewczynach.

Pora zimna to przemarzł na wskroś - cóż ma począć biedaczyna.

Asia zdolniacha zrobiła mu sweter Arrowem zwany - ciąg dalszy historii już znacie,


Oliver zdrowy, opatulony i cwany - Mścicielem go już nie nazywacie.



Babaruda: 


Pewnej księżycowej nocy Wloczkowa Wróżka przewracała sie długo w łożku nie mogąc zasnąć. Z westchnieniem podniosła sie z łóżka i wyjrzała na świat za niewielkim oknem jej przytulnej chatki. Rudy Kocur podniósł leniwie głowę i zamruczał radośnie mając nadzieje na nocny spacer. Wróżka złapała jego spojrzenie i rzuciła przez ramie: -No dobrze, chodźmy, moze to pomoże mi znaleźć powód mojej bezsenności. Kocur zadarł ogon i w radosnych podskokach podbiegł do drzwi, ktore Wróżka uchyliła łapiąc w biegu pelerynę by okryć sie przed nocnym chłodem.Na progu lasu ujrzała Krzew otulony pajęczyna srebrząca sie w blasku księżyca. Otulony Krzew wyglądał na lekko zmęczonego, wiec Włóczkowa Wróżka zapytała, co go meczy? -Och, Pająk był uprzejmy otulić mnie pajęcza nicią przed Zima, ale nadeszła Wiosna, dnie robią sie ciepłe, a Pająk zaginął i nie ma kto zdjąć ze mnie osłony. Duszno mi i nie mogę wyprostować ramion- poskarżył sie Krzew. Włóczkowa Wróżka uśmiechnęła sie leciutko pod nosem i chwyciła koniec pajęczyny pociągając ja leciutko. Nawinęła końcówkę wokół palców i ściągała delikatnie pajecza nic uwalniając Krzew. W miarę jak pajęczyny ubywało Krzew prostował zmęczone ramiona i wyglądał coraz lepiej. Kłębek pajęczyny w dłoniach Wróżki rósł i rósł, a w Jej głowie rodził sie pomysł jak ja wykorzystać. W zadumie pochyliła głowę i myślała nad czymś, po czym pożegnała wdzięczny za pomoc Krzew i w podskokach pobiegła w stronę Chatki kreśląc dłonią znaki w powietrzu zrywając po drodze smukłe wiklinowe gałązki. Kocur podążał za nią w podskokach z zadartym ogonem ciekawy co tez jej przyszło do głowy. Wróżka, dobiegłszy do Chatki usiadła w jej progu i zaczęła plesc pajęcza nic na wiklinowych gałązkach nucąc cichutko radosna melodie i unosząc co kilka chwil robotke w gore ku światłu Księżyca. Kocur zaciekawiony przysiadł obok nie podążając zielonymi oczyma za witkami, po chwili zaciekawił go podskakujących kłębek. Tracił go łapka i podbiegł za nim kilka razy, a obserwująca go katem oka Wróżka zaśmiała sie perliscie. Kot zawstydził sie, uważał bowiem siebie za poważnego i nie uchodziło mu zachowywać sie jak młody Kociak i ganiać za kłębkiem. Wróżka uśmiechnęła sie do niego i uniosła do góry skończona robotke mamrocząc pod nosem zaklęcie. Kot zobaczył lśniąca kapote w rozmiarze duszona dużym na niego. Zawiedzony zamruczał:- nie spałaś cała noc by zrobić mi za duży sweter? chyba bedziesz musiała go zmniejszyć by pasował na mnie. Wróżka uśmiechnęła sie tajemniczo i rzekła:- Ależ to nie dla Ciebie! To dla Czarodzieja, który skradł me serce. Podróżuje po świecie i często marznie przemierzajac na koniu bezmiar dróg. Teraz żaden chłód nie bedzie mu straszny, a blask Księżyca zaklęty w swetrze oświetli mu drogę powrotna do domu, by zawsze szcześliwie do niego wracał.


ewu jw:


Gdzieś w wielkim świecie żył raz sobie Pan. 


 Jako "Połówka" blogosferowy świat go znał


Otóż ten Pan, dość miły Pan miał żonę


 Żona ta zaś talenty miała niezliczone


Pewnego dnia nasz Pan powiedział do swej żony:


 "Chcę sweter mieć rękami Twymi przerobiony"


Aż się rozpromieniła w jednej chwili żona cała:


 "Wreszcie mąż chce, bym coś dla niego wydziergała"


Lecz swetra plan dosyć okazał się zdradliwy


 W projekcie Pana bowiem same cuda są i dziwy


Ubiór ma prosty być lecz bardzo też ciekawy


 Ma korpus przedni mieć i tylni i..... rękawy?!


A jeszcze jakby tego nie starczyło


 Kaptur ma mieć lecz jakby go NIE było


Zasiadła żona, głowę lekko pochyliła


 Chwilkę to trwało - troszkę się mocniej zamyśliła


I jest - wystrzelił prosto z mądrej głowy


 Pomysł na projekt bardzo tak nietuzinkowy


Potem zostało tylko już dzierganie


 I przymierzanie, i liczenie, i...pisanie.


I oto cieszy się niezmiernie lud blogowy

 Bo otoż opis jest na męski udzierg nowy


I nawet każdy na ulicy poznać zdoła


 Że ten, czy tamten pan... nosi Arrowa..


A jeszcze jakby tego było mało


 Kaptur od swetra Arrow Cowl-em się nazwało


I część projektu jak się okazało

 Do damskich głów się przysposobić też udało


P.S.Autor pozdrawia dziś Połówka


Rzecz jasna w całej osobie


Asji zaś zawsze życzy


Mnóstwa pomysłów w głowie ;)



pikotek:

Pewna nadobna Asia, w odległej obczyźnie


wielkie udziała swetrzycho swemu mężczyźnie,


co strzelać lubił z łuku.


I rzecze mu Asia: a ku ku, 


swe członki odziej, bo wstyd polować w bieliźnie.



Kobieta Orkiestra:


Arrow piękny jest i już


(niepotrzebny żaden róż)


o nim serial i trzy wpisy


no i owszem- dwa opisy.


Sweter cudny jest, aż strach


i w warkoczach i w guzikach


w tej niteczce kolorowej


od dziewiarki wyborowej.


Dzięki temu, że Połówek


nie wydawał kilku stówek


na sweterek; tylko wspaniała


żona my z kapturkiem wydziergała


teraz każdy facet fajny


może kaptur idealny


mieć na swoich plecach;


a w kobiecych dłoniach


tworzą się na drutach ściegi urocze


na plecach dziergając cudne warkocze 



To teraz słów kilka o nagrodzie.. Połówek wieczorną porą, z zupełnie nieznanych mi powodów, wszedł nagle do salonu, by położyć się na podłodze i machając wszystkimi możliwymi członkami wymuszać?! wymuszać, na mnie, zwiększenie liczby nagród do liczby uczestników konkursu. Negocjował wytrwale, raz na czas podnosząc się z podłogi, tupiąc nogami lub rąbiąc ręką w stół, by znów się na podłogę rzucić i wić jak węgorz... Zazwyczaj nie ulegam tego typu zachowaniom, ale jak usłyszałam "Ma być tak i kropka!!", wybaczcie mnie biednej, że z uwagi na szczęśliwe pożycie małżeńskie, zmienię minimalnie zasady konkursu przyznając KAŻDEJ Z WAS nagrodę główną! 

Dziewczyny, dziękuję Wam bardzo, bardzo, bardzo serdecznie, za genialną inwencję twórczą, za fantazję, za inspirujące zwroty, wyrażenia, poezję prawdziwą najwyższych lotów :) Jesteście niezwykłe! :*** 

I zapraszam po odbiór nagrody - Każda z Was otrzyma od nas Ebooka "Arrow Hoodie" :) 

A na koniec.. 
...już jutro szykuję dla Was niespodziankę wieczorną porą.. będziecie? 

Niespodzianka niezwykła, mam nadzieję inspirująca, oczekiwana i ekscytująca :D 

o.. taka: 


to do jutra! 
...po "faktach" się widzimy :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Napisz do mnie / Send me a message:

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *